24.01.2017

Epilogue

Hazel

 Ubrana w cichy, które znalazłam u siebie w szafie wchodzę do salonu, w którym znajduje się już Justin. Nie umiem się nie uśmiechnąć kiedy na niego patrzę, więc sekundę później szczerzę się do niego jak jakaś idiotka. Chłopak cicho chichocze i składa pocałunek na moim czole. 
 - Gdzie idziemy jeść? - pyta przerzucając sobie rękę przez moje ramie.
 - Tak właściwie... - zaczynam niepewna jak zareaguje na to co chcę powiedzieć. - Muszę najpierw zajść do domu Michael'a - mówię, a Justin się krzywi. - Wiem, wiem. Ale tam są wszystkie moje rzeczy. Włącznie z laptopem i ulubioną książką - robię smutną minę. - Ten kutas nie może zatrzymać mojej ulubionej książki - warczę denerwując się na samą myśl o tym. 
Justin przytakuje powoli głową próbując ukryć uśmiech. 
 - Spokojnie kochanie - mówi i otwiera przede mną drzwi. - Odzyskasz swoją książkę - obiecuje mi. - Ale na pewno nie pójdziesz tam sama. 
 - Okej - zgadzam się. - Nawet nie chciałabym iść do niego sama - przyznaję. 
Justin puszcza mi oczko. Gdy zamykam drzwi mieszkania na klucz schodzimy na dół. 
 - Musimy zamówić taksówkę - mamrocze chłopak. 
Unoszę brwi zaskoczona. 
 - Co z twoim samochodem? - pytam. 
 Justin wypuszcza głośno powietrze z ust.
 - Tooo długa historia - odpowiada tylko.

***

 Aby wejść do domu Michael'a używam swoich kluczy. Po cichu liczę na to, że nie ma go w domu i że będę mogła załatwić wszystko szybko i bezproblemowo. 
 Jednak od razu jak tylko wchodzę utwierdzam się w przekonaniu, że moja nadzieja kończy się tylko na nadziei. Michael w zwykłej białej koszulce i czarnych spodniach wyłania się z kuchni. Automatycznie zaczynam odczuwać niezręczność całej tej sytuacji. Justin, gdy tylko mnie zauważa łapie mnie za dłoń i mocniej ściska na znak, że nie podoba mu się ta sytuacja. 
 - Przyszłam... tylko po rzeczy - mówię ostrożnie. 
Mike przez chwilę mi się przygląda. Skanuje mnie wzrokiem i powoli przenosi go na nasze splecione dłonie. Sekundę później przytakuje głową. 
 - Spakowałem cię już. 
Unoszę brwi, gdy to mówi i zaraz wszystko sprostowuje: 
 - Źle to zabrzmiało - dodaje szybko krzywiąc się. - Po prostu wiedziałem, że prędzej czy później po nie przyjdziesz, więc... - milknie.
 - Uh, okej - odpowiadam. 
 - Torba i inne swoje rzeczy masz na górze - informuje mnie, a ja od razu odwracam się, aby wejść po schodach na górę.
 - Możesz tutaj na mnie poczekać - zwracam się do Justin'a. 
 - Jesteś pewna? - pyta marszcząc delikatnie brwi. 
Przytakuję i nie czekając na jego dalsze słowa wchodzę na górę. 
 Zależy mi na Justin'ie i mimo wszystko zależy mi na tym żeby miał dobre relacje ze swoją rodziną. Alb chociaż przynajmniej znośne. Może mi mówić ile chce o tym, że ma to gdzieś, ale bardzo dobrze wiem, że tak nie jest. Przejmuje się tym, mimo, że nigdy mi tego nie przyzna. 
 Mam nadzieję, że kiedy teraz ich zostawię nie pobiją się, tylko spróbują normalnie porozmawiać. Ja już nie mam nic do powiedzenia Mike'owi. Ale on i Justin... to całkiem inna historia. 
To nadal jego brat. 
 Wchodzę do sypialni i pierwsza rzecz jaką zauważam to dwie torby. Jedna z ciuchami, a druga ze sprzętem elektronicznym stojąca przy ścianie obok. Już mam zamiar brać walizkę i wychodzić z pokoju, gdy nagle przypominam sobie o czymś co miałam jeszcze zrobić. Między innymi właśnie też dlatego nie chciałam żeby Justin wchodził tu ze mną.  
 Z kieszeni swojej jeansowej kurtki wyciągam pierścionek zaręczynowy. Unoszę go i zaczynam się przyglądać każdej jednej części tej biżuterii. 
 Jest mi przykro. Naprawdę przykro, że to wszystko kończy się w ten sposób. Pożegnania nigdy nie są zbyt łatwe, a pożegnania z osobą, dla której poświęciło się rok życia jeszcze mniej. Jakikolwiek on nie jest i jakakolwiek nie jestem ja, to smutne. 
 Biorę wdech i podchodzę do szafki nocnej, na której kładę pierścionek i kluczę do jego domu. Odwracam się i biorąc dwie torby szybko kieruję się do wyjścia z pomieszczenia. Staję przy schodach. Docierają do mnie strzępki rozmów. 
 - Przecież nie robię tego żeby zrobić ci na złość - mówi Justin. - Naprawdę ją kocham - podkreśla ostatnie zdanie. 
Michael wzdycha. 
 - Wiem - odpowiada. - Gdyby nie ojciec... Cholera, byłem tak głupi słuchając się go. Gdyby nie on, dałbym spokój Hazel już po tym jak... jak ją uderzyłem. Widziałem, że coś jest między wami i naprawdę chciałem odpuścić.Ale wtedy przyszedł on gadając mi o tym, że tak nie załatwiają spraw prawdziwi mężczyźni, że skoro się do czegoś zobowiązałem, to nie powinienem teraz uciekać jak mały szczeniak - znowu wzdycha. - Nie chcę się usprawiedliwiać, bo wiem, że robiłem ci na złość wiele z tych rzeczy, ale kiedy wtrącił się do tego ojciec, on potrafi być naprawdę...--
 - Wiem coś o tym - przerywa mu Justin. 
Powiedziałam Justin'owi rano o całej tej sprawie z Jeremy'm i już dawno nie widziałam go aż tak zdenerwowanego. Ledwo udało mi się namówić go do tego żeby został ze mną w mieszkaniu. Justin jak to Justin chciał załatwić to po swojemu. 
Postanawiam zejść po schodach i robię to najgłośniej jak potrafię tak aby wszystko usłyszeli i przestali rozmawiać. Justin, gdy tylko zauważa, że schodzę z dwoma torbami, podchodzi do mnie i zabiera tą cięższą. Uśmiecham się do niego z wdzięcznością.
 Schodzimy na dół, a gdy znajdujemy się już w holu rzucam przez ramię do Mike'a: 
 - Klucze zostawiłam na twojej szafce nocnej.
 Chłopak przytakuje głową. Nic nie mówi, więc odwracam się i idę za Justin'em, który czeka na mnie w wejściu. 
 - Hazel? - odzywa się nagle Mike. 
Niepewnie odwracam głowę i spoglądam na niego pytająco. 
 - Przepraszam.
Nie wiem co mogłabym mu odpowiedzieć. Jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek słowa wybaczenia. Nie chcę też mówić nieszczerego "nic się nie stało", bo to byłoby kłamstwo. Stało się. I to zbyt wiele. Więc po prostu przytakuje delikatnie głową na znak, że doceniam jego przeprosiny. Odwracam się i odchodzę. 

***

 - Gdybyś tylko zobaczył, jak Hazel wylewa wino na jego głowę! - opowiada mu Travis i zaczyna się śmiać na wspomnienie o tej sytuacji. 
 Umówiliśmy się na wieczór z Travis'em i Pią. Oni jako wielcy kibice naszego związku koniecznie chcieli wiedzieć co i jak. 
 Siedzę na kanapie, pomiędzy nogami Justin'a, który obejmuje mnie dłońmi w pasie i trzyma głowę przy mojej szyi. Travis i Pia siedzą po drugiej stronie na fotelu, który dzielą. Pia jak to Pia rozsiadła się na całej długości, a biedny Travis zaklepał sobie podłokietnik. Raczej nie miał nic do gadania w tej sprawie. 
 Justin chichocze, na słowa Travis'a. Uśmiecham się szeroko widząc podekscytowanego ciemnoskórego chłopaka. To śmieszny widok. 
 - Ooo tak! - dołącza się Pia klaszcząc w dłonie. - To było tak - mówi poprawiając się na siedzeniu i rozpoczynając swoją małą scenkę. - Ubrudziłeś się, kochanie - mówi udając ton mojego głosu i patrząc się na Travis'a. 
 - Tak? - chłopak udaje zaskoczonego Mike'a. - Gdzie? 
 - Tu - odpowiada Pia i zaczyna głośno się śmiać. 
 - I WTEDY WYLEWA NA NIEGO PIEPRZONE WINO! - krzyczy Travis wymachując rękami i też zaczyna się śmiać. 
 Przewracam oczami i uśmiecham się szeroko na ich głupkowate zachowanie. Justin chichocze przy moim uchu, a ja gdy tylko to słyszę zaczynam odczuwać ciepłe uczucie ogarniające całe moje ciało.
 - Jesteś moją mistrzynią Hazel - mówi Travis szczerząc się do mnie. - Chciałem to nagrać, ale kiedy włączyłem aparat ty już wychodziłaś. 
 Justin całuje mnie delikatnie w szyję i szepcze: 
 - Mój aniołek taki niegrzeczny - jego głos ma w sobie nutkę rozbawienia.
Z uśmiechem odwracam się twarzą do niego i składam pocałunek na jego ustach. 
 - Chciałam zrobić wielkie wyjście - mamroczę chichocząc. 
Słyszę jak Pia wzdycha. Spoglądam na nią pytająco, a ona uśmiecha się głupkowato. 
 - Tak długo na to czekałam, o mój Boże! - piszczy podekscytowana. 
 - Spokojnie, kochanie - zwraca się do niej Travis. - Chyba zbyt mocno to przeżywasz - śmieje się z niej.  
 - Spadaj, to ship mojego życia - odpowiada oburzona. - Ty tego nie rozumiesz. 
 - Yhym - mówi i całuje ją w czubek głowy. 
Uśmiecham się, bo ich zachowanie jest bardzo urocze.
Justin i Travis zaczynają rozmawiać o samochodzie jaki planuje kupić sobie chłopak siedzący obok mnie. Nadal mi nie powiedział co się stało z jego poprzednim samochodem. Notuję sobie w głowie, że jeszcze dzisiaj muszę się tego od niego dowiedzieć. 
 - Justin, masz jakiś kontakt ze swoimi rodzicami? - wtrąca im się Pia. 
Chłopak przerywa swoją rozmowę i trochę się spina. 
 - Ym, nie do końca. To znaczy, moja mama już wszystko wie i dzwoniła żeby powiedzieć, że powinniśmy wpaść do nich na kolację, ale ojciec... - robi pauzę. - Ciężki temat. 
Pia przytakuje na znak, że rozumie. 
 - Chciałabym się wyrwać z tego miejsca - mówię cicho, patrząc w przestrzeń. 
 - Jak to? - pyta Travis marszcząc brwi. 
Wzruszam ramionami. 
 - Nawet nie mogę znaleźć sobie pracy... - wyjaśniam. - A to miasto ma dla mnie złą energię. Źle mi się kojarzy... - wzdycham. 
 - Mi też - mówi Justin. 
 - Tak jak i mi - dodaje Travis. 
 - I mi - wzdycha Pia.
Justin oblizuje usta i patrzy się na nas. 
 - Możemy wyjechać - mówi tak jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. 
 - Co? - pyta zaskoczona Pia. 
 - Gdzie? - dodaje Travis. 
Ja nic nie mówię. Marszczę tylko brwi i próbuję zrozumieć to co dzieje się w mojej głowie. Ten pomysł naprawdę mi się podoba. 
 - Zawsze chciałam mieszkać w Bostonie - mamroczę zamyślonym głosem. 
 - Ja też! - mówi Pia. - Tam są takie śliczne, zabytkowe uliczki!
 - No i to nie jest aż tak daleko od Nowego Jorku jakby się mogło wydawać - dodaję. - Kilka godzin i znowu jesteśmy tutaj. Będziemy mogli często odwiedzać Martin'a i resztę. 
 - Wy tak na poważnie? - pyta zaskoczony Travis. 
 - A czemu nie? - odpowiada Pia. - Przecież nic nas tutaj nie trzyma... Tobie też kończą się pieniądze i  też nie możesz znaleźć pracy - zauważa. 
 - W sumie racja - zgadza się chłopak. 
Pia z uśmiechem składa pocałunek na jego policzku. Jego odpowiedź jest zgodą. 
 - Ja też jestem za - mówię oczywistym głosem, gdy we dwójkę spoglądają w moją stronę.  - Justin? - pytam.
Każde z nas przenosi wzrok na chłopaka, który jak do tej pory mało się udzielał w tej sprawie. Spogląda na mnie tymi swoimi dużymi, ciemnymi tęczówkami. Uśmiecham się szeroko. 
 - Boston czy nie Boston? - pytam. 
Justin chichocze i wtula się we mnie jeszcze bardziej.
 - Głupie pytanie - odpowiada. - Przecież wiesz, że pojadę za tobą wszędzie, aniele.
Mój uśmiech powiększa się jeszcze bardziej o ile to w ogóle możliwe. Całuję Justin'a i słyszę jak Pia piszczy podekscytowana. 
 - Będziemy mieszkać w Bostonie! - krzyczy. 

KONIEC

***

Kończę to w tym momencie. 
Dlaczego tutaj? 
Bo chciałam, żeby to był moment, który jest decydujący, ale mimo wszystko nie do końca. Już wam pisałam, że nie planuję drugiej części i nadal trzymam się tego. Jednak mimo wszystko chcę mieć jakiś rodzaj możliwości, otwartej furtki, dzięki której jeszcze kiedyś, może będę mogła powrócić do tej historii. Jest kilka nie dokończonych spraw i kilka znaków zapytania, przez które zapewne będziecie zastanawiać się co dalej. Ale to dobrze. Dla Was - jest to jakiś rodzaj własnego zakończenia, a dla mnie - możliwość kontynuowania tego. 

Dziękuję z całego serduszka za każdy jeden komentarz, opinię i także Wasze pomysły, które pomagały mi naprawdę wiele razy. Czuję niesamowitą wdzięczność i naprawdę doceniam każde jedno wyświetlenie. Jestem dumna z tego, że chce Wam się czytać moje wypociny. 

Brydzia i Wiola - jeżeli to czytacie... O matko! haha Kocham Was najbardziej na świecie, bo przysięgam, że Wasze pomysły i to, że mogłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami, wiele razy uratowały to fanfiction. Traktujcie to jako współudział w pisaniu, bo gdyby nie to, nie wiem czy udałoby mi się wszystko doprowadzić do końca. 

DZIĘKUJĘ


Nowa historia nazywa się I REMEMBER
i jest dostępna na bloggerze --> I Remember
Jak i na wattpadzie ---> I Remember



Template made by Robyn Gleams