03.06.2016

Chapter One


 ,,Nie znam cię, a ty nie znasz mnie.
I niech tak zostanie."

Justin
  Siadam na ławce obok ciemnoskórego faceta z blantem pomiędzy palcami zdobionymi złotymi, dużymi pierścieniami. Spoglądam w górę i obserwuję słońce chowające się pomiędzy korony drzew. To niesamowicie ciekawa czynność jeżeli nie masz nic innego do roboty.
Albo raczej kiedy masz zajęcie, wiesz, że musisz je wykonać, ale odwlekasz chwilę jak najdłużej się da. Wtedy wszystko wydaje się ciekawe. Śpiew ptaków, krzyki ludzi, dźwięk ulicznego zgiełku, a nawet towarzystwo Travis'a siedzącego obok mnie. 
  Odkąd skończyłem dwadzieścia dwa lata dom moich rodziców zaliczam do miejsc, w które przychodzę tylko wtedy kiedy muszę. Dzisiaj niestety nadszedł ten dzień. Mój idealny brat - Michael postanowił przedstawić rodzicom swoją dziewczynę, z którą, jak to wcześniej powiedział, wiąże wielkie plany. 
Doprawdy, chuj mnie to wszystko obchodzi, ale mój ojciec kazał mi przyjść, a jako, że on jest moim głównym źródłem dochodów, nie bardzo mogę się sprzeciwiać. Oglądanie laski mojego spierdolonego brata jest ostatnią rzeczą, którą mam ochotę robić. Do tego zakładam, że ta dziewczyna jest jeszcze bardziej pieprznięta i snobistyczna niż on. 
  Na samą myśl o kobiecej kopii Michael'a dostaję ciarek i mdłości. To jak jakiś chujowy koszmar. 
- Nie powinieneś już jechać? - pyta zaczepnie Travis z cwanym uśmiechem spoglądając na swój złoty zegarek. 
Gdy wykrzywia usta ukazuje swoje również złote zęby.
Przewracam oczami i powoli wstaję z ławki. On korzysta z okazji i rozkłada się po całej jej długości.
- Startujesz w piątek? - znowu zadaje pytanie, nawet nie czekając na moją odpowiedź na pierwsze.
- Oczywiście, że tak - mówię wyniosłym głosem.
- Mówią, że Sean wrócił. - Jego głos brzmi ostrzegawczo i może dlatego chwilę później cała jego osoba wydaje się być irytująca.
- Chuj mnie obchodzi ten frajer - odwarkuję tracąc resztki dobrego humoru.
Może sobie wracać. Może sobie też być pieprzonym Bogiem, ale nic ani nikt nie jest wstanie przekonać mnie do tego żebym nie startował w wyścigach. Wszyscy oczekują, że zacznę się go bać, a mnie niesamowicie to wkurwia.
Sean jest słaby.
I mam nadzieję, że gdy w piątek skopię mu dupę nikt nie będzie miał co do tego wątpliwości.
- Okej. Tak tylko mówię - mamrocze tłumacząc się. 
Macham mu niedbale dłonią i odchodzę. 
 Czasami zastanawiam się czemu w ogóle zadaję się z tym idiotą. Gdyby nie fakt, że facet ma niezłą amfę i załatwił mi miejsce w tej "branży chyba nigdy bym z nim nie trzymał. Prędzej dostałby ode mnie kulkę w ten pusty łeb.
  Wchodzę do swojego sycie żółtego lamborghini aventador i zaczynam się zastanawiać co muszę poprawić w samochodzie na wyścig. Wszystko ma być perfekcyjnie. W głowie notuję sobie, że po całej tej żałosnej kolacji muszę wskoczyć do warsztatu Martin'a i chwilę później wyjeżdżam na zatłoczone ulice Nowego Jorku.



Przechodzę przez próg domu i wręcz wpadam w jakąś szaloną gorączkę. Lydia - nasza gosposia biega z jadalni do kuchni rozstawiając sztućce i talerze. Głos matki słyszę aż tutaj, a swoją garderobę ma na drugim piętrze. Tylko mój ojciec stoi w wejściu salonu niewzruszony, co chwilę zerkając na zegarek i czekając na Michael'a.
- Powinieneś założyć na siebie garnitur - mówi na wstępie oschłym głosem. 
Przewracam oczami i zrzucam z siebie skórzaną czarną kurtkę. 
Cześć. Ciebie też miło, kurwa, widzieć.
- To nie jest spotkanie królowej. To tylko jakaś kolejna laska Mike'a - odpowiadam lekceważąco.
To zajebiście śmieszne, że mimo tego, iż nie widziałem się z nimi prawie dwa miesiące, on jedyne co potrafi mi powiedzieć to to, że powinienem założyć garnitur. Mogę się założyć, że kiedy matka tu zejdzie - nawet się na mnie nie spojrzy. 
Właśnie dlatego tak bardzo nienawidzę tego domu i tej chorej rodziny. Tutaj rządzi pieniądz i snobistyczne zachowanie. Bez tego? Jesteś nikim.
Według nich, ja jestem nikim.
Wchodzę do kuchni, mijam Lydię i podchodzę do barku z alkoholem. Wybieram najdroższe whiskey jakie mój ojciec ma w zanadrzu i nalewam połowę szklanki. Nie będę sobie żałował. Przechylam ją i jednym haustem wypijam całość. 
Jak tak dalej pójdzie nie wytrzymam tu ani chwili dłużej. Nie mam pieprzonego pojęcia czemu mnie tutaj zaprosili. Przecież jestem jednym z tych niemiłych skurwieli, którzy uwielbiają niszczyć takie niesamowite spotkania rodzinne.
Słyszę kroki na schodach i głos matki. Krzyczy coś do ojca, ale nawet nie przywiązuję do tego większej wagi. Odkładam szklankę i słyszę dzwonek do drzwi. Lydia niemalże od razu wybiega z salonu, aby otworzyć drzwi. Przez otwarte drzwi kuchni widzę jak matka przegląda się w lustrze ze złotymi ramami. 
To wszystko jest tak, kurwa, żałośnie uroczyste.  Zachowują się tak jakby to była jakaś wielka sprawa. 
Słyszę głosy w holu, więc powoli ruszam w tam tą stronę. Przechodzę przez próg i zauważam swojego cudownego, idealnego braciszka. Rozmawia z rodzicami uśmiechając się tym swoim firmowym uśmieszkiem. Matka patrzy się na niego z błyskiem w oczach, a ojciec poklepuje go dumnie po ramieniu. Wkładam ręce w kieszenie moich czarnych jeasnów obserwując wszystko z bezpiecznej odległości. Kiedy w końcu przestają się nim zajmować ich cała uwaga skupia się na jego osobie towarzyszącej. Ja także przenoszę na nią wzrok. Gdy zauważam ciemne, kasztanowe włosy w mojej głowie włącza się jakieś wspomnienie. Widzę je jak za mgłą dopóki jej głębokie, brązowe oczy nie spoglądają w moje. Gdy tylko mnie zauważa blednie, a ja już wiem. 
Po prosu wiem.

FlashBack
 Idę pustą, ciemną ulicą przez jedną z przecznic Nowego Jorku. Moje kroki głucho odbijają się w nocnej ciszy. Krople deszczu spadają na wilgotny asfalt. Zaciągam się papierosem i powoli wypuszczam dym z płuc. Kątem oka zauważam swój samochód zaparkowany pod jedną z ulicznych latarni. To aż niemożliwe, że tak tłoczny i szalony Nowy Jork nocą jest tak spokojny.
 Jestem wkurwiony faktem, że musiałem przejść kilka przecznic pieszo. Ale Bronx* jest na tyle popieprzonym miejscem, że wybierając się tam samochód muszę parkować o wiele dalej. W innym wypadku już dawno mógłbym się z nim pożegnać. Ukradliby mi go szybciej niż bym zauważył. 
 W jednej chwili chwalę w głowie ciszę panującą na mieście,  a w drugiej słyszę jakby tłuczenie szkła i nagłe, głośne wycie alarmu. Przystaję w miejscu rozglądając się. 
Co to, kurwa, jest? 
W okolicy jest firma mojego ojca. Może to stamtąd? Może w końcu ktoś utrze nosa temu frajerowi i mu coś z niej ukradnie.
Uśmiecham się na tą myśl.
Mój samochód jest może ze trzy metry ode mnie. Przyśpieszam kroku i podchodzę do niego szybko. Muszę się stąd zmyć zanim przyjadą psy i jeszcze wmieszają mnie w jakieś gówno. Nie potrzebuję kolejnego problemu. 
Kładę dłoń na klamce od drzwi i w tym samym momencie słyszę odgłosy szybkich kroków. Poprawiam kaptur i znowu się rozglądam. Przez chwilę zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno nie zwariowałem. Ale nagle to widzę.
Albo raczej ją.
Biegnie w moją stronę. Ma na głowie kaptur i od razu wiem, że to ona jest sprawcą tego zamieszania. Wygląda na winną już na pierwszy rzut oka. 
- Musisz mi pomóc - mówi zdyszanym głosem i ogląda się za siebie. 
Marszczę brwi i wyrzucam niedopałek z papierosa. Coś w tej dziewczynie wkurwia mnie już na samym początku.
- Nie - odpowiadam oschle.
Nie będę jakimś pieprzonym bohaterem który uratuje ją przed glinami. Nie bawię się w takie gówna. Kątem oka zauważam migocące światła na końcu ulicy. Zbliżają się.
Otwieram drzwi od samochodu, a ona znowu się odzywa.
- Powiem, że mi pomagałeś.
Zatrzymuję się w pół kroku i posyłam jej zimny wzrok. Dziewczyna patrzy się na mnie pewnie. 
Mała suka chyba nie zbyt dobrych manier.
- Że co? - odwarkuję. 
- Słyszałeś.
Przyglądam się niskiej dziewczynie i zaczynam się zastanawiać skąd się tutaj w ogóle wzięła. Spotyka nieznajomego na środku ulicy w ciemną noc i chce wsiadać do jego samochodu? Gdzie w tym jakakolwiek pieprzona logika?
- Nie ma, kurwa, mowy - spluwam pewnym głosem i wsiadam do samochodu. 
Sięgam ręką do drzwi, aby je zamknąć i odjechać, ale w bocznym lusterku zauważam jak klnie pod nosem i rozgląda się gorączkowo.
Kurwa, jak zaraz stąd nie odjadę to naprawdę będę miał przejebane. Spoglądam na nią ostatni raz.
Wzdycham.
- Ja pierdole - jęczę wkurwiony. - Wsiadaj.
Zatrzaskuję za sobą drzwi, a chwilę później brunetka siedzi po mojej prawej stronie. Wyjeżdżam na ulicę z piskiem opon. Światła i dźwięki wydawane przez policje zostawiam gdzieś w tyle za sobą. Przyśpieszam, aby mieć pewność, że na pewno nikt nie będzie nas gonił. Przekraczam 180 km/h i czekam aż wkurwiająca nieznajoma zacznie krzyczeć, że mam zwolnić. 
Nie robi tego.
Spoglądam na nią kątem oka. Siedzi niewzruszona i patrzy się w boczne lusterko. Zdejmuje z siebie kaptur, oblizuje usta i podwija rękawy czarnej, za dużej na jej drobne ciało, bluzy. 
- Dzięki - odzywa się nagle.
Przytakuje tylko głową. Nie mam ochoty na żadne rozmowy. Chcę już pozbyć się tej suki. Mam zbyt dużo roboty i nienawidzę bawić się w pieprzonego obrońce.
- Możesz zatrzymać się gdzieś tutaj - mówi.
Unoszę brwi i przyglądam się okolicy. 
- To obrzeża pieprzonego Bronx - odpowiadam.
- Bystrzak z ciebie. - Przewraca na mnie oczami.
Zaciskam mocniej dłonie na kierownicy czując nagły przypływ złości. Wkurwia mnie to jak się do mnie odzywa. Biorę oddech i postanawiam dać jej ostatnią szansę.
- Mieszkasz gdzieś tutaj? 
Kręci głową.
- Nie, mieszkam na Brooklyn'ie - odpowiada wzruszając ramionami. - Poradzę sobie, do cholery - dodaje, gdy widzi moją minę. - Glin już nie widać.
Przejeżdżam językiem po swojej dolnej wardze i zaczynam się zastanawiać co powinienem zrobić.
- Nah - mamroczę. - I tak jadę przez Brooklyn. 
Powinienem ją teraz tutaj zostawić. Nie pytajcie mnie czemu tego nie robię. Nie mam pojęcia. To jest jak jakiś chujowy odruch, nad którym nie panuję. 
Dziewczyna spogląda na mnie niepewnie, ale lekko przytakuje głową i opiera się o oparcie siedzenia. 
- Nie zapytasz czemu uciekałam przed policją? - pyta nagle.
Przewracam oczami nawet na nią nie patrząc.
Chuj mnie obchodzi to co ona tam robiła.
Chcę zaprzeczyć szybkim ruchem głowy, ale ona mnie wyprzedza.
- Nienawidzę firm NorthClove - odpowiada. Gdy wypowiada tę nazwę spoglądam na nią - Wiesz, to jest jedno z tych najbardziej popieprzonych miejsc Nowego Jorku. Podpadli mi i musieli za to zapłacić. 
Przytakuję głową.
- Wiem coś o tym - mamroczę. - To firma mojego ojca - dodaje prychając.
Obserwuje jak jej oczy się rozszerzają i prawie się uśmiecham. To wygląda naprawdę przekomicznie.
- Co? Pewnie teraz wieziesz mnie na policje, tak? Cholera jasna - zaczyna panikować.
Odpina pas i sięga po klamkę do drzwi. Czy ona chce, do kurwy, wyskoczyć?
- Co robisz idiotko? - warczę chwytając ją za ramię i przyciągając z powrotem na fotel.
Nie potrzebuję kolejnego ciała do zakopania. Na dłuższą metę to się robi męczące.
- Przecież cię nie wydam - syczę próbując skupić się jednocześnie na niej i na jezdni.
Dziewczyna posyła mi pełen wątpliwości wzrok.
- Czemu? - pyta podejrzliwie.
Przewracam oczami.
- Bo nie - odpowiadam oschle.
Nienawidzę swojego ojca. Gdybym wpadł wcześniej na pomysł wandalizmu jego pięknej firmy pewnie bym to zrobił.
Na pewno bym to zrobił.
Ale wścibska suka mnie wyprzedziła. Takie życie. Musimy żyć dalej.
- Możesz wysadzić mnie tutaj - mówi wskazując na miejsce, na które sekundę później podjeżdżam.
Zajebiście.
Teraz tylko pojadę do domu, przelecę jakąś laskę i pójdę spać. Idealnie. Tylko na to czekam. Ale niech ta dziewczyna już spieprza z mojego samochodu.
- Dzięki.
- Super. Spadaj już - mamroczę obojętnie.
Brunetka posyła mi pełen niedowierzania wzrok i prycha.
- W porządku panie "udaje, że nic mnie nie obchodzi" - mówi pod nosem i otwiera drzwi od samochodu.
Ton jej głosu cholernie mnie wkurwia.
- Sugerujesz, że niby wiesz jaki jestem? - pytam patrząc się na nią jak na idiotkę.
- Tak. Jesteś frajerem, który próbuje być bardziej chamski niż jest - odpowiada wzruszając ramionami.
- Słuchaj - zaczynam spokojnie patrząc się na nią spode łba. - Nie znam cię, a ty nie znasz mnie. Niech tak zostanie.
Zaczyna chichotać. Wychodzi z samochodu i uśmiecha się wrednie.
- Okej, dupku.
Trzaska drzwiami i kołysząc biodrami kieruje się w stronę drzwi do budynku. 
Zaciskam dłonie w pięści, bo po pierwsze suka wyprowadziła mnie z równowagi, a po drugie za mocno trzasnęła drzwiami mojego zajebistego lamborghini.
TheEndFlashBack

~~~~

No i mamy rozdział 1!
Witam wszystkich nowych czytelników. Witam także tych z moich poprzednich blogów. Zaczynam nową historię i jestem naprawdę podekscytowana! 

Jakie są wasze odczucia po przeczytaniu pierwszego rozdziału? 

Jeżeli macie jakieś pytanie zapraszam tutaj -> ASK!
Jeżeli chcecie ze mną o czymś porozmawiać zapraszam także tutaj -> TWITTER

Jak na razie ograniczam się do rozdziału na tydzień. Czyli next będzie w kolejny piątek.
Wszystko zależy od zainteresowania blogiem, a w tym się jeszcze muszę rozeznać.




Do następnego!
Victoria xx

15 komentarzy:

  1. Jeeeeeeeej! Jestem pierwsza!
    No więc chcę Ci powiedzieć że czytałam bloga o Sam i Justinie i jest mi przykro że ich historia już się skończyła :c
    Ale ten blog jest równie interesujący jak tamten!
    Jest super! Zapowiada się że będzie między nimi ostra cięta wymiana zdań 😁
    Szkoda że rodział raz na tydzień się na razie będzie pojawiał ale myślę że powinnam wytrzymać ;)
    Rozdział cudowny mam nadzieję że historia ich będzie odzwierciedleniem słowa " wow "
    Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam.
    Shawty B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na razie jest super 😉
    On Chamski ona zadziorna będzie się działo 😂😄
    Czekam na kolejny 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Wciągające. Strasznie. Nie mogłam oderwać swych oczu od tego dzieła. (Zabrzmiało dziwnie, wiem.)
    Justinem pierwszym słowem na tym świecie chyba było 'kurwa' albo coś podobnego, bo co kilka słów/zdań przeklina. Wulgarny ten języczek masz, chłopczyku, aj wulgarny. A co łączy Justina z bohaterką? NO JĘZYCZEK.
    Wyczuwam, że to będzie naprawdę piękne twoje dzieło. Uwielbiam to co piszesz, także nie będzie problemu z niczym.

    I chyba nie tylko ty jesteś podekscytowana. :D Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! Życzę dużo weny i miłej jutrzejszej soboty. ;)

    W dodatku zapraszam do siebie http://everyoneisamurderer.blogspot.com/ chociaż sama nie wiem czy zainteresuje Cię taka tematyka bloga. (kryminał, ff na podstawie serialu 'sposób na morderstwo')
    Tak czy siak...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. "...po drugie za mocno trzasnęła drzwiami mojego zajebistego lamborghini" to już wygrało i już to kocham! Zapowiada się mega interesująco, dwa ostre charaktery, będzie ciekawie. 😂
    Nie wiem jak tak długo przeżyje bez twojej twórczości, cały tydzień ale okej, dam radę. 😂
    Na tamtym blogu walnęłam ci tak długi komentarz, że to aż wstyd cri wiec teraz się ogranicze.
    A i jeszcze napisze, że podoba mi się to, że są tak powiązani. 😂
    Do piątku, miłego tygodnia 😂

    OdpowiedzUsuń
  5. Tam i po trzecie zajebisty ma tylek 😂😁😄

    Nie no jak to jest pierwszy rozdział! To kurwa nwm czym to przebijesz!! Bo to jest boskie! Już kocham naszą bohaterka główną bp jest sukowata laska i nie da sb pomiatać! 😍😍

    Chce nexa szybciej 😋😆

    OdpowiedzUsuń
  6. Następny świetny blog 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow genialny początek. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zaciekawiła mnie i na pewno będę czytać dalej. Czekam na next 😚

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaa już nie moge doczekać sie kolejnego!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowy ff i nowy początek :) jak zawsze jest super :) tak bardzo się cieszę, że dalej piszesz *.* nie mogę się doczekać na kolejne rozdziały :) z pozdrowieniami Azja ❤️

    OdpowiedzUsuń
  10. Aaa chce juz kolejny rozdzial!

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaa cholera kochamkochamkocham chce wiecej

    OdpowiedzUsuń
  12. o fuck, Justin jest taki *.* tak lubię złego Justina xD ciekawi mnie co wymyśli, kiedy Michael będzie ich sobie przedstawiał :D

    OdpowiedzUsuń
  13. No no może być ciekawie 😊 😊 😊

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams