04.07.2016

Chapter Eight

 ,,Robi krok w tył, 
a ja jej nie powstrzymuje. 
Nawet nie chcę, 
bo w tym samym momencie,
 pozwalam mojemu drugiemu ja przejąć nade mną kontrolę."

Justin
 Kiedy wkurwiony opowiadałem chłopakom jak próbował wykiwać mnie Sean nie spodziewałem się, nie miałem  p o j ę c i a,  że ona rzuci mi się w ramiona. Gdy poczułem jak wpada na mnie swoim drobnym ciałem i owija swoje smukłe dłonie wokół mojego torsu byłem zbyt zaskoczony by zareagować. 
- Ty idioto - słyszę jej płaczliwy słaby głos przy moim uchu.
Chwila... Płaczliwy? 
Czy aż tak bardzo się o mnie bała, że aż prawie się popłakała? 
Ograniam się i w końcu owijam ją swoimi ramionami. Czuję pod palcami jej ciepłą nagą skórę i nie mogę pozbyć się dziwnego uczucia, które się we mnie włącza. 
Martwiła się o mnie.
Kiedy tylko sobie o tym pomyśle jakiś rodzaj ciepła rozchodzi się po całym moim ciele. Ale przecież to niemożliwe. Ona mnie nienawidzi. Ja też za nią nie przepadam. Nie oszukujmy się. Gdyby miała okazję własnoręcznie by mnie wykończyła.W mojej głowie pojawia się zwątpienie i czuję jak obojętność próbuje ogarnąć moje ciało. Powtrzymuje to.
Jeszcze tylko sekundę, powtarzam sobie w głowie.
Przez jeszcze jedną chwilę pozwalam sobie czuć coś co zapewne jest nieodpowiednie, a zarazem tak cholernie dobre. 
- Zwątpiłaś we mnie? - nie mogę się nie uśmiechnąć, gdy wypowiadam te słowa przy jej uchu.
W tyle słyszę jak Martin coś mówi, a Travis śmieje się w odpowiedzi.
I to wystarczy.
Ten głos jest jak wstrząsający i brutalny powrót do rzeczywistości. Hazel odsuwa się ode mnie tak jakby dopiero zdała sobie sprawę z tego co zrobiła. Robi krok w tył, a ja jej nie powstrzymuje. Nawet nie chce, bo w tym samym momencie pozwalam mojemu drugiemu ja przejąć nade mną kontrolę. 
Uśmiecham się złośliwie i patrzę na nią wzrokiem bez emocji.
- Ja zawsze wygrywam - zauważam skromnie.
Martin unosi brwi i patrzy się raz na mnie raz na nią. Pewnie tak samo jest zdezorientowany tym co się stało jak ja. Kątem oka obserwuje jak Hazel oblizuje usta i chwile później zaciska je wąską linię. Wygląda na dosyć skrempowaną.
- Wybieracie się gdzieś dzisiaj? - pytam chłopaków próbując jakoś wybrnąć z tej kurewsko dziwnej sytuacji.
Zawsze po wyścigach idziemy pić do upadłego i chyba właśnie teraz tego potrzebuje. Chcę się najebać i przelecieć jakąś niezłą laskę.
Tak to mój plan na dzisiejszą noc.
- No pewnie - odpowiada Travis szczerząc się. - Zabieramy Mie i Pie i lecimy do tego klubu co zawsze.
- Idę z wami - informuje go, a on przytakuje głową.
- A ty Hazel? - pyta Martin patrząc się wyczekująco na dziewczynę.
Ona wygląda tak jakby była zaskoczona samym tym, że złożył jej propozycje. Unosi brwi i przez chwile patrzy się na niego tak jakby nie docierały do niej jego słowa.
- Co? Och, nie - odpowiada szybko. - Nie mogę. Jutro rano mam zajęcia i... - milknie.
Domyślam się, że chciała dodać coś co włącza w zdanie imię "Michael", ale w ostatnim czasie się powstrzymała. Punk dla niej. Gdzieś w środku czuję tlącą się irytacje. Najzwyczajniej w świecie nie chcę tracić czasu na odwożenie jej.
- Wrócę sama - dodaje oschle, gdy widzi mój wyraz twarzy.
Czuję coś w rodzaju ulgi i rozczarowania. Czy można odczuwać te dwa uczucia jednocześnie? Ale okej. Sama tego chciała. Sama to zaproponowała. Więc to tylko i wyłącznie jej sprawa, prawda?
Pieprzyć to.
- Okej - odpowiadam i odwracam się. - Bierz dziewczyny. Jedziemy moim samochodem.
Travis od razu rusza za mną, ale Martin wydaje się wahać. Przewracam tylko oczami i idę dalej. Nie rozumiem o co mu chodzi. Przecież ona jasno powiedziała, że chce iść sama. 
Dochodze do swojego samochodu, otwieram drzwi od strony kierowcy i już chcę wchodzić, gdy nagle zauważam Hazel idącą drogą, którą przyjechaliśmy. 
Po prostu ją zostaw do cholery, odzywa się głos w mojej głowie. 
Przyznaje mu rację i zaczynam już wchodzić do samochodu. Travis już prowadzi tutaj dziewczyny, a Martin idzie obok nich. Jestem jedną nogą w środku, gdy nagle zatrzymuje mnie głos Pi'i. 
- Czy to nie Sean'a samochodu zatrzymał się przy Hazel? - wskazuje dłonią na miejsce, w które przed chwilą się patrzyłem i mrozy oczy. 
Każdy spogląda w tam tą stronę włącznie ze mną. Nie myli się. Hazel stoi przy czarnym mustangu i rozmawia z jego właścicielem, który uchylił okno. 
Po tym jak zajebałem mu tą jego dziwkę zapewne nieźle się wkurzyl. Musiał widzieć mnie i Hazel razem. Wiem, że robi mi to na złość. 
A co do jego laski to tak już było. Mógł jej nie stawiać w zakładzie. Jeżeli chodzi o to, czy ją sobie odpuściłem moja odpowiedź brzmi: Oczywiście, że nie. 
Wziąłem jej numer i, cholera, jestem pewien, że w najbliższym czasie się odezwę.  Może nie jest jakaś niezwykła, ale ma niezły tyłek.
Och, i to laska Sean'a. A ja zrobię wszystko żeby go wkurwić
Nawet obserwując ich z tej odległości mogę stwierdzić, że Hazel właśnie częstuje go jedną ze swoich ciętych ripost. Marszczy w zdenerwowaniu nosek i robi krok w tył.
Pierwsza moja myśl, to po prostu nie wtrącanie się. Chciała wrócić do domu sama, zresztą, co mnie ona obchodzi?  Niech radzi sobie sama.
Otwieram usta, aby odpowiedzieć im, że mam to gdzieś, ale głos zatrzymuje mi się w gardle.
Nie mogę jej zostawić z tym chujem.
Patrzę się na nich próbując ukryć obojętnością to jaką teraz walkę toczę z samym sobą.
- Pojedziecie z Travis'em? - pytam, a Pia od razu przytakuje głową. - Dołączę do was później - mówię wychodząc ponownie z samochodu.
Zablokowuje go jednym kliknieciem i wzdychając idę w stronę Hazel i Sean'a. Stawiam swoje kroki pewnie i nonszalancko. Czyli tak jak zawsze. Wbijam wzrok w jego wkurwiającą twarz, którą doskonale widać spod otwartej szyby.
Do moich uszu dociera jego wykurwiście irytujący śmiech.
- Moja propozycja jest nadal aktualna, dziecinko - słyszę.
Zaciskam szczękę i staram się nie wybuchnąć, kiedy nazywa ją w ten sposób. Niech lepiej wypierdala, albo naprawdę za siebie nie ręczę.
Staję przed Hazel, prawie zasłaniając ją swoim ramieniem. Przez chwilę Sean patrzy się na mnie w ciszy. Nagle uśmiecha się cwanie i skina lekko głową.
- Bieber - mówi rozbawiony. - Znowu ty?
Ignoruję go i łapię Hazel za ramię.
- Zawiozę cię - posyłam jej puste spojrzenie i ciągnę w stronę mojego samochodu.
Ciemnowłosa szarpie gwałtownie swoją ręką i odsuwa się.
- Już ci mówiłam. Poradzę sobie sama - spluwa posyłając mi mordercze spojrzenie.
Sean znowu wybucha śmiechem.
- Chyba cię nie lubi - mówi do mnie.
Jakbym tego, kurwa, nie wiedział.
- Spierdalaj - warczę na niego. Znowu odwracam się w stronę Hazel i wyciągam do niej dłoń. - Chodź - cedzę przez zaciśnięte zęby.
Ten frajer mnie wkurwia. Teraz już na pewno nie ma mowy, że ją tutaj z nim zostawię.
- Ta laleczka, chyba nie ma ochoty ci ulegać Bieber - znowu wtrąca się Sean.
Biorę wdech i robię krok w stronę jego samochodu.
- Czy możesz stąd spierdalać? - pytam z ironią w głosie. - Przestań się wpieprzać.
Jest rozbawiony całą tą sytuacją. Widzę to. Unosi ręce w geście kapitulacji i znowu się uśmiecha.
Ostatni raz zawiesza wzrok na Hazel i salutuje mi dwoma palcami na pożeganie.
- Zastanów się nad moją propozycją - zwraca się do niej, zamyka szybę i za kilka chwil już go nie ma.
Co to było, do cholery?
- Jaka propozycja? - pytam.
Hazel mrozi mnie swoim spojrzeniem. Odwraca się na pięcie i zaczyna iść w odwrotną stronę niż mój samochód.
- Co cię to obchodzi? - mamrocze pod nosem nawet się nie zatrzymując.
Nie pozwalam jej odejść. Łapię ją za nadgarstek i odwracam znowu twarzą do siebie.
- Okej, nie mów mi - daję za wygraną. - Ale nadal musisz wejść do mojego samochodu żebym mógł cię zawieźć do domu.
Brązowooka patrzy się na mnie z mieszanką złości i niedowierzania. Wyrywa swój nadgarstek i tą samą dłonią uderza mnie w ramię. Nic praktycznie nie czuję, ale sam fakt, że mnie uderzyła zaskakuje.
- Pierdol się, Justin! - krzyczy nagle. - Po prostu, się pierdol!
Uderza mnie znowu.
- Gdyby nie Sean, nawet byś się nie pomyślał o tym, żeby jednak wrócić! A oboje wiemy, że i tak chodziło ci tylko o to, żeby go wkurzyć! Zostawiłeś mnie tutaj samą, jak ostatnią idiotkę!
Czuję jak wzbiera się we mnie złość. Rozkładam ręce ze zdenerowaniem i patrzę się na nią krytycznie
- Powiedziałaś, że wrócisz sama, do cholery! - teraz to i ja już krzyczę.
- Bo patrzyłeś się na mnie miną pieprzonego męczennika, tak jakby odwożenie mnie do domu było jakąś chorą męczarnią!
Robi krok w tył i znowu posyła mi ten sam wzrok.
- Poradzę sobie sama. Nie potrzebuję twojej łaski - spluwa i zaczyna odchodzić.
Robię to samo. Wkurwiony odwracam się i idę w stronę swojego samochodu. Wsiadam do niego i nawet już nie zważam na to, że zamknąłem drzwi o wiele za mocno. Odpalam silnik i zaczynam odjeżdżać. Mijam ludzi, których zostało już mało na tym placu i z piskiem opon zatrzymuje się przed brunetką.
- Wsiadaj do cholery - mówię otwierając przednią szybę.
Dziewczyna nawet na mnie nie patrząc zakłada kaptur na głowę i wystawia w moją stronę środkowy palec.
Przewracam oczami.
Okej, niech będzie. Należało mi się.
Uderzam palcami w kierownice i wystukuje jakieś rytmy. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Biorę oddech, aby się uspokoić. Nie mogę na nią warczeć, bo ona i tak wtedy nie słucha. To na nią nie działa. Wręcz przeciwnie, jest jeszcze gorzej.
- Hazel... - próbuję znowu o wiele spokojniejszym głosem.
Ku mojemu zaskoczeniu brunetka przystaje w miejscu i ze skrzyżowanymi dłońmi odwraca się do mnie. Nie ma na twarzy wypisanej złości, tak jak się spodziewałem. Wygląda na bardziej przygnębioną niż złą. Widzę jak na przedniej szybie mojego samochodu pojawiają się krople deszczu. Hazel poprawia swoją kurtkę tak, aby bardziej się zakryć. Zimno jej.
- Wejdziesz? - unoszę brwi w pytającym geście.
Miałem rację. Kiedy jestem spokojnieszy, ona wydaje się być badziej potulna. Okej, to też jakiś sposób. Swoje brązowe tęczówki wlepia w moje. Powolnym krokiem rusza w stronę drzwi od pasażera. Wchodzi do środka, ale nie odzywa się do mnie nawet słowem. Zamiast tego odwraca głowę w stronę szyby i wciska się głębiej w siedzenie.
Nie wiedząc co innego mogę robić po prostu zaczynam jechać.
Przez pierwszą połowę drogi ciągle utrzymujemy tę ciszę. Co jakiś czas na nią spoglądam, ale ona nawet nie drga o centymetr. Ciągle patrzy się w to okno. Obraziła się na mnie? Jeżeli mam być szczery to nie wiem. Wiem, że się pokłóciliśmy, ale my się kłócimy cały czas. To nic nowego.
W sumie nie wiem, czemu tak bardzo się tym przejmuje. Może i sobie jest na mnie zła. Kogo to obchodzi?
Ciebie.
Robię wszystko żeby skupić się tylko na jeździe, ale mój mózg jest wkurwiająco irytujący i mi na to nie pozwala. Ciągle na nią spoglądam. I jeszcze ta cholerna cisza... Denerwuje mnie. To wszystko mnie po prostu denerwuję.
Zaciskam mocniej dłonie na kierownicy i gwałtownie skręcam na pobocze. Jesteśmy aktualnie na autostradzie, więc jako, że jest środek nocy niewiele tutaj samochodów. Hazel w końcu się odwraca i posyła mi zdezorientowany wzrok.
- Co ty robisz?
Zamiast odpowiedzieć patrzę się na nią wyczekująco. Wprawdzie nie mam pojęcia czego oczekuję, ale lepsze to niż pieprzona cisza przez dwadzieścia minut drogi.
- No co? - warczy widząc moje spojrzenie.
W świetle ulicznych latarni widzę jej twarz. Spoglądam w jej czekoladowe oczy, chwilę później przenoszę wzrok na brązowe włosy wystające spod kaptura i na sam koniec mój wzrok pada na jej pełne, kształtne usta. Tak niesamowicie pociągające. Oblizuję swoje i biorę głęboki oddech.
Nagle przypominam sobie uczucie jej dłoni oplatających mój tors. Jej głowy wtulonej w zagłębienie na mojej szyi i ten cichutki, płaczliwy głos.
- Wystraszyłeś mnie.
Kurwa, kurwa, kurwa.
Odwracam wzrok. Przypominam sobie, że muszę ją szybko odwieźć do domu. Mam plany. Chcę iść na tę imprezę.
Odchrząkuję i nagle zmieniam zdanie. Nawet nie wiem co chciałem zrobić, do kurwy. Ignoruję jej pytające spojrzenie i znowu wyjeżdżam na ulicę. Tym razem w trakcie całej drogi nie spoglądam na nią ani razu. Wlepiam wzrok w jezdnie i tak zostaje aż do momentu, w kórym wjeżdżam na jej ulicę.
Kątem oka widzę jak podnosi głowę i patrzy się na coś przed nami.
- To samochód Mike'a - mówi nagle.
Zwalniam i idę za jej wzrokiem. Ma racje. Na parkingu przed jej blokiem stoi czarne bmw.
To zdecydowanie samochód Michael'a.

***
Jest już późno, ale naszczęście wyrobiłam się czasowo!
Justin zachowuje się jak niezdecydowany dupek, lmao 
Zauważyłam, że już powstał ship Jazel! haha Kocham to x

Nie martwcie się (lub martwcie) nie mam zamiaru robić czegoś między nimi od razu. Niech się trochę pomęczą :")

Głupia ja< Nie zauważyłam, że wyłączyłam możliwość dodawania anonimowych komentarzy. Nie wiem jakim cudem to zrobiłam nawet ;-; Dlatego z góry bardzo przepraszam i wszystko już jest okej!
Więc teraz sprawdzam obceność! Niech każdy kto widzi rozdział, skomentuje go x
Pamiętajcie, że ilość komentarzy decyduje o dniu, w którym dodaję nexta! :*




21 komentarzy:

  1. Och w końcu!! Tak długo czekałam aż wreszcie będę mogla cos do Cb napisać (niestety nie mam konta i nie umiem go założyć). Na, ale ...
    Blog jest faaaantastyczny. Uwielbiam to, ze nie caluja sie od razu tylko przed ten rozbudowujesz super akcje. Naprawde jestem zachwycona i rozdziałem i cala historia!!
    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Supiiii rozdział. Justin niech się ogarnie i zdecyduje. Już miałam nadzieję że już pocałuje ale cóż... Życzę weny i czekam na next 😚

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega :) cos czuje ze będzie się działo dalej :D W końcu mogę skomentować ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. http://oszukani-deceived.blogspot.com/ ZAPRASZAM, nowe opowiadanie, pojawił się prolog, liczę na opinię:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę denerwuje mnie postawa Justina, ale to dopiero początek opowiadania i wiadomo, że nie od razu będzie zakochanym głupkiem. W każdym razie rozdział super ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham te opowiadanie , czuje ze to będzie petarda *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za dupek chciał ja tam zostawić tak się nie robi a potem jeszcze ta wielka łaska że ją zawiezie jak tak to mógł jej nie brać wcale na te wyścigi.

    Ciekawe co powie Mike?

    OdpowiedzUsuń
  9. A Ja już czekam na ich sceny 😂😍😍

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze cudo!!!:-))
    Niech Hazel jedzie z Jusem na tą imprezę! Wtedy Mike ich nie zauważy razem!
    Życzę weny! I udanych wakacji!♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale się świetnie zapowiada! Cieszę się, że od razu nie będziesz robić z nich pary xd Czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham Cię za ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  13. O Boże mega mam nadzieje ze zaniedlugo zacznie sie coś miedzy nimi dziać

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy next ? )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj będę pisać, więc jak się wyrobię to wstawię jakoś pewnie o 22 może 23 xx

      Usuń
  15. Jazel😍 Kocham to! Jeju oni są uroczy haha

    OdpowiedzUsuń
  16. Aaaaaaaaaa !
    Najlepsza fabuła i najlepsze opowiadanie, jakie znalazłam w ostatnim czasie ! <3
    Mega się wciągnęłam, a teraz z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój akcji !
    Życzę dużo dużo weny :*
    Pozdrawiam, Alex.

    youaremypoison-jbff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Justin to dupek a ona to wariatka pasują do siebie 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams