11.06.2016

Chapter Two


,,Nie jestem aspołeczny, 
ja po prostu nienawidzę fałszywości 
tej całej gównianej społeczności"


Justin
 Już nigdy więcej jej nie widziałem. Weszła przez duże, metalowe drzwi budynku, a w momencie kiedy się za nią zamknęły, całkowicie wymazałem ją ze swojej pamięci. 
To że teraz stoi przede mną jest tak cholernie nieprawdopodobne. Chcę udawać, że jej obecność tutaj w ogóle mnie nie zaskakuje, ale nie umiem. Jestem w szoku.
Czy ona wie, że jakieś pół roku temu włamała się do firmy rodziny swojego chłopaka? 
Czy Michael jej w ogóle powiedział kim jest? Przecież niedługo to on przejmuje firmę.
Oblizuję usta. 
Matka patrzy się na mnie wyczekująco. Chce żebym się przywitał  z nową dziewczyną mojego brata. Niechętnie robię kilka kroków w przód i wyciągam do niej dłoń.
- Justin - mówię patrząc się na nią chłodno.
Posyła mi niepewny wzrok i wysuwa swoją drobną dłoń. Na jej policzkach widnieją delikatne rumieńce.
- Hazel - odpowiada cicho i od razu spuszcza głowę
Unoszę brwi i odsuwam się trochę. 
Ta wkurwiająca dziewczyna zachowuje się całkowicie inaczej niż w noc, w którą się poznaliśmy.
Mama i tata prowadzą swoich gości do salonu, a ja zamiast iść za nimi wracam do kuchni i nalewam sobie kolejną porcję alkoholu. Muszę jakoś przeżyć tą chorą kolację.


*

 Na szczęście udaje mi się wydostać z tego domu szybciej niż oczekiwałem. Powiedziałem coś o tym, że jestem zajęty i po prostu wyszedłem. I tak nic ciekawego się nie działo. Ta suka Hazel, która przy mnie miała niewyparzony i cięty język, przy moich rodzicach i Michael'u mało się odzywała i była cholernie grzeczniutka. Wkurwia mnie to jak cholernie dobrze potrafi udawać poukładaną dziewczynę, kiedy tak naprawdę jest pieprzoną wariatką. 
Nie rozumiem tylko czemu przyczepiła się do mojego chujowego brata. To frajer. Czemu się z nim spotyka? Może miałem rację co do założenia, że dziewczyna Mike'a jest snobistyczna. Może jest z nim tylko dla jego kasy. 
W sumie nie byłbym zdziwiony.
 Gdy podjeżdżam pod warsztat wychodzę z samochodu nawet nie fatygując się żeby wyłączyć w nim światła. Jest już po dwudziestej, ale Martin potrafi siedzieć w swoim warsztacie do rana, więc jestem pewien, że ciągle gdzieś się kręci. 
- Jak tam? - słyszę jego głos, a gdy schylam głowę w dół zauważam swojego dobrego przyjaciela, który wyłania się spod maski samochodu.
Jestem typem człowieka, który po prostu nie cierpi ludzi. Nie jestem aspołeczny, ja po prostu nienawidzę fałszywości tej całej gównianej społeczności. Nowy Jork to skupisko takich ludzi.  Martin jest jedną z niewielu osób, które akceptuję. Jest naprawdę w porządku gościem. 
I nieźle radzi sobie z majstrowaniem przy autach.
- Nic ciekawego - odpowiadam wzruszając ramionami. - Masz chwilę żeby zmienić mi felgi i trochę go podrasować? 
Odsuwa się, wychodzi spod samochodu i wyciera dłonie o brudne od smoły spodnie. 
- No pewnie, że tak - uśmiecha się dumnie. - Daj mi dosłownie pół godziny. 
 Podjeżdżam samochodem bliżej, aby mógł dobrze zająć się moim maleństwem i wychodzę na zewnątrz. 
- Już miałeś tę swoją cudowną kolację z bratem? - pyta nachylając się nad jednym kołem.
Przytakuję głową wciągając z lewej kieszeni spodni papierosy. Wyciągam je ku niemu z pytającym wzrokiem, ale on odmawia szybkim ruchem głowy. Biorę jednego. Wkładam pomiędzy wargi i chowam pudełko z powrotem. 
Jestem pieprzonym nałogowcem.
- Miałem. Zmyłem się stamtąd. Zbyt drętwo jak na moje klimaty - odpowiadam podpalając sobie papierosa.
Martin śmieje się cicho.
- A ta jego dziewczyna... niezła chociaż? - posyła mi rozbawiony wzrok.
- Taka w guście Michael'a - uśmiecham się kpiąco, a on znowu się śmieje.
Przed oczami widzę jej pewne siebie, brązowe tęczówki, które patrzyły na mnie bez krzty strachu, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Potrząsam głową, aby wyzbyć się niechcianego wspomnienia.
Właśnie, że nie jest w guście Mike'a. 
Wcale, a wcale.
I to mnie najbardziej dziwi.
- Czyli nie spodobała ci się? 
Teraz to ja prycham śmiechem. 
Wypuszczam dym z ust i kręcę głową.
- Gdybyś zobaczył jaka jest wkurwiająca - mamroczę. - Nigdy w całym moim pieprzonym życiu. 

*


 Promienie słoneczne dostają się do moich oczu, a ja krzywię się z tego powodu. 
Kurwa, znowu nie zasłoniłem żaluzji. 
Z jękiem przewracam się na drugi bok. Ta strona łóżka jest pusta. Stacie musiała już wyjść.
A może miała na imię Stella? Za cholerę nie pamiętam.
Chcę iść dalej spać, ale akurat w tym samym momencie słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości. Unoszę się i skanuję pomieszczenie w poszukiwaniu telefonu. Przeczesuje ręką zmierzwione włosy i niechętnie wstaję.Telefon leży w drugiej części pokoju. Przechodząc odrzucam na bok kilka leżących na ziemi ciuchów.
Czemu one nigdy nie zabierają wszystkich części swojej garderoby? 
Sprawdzam telefon. Krzywię się, gdy zauważam, że to wiadomość od Mike'a. Pisze, że mam przyjść do firmy za jakąś godzinę.
Wzdycham i odrzucam telefon na łóżko.
Po chuj mam tam iść? Nie było mnie w tej firmie kilka dobrych miesięcy, a Mike wie, że mam ją gdzieś. To on jest snobem, któremu podoba się życie w garniturku. Ja niekoniecznie. 
Z Michael;em nigdy się nie dogadywałem, ale w oczach rodziców straciłem wtedy kiedy wywalili mnie z uczelni, do której chodził każdy członek naszej rodziny. NYU to beznadziejna uczelnia. Zbyt rygorystyczna. Po prostu mi się nie podobało i tyle. Kiedy pierwszy raz zostałem złapany w czasie wyścigu i do tego aresztowany mój ojciec biegał załatwiać, aby nie wyrzucali mnie z uczelni. Raz przymknęli oko, ale gdy powtórzyło się to trzeci raz już nawet mój ojciec nie mógł temu zaradzić. 
Wywalili mnie, a ja cholernie się z tego cieszę. Nie chcę chodzić na jakiś gówniany uniwersytet. Nie potrzebuję tego.
 Udziałów w firmie odmówiłem sam. Nie będę bawił się w takie coś. Nie chcę być zależny od tej chorej firmy. W wyścigach zarabiam sporo. Ojciec mi się dokłada, ale to tylko dlatego, że matka mu każe. Zapewne gdyby to od niego zależało to zostawiłby mnie bez grosza.
 Ubieram się w podarte jasne jeansy, czarną koszulkę i dłuższą kurtkę moro. Michael pewnie będzie patrzył się na mnie jak na zdrajcę, że nie ubrałem się bardziej odpowiednio, ale właśnie o to chodzi. Lubię go wkurwiać.
 Wsiadam w samochód i niecałe dziesięć minut później jestem na miejscu. Wchodzę przez duże metalowe, samoczynnie otwierane drzwi i nawet nie zatrzymując się przy recepcji idę do windy. Każdy tutaj wie kim jestem. Czarna owca rodziny Bieber. Nie muszę im się tłumaczyć. Wciskam numerek z ostatnim piętrem i wjeżdżam na górę. Gdy idę do biura Mike'a jakaś kobieta zatrzymuje mnie krzycząc, że "Pan Bieber" ma gościa i nie mogę tam wejść. Prycham pod nosem i nawet się nie zatrzymuję. Chuj mnie obchodzi to, że ma jakiegoś gościa. Chciał żebym przyjechał, więc jestem. Popycham ręką duże drzwi i wchodzę do środka. Mój wzrok automatycznie pada na brunetkę siedzącą na kancie biurka. Michael siedzi w swoim fotelu i najwyraźniej tylko rozmawiają, ale mimo to czuję się dziwnie. Dziewczyna odwraca głowę i posyła mi zaskoczony wzrok. 
To Hazel.
- Wejdź Justin - mówi tak jakby wcale już nie był w środku.
Przewracam oczami i robię krok w ich stronę. Hazel wstaje z biurka i wygładza swoją czarną bluzkę. Nie wygląda już na przestraszoną. Tylko na zwyczajną i spokojną, ale to nadal nie ta sama dziewczyna, którą wtedy poznałem.
- Czego ode mnie chciałeś? - od razu przechodzę do rzeczy.
- Zaczynamy nowy projekt... Pomyślałem...--
- Nie - odpowiadam przerywając mu. - Nie chcę być wspólnikiem.
Mike wzdycha. Wkładam dłonie w kieszenie swoich spodni. 
- Kiedyś układałeś nam plany budowy i szło ci to naprawdę nieźle. To mały wysiłek i dużo pieniędzy, Justin - ciągle próbuje mnie przekonać.  
NorthClove jest firmą, która tylko burzy i buduje. To pieprzona nuda i nie mam zamiaru brać w tym udziału nawet gdyby proponowali mi kilka milionów. 
Gdy widzi moją minę wzdycha.
- Po prostu zastanów się nad tym, okej? Propozycja jest wciąż aktualna. 
Przytakuję dla świętego spokoju chociaż i tak wszyscy wiemy, że się na to nie zgodzę. 
- Muszę już iść Mike - pierwszy raz odzywa się Hazel. - Mam teraz zajęcia na uczelni. 
Nachyla się nad nim i całuje go w usta. Odwracam wzrok. Nie jara mnie patrzenie na to jak wymieniają się śliną. 
- W porządku. Wpadniesz później? 
Brunetka przytakuje i zaczyna wychodzić nawet nie obdarzając mnie nawet chwilowym spojrzeniem. 
Nagle wpadam na świetny pomysł. 
- A ten... - podejmuję temat niby od niechcenia. - Pamiętasz to włamanie do firmy? Jakieś pół roku temu? 
Kątem oka zauważam jak dziewczyna zatrzymuje się w pół kroku. Aż tutaj mogę poczuć jej narastającą panikę. Zmuszam się do tego, żeby zachować neutralny wyraz twarzy chociaż tak naprawdę mam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- Tak. Czemu pytasz?
Wzruszam ramionami.
- Tak się zastanawiałem, czy odnaleźliście tego kto wam rozpieprzył połowę firmy? 
Mike kręci głową.
- Nie. Ktokolwiek to był, był w tym dobry. Na miejscu zdarzenia nie ma żadnych śladów. Nic.
Jestem tym trochę zaskoczony. Czy to możliwe, że ta laska jest w tym tak dobra? 
- Czemu w ogóle o to pytasz? - Michael unosi brwi, a ja tylko kręcę nieznacznie głową. 
Widzę kątem oka jak Hazel wychodzi z biura. 
- Nieważne już - mamroczę i zaczynam cofać się do wyjścia. - Też już pójdę. 
I zaraz po tych słowach szybkim krokiem wychodzę przez duże metalowe drzwi. 
Przed sobą widzę brunetkę, która kieruje się do winy, a ja chcąc nie chcąc muszę zrobić to samo. Nie będę schodził po schodach z trzydziestego piętra. Nie chce mi się. Gdy już się tam znajduje, zauważam, że nie ma nikogo oprócz naszej dwójki.
Zajebiście.
Winda się zamyka i zaczyna jechać w dół. 
Przez kilka pierwszych chwil jest cisza i zaczynam myśleć, że do końca drogi tak zostanie, ale ona nagle się odzywa.
- Powiedziałeś, że mnie nie wydasz - jest wkurzona.
Spoglądam na nią i uśmiecham się cwanie.
- To było za nim zaczęłaś sypiać z moim bratem - odpowiadam wzruszając ramionami. 
Posyła mi krytyczny wzrok.
- Nie znałam go wtedy! Mike i to włamanie nie mają ze sobą nic wspólnego. Nie wiedziałam czyja to firma - zaczyna się tłumaczyć. - A ty nie udawaj, że tak bardzo się o niego troszczysz. Widzę jak bardzo go nienawidzisz.
Unoszę brwi i zawieszam wzrok na jej brązowych tęczówkach. Dosyć szybko mnie odkryła.
- Skąd wiesz? Może zależy mi na nim i nie chcę, żeby jakaś suka go wykorzystywała? - uśmiecham się chamsko.
Brunetka wygląda tak jakby jej cierpliwość sięgała zenitu, a ja mam wrażenie, że za nazwanie ją suką zaraz dostanę po twarzy. 
Nie odważyłaby się.
Prawda?
- Pierdolenie - przeklina marszcząc brwi. - Tobie na nim nie zależy. Ale mi tak. Nie cofnę tego co zrobiłam, ale do jasnej cholery nie wtrącaj się.
Oblizuję usta i przez chwilę w skupieniu studiuję jej twarz. Nie mogę zaprzeczyć, jest całkiem ładna. Popieprzona, ale ładna. 
Zastanawiam się tylko dlaczego przy Michael'u udaje taką spokojną i świętą, kiedy tak naprawdę jej totalnym przeciwieństwem tego. Czy w tej rodzinie tylko ja znam jej prawdziwą twarz? Na kolacji ojciec i matka byli nią zachwyceni. Nawet Lydia, nasza gosposia, dała się nabrać. 
Nagle powoli przytakuję głową. 
- Okej - mówię w końcu, a ona wygląda na zaskoczoną tym jak łatwo poszło. -  Nie będę się wtrącać. Nic nie powiem.
Mruży oczy zastanawiając się zapewne jaki jest haczyk. 
Robię krok w jej stronę, a ona nieznacznie się odsuwa. Jestem wyższy od niej o większe pół głowy. Zapewne stoję za blisko, ale nie obchodzi mnie to.
- Ale masz u mnie dług - mruczę patrząc się w jej czekoladowe tęczówki. - Bardzo duży dług, o który w końcu kiedyś się upomnę. 
Uśmiecham się cwanie.
Do moich uszu dociera charakterystyczny dźwięk i w tym samym momencie winda się otwiera. 
- Do zobaczenia, Hazel - mrugam do niej i spokojnym krokiem wychodzę na zewnątrz. 

****
Wiem, że miałam dodać wczoraj, przepraszam! Całkowicie straciłam rachubę czasu i zanim się ogarnęłam był już piątek ;-; Tak najzwyczajniej w świecie zapomniałam :')

Jak wam się podoba rozdział? Co myślicie o zachowaniu Justin'a? 

Kolejny rozdział to perspektywa Hazel!
Jesteście ciekawi? 

Tak jak już mówiłam, next będzie w następny piątek. No chyba, że ładnie mnie przekonacie, to może uda mi się coś wrzucić wcześniej haha 



Kocham xx
Victoria

13 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem co Justin bd chciał za trzymanie gęby na kłutke 😂😂

    Ale widać ze go Hazel kręci!!! Oby tak dalej 😄

    Moze nie w guście Meachela ale w gusscie naszego drugiego Biebera 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myślę, że ten dług Justin wykorzysta kiedy będzie miał chcice, powie Hazel, że chce się pieprzyć bo jak nie to ją wyda, proste. 😏 >to minka pedofila według mojej przyjaciółki także wiesz 😂
    Ogólnie rozdział genialny, kocham to już, kocham Justina tutaj już. :'D
    Trochę byłam zła, że nie ma rozdziału ale ten mi się bardzo podoba to ci wybaczone jest. 😂
    Obyś się przekonała i dodała wcześniej! Buziaka śle, weny życzę i pozdrawiam! ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow robi się coraz ciekawiej. Super rozdział. Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy. Jus jest super tutaj. Mam nadzieję że się przekonasz i dodasz wcześniej.. No nic życzę weny i czekam na next 😙

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu... Grubo grubo xD jacy oni dla siebie mili haha. No rozdział ekstra 😊👍 do następnego Azja ❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Okey, wracasz ty, wracam i ja. Przepraszam, że nie było mnie tyle czasu i przegapiłam zakończenie return, ale byłam w szpitalu, no nie ważne dużo do gadania. Cieszę się trasie z nowego odpowiadania, jestem go strasznie ciekawa, no jest całkowicie inne niż poprzednie, co nie oznacza, że gorsze. Mam nadzieję, że się niedługo rozkręcisz, więc do następnego! 😇

    OdpowiedzUsuń
  6. No, no, no! Już serio myślałam, że się wszystko teraz wyda. Ale jaki głupiec napisałby to wszystko zaraz w drugim rozdziale. XD
    Podoba mi się rozdział, czekam na więcej. Przysyłam wenę i życzę miłego dzionka.
    Pozdrawiam. ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na next :) Będę czytać :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam na next :) Będę czytać :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale super się zapowiada <3 Czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń
  10. Już myślałam, że Justin nic nie powie, a jak zwykle mnie nie zawiódł! :P Nie sądzę, żeby Hazel na serio kochała Michael'a, ale to się jeszcze okaże :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe jaką nagrodę Justin wymyśli za trzymanie gęby na kłódkę 😉😉😉

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams