17.06.2016

Chapter Three

,,Cholernie seksowny i cholernie zepsuty"

Hazel
Wbiegam na uczelnie spóźniona dobre dwadzieścia minut.  Tak to jest kiedy wyjeżdżasz dziesięć minut przed zajęciami. To Nowy Jork. Tu nie ma dnia, w którym ulice nie byłyby zakorkowane. Gdyby na drogach było spokojnie to miasto nie byłoby sobą.
 Może właśnie dlatego tak bardzo lubię Nowy Jork. To miejsce pełne życia. Nieważne czy dzieje się z tobą coś złego, czy wali ci się cały świat tutaj życie toczy się dalej. Dzięki temu nawet w najgorszych przypadkach czujesz namiastke normalności. Tak jakby nigdy nic się nie zmieniło.
 Najciszej jak potrafię otwieram drzwi auli, w której mam wykład. Na moje szczęście światło jest zgaszone, a w pomieszczeniu panuje półmrok. Profesor Green wyświetla jakąś prezentację na dużej białej ścianie i głośno opowiada o Historii Stanów Zjednoczonych. Nikt nie zauważa mojej obecności. Pochylam się i zwinnie i bezszelestnie wchodzę prawie na samą górę i siadam obok niebieskookiej brunetki. Odwraca głowę w moją stronę i uśmiecha się.
- Wiedziałam, że się spóźnisz - mówi ściszonym głosem Miranda. - Jak zwykle.
- Byłam w NorthClove - odpowiadam ogólnikowo wymując z torby notatnik i długopis.
- Widziałaś się z Michael'em? - pyta patrząc się na mnie zadowolonym wzrokiem.
Macham jej dłonią przy twarzy na znak, że porozmawiamy o tym po zajęciach, więc ona tylko wzdycha i odwraca głowę w stronę prezentacji.
Mimo, że bardzo się staram nie mogę się skupić na wykładzie. Słowa Profesora wpadają do mojej głowy równie szybko jak z niej wypadają. Nie mogę przestać myśleć o  j e g o  karmelowych tęczówkach i tym wkurzającym pewnym siebie uśmiechu. Jego wspomnienie wywołuje we mnie uczucie złości i nienawiści. Jak może być tak cholernie wyrafinowany?
Tak bardzo pewny siebie... tak bardzo zminy i obojętny.
Myślałam, że tacy ludzie nie istenieją. Zawsze uważałam, że jak ktoś jest właśnie taki to tylko udaje, żeby ukryć coś głębszego, jednak patrząc na niego nie możesz odeprzeć wrażenia, że ten chłopak nic nie czuje. Obojętny. Jakby nie miał uczuć.
Ale masz u mnie dług. Bardzo duży dług, o który w końcu kiedyś się upomnę. 
Jego ostrzeżenie nie zabrzmiało przyjemnie. Ani trochę. 
Justin oczekuje ode mnie, że będę się go bała. Chce mnie zastraszyć, wiem to.
Ale on chyba naprawdę nie ma pojęcia na co mnie stać.
Nigdy w życiu nie pozwolę się nikomu zastraszyć. 
Nigdy.


*

- Mike ci się oświadczył? - pyta podekscytwana Miranda. 
Przewracam oczami i uderzam ją w tył głowy.
- Jesteś głupia. Jesteśmy razem dopiero niecałe pół roku. Nie uważasz, że to trochę za wcześnie? 
Dziewczyna wzrusza ramionami i kieruje się w stronę wyjścia z uczelni. Idę za nią.
- Czy ja wiem. Gdybym poznała takiego Michael'a, który jest przystojny i bogaty, to pewnie bym się nie zastanawiała. 
Krzywię się lekko.
Naprawdę kocham ją jak siostrę, ale czasami straszna z niej materialistka. Miranda należy do rodziny, w której nigdy tak naprawdę nie musiała pracować. Co chce to ma. Całkowite przeciwieństwo mnie. Mieszkam sama w małym mieszkaniu. Moja siostra odkąd wyszła za mąż przeproadziła się na obrzeża miasta, a rodzice mieszkają w bloku w bardzo nieprzyjemniej dzielnicy. Nigdy nie dostawałam niczego z łatwością. Pracuję od szestastego roku życia, bo moi rodzice nie są zbyt bogaci. Moja rodzina nie żyje w niedostatku tylko raczej jak większość ludzi w Stanach, normalnie. Ale to nadal bardzo daleko od tego jak żyje Miranda albo chociażby Michael. 
- Poznałam jego brata - zmieniam temat wzdrygając się lekko gdy tylko go sobie przypomnę.
- Poznałaś MŁODSZEGO Bieber'a? - wytrzeszcza na mnie oczy, a ja niepewnie przytakuję.
Nie rozumiem jej reakcji.
Wchodzimy z terenu NYU i kierujemy się do kafeiki do której zawsze przychodzimy po zajęciach albo pomiędzy nimi. 
- Tak, co w tym dziwnego? Przecież to brat Michael'a. 
Mirnada kręci głową jakby nie mogła w to uwierzyć.
- Ty nic nie wiesz? 
Marszczę brwi patrząc się na nią pytająco.
- Justin Bieber nigdy nie jest widywany ze swoją rodziną. Nigdy. To ciemna strona Bieber'ów. Jest mroczny i każdy gada, że jest zamieszany w różne gangi i że ma mnóstwo rzeczy na sumieniu. Gadają, że nawet kiedyś kogoś zabił. Jest jak jeden z tych podejrzanych typów wychodzących tylko nocą. Nie ma skrupułów i żadnych uczuć. On nawet nie zachowuje się jak człowiek.  - nagle przypominam sobie jak uratował mnie przed aresztowaniem. Z łaską. Ale zrobił to. - Cholernie seksowny i cholernie zepsuty - poprawia się po chwili.
- Mi! - unoszę głos patrząc się na nią ostrzegawczo, ale ona tylko rozbawiona unosi dłonie do góry.
- No co? Przyjrzałaś mu się kiedykolwiek? To pieprzona perfekcja i wiem, że o tym wiesz - wzdycha w rozmarzeniu. - Szkoda, że jest taki zły.
Wiem, że jest zły.
Wiedziałam to od dnia kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Na pierwszy rzut oka jest w nim coś... strasznego. Wystarczy się na niego spojrzeć i już masz pewność, że nie należy do grupy grzecznych chłopców.
Przewracam oczami na jej durne zachowanie. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam. Ta dziewczyna tak ma. Wchodzimy do kawiarenki, a do moich nozdrzy od razu dociera zapach świeżej kawy i czekolady.
Z jakiegoś powodu czuję się źle, że Mi mówi o bracie Mike'a w taki sposób.Nawet jeśli nie przepadam za Justinem to rodzina mojego chłopaka, więc to chyba oczywiste, że trochę mi przeszkadza to w jaki sposób o nim się wyraża.
Prawda?
- Plotki nie zawsze są wiarygodnym źródłem informacji - odpowiadam cicho i siadam do stołu przy oknie.

*

 Zasiedziałam się w kawiarnii z Mirandą i zastała nas ciemna noc. 
- Na pewno nie chcesz żebyśmy cię podwieźli? - pyta wchodząc do samochodu swojego chłopak'a Daniel'a.
Uśmiecham się i odmawiam po raz kolejny.
- Poradzę sobie. Pewnie Mike już skończył pracę, więc nic mi nie będzie - odpowiadam.
Moja przyjaciółka posyła mi całusa i wchodzi do samochodu.
- Zadzwoń do mnie jak będziesz w domu! - krzyczy przez otwarte okno, gdy Daniel wyjeżdża na ulicę. 
- Dobrze mamo! - odkrzykuję ze śmiechem i obserwuje jak ich samochód znika w tłumie innych.
Wyciągam z kieszeni komórkę i dzwonię do Michael'a. Po czwartym sygnale włącza się sekretarka.
Wzdycham.
Mogłam się spodziewać, że wcale jeszcze nie skończył pracy. To takie typowe.
Jest początek marca, więc noce w Nowym Jorku są jeszcze mroźne. Gdy wydycham ciepłe powietrze przy moich ustach pojawia się obłok pary. Chowam dłonie, które już zdążył już zmarznąć, do kieszeni swojej ciemnozielonej kurtki. Mogłam przyjąć propozycję Mirandy i wracać z nimi, ale czuję się głupio, bo oni odwożą mnie do domu cały czas. Dosłownie dzień w dzień. Nie lubię być pasożytem. Zresztą, ja też mam chłopaka na litość boską.
Przystojnego.
Obrzydliwie bogatego.
I zapracowanego.
Wzdycham i rozglądam się po ulicy. Samochody jeździły coraz rzadziej, a przechodniów nie było już praktycznie wcale. Jest środek tygodnia i to w dodatku po dudziestej trzeciej. Każdy siedzi już w domach.Nie wiedząc co innego mogę jeszcze zrobić powolnym krokiem ruszam w stronę swojego mieszkania.
To tylko kilka ulic stąd.
Gdy po pół godzinie drogi widzę ciemnoszary blok, w którym mieszkam czuję autentyczną ulgę. Po pierwsze nogi już mi tak zamarzły, że ledwo co je czuję, a po drugie od połowy drogi zauważyłam, że idzie za mną jakiś facet i nie wygląda ani trochę przyjaźnie. Gdy zbliżam się do swoich drzwi i wystukuję swój kod do mieszkania jeszcze raz oglądam się przez ramię.
Jest coraz bliżej.
Gdzieś we mnie włącza się cichy płomyk strachu. Mimo, że postać ma kaptur to i tak wiem, że patrzy się prosto na mnie. Przez to, że skupiłam całą swoją uwagę na dziwnym mężczyźnie idącym w moją stronę źle wpisałam kod. Klnę pod nosem i drżącymi dłońmi próbuję jeszcze raz.
- Hazel - słyszę przy sobie czyjś głos.
Jest tak niespodziewany, że aż podskakuję.
- Jezu! - krzyczę odsuwając się.
Justin stoi przy mnie z rękami w kieszeniach i kapturze niedbale naciągniętym na głowę.
- Chcesz żebym umarła na zawał? - warczę na niego i w tym samym momencie oglądam się za siebie sprawdzając czy dziwny mężczyzna dalej tam jest.
Z ulgą stwierdzam, że chodnik w pobliżu mojego bloku jest pusty. Odwracam się znowu do Justin'a, którego mina wskazuje na to, że zdecydowanie uważa mnie za wariatkę. Ma uniesione brwi i przygląda mi się badawczo.
- Chcę wiedzieć - mówi nagle, a ja posyłam mu niezrozumiały wzrok.
Coś mi tutaj nie pasuje.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zadaję pytanie krzyczując dłonie na piersiach.
- Chcę wiedzieć jak włamałaś się do fimry, która ma jedne z najlepszych zabezpieczeń w całym stanie - mówi dalej tak jakby wcale nie słyszał mojego pytania.
Albo jakby specjalnie je zignorował.
- Skąd wiesz gdzie m i e s z k a m? - nie daję za wygraną.
Nie odpuszczę mu tego. Muszę wiedzieć, bo to zdecydowanie dziwna sprawa.
- Zapamiętałem po tym jak kiedyś cię odwiozłem - odpowiada, a ja wiem, że kłamie.
Prycham i cofam się trochę.
- Nieprawda. Kiedyś specjalnie kazałam ci wysadzić się dwie przecznice dalej. Skąd wiesz? - powtarzam pytanie.
Chłopak przewraca oczami i macha niedbale dłonią. Nie przejmuje się tym, że został przyłapany.
- Poprosiłem kogoś żeby cię sprawdził - mamocze pod nosem.
Moje oczy robią się większe. Czy ten idiota wynają kogoś kto miał mnie śledzić i dowiedzieć się o mnie róźnych rzeczy?
- Oszalałeś? - warczę.
- Musiałem. Chcę wiedzieć jak ktoś taki jak ty włamał się do tak dobrze strzeżonej firmy - powtarza twardo.
Posyłam mu cwane spojrzenie.
Chyba mam na niego alergię. Za każdym razem gdy go widzę moje ciśnienie skacze powyżej normy. Patrzę się na niego i mam ochotę go zabić. Dosłownie.
Nagle zaczynam się zastanawiać ile prawdy było w plotkach, z którymi podzieliła się ze mną Mi. Czy ten brązowooki, obojętny chłopak jest naprawdę aż tak niebezpieczny?
- Naprawdę chcesz wiedzieć? Jeżeli dobrze się orientuję mój "dług" - robię cudzysłów w powietrzu - u ciebie zostanie spłacony - zauważam.
To jak się włamuję w sumie nie jest żadną tajemnicą. To wręcz jedna z najprostrzych rzeczy. Wystarcy trochę inteligencji i wprawa w programach komputerowych. Ale kiedy widzę jak bardzo mu na tym zależy automatycznie tracę chęć wyjawienia mu mojego wielkiego sekretu. Niech się pomęczy.
- Nie, nie zostanie - odpowiada kręcąc głową. - Jakaś durna informacja nie spłaci tego długu. To musi być coś większego... - przygląda mi się, a na jego usta nagle wpływa uśmiech, który przyprawia mnie o dreszcze. - Coś bardziej opłacalnego - szepcze.
Prycham i kręcę głową.
Chyba nie myśli, że jestem aż tak głupia.
- Okej - odpowiadam ponownie wystukując kod swojego mieszkania.
Tym razem mi się udaje. Drzwi wydają ciche kliknięcie i ustępują, gdy je popycham.
- Dobranoc Justin - mówię uśmiechając się złośliwie.
- Co? Nie. Nigdzie nie idziesz. Masz mi powiedzieć - zaczyna protestować.
Przytrzymuje drzwi.
- Hazel wracaj - ton jego głosu jest władczy co cholernie mnie wkurza.
Nie zamierzam się go słuchać. Idę dalej nawet się nie odwracając. Zamiast tego wystawiam mu środkowy palec.
- Pierdol się - mamroczę pod nosem.
Słyszę trzask i drzwi się zamykają. Przez chwilę myślę, że sobie wyszedł, ale nagle czuję czyjąś dłoń na swoim nadgarstku. Słyszę jak przeklina pod nosem.
- Posłuchaj mnie ty mała, wkurzająca--
- Suko? - kończę za niego i wyrywam się. Przez jedną sekunę widzę na jego twarzy zmieszanie, ale znika tak szybko że jestem prawie pewna, że tylko mi się przewidziało. - Mówię serio. Spieprzaj stąd. Jak powiem Mike'owi, że nachdzisz mnie w moim własnym domu...
Tym razem to on mi przerywa.
- Jak powiem Mike'owi, że jego dziewczyna kilka miesięcy temu włamała się do jego firmy... - milknie i wiem, że robi to specjalnie żeby nadać dramatyczności jego słowom.
Światło na klatce schodowej jest wyłączone, więc jedyne co oświetla nasze ciała to smugi z lamp na ulicy wpadające przez szklane drzwi bloku. Widzę jak uśmiecha się cwanie.
- I tak nic ci nie powiem - odpowiadam już trochę mniej pewnym głosem.
Justin przygląda mi się przez chwilę. Po niecałej minucie powoli przytakuje głową.
- Okej - mówi ostrożnie. - Skoro nie chcesz mi powiedzieć, nie rób tego.
Marszczę brwi, bo wiem, że skoro tak łatwo poszło, to musi być tutaj jakiś haczyk. Nie znam go, ale już zdążyłam zauważyć, że to typ, który nigdy nie odpuszcza.
Robi krok w tył i otwiera drzwi.
- Nie planuj nic na jutrzejszy wieczór - odpowiada spokojnie. - Punkt dwunasta jestem pod blokiem.
To jakiś absurd. Co on sobie wobraża?
Już chcę zaprzeczyć, gdy on nagle dodaje:
- I lepiej wyjdź, albo sam po ciebie przyjdę. Następnym razem wpisując kod miej pewność, że nikt nie patrzy - obdarowuje mnie jednym ze swoich złośliwych uśmiechów i wycofuje się z budynku.
Jestem tak zaskoczona, że przez chwilę stoję w miejscu i patrzę się na szklane drzwi.
Nie wiem co to miało znaczyć, ale czuję, że to co ma zdarzyć się jutro nie przyniesie ze sobą niczego dobrego.


***

Heej!
No i przychodzę do was z rozdziałem 3!
Jak myślicie, co wymyślił Justin?

Co do długości to nie musicie się martwić, bo ja z reguły mam tak, że te pierwsze rozdziały piszę krótsze. :)

Zepsułam poprzednią ankietę ;-; Stwierdziłam, że w sumie nie ma sensu robić jeszcze raz takiej samej, więc trochę ją zmieniłam. Lewy górny róg! Proszę wszystkich o zaznaczenie odpowiedzi xx

Stworzyłam zakładę >INFORMOWANI< 
Jeżeli chcesz być na bierząco z rozdziałami, to zapraszam.

Jeżeli jest tutaj ktoś kto preferuje Wattpad bardziej niż Blogger'a to zapraszam tutaj >MB'sG na Wattpad< 

Rodziały będą się pojawiać w tym samym odstępie czasowym :)

Next w środę! 
Już mam w szkole luz co oznacza więcej czasu, więc pewnie teraz będę starała się wstawiać dwa rzdziały na tydzień!

10 komentarzy:

  1. Haaaa! Znowu pierwsza!
    Taaaak!
    Jezu dziewczyno naprawdę uwierz mi że jak tak sobie czytam i dochodzę do końca rozdziału mam ochotę zapomnieć na miesiąc o blogu i po miesiącu wejść na niego i móc czytać i czytać i czytać i nie musieć czekać na kolejny zajebisty rozdział ;)
    Ale niestety nie pozostaje mi nic innego jak... czekać :/
    Mam nadzieję że Haz sama wyjdzie bo jest dość trochę roztrzepana dziewczyna z niej a z Justina zaś spostrzegawczy chłopak co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
    Czekam za kolejnym oby jak najszybciej.
    Pozdrawiam.
    Shawty B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki spryciarz z tego Biebera xD jestem ciekawa jak taka niewinna dziewczyna dostała się do tak dobrze zabezpieczonej firmy, albo jest geniuszem komputerowem, albo miała farta xD rozdział mega. Czekam na kolejny Azja ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie te laske aaa i totalnie nie pasuje do Michaela XDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze ciekawiej widzę się tu robi 😏
    Hazel mi się bardzo podoba już jestem jej fanką! 😂 Justin taki intrygujący, mega mi się podoba!😍
    Chciałam ci zwrócić uwagę na to, że gubisz literki jak piszesz to w sumie nie przeszkadza ale wolałam powiedzieć, w sumie idk czemu 😂
    Wbijam dodać wattpadową wersję do biblioteki, wattpad będzie mnie informować o nowych rozdziałach 😂
    Kocham, buziaka śle, weny życzę, pozdrawiam i do środy mam nadzieje! ❤🙈

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech zgadnę... Zabierze ją na wyścig, prawda? :D
    Super rozdział *-*
    Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział. Justin jest taki tajemniczy i sexy, a Haseł jest genialna, lubię mocne charaktery. Super, że rozdziały będą częściej.. Życzę weny i czekam na next 😙
    P.S Nie mam pojęcia dokąd ją zabierze, on jest taki nieobliczalny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale świetny rodział! Już czuję, że to ff będzie jednym z najlepszych :D Czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie Miranda miała rację co do Justin'a, jest meeega seksowny! Jeśli mam być szczera... to Justin jest okropnie denerwujący i na miejscu Hazel strzeliłabym mu porządnego plaskacza w twarz :/ Ugh...

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo coś zaczyna się dziać 😄😄😄

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams