25.06.2016

Chapter Five

,,Czemu tak bardzo mnie nienawidzi?
 I czemu do cholery 
tak bardzo chce mi zniszczyć życie?"

Hazel
Nawet już na niego nie patrzę. Odwracam się na pięcie i zdenerwowana wchodzę do budynku ówcześniej z całej siły trzaskając drzwiami. 
Oszukał mnie.
Dałam się nabrać jak ostatnia kretynka.
Mogłam się domyśleć, że chce mnie tylko wykorzystać. Nadal ma mnie w garści. Nadal może powiedzieć wszystko Mike'owi. Cholera jasna, dlaczego jestem taka głupia? 
Zamykam drzwi od swojego mieszkania na klucz i nie święcąc nigdzie świateł podchodzę do okna, aby zobaczyć czy ten oszust już pojechał. Jego samochód ciągle stoi przed moim blokiem, ale jego nigdzie nie widzę. Może gdzieś poszedł.
Albo siedzi w środku.
Tylko po co?
Kręcę głową i zasuwam zasłony. Robię tak z każdym oknem i dopiero wtedy pozwalam sobie zaświecić lampkę. Jest już czwarta, a ja za kilka godzin powinnam być na zajęciach. 
Może zrobie sobie dzień wolnego i spędzę trochę czasu z Mike'iem. Przyda nam się to. Tymbardziej, że on ostatnio jest bardzo zestresowany i zajęty.

*

Wjeżdżam na ostatnie piętro, a gdy tylko drzwi windy się otwierają w wejściu wita mnie Tess, sekretarka Michael'a.
- Dzień dobry Pani Bieber! - krzyczy znad swojego biurka i zaczyna się śmiać. 
Uśmiecham się i przewracam oczami. Ona lubi mnie tak denerwować. 
- Co cię dzisiaj do nas sprowadza? - pyta z uśmieszkiem na twarzy.
Podchodzę do niej i opieram łokcie na wysokim blacie. Kątem oka spoglądam na zegarek, który dostałam od swojego chłopaka. Zapewne był strasznie drogi i naprawdę nie chciałam go przyjąć, ale Michael tak nalegał, że głupio mi wręcz było odmówić. 
- Chcę wyciągnąć Mike'a na lunch - odpowiadam, a ona macha od razu dłonią.
- Ocho, powodzenia. Jest dzisiaj strasznie zabiegany.
Uśmiecham się delikatnie i zaczynam podchodzić do drzwi, za którym znajduje się jego biuro.
- Coś wymyślę.
Pukam dwókrotnie, a gdy do moich uszu dociera ciche, stłumione "Wejść" otwieram drzwi i uśmiecham się szeroko.
- Dzień dobry kochanie - mruczę i chichoczę, gdy widzę jego zaskoczoną minę.
Siedzi przy swoim biurku i pisze coś na komputerze. Zamykam za sobą drzwi i podchodzę do niego.
- Nie masz zajęć? 
Wzruszam ramionami. Chłopak odjeżdża trochę od biurka tak, aby dać mi więcej miejsca. Przysuwam się i siadam na jego kolanach. Od razu oplata ręce wokół mojej talii.
- Mam, ale rano się strasznie źle czułam - mamroczę wtulając się w niego. 
- Już jest lepiej?
Wdycham jego niesamowicie dobry zapach perfum i przytakuje delikatnie głową.
- Teraz tak.
Nie chcę nawet sobie wyobrażać jakby zareagował gdyby dowiedział się co wczoraj robiłam i w dodatku z kim. Byłby mną zawiedziony i to zapewne bardzo. 
- Wiesz, że niedługo nasza firma wyprawia bankiet z okazji otwarcia nowego działu? - odsuwam się od niego na tyle, aby móc spojrzeć w jego tęczówki. 
- Naprawdę? 
Prytakuje i uśmiecha się delikatnie. Bierze moją dłoń w swoją i przystawia ją do swoich ust. Składa na jej zewnętrznej stronie krótki pocałunek.
- Chcę żebyś ze mną poszła - mówi. - Poznałaś moich rodziców, więc myślę, że możemy już oficjalnie mówić o naszym związku. 
Uśmiecham się.
Imponuje mi to, że Michael chce powiedzieć wszystim o tym, że jesteśmy razem, ale z drugiej strony naprawdę nienawidzę takich bankietów. No wiecie, tam nie ma człowieka, który miałby poniżej pięciu milionów na koncie. A jedyne tematy rozmów, to pięniądze.
Snobistyczne dupki.
- Z chcęcią będę ci towarzyszyć - odpowiadam wbrew swoim myślom.
Zrobię to tylko i wyłącznie dla niego. 
Posyła mi wdzięczne spojrzenie i za chwile dodaje:
- Wiesz, że chyba nawet udało mi się namówić Justin'a? 
Zamieram.
- Co?
- To znaczy powiedział, żebym dał mu spokój i że się zastanowi, ale w jego ustach to właśnie jest zgoda. Pytając go nawet nie szykowałem się na pozytywną odpowiedź. 
- Och... - mamroczę tylko. 
Zgodził się po to, żeby szantażować mnie nawet na tym durnym bankiecie, prawda? 
Cholera, czemu ten dupek tak bardzo mnie nienawidzi? Wiem, że zrobiłam źle włamując się do tego cholernego budynku i wiem, że powinnam przyznać się do tego Mike'owi, ale co to wszystko obchodzi Justin'a? Z tego co mówi Mirnada do czasu wspólnej kolacji nawet się nie widywał ze swoją rodziną. Wcale mu na nich nie zależy. Czemu tak bardzo mnie nienawidzi? I czemu do cholery tak bardzo chce mi zniszczyć życie?
- Możesz się wyrwać i pójść ze mną coś zjeść? Zaraz się będę musiała zbierać do pracy - mamroczę patrząc na niego.
Posyła mi znaczący wzrok.
- Wiesz, co myślę o tym, że pracujesz w tym barze, prawda?
Przewracam oczami.
Nie zliczę ile razy ten facet robił mi awantury o to, że pracuję jako kelnerka. Mówi, że przecież wcale nie muszę tam pracować, że on ma pięniądze i bla bla bla. Tyle, że nie rozumie, że ja chcę zarobić na siebie  s a m a. Nie potrzebuje niańki, ani nikogo pomocy. Zresztą praca kenerki wcale nie jest taka zła.
- Nie mogę wyjść słońce - mruczy wtulając się we mnie. - Mam jeszcze bardzo dużo pracy.
Wzdycham.
Jak zwykle.
- Jasne, W porządku - odpowiadam siląc się na uśmiech.

*


 Od trzech godzin jestem w pracy. Mój szef, Marco jest dzisiaj wyjątkowo marudny i zdenerwowany. Krzyczy na mnie za każdym razem, gdy chociaż na chwilę próbuję sobie zrobić przerwę. 
- Weź się do roboty Roth! Nie płacę ci za obijanie się! - krzyczy, gdy na moment przystaje przy barze.
Przewracam oczami.
- Dupek - mruczę pod nosem, biorę tacę i wchodzę na lokal do ludzi.
Nie ma zbyt dużych tłumów, ale roboty i tak jest zbyt wiele. Zabieram naczynia ze stolików, niosę je na zaplecze i znowu wracam i powtarzam wszystkie te czynności. Dosyć montonne, prawda? 
- Szukałem cię - słyszę za sobą głos, gdy odkładam pustą tacę na blat przy barmanie. 
Nie muszę się odwracać, żeby wiedzieć kto to jest. Ten denerwujący głos poznam wszędzie.
- Czego chcesz? - pytam odwracając się twarzą do niego. 
Justin stoi oparty o czarną ścianę i przygląda mi się z rękami w kieszeniach. Ma na sobie czarne spodnie i szarą koszulkę. On zawsze ubiera się w ciemne kolory.
- I jak mnie znalazłeś? - dodaję podjerzliwie marszcząc brwi. - Znowu nasłałeś kogoś żeby mnie śledził? - krzyżuję dłonie na katce piersiowej i przyglądam mu się z widoczną ironią. 
Nadal wkurza mnie to, że dowiedział się o mnie tyle rzeczy.
I że mnie oszukał.
Justin odpowiada mi niewinnym uśmieszkiem.
- Akurat nie tym razem - mamrocze. - Podjechałem pod twój blok i jakaś starsza kobieta się wygadała, że tutaj pracujesz.
Cholerna Pani Dashner.
Dlaczego jest aż taką paplą?
Kręcę delikatnie głową i zaczynam odchodzić.
- Nieważne. Muszę pracować. Nie mam czasu na rozmowę.
Podchodzę do stolika, przy którym siedzi dwóch facetów w średnim wieku.
- Co podać? - pytam ignorując całkowicie Justin'a.
Wiem, że ciągle tam stoi i mi się przygląda.
- Dwa piwa - odpowiada jeden.
- I twój numer laleczko - dodaje drugi na co oboje zaczynają się śmiać. 
Przewracam oczami i jak na razie postanawiam to zignorować. Tutaj cały czas ktoś zaczepia mnie w ten denny sposób.
- Coś jeszcze? - pytam spokojnym głosem.
Ciemnowłosy zarośnięty facet, który pytał o numer odpowiada:
- A co jeszcze możesz nam zaproponować? - uśmiecha się w tak wkurzający sposób, że mam ochotę go uderzyć.
Moja cierpliwość się kończy.
- Słuchaj, ty stary...
- Jeszcze jedno słowo i ci wpierdole - warczy Justin pojawiając się przy mnie jakby wyrósł z podłogi.
Zamykam usta i patrzę się na niego zaskoczona. 
Uśmiech z twarzy tego faceta znika. Unosi ręcę w geście kapitulacji.
- Spokojnie kolego - odpowiada i uśmiecha się głupkowato. - Myślałem, że jest wolna. Bez nerwów.
Krzywię się na samą myśl, że taki oblech jak on chciał do mnie się przystawiać. Już całkowicie pomijając fakt, że wziął Justin'a za mojego chłopaka. 
Ciemnowłosy zaciska szczękę tak mocno, że aż mogę zauważyć żyły na jego szyi.
- Chodź - mówię cicho i odciągam go od tego stolika.
Mam przeczucie, że to wszystko źle by się skończyło, a ja nie chcę znowu podpaść szefowi.
Ciągnę go za ramie aż dochodzimy do pustego i dosyć cichego korytarza.
- Co ty wyrabiasz? - pytam unosząc brwi.
- Słyszałaś co on do ciebie mówił? - prycha. - Zresztą był dla ciebie niemiły.
Uśmiecham się z kpinął i wypuszczam powietrze z płuc.
Hipokryta.
- Ty też nie jesteś dla mnie miły - zauważam z przekąsem.
Jego złość nagle gdzieś się ulatnia. Opuszcza dłonie i chyba pierwszy raz w życiu widzę jak jest zakłopotany. Oczywiście, to trwa zaledwie kilka sekund, bo gdy znowu się odzywa jest taki jak wcześniej.
- Nie jestem pieprzonym, starym pefofilem - odkwaruje.
Macham dłonią mając już dosyć tej rozmowy. Muszę się go pozbyć zanim szef zobaczy, że nie pracuję.
- Czemu mnie szukałeś? 
- Mam pieniądze - odpowiada jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie.
- Co? 
- Pomogłaś nam się włamać. Zawsze dzielimy wszystko po równo, więc jest też twoja część - tłumaczy mi od niechcenia.
Kręcę gwałtownie głową.
- Nie chcę żadnych pieniędzy.
Owszem. Włamuję się do różnych firm i robię naprawdę dziwne rzeczy. Z NorthClove ukradłam jakieś akta i zniszczyłam je. Ale to nadal nic w porównaniu do kilku milionów. Może i przyczyniłam się do kradzieży ich, ale nie chcę nawet tego dotykać.
Wzdycha i chce coś powiedzieć, ale w tym samym momencie dzwoni mój telefon.
To moja siostra Becca.
- Słucham? - mówię, gdy tylko odbieram.
- Możesz odebrać Rue ze szkoły? Mam pilną sprawę w pracy i nie chcą mnie wcześniej wypuścić. 
- Nie wiem czy uda mi się...
- Mój szef idzie. Muszę kończyć. Dziękuję! Jesteś wielka! - rozłącza się.
Patrzę się na swój telefon w niedowierzaniu.
Co to właśnie było?
Marco nie wypuści mnie wcześniej z pracy. Nawet nie muszę się go pytać, bo wiem, że jeżeli to zrobię on od razu rzuci mi wypowiedzenie przed nogi. Cholernie potrzebuję tej pracy. Nie uda mi się wyjść tak żeby nie zauważył mojego zniknięcia...
Nagle ponoszę wzrok i spoglądam na Justin'a. 
Wpadam na tak świetny pomysł, że aż muszę się uśmiechnąć.
Chłopak mruży oczy i posyła mi podejrzliwy wzrok. Chyba się domyśla, że na coś wpadłam.
- Musisz mi pomóc - mówię nagle.

***
Rozdział baardzo krótki i w sumie nic się w nim nie dzieje, ale muszę skończyć go wlasnie tutaj, bo dalej jest perspektywa Justin', a ja postanowiłam nie mieszać dwóch perspektyw w jednym rozdziale. Nie wiem czy to rozumiecie lmao haha. Ale tak jest po prostu przejrzyściej. 

Jako, że ten rozdział jest króciutki, next będzie już jutro!  

Jeżeli przeczytałeś rozdział, proszę skomentuj! Chce znać waszą opinie :) 



6 komentarzy:

  1. Huhuh jutro next!!! Cieszę sie i za to cie kocham 😂😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Te ff zaczyna się zajebiście:D mi tam się podoba!! Fajnie jest przeczytać coś z inną fabułą! Czekam na rozdział jutro:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jupiii jutro next ! 😀 Chcę tak częściej. Super rozdział jak zawsze 😉 Ciekawa jestem jak Jus zareaguje. Życzę weny i do jutra ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Rue to dziewczynka, prawda? A to oznacza, że Justin jej się spodoba i powie ciotce, żeby się za niego brała! Będzie tak, co nie!?

    OdpowiedzUsuń
  5. Spoczko rozdział 😜😜😜

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams