22.06.2016

Chapter Four

,,Jedna noc i więcej mnie nie zobaczysz''

Justin

I jak? - pyta mnie Travis, gdy tylko przekraczam próg jego salonu.
Wszyscy już tutaj są. Martin, Travis i Zayn. Siedzą na dużej czarnej, skórzanej sofie i niewątpliwie czekają na mnie.
Z obojętną miną siadam na wolnym fotelu obok i odpalam świeżo skręconego blanta, który leżał na stole przy trzech innych.
- Co jak? - udaję, że nie wiem o co mu chodzi. 
- No, ta laska. Powiedziała ci jak włamała się do firmy twojego ojca? 
Tylko Martin wie, że Hazel to dziewczyna mojego brata. Kiedy opowiadałem im, że mam kogoś kto może nam pomóc w włamaniu na firmę Relfect, nie powiedziałem im kim ona jest. To nie tak, że muszę to przed nimi ukrywać, ale też nie widzę jakiegoś pieprzonego obowiązku do mówienia im tego. 
- Nie do końca... Ale powie mi. Prędzej czy później to zrobi - mamroczę zaciągając się.
- Jak to nie do końca? - marszy brwi Zayn. - Jutro już robimy napad. Jak ty to sobie wyobrażasz? 
Wzruszam ramionami.
- Napad robimy jakoś o pierwszej w nocy. Mam jeszcze dużo czasu.
Travis wstaje, podchodzi do barku i nalewa sobie szkockiej do szklanki. Przytakuje powoli głową.
- Nie spierdol tego - mówi wystawiając do mnie wskazujący palec. - Zbyt długo to planowaliśmy.
Relefct jest firmą, która ma w cholerę dużo sprzętu AGD i do tego skrytkę pełną pieniędzy. Jeżeli uda nam się to obrabować będziemy bogaci. Nie będę potrzebował już pieniędzy swojego pieprzonego ojca.
- Ona gra twardą i nieugiętą - mówię obserwując dym lecący z końca skręta tak jakby był najciekawszą rzeczą w tym pokoju. - Ale to nadal tylko gra. Zobaczysz, że jutro wszystko mi wyśpiewa.

*
Równo o dwunastej parkuję przed jej blokiem. W zniecierpliwieniu wystukuję palcami rytmy o czarną połyskującą kierownicę. Nie wiem czy wyjdzie. Ta dziewczyna jest tak cholernie nieobliczalna, że po niej można spodziewać się wszystkiego. Naprawdę wszystkiego.
Wzdycham.
No wyłaź uparta wariatko.
Spoglądam na złoty zegarek zawieszony na moim nadgarstku i kiedy zauważam, że jest już trzy po, wychodzę z samochodu. Robię krok do przodu i w tym samym momencie drzwi od jej bloku się otwierają. Poznaję ją po jej ciemnych długich włosach luzno opadających na ramiona. Jest środek co oznacza, że jest naprawdę ciemno, nie licząc dwóch lamp po drugiej stronie ulicy.
- Nie zmieniłam zdania - mówi na wstępie.
Przewracam oczami i opieram się o maskę swojego lamborghini.
- Ciebie też miło widzieć - odpowiadam z sarkazmem.
Widzę ją dopiero jakieś trzydzieści sekund, a już mnie wkurwia.
- Dlaczego miałabym kłamać? - uśmiecha się złośliwie. - Daj mi w końcu spokój. Muszę jutro rano wstać. Nie powiem ci jak to robię. Możesz odpuścić.
Wzrusza ramionami.
Stoi przede mną, a ja skanuję ją wzrokiem. Ma na sobie czarne jeasny i czarną bluzę.
Prycha gdy najwyraźniej za długo jej nie odpowiadam.
- Nie będę tracić na ciebie więcej czasu - mamrocze pod nosem i zaczyna wchodzić spowrotem do budynku.
- Poczekaj do cholery - warczę na nią. Skoro nie chce mi zdradzić swojej wielkiej tajemnicy będzie musiała zrobić coś innego.
Sama się o to prosiła.
Podchodzę do niej i ciągnę ją za rękaw jej bluzy.
-  Co robisz frajerze?! - unosi się i próbuje wyrwać, ale niestety dla niej, jestem silniejszy.
Patrzę się na nią bez wyrazu.
- Jedziesz ze mną.
Muszę dostać się do Reflect. Muszę i koniec. A ona mi w tym pomoże czy tego chce, czy nie.
- Oszalałeś? - odwakruje dalej próbując się ode mnie uwolnić.
Ciągnę ją w stronę mojego samochodu, ale ona jest tak zdeterminowana i uparta, że idzie mi strasznie ciężko. Mam mało czasu, do kurwy.
Nagle zdecydowanym i zdenerwowanym ruchem przyciągam ją do siebie. Zapewne zaskakuje ją odległość jaka nas od siebie dzieli, bo nagle przestaje się szarpać. Patrzy się na mnie tak jakby miała mnie zaraz zabić.
- Myślisz, że mi przebywanie z tobą sprawia przyjemność? - spluwam. - Nie, to nie jest ani trochę, kurwa, przyjemne. Potrzebuję jednej pierdolonej przysługi do cholery. Zrób to i daję ci spokój.
Jej twarz łagodnieje, o ile tak można nazwać zniknięcie z jej twarzy emocji o nazwie: Chcę go zabić.
- Na pewno? - upewnia się pełnym nieufności głosem.
Puszczam jej ramie i odsuwam się od niej o krok. Oblizuję usta i przytakuję głową.
- Jedna noc i więcej mnie nie zobaczysz - mówię patrząc się na nią. - Nie powiem nic Mike'owi o tym co zrobiłaś, nie będę przychodził do firmy i odwiedzał rodziców w tym samym czasie co wy. Nie spotkamy się więcej.
Nie jestem pewien czy uda mi się to zrobić, ale naprawdę cholernie bardzo potrzebuję jej pomocy. Travis i reszta chłopaków po prostu mnie zabiją jak nie zrobię czegoś żeby zdjąć zabezpieczenia z tej całej popieprzonej firmy.
Jeszcze chwilę Hazel przygląda mi się badawczo, ale w końcu przytakuje powoli głową.
- Okej - zgadza się.
Ulga ogarnia całe moje ciało.
Jeszcze chwila i kilka milionów przeleciałoby mi obok nosa.
Nie wierzę, że się zgodziła. Zakładałem, że potrwa to o wiele dłużej.
- Mam pomóc ci się gdzieś włamać, tak? - pyta odkrywając cały mój plan.
Przytakuję głową.
- W takim razie musisz chwilę poczekać. Idę po laptopa - odpowiada i wchodzi do budynku.
Co? I tyle?
Żadnego: ,,Tak nie wolno, Justin" ,,To łamanie prawa, Justin". Zachowywała się tak jakby stwierdzenie "Włamiemy się do firmy" powiedziane niespodziewanie nie było dla niej niczym nowym.Zareagowała tak jakby robiła to już wiele razy. A może właśnie robiła?
Ja pierdole. Gdzie Michael znalazł tę dziewczynę?
Wchodzę do samochodu i czekam na nią. Jej wyjście po laptopa trwa niecałe trzy minuty. Chwilę później zjawia się z średniej wielkości czarną torbą. Jestem pewien, że właśnie tam go trzyma.
Siada obok mnie i nie odzywa się ani słowem. Zamiast tego wyjmuje telefon i zaczyna coś w nim robić całkowicie mnie ignorując i co najdziwnniejsze w ogóle nie stresując się tym, że może nam się nie udać i będziemy wszyscy udupieni.
Naprawdę musi mnie nienwidzić skoro zgodziła się zrobić coś takiego wzamian za święty spokój ode mnie.
Cóż... w sumie ze wznajemnością.

*

Zyan wykombinował coś żeby na czas naszego włamania mieć klucz do niezamieszkiwanego mieszkania po drugiej stronie ulicy. Z okien i balkonu można było śmiało zobaczyć całą firmę na dole. Jego zadaniem było zostanie tam i czatowanie razem z Hazel, która udostępni nam wejście bez uruchomienia się alarmu. 
Kiedy otwieram drzwi mieszkania i przepuszczam przodem Hazel zauważam, że Zyan, Martin i Travis już tutaj są.
- No w końcu stary. Udało ci się ją namówić do... - milknie Martin, gdy zauważa brunetkę.
Travis i Zayn przyglądają jej się zaskoczeni.
- Martin,Travis, Zayn - przedstawiam ich od niechcenia.
Dziewczyna posyła im pełne nieufności spojrzenie i powoli przytakuje głową. Nie trzeba być specem, żeby zauważyć, że najzwczaniej w świecie im nie ufa. Chociaż ona w sumie wygląda na kogoś kto nie ufa nikomu. 
Tak jak ja.
- Hazel - odpowiada odrzucając swoje długie falowane włosy do tyłu.
Travis obczaja ją z góry na dół, a ja jego usta wkrada się wkurwiający, zadowolony uśmieszek. O nie. Jeżeli on myśli teraz cokolwiek popierzonego na jej temat to chyba mu wpierdole. Nie lubię Mike'a, ale nie będę się przyglądał jak głupi ćpun podwala mu dziewczynę.
- Jaki mamy plan? - pytam oschle i odpalam papierosa.
Zayn patrzy się na nie krytycznie i szybko otwiera okno.
- Stary podjedź chociaż tutaj - wskazuje na miejsce obok siebie. - Obiecałem właścicielowi, że mieszkanie będzie w idealnym stanie. Jutro przychodzą kupcy, a jak będzie śmierdzieć twoimi papierochami to chyba mnie zabije.
Przewracam oczami na jego paplaninę i powolnym krokiem podchodzę do okna. Travis rozwija mapę całego Reflect, a Hazel podchodzi i w skupieniu zaczyna studiować każdy jej skrawek. Otwieram usta w zamiarze wtajemniczenia ją w nasz plan, ale ona mnie wyprzedza.
- Chcecie wejść bocznym wejściem? - prycha, a Martin robi zaskoczoną minę.
- Co w tym złego? - odpowiada Zayn unosząc brwi. 
- Jeżeli coś pójdzie nie tak to najgorsza i najdłuższa droga ucieczki - odpowiada siadając między Martinem, a Travisem na ciemnobrązowej sofie. 
Wyciąga swojego laptopa i po kilku kliknięciach odkłada go na bok stołu i wraca wzrokiem do mapy. Wysuwa swoją smukął dłoń i wskazuje na coś ponad jej ramieniem. Nie jestem w stanie tego dostrzec z tej odległości, więc wyrzucam papierosa i podchodzę do nich. 
- Wyłączę alarmy, otworzę bramę wschodnią, a w następnej kolejności wywalę zasilanie całego budynku. Zgaduję, że to miejsce ma własne akumulatory, więc macie od trzydziestu do czterdziestu minut na załatwienie swoich spraw - przyglądam jej się i jak każdy tutaj oprócz niej mam zdumioną minę.
Zachowuje się jak pieprzona profesjonalistka i to mnie, kurwa, przeraża. 
Wiem, że ostatnio dosyć często to powtarzam, ale skąd ona się wzięła, do cholery? Nie potrafię tego zrozumieć. Jest wkurwiająca i to naprawdę jedyna laska, do której czuję nienawiść, bo ja ogólnie kocham laski. Ale jest też tak bardzo inteligenta i przerażająca zarazem. 
- Kurwa - mamrocze pod nosem Martin.
- Nie pracujesz w żadnym FBI, prawda...? - pyta niepewnie Zayn, a ona tylko prycha śmiechem. 
- Nie i nie chcę.
Travis zaczyna się śmiać, a Martin idzie w jego ślady. Tylko ja siedzę wciąż z taką samą miną.
- W każdym razie - wraca do tematu. - Wejdziecie właśnie tą bramą. Tak będzie najlepiej.
Zayn klaszcze w dłonie i wstaje ze swojego miejsca.
- W porządku, więc zaczynamy? - pyta z szerokim uśmiechem.
Wszyscy wstają, nakładają czarnę rękawiczki i kierują się do wyjścia. Wszyscy oprócz Zayn'a i Hazel. Cholera, mam obawy do tego czy mogę ją tutaj zostawić. Zayn jest głupi i cholernie lepki do każdej kobiety w jego pobliżu. Do tego nie ufam jej. Może zgodziła się mi pomóc tylko po to, żeby na mnie donieść i mnie udupić. Nie zdziwiłbym się gdyby tak było.
- Idziesz z nami - odzywam się oschłym, pozbawionym barw głosem.
Hazel podnosi głowę i wlepia we mnie zaskoczone brązowe tęczówki.
- Słucham? Jak ty to sobie niby wyobrażasz? Muszę wam udostępnić wejście - warczy na mnie.
Przez sam fakt, że mała suka mi się sprzeciwiła mam ochotę na nią nawrzeszczeć. Wkurwia mnie nieposłuszeństwo. Nienawidzę tego.
- Zrób to teraz - odpowiadam takim samym głosem. - I chodź do cholery.
Unosi brwi. Zauważam jak zaciska ze złości szczękę. Travis niepewnie patrzy się raz na mnie raz na nią.
- Stary, nie wiem czy to dobry...
- Zamknij się - spluwam na niego. - Ma iść i koniec.

*

   Podchodzimy do dużej metalowej bramy, którą chwilę wcześniej otworzyła nam brunetka. Wyciągnąłem ją ze sobą. Siłą, ale zrobiłem to. Wchodzimy na teren Reflect, a ja zaczynam się rozglądać. 
- Tutaj - odzywa się pierwszy raz od wyjścia Hazel.
Swoim dotychczasowym milczeniem chyba chciała mi pokazać jak bardzo jest na mnie wkurwiona.
Cóż, tak już bywa.
Podchodzi do niewielkiego okna, które wygląda na solidne i szczelnie zamknięte.
- Co ty wyrabiasz? - pyta zaskoczony Martin, gdy ona wyjmuje ze swojego plecaka metalowy przedmiot przypominające coś na wzór śróbokręta i noża. 
Chwilę majstruje przy oknie, aż w końcu jakimś cudem ono się uchyla robiąc minimalny ledwo słyszalny hałas. To są, kurwa, jakieś żarty.
Patrzy się na nas, a z jej ust wylatuje melodyjny śmiech.
- Zapraszam - wskazuje dłonią w stronę okna. 

*

 Pierwszy raz w życiu akcja poszła nam tak łatwo. Niestarczyło nam jedynie czasu do tego żeby doszczętnie i całkowicie obrabować ich cudowny skarbiec. Wyszło na to, że mamy ze sobą kilka dobrych milionów. W mieszkaniu Travis cieszył się jak małe pieprzone dziecko. Hazel w komputerze usunęła wszystkie dowody na to że kiedykolwiek tam byliśmy. Ona musi być jakimś cholernym geniuszem. Po prostu musi. 
Zayn żegna się z nami jako pierwszy.
- Spadam do domu. Niech ostatnia osoba zamknie drzwi i odda mi jutro rano klucz - mamrocze wychodząc. 
Chwilę później Martin też się ulatnia tłumacząc się, że ma już dosyć wrażeń na dzisiaj. Travis zasypia na fotelu, a Hazel rozkłada się na kanapie. Nie mogę wyjść teraz z brunetką i zostawić tego idioty samego, bo on najzwyczajniej w świecie nie odda tego pieprzonego klucza. A z drugiej strony nawet nie chcę mi się go budzić. To tak zajebiście siedzieć w ciszy bez jego pierdolenia. Gaszę duże światło i zapalam lapkę. Kątem oka spoglądam na brunetkę, która przeniosła się na parapet i patrzy przez okno. W głowie obiecuję sobie, że zostanę tutaj tylko do momentu aż przyjedzie właściciel i polcija żeby sprawdzić czemu całe zasilanie w firmie padło na kilkadziesiąt minut. Chcę zobaczyć jak zdają sobie sprawę z tego, że zostali okradzeni, to niezła frajda. 
Podchodzę do brunetki i siadam po drugiej stronie długiego parapetu. Dzięki temu mam dobry widok na przedstawienie jakie będzie się tutaj zaraz działo. Oblizuję usta, a mój wzrok mimowolnie ucieka w stronę Hazel zamiast na ulicę. Wydaje się być zamyślona. Może nawet nie zauważyła, że tutaj usiadłem. 
- Chciałam z tym skończyć - odzywa się cicho. 
Przełykam ślinę przez kilka pierwszych sekund nie wiedząc o co jej chodzi. Kiedy w końcu zaczynam rozumieć pytam:
- Czemu?
Dziewczyna wzrusza delikatnie ramionami.
- Po tym jak poznałam Michael'a i naprawę go polubiłam, obiecałam sobie, że NorthClove będzie ostatni. 
Otwieram usta i za chwilę je zamykam.
Obserwuję jak podwija rękawy swojej bluzy i chowa w nią dłonie. Nagle zauważam, że w tym mieszkaniu jest naprawdę zimno. 
- Więc czemu teraz się zgodziłaś? - mój głos jest dziwacznie cichy.
Nawet nie mam pieprzonego pojęcia czemu tak mówię.
Posyła mi wzrok, mówiący "Powinieneś się domyśleć" i wtedy naprawdę już wiem. Odpowiadam sobie sam na to pytanie.
Chce się ode mnie uwolnić.
Obiecałem jej to. 
- Czego się jeszcze o mnie dowiedziałeś? - zmienia temat.
Przez chwilę szukam w pamięci wszystkich informacji jakie dostarczyła mi dana osoba na jej temat.
- Niewiele - mamroczę. - Hazel Roth. Mieszkasz w Nowym Jorku. Brooklyn, mieszkanie trzydzieści pięć. Matka krawcowa, ojciec wojskowy. Masz starszą siostrę... - milknę na moment. Nie wiem czy chcę mówić dalej. Nie wiem czy chcę kontynuować ten temat. - Dwa lata temu NorthClove zabrało wam dom i na jego miejscu postawiło swój budynek... - dodaję szeptem i obserwuję jak jej wyraz twarzy się zmienia.
Nie jest zaskoczona. Wygląda raczej tak jakby spodziewała się tego, że wiem i tylko czekała na to aż to powiem. Uśmiecha się bez humoru i delikatnie przytakuje głową.
- Czyli już wiesz czemu kiedyś to zrobiłam... 
Biorę oddech i oblizuję usta.
Chyba nie muszę mówić jak kurwsko trudna to dla mnie sytuacja, prawda? 
Nie pamiętam kiedy ostatni raz prowadziłem z kimś normalną, spokojną rozmowę. Już nie mówiąc o byciu  m i ł y m,  a można powiedzieć, że prawie jestem dla niej miły. Chyba po prostu nie mam już dzisiaj siły na docinik i kłótnie. 
- Hej, to sprawiedliwe - odpowiadam.
Naprawdę tak uważam. Gdyby zależało mi na mojej rodzinie i pojawiłby się ktoś kto zrobiłby nam to co NorthClove zrobiło Hazel, chyba bym ich pozabijał. To kurewsko niesprawiedliwe.
- Miałaś prawo to zrobić, a nawet jeszcze więcej. To był twój dom - brązowooka patrzy się na mnie zaskoczona tym, że próbuję ją bronić.
Czuję się dziwnie pod naciskiem jej spojrzenia. Nagle tracę ochotę oglądania tego jak właściciel przyjeżdża pod firmę. Odchrząkuję i wstaję z parapetu. Czuję się tak jakby cała ta chwila gdzieś się ulotniła.
- Travis wstawaj - mówię znowu tym samym bezuczuciowym, wyćwiczonym głosem, patrząc się na ciemnoskórego faceta. - Wracamy.

*

 Po tym jak zawiozłem do domu Travisa podjechałem pod mieszkanie Hazel. Dziewczyna od czasu naszej rozmowy przy oknie nie odezwała się ani razu. Ja też nie byłem zbydnio rozmowny. Wychodzi z samochodu, a ja robię to samo. Idzie w stronę wejścia i już myślę, że tak po prostu odejdzie, gdy nagle się zatrzymuje i odwraca twarzą do mnie. 
- Obiecałeś mi coś - mówi obserwując mnie.
Jedna noc i więcej mnie nie zobaczysz.
Wiem, że obiecałem. Bardzo dobrze o tym wiem. Jeszcze trzy godziny temu byłem pewien, że dotrzymam słowa. Zniknę. Teraz nie jestem tego pewien. Z kimś takim jak ona moglibyśmy robić napady częściej. Dzięki niej mamy dostęp do tylu zajebistych rzeczy. Ta dziewczyna bez wątpienia może się jeszcze przydać. 
- Obiecałeś, że znikniesz i dasz mi spokój - warczy widząc moją niepewność. 
Obserwuje mnie krytycznym wzrokiem. W ciemności odnajduję jej brązowe tęczówki. Zauważam jak mój intensywny wzrok zbija ją z tropu. Wystarczy jedno moje spojrzenie na nią i już wiem, że nie mogę tego zrobić.
Nie chcę.
- Kłamałem - odpowiadam.


***
Witam! 
No i mamy next. Trochę późno, ale niestety nie dałam rady wcześniej :") Rozdział chyba dosyć długi.

Co myślicie o nagłej zmianie zachowania Justin'a? 

Rozdział 5 - sobota!

6 komentarzy:

  1. No wow Hazel ma talent. Zdziwiła mnie zmiana Justina, bo myślałam że dalej będzie taki oscały. Życzę weny i czekam na next 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak totalnie lubie Hazel jest na swoj sposob tajemnicza jak i wrazliwa i potrafi postawic na swoim nie jest typem tej laski ktora zawsze panikuje i jedyne co mi w niej orzeszkadza to to ze chodzi z tym Michaelem poniewaz no bitch plz oni tak bardzo do siebie nie pasuja XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Od początku wiedziałam, że Justin nie da spokoju Hazel! Już przy tej scenie przy parapecie to wiedziałam! 😂
    Mam nadzieję, że tu się nie wykorzystał dług jaki Hazel ma u Justina bo ja dalej mam nadzieję, że moja wersja bedzie spłaceniem tego długu, albo to, że będą włamywać się razem, a potem będą parą w tym gangu! o jeny to by było genialne, jestem pewna, że coś z tego będzie u ciebie! xxx 😂
    Przeczytałam ten tytuł na górze i sobie myślę wiesz o czym, ide sie leczyć bo juz źle ze mną, i swear! 😂
    Okok, czekam do soboty, życzę weny, pozdrawiam i buziaka przesyłam! ❤
    ps. pisząc ten komentarz prawie spadłam ze schodów, walnęłam w słup i potknęłam się o wystający fragment płyty na ulicy, jesli to nie jest miłość to ja już nie wiem co nią jest! śmieje się bardzo😂😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Niegrzeczni powinni trzymać sie razem 😂

    OdpowiedzUsuń
  5. I bardzo dobrze, że nie chcesz się trzymać od niej daleko! Już sobie wyobrażam jak okradacie razem największe firmy i tak dalej... Wasze dzieci będą identycznymi kopiami Was i mam nadzieję, że będzie ich w ciul dużo! xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wiedziałam że ta jego obietnica to ściema 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams