26.06.2016

Chapter Six

,,To jest coś,
czego nie potrafię, kurwa, wyjaśnić i nawet nie próbuję, 
bo  najzwyczajniej w świecie 
nie mam pieprzonego pojęcia co ja wyrabiam"

Justin
- Nie ma, kurwa, mowy - warczę kręcąc głową.
Brunetka zaciska usta w wąską linie i posyła mi błagający wzrok.
Wiem, że udaje.
Ale bardzo dobrze udaje.
- Nie będę pieprzoną niańką! - wymachuję dłońmi.
Hazel kręci głową.
- Nie musisz być. Tylko ją odbierz i zabierz do mnie do domu - mówi i wyciąga klucze z kieszeni swoich spodni. - Kończę za jakieś czterdzieści minut. 
Patrzę się na klucz, później na jej zrozpaczoną minę i dosłowanie kilka sekund później wymiękam, jak ostatni frajer. 
Zajebiście Bieber.
Po prostu, kurwa, zajebiście.
Biorę głęboki oddech i przymykam oczy.
- Dobra, Jezu, dobra - mamroczę pod nosem wyrywając jej klucz z dłoni.
To w sumie zadziwiające, że nie boi się o to, że coś zrobię w jej domu. Oddała mi swój kluczyk nawet nic nie mówiąc.
- Do jakiej szkoły chodzi ten bachor? - pytam.
- Ma na imię Rue i nie nazywaj jej bachorem - krzywi się lekko. - Przynajmniej nie przy niej. To naprawdę specyficzne dziecko. 
- Dam sobię radę - odpowiadam lekceważąco.
Ciemnowłosa unosi brwi i patrzy się na mnie powątpiewając. 
- Okej, żeby nie było, że nie ostrzegałam - mówi. - Holdan Road. To kilka przecznic od mojego bloku.
Przytakuję głową i chowam klucze do kieszeni swoich jeansów.
- Jak nie będziesz w domu o osiemnastej, zostawiam ją tam samą - mamroczę.
- Justin!
Unoszę ręce do góry i posyłam jej uśmiech niewiniątka. Nie będę tracić czasu na jakieś durne dziecko. Dzisiaj mam wyścigi. Muszę się przygotować.
- Tak tylko mówię.
*


Wysiadam z samochodu i wzrokiem skanuję plac przed szkołą, której adres podała mi Hazel. Wcześniej pokazała mi jej zdjęcie. Muszę szukać niskiej blondynki o niebieskich oczach. Nie patrzyłem się w zdjęcie zbyt długo, ale myślę, że bez problemu ją poznam. 
Jak tylko uda mi się ją znaleźć w tym tłumie bachorów.
Przypomnijcie mi do cholery, dlaczego ja to w ogóle robię?
Ludzi przed budynkiem robi się coraz mniej, bo każdy zabiera swoje dzieci do domów. Przechodzę przez trwnik.
- Kurwa - warczę.
- To na ciebie mam czekać, prawda? - moją uwagę przykuwa wzrok dziewczynki siedzącej na ławce przede mną.
Jasne włosy, niebieskie oczy i to chore podobieństwo do Hazel.
To zdecydowanie ona. 
Patrzy się na mnie swoimi dużymi tęczówkami bez krzty strachu. Wydaje się być wręcz znudzona.
Ktoś musiał ją najwyraźniej poinformować  tym, że po nią przyjadę.
- Rue? - upewniam się
Przytakuje głową, wstaje i narzuca swój fioletowy plecak na plecy. Bez słowa zaczyna iść w stronę wyjścia z terenu szkoły. Nie wiem co robić, więc ruszam za nią.
- Ten żółty samochód - mamroczę pod nosem tak, aby wiedziała gdzie iść.
- Ładny - komentuje. - To ty jesteś tym zadufanym chłopakiem Hazel? 
Prycham śmiechem i kręcę głową, gdy tylko słyszę jej słowa.
- Nie, ja jestem jego bratem - odpowiadam rozbawiony. To całkiem fajne, że nie tylko ja uważam tego idiote za zadufanego. Zawsze jest tak, że kto nas nie pozna wnioskuje, że to ja jestem ten zadufany i zły, a on jest tym idealnym. Nie przeczę, że ja nie jestem zły, ale temu człowiekowi do ideału brakuje jeszcze więcej. - Dlaczego właściwie tak o nim mówisz? 
Wzrusza ramionami.
- Moja mama ciągle tak powtarza - odpowiada. - Chyba go nie lubi.
Siostra Hazel nie akceptuje jej chłopaka?  
Interesujące
Nie czekając na moje zaproszenie wciska się na miejsce pasażera. Zamyka za sobą drzwi mocno nimi trzaskając. Zaciskam szczękę zdenerwowany tym, że zaraz zepsuje mi mój piękny samochód. Za chwilę do niej dołączam i odpalam silnik.
- Hazel kazała mi cię zabrać do niej do domu - informuję ją, a ona znowu przytakuje głową.
Dosyć małomówna jak na dziecko. 
- Ile ty masz tak właściwie lat? - marszczę brwi.
- Dziesięć, prawie jedenaście - odpowiada dumna.
Tym razem to ja przytakuję. W sumie wygląda na tyle. Podgłośniam muzykę w radio, aby jakoś zabić ten czas który będę musiał przeżyć w drodze do domu Hazel.
- Hazel cię nie chce? - pyta nagle przekrzykując muzykę.
Dosłownie mało brakuje do tego żebym udławił się własną pieprzoną śliną. Przyciszam muzykę i patrzę się na nią niedowierzając.
- Co? Skąd ten pomysł? 
Wzrusza ramionami.
- Przyjechałeś po mnie ty i śmiejesz się ze swojego brata, co oznacza, że go nie lubisz. Wybrała twojego brata zamiast ciebie? - dopytuje się. Szalony, inteligentny, wścibski bachor. Hazel miała rację. Jest cholernie specyficzna. - Tak jak w ,,Pamiętnikach Wampirów"?! - widzę jak oczy tego dziecka zaczynają świecić co chyba oznacza, że podoba jej się ta wymyślona wersja.
- No chyba, kurwa, nie -odwarkuję mając gdzieś to, że przeklinam przy dziecku. - Hazel mi się nie podoba.
Rue uśmiecha się i krzyżuje swoje drobne dłonie.
- Hazel podoba sie każdemu - odpowiada pewnym siebie głosem. - Ona jest śliczna.

*

 Siedzę w tym pieprzonym mieszkaniu, z tym pieprzonym bachorem i jedyne o czym myśle, to to, że chcę umrzeć. Rue zadaje tyle pierdolonych pytań, że powoli zaczynam tracić cierpliwość. I pomyśleć, że jeszcze pół godziny temu dziwiłem się, że jest taka cicha i spokojna. 
Patrzę się na swoj zegarek i zauważam, że jest już osiemnasta.
Hazel wracaj tu.
Wstaję z kanapy.
- Włącz sobie telewizor lub cokolwiek - mamroczę od niechcenia. - Zaraz wracam.
Nagle w mojej głowie pojawia się niesamowicie fajny pomysł. Hazel się spóźnia, a ja powienienem sobie już po prostu wyjść. Ale nie zrobię tego. 
Idę przez średniej wielkości korytarz i otwieram pierwsze lepsze drzwi.Trafiam za pierwszym razem. Jej pokój. 
Pełen satysfakcji wchodzę do środka i zaczynam się wszystkiemu przyglądać. Jasne ściany, dużo książek, duże, dwuosobowe łóżko. W sumie nie tak wyobrażałem sobie ten pokój.
Hazel jest straszna i zadziorna. Myślałem, że miejsce, w którym zazwyczaj zapewne spędza najwięcej czasu będzie mroczniejsze, w ciemnych kolorach i takie tam. 
Otwieram pierwszą lepszą szafkę i zauważam w niej kilka zeszytów. Otwieram pierwsz z nich. Jakieś notatki. Kładę go na miejsce i biorę do ręki o wiele większy i grubszy. Znowu przekładam kartki średnio zainteresowany, aż w końcu zauważam, że to nie są notatki tylko plany jakiś budynków.
O cholera, ona naprawdę kiedyś musiała nieźle w tym siedzieć.
- Co ty myślisz, że robisz? - słyszę warknięcie gdzieś za sobą.
Kurwa.
Zamykam zeszyt, odkładam go na miejsce i odwracam się twarzą do nowoprzybytej.
Wygląda na nieźle wkurwioną.
- To mój pieprzony pokój i moje pieprzone rzeczy - ciągnie. - Wynocha.
Przewracam oczami i macham niedbale dłonią. 
- Czemu się tak wkurzasz? Tylko sobie oglądałem - uśmiecham się złośliwie, a ona posyła mi zniecierpliwiony wzrok.
- Wyłaź z mojego pokoju - powtarza. - Z mojego domu też, a najlepiej by było gdybyś zniknął z mojego życia - dodaje spluwając.
Wciągam ze świstem powietrze do płuc i przykładam dłoń do klatki piersiowej dramatycznie udając jak bardzo mnie to zraniło.
- O cholera, nie mów tak. To boli.
- Zdechnij z tego bólu - odpowiada z uśmiechem i wychodzi z pomieszczenia.
Szczera.
Idę za nią przez salon i zauważam, że nie ma Rue.
- Gdzie to dziecko? - pytam.
- Becca zabrała ją do domu - odpowiada nawet się nie odwracając. 
Wchodzi do kuchni i wyciąga szklankę z jakiejś szafki. 
- Ta co nie lubi twojego cudownego chłopaka? - pytam z cwanym uśmiechem.
Dziewczyna przystaje w miejscu i patrzy się na mnie na wpół zaskoczona i wkurzona.
- Skąd niby to wiesz?
Wzruszam ramionami.
- Rue mi powiedziała.
Hazel wypusza powietrze z płuc i kręcąc głową wraca do swoich poprzednich czynności. 
- To nie jest twoja pieprzona sprawa - odpowiada w końcu. - Zaproponowałabym ci coś do picia, ale w sumie mam cię gdzieś, więc tego nie zrobię - mówi z niewinnym uśmiechcem na ustach. 
Jeszcze kilka miesięcy temu, gdyby się tak do mnie odezwała zapewne nawyzywałbym ją od suk, ale wydaje mi się, że jestem już w jakimś stopniu przyzwyczajony. Ta kretynka ma niewyparzony język i naprawdę nie chcę mi się co chwilę zwracać jej uwagę na to jak się do mnie odnosi.
Co nie zmienia faktu, że cholernie mnie wkurwia.
- I tak nie chcę - wzruszam ramionami i zaczynam iść w stronę drzwi.
- Ty i twój gang musicie zrobić kolejny napad? - odpowiada z kpinął.
Przystaję w miejscu i posyłam jej morderczy wzrok. Nie mam już pierdolonej cierpliwości.
- Gdzie ty żyjesz? W "Szybkich i Wściekłych"? - odpowiadam prychając. - Nie mamy żadnego gangu. Jesteśmy tylko inteligentynmi ludźmi, który w niesamowicie idealny sposób zdobywają pieniądze - uśmiecham się z wyższością.
- Pieniądze, których nigdy nie zobaczył byś na oczy, gdyby nie pomógł ci ktoś o wiele bystrzejszy - zauważa i odpowiada mi takim samym uśmiechem.
Przewracam oczami i ignoruje to.
Cokolwiek.
- Dzisiaj mam wyścig i zdobędę kupe kasy bez twojej pomocy - sapię jak małe wkurzone dziecko.
Hazel patrzy się na mnie z rozbawionymi iskierkami w oczach.
- Och, poważnie? I kto tu mówi o "Szybkich i Wściekłych"? - pyta śmiejąc się.
- Masz rację - przytakuję jej. - Na pewno nie ty. Nawet nie masz odwagi przyłączyć się do nas i pomóc nam w akcjach takich jak ostatnio, a oboje wiemy, że tego chcesz, więc w sumie nawet nie będę wspominał o wyścigach. To zbyt niebezpieczne, co? - patrzę się na nią pobłażająco, a jej wyraz twarzy z rozbawionego zamienia się we wkurzony.
- Wcale, że tego nie chcę! I wiedziałeś o tym od samego pieprzonego początku - odwarkuje nagle. - Zrobiłam to tylko dlatego, że obiecałeś zniknąć z mojego życia. Przypomniam ci, że mnie oszukałeś! - unosi głos.
- To ty poprosiłaś mnie teraz o pomoc!
- To ty nachodzisz mnie w mojej pieprzonej pracy! - odwarkuje mi.
- Chciałem ci tylko dać te pierdolone pieniądze!
- Więc teraz daj mi spokój - mówi przez zaciśnięte zęby. - Raz na zawsze.
Jestem tak wkurwiony, że aż czuję przyśpieszone bicie mojego serca. I tak mam ją gdzieś. Nie będę tracił swojego czasu na tą sukę. Już, kurwa, wystarczy. Mam gdzieś to, że oszukuje Michael'a. Niech go sobie wrabia ile sobie chce. 
Znikam.
Tak jak chciała.
Odwracam się i wchodzę z jej mieszkania mocno trzaskając drzwiami.
Schodzę po schodach i gdy trzymam już rękę na klamce od drzwi wyjściowych zatrzymuję się.
Co ja do kurwy nędzy wyrabiam? 
Zaciskam szczękę i wbrew własnej woli cofam się spowrotem w stronę jej mieszkania.
Ja pierdole. 
To jest coś czego nie potrafię kurwa wyjaśnić i nawet nie próbuję, bo nazwyczajniej w świecie n i e  m a m  pieprzonego pojęcia co ja wyrabiam. Nie zdążam nawet postawić nogi na pierwszy schodek, gdy nagle słyszę szybkie kroki i chwilę później postać brunetki pojawia się dosłownie dwa metry ode mnie.
Unoszę głowę, aby na nią spojrzeć, gdyż jest kilka stopni wyżej niż ja. Krzyżuje dłonie na piersi. Obserwuję jak przegryza dolną wargę i przez kilka chwil mam wrażenie, że jest zakłopotana.
Szła mnie dogonić.
Prawda?
Ale czemu?
Czemu ja sie w ogóle wróciłem do kurwy?
Nie rozumiem tego. Już nic nie rozumiem.
Otwieram usta, aby się odezwać, ale ona mnie wyprzedza.
- Jestem odważna - mówi nagle nawiązując do moich wcześniejszych słów. - Chcę jechać z tobą na te wyścigi.


*** 
Tak jak obiecałam rozdział dodaję dzisiaj!

Co myślicie o zachowaniu Hazel? 

Jako, że są wakację będę robiła wszystko co w mojej mocy, aby dodawać rozdziały chociaż co dwa dni. Kto wie, może jak mi się uda, to będą nawet codziennie!
Trzymajcie za mnie kciuki! :*

Jeżeli przecztałeś rozdział, skomentuj! To naprawdę motywuje! xx


8 komentarzy:

  1. Ojeny, ja już mogę wymyślać ich ship?? 😍
    Jazel to będzie, na pewno!
    Teraz nurtuję mnie pytanie po co ty się wracałeś Justin? Mogę wysnuwać mnóstwo pomysłów ale żaden nie pasuje. Co on by zrobił jakby Hazel za nim nie pobiegła? Zapukał, otworzyłaby i co by powiedział? Dużo bym wtedy mogła wysnuć ale nie! 😂
    Fajnie, że Hazel pobiegła za nim, niech jadą na te wyścigi i niech coś się stanie, bo czuję, że to już niedługo!
    Trzymam mocno kciuki za częste rozdziały bo serio nie mogę się doczekać co dalej! 😁
    Zauważyłam, że używasz dużo tych przerywników czy idk j a k t o n a z w a ć 😂 też tego używam 😚💪
    Okok, czekam z niecierpliwością na następny, pozdrawiam jak zwykle i w ogóle życzę powodzenia żebyś wytrzymała te upały, może nie wiem gdzie mieszkasz ale upały są wszędzie soo 🙈 ja już zaliczyłam zasłabnięcie na środku ulicy i wracanie do domu z mamą pod rękę ledwo trzymając się na nogach także mówię, u w a ż a j na s ł o ń c e! I kibicuj Polsce na euro! Buziaki! ❤😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przerywnik są supi. Jakoś tak ostatnio zaczęłam ich używać. Matko, kobieto. Dopiero się Lato zaczęło, a Ty już mdlejesz?! 😱 Kibicuje! Gdybyś tylko zobaczyła jak chciało mi się płakać w sobotę na dogrywce. Myślałam, że przegramy i prawie się załamałam 😂😂
      💘

      Usuń
  2. Jezu uwielbiam te parke 😂
    Oboje są tacy sukowaci 😊
    Ughhh nie mogę się doczekać następnego 😍
    Ahh duma Haz się odezwała by udowodnić mu, że jest inna niż on myśli ^^
    Uwielbiam ten nie wyparzony język Hazel jest niesamowita!
    Coś czuję że nie długo cała akcja się rozkręci a ja czekam tylko na to jedno zdanie " nie mogę kochać dziewczyny mojego brata " czy powie to Hazel, to jest zdanie które tak mnie zaintrygowało że musiałam to przeczytać!
    Jesteś świetna! A ten blog to po prostu petarda!
    Chciałabym tak długie rozdziały jak np tutaj dwa razem wzięte ale nawet tak krótkie jak te są zajebiste!
    Wiesz jak zainteresować czytelnika tak aby niecierpliwie czekał :)
    Tak więc czekam na kolejny.
    Pozdrawiam Shwaty B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju supi rozdział. Jak ona słodko denerwuje Jusa. Uuuu to będzie ciekawie na tych wyścigach. Już widać że ich do siebie ciągnie. Czekam wytrwale na moment kiedy Jus zda sobie sprawę z tego że kocha Hazel. Życzę Ci weny i czekam na next jak najszybciej ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Bd sie ścigać 😂 jak szybcy i wściekli mrrr 😂

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rozdział...OMG! !!!
    CUDOWNY ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤💪💪💪💪z niecierpliwością czekam na next❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzisz Hazel? Nawet Rue wie, że Justin na ciebie leci, tylko musisz to dobrze wykorzystać tą wiedzę! Zapamiętaj moje słowa dziecko, bo kiedyś ci się przydadzą :P

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams