23.07.2016

Chapter Eleven

,,To ty co noc sypiasz z inną dziewczyną
 i udajesz zapatrzonego w siebie dupka, 
który tak na prawdę boi się odrzucenia."

Hazel
 Moje życie wraca do zwykłej monotonności. 
Następnego dnia idę na uczelnie. Staram się skupić na każdym jednym wykładzie chociaż to nie jest do końca łatwe. Mike od naszej wczorajszej kłótni nawet nie napisał głupiego sms'a. Może jest aż tak bardzo zajęty, że po prostu o mnie zapomniał...
Justin też się nie odzywał. Wcale tego nie oczekiwałam, po prostu... Po tym jak wczoraj wyszłam z jego mieszkania nie mogę się pozbyć dziwnego uczucia pustki. Postąpiłam dobrze. Poprzednia noc była szaleństwem i oboje dobrze wiemy, że coś się wydarzyło. Nie potrafię tego nazwać, ale bardzo dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Przez ostatnie kilka godzin powótrzyłam sobie w głowie te sytuacje chyba z milion razy i za każdym razem to widzę. Może to była chwila słabości? Coś co nic nie znaczy? A może uroiłam coś sobie w głowie? Tak bardzo wzbraniam się przed znajomością z nim, że może mój mózg podświadomie szuka wymówki, dzięki której łatwiej mi się będzie usunąć?
 - Nie zapisałaś ani jednej strony - odzywa się głos po mojej lewej stronie.
Zakoczona patrzę się na Mirandę, a później na moją rzeczywiście pustą kartkę. Cholera, a próbowałam się skupić. Wykładowca mówi coś o kodeksie prawnym, ale ja już totalnie zgubiłam wątek.
Wydycham głośno powietrze i ze zrezygnowaniem odkładam długopis. Spoglądam z nadzieją na moją przyjaciółkę.
 - Mi? - pytam szczerząc się do niej.
Przewraca oczami i uderza mnie lekko w ramie. 
 - Tak wiem. Chcesz moje notatki - mamrocze pod nosem. - Jak zwykle.
Cmokam do niej.
 - Jesteś najlepsza.
 - Wiem to - odpowiada skromnie i zaczyna chichotać.

*

 - Idziemy wieczorem do Barnes? - pyta dziewczyna, gdy wychodzimy z uczelni. 
Chwilę się zastanawiam, czy nie mam dzisiaj nic do roboty. Dzisiejszą zmianę wzięła za mnie koleżanka, z którą zamieniłam się na dni. Mam wolny wieczór i do tego zajęcia juro mam na południe.
 - Jasne, trzeba w końcu się rozerwać - odpowiadam wzdychając. 
Rezygnujemy z kawiarni, do której zawsze chodzimy po wykładach, a Mi proponuje, że odprowadzi mnie do domu. Idąc w moją stronę mamy multum czasu żeby rozmawiać, więc to, że chwilę późniejmoja najlepsza przyjaciółka obsypuje mnie pytaniami na temat bankietu wcale mnie nie dziwi.
 - Michael przedstawiał cię wszystkim tym bogatym milionerom? - pyta patrząc się na mnie z iskieraki w oczach. - Rozmawiałaś z nimi?
 - Owszem, przedstawił mnie niektórym - odpowiadam. - Rozmawiałam i byli dosyć... - milknę szukając odpowiedniego słowa tak, aby nie urazić przy tym jej, bo dobrze wiem, że ona należy do tego środowiska. - specyficzni. 
Dziewczyna się trochę krzywi.
 - Tak, tutaj zdecydowanie zależy na kogo trafisz. Nie wszyscy są tacy źli.
Ona naprzykład jest dobra, myślę sobie.
 - O dwunastej zrobili coś specjalnego jak to zwykle bywa na tych bankietach?
Patrzę się na nią niepewnie i przegryzam dolną wargę. Nie wiem czy jej mówić o tym, że uciekłam z Justin'em czy może jednak to przemilczeć.
 - Nie wiem co było później - mamroczę pod nosem.
Miranda unosi brwi i popycha mnie kokieteryjnie. 
 - Czy to znaczy, że nasza parka zrobiła sobie przerwę i uciekła gdzieś na pięterko zdala od ludzi? - pyta śmiejąc się.
Och, gdyby to o to chodziło...
 - Nie do końca... Pokłóciłam się z Mike'iem. No i tak wyszło, że wpadłam na Justin'a i...
 - Justin'a? - przerywa mi patrząc się na mnie zdumionym wzrokiem.
 - Taaak... - przeciągam niewiedząc czy kontynuować swoją opowieść. - Pojechaliśmy do niego.
 - Spałaś z nim?! - wykrzykuje, a ja posyłam jej mordercze spojrzenie.
Znowu czuję jego ręce na swojej talii i widzę to przeszywające spojrzenie.
 - Tak. Co? To znaczy nie. Nie. W życiu. Nigdy. Prędzej bym chyba umarła - patrzę się na nią z zdezorientowana i speszona, że się zamyśliłam i pomyliłam. - Porozmawialiśmy i pojechałam do domu. Tyle.
Posył mi podejrzliwy wzrok.
 - Rozmawialiście?
Wzdycham.
 - Tak. Jezu, coś ty taka czepliwa? - pytam z wyrzutem.- Kilka dni temu sama mi wmawiałaś, że to dobrze, że zaczynam się z nim dogadywać - wypominam jej.
Miranda patrzy się na mnie jak zatroskana matka.
 - Wiem, Haiz. Ale ja miałam na myśli przyjaźń - mówi, i kontynuuje, gdy widzi moją minę: - Nie 
sugeruje, że łączy was coś więcej. Po prostu... - wzdycha - uważaj, okej? Wyobrażam sobie jak bardzo musi być czarujący. Do tego to ten niegrzeczny typ, więc łatwo jest stracić głowę. Ale ty masz Mike'a, który bardzo cię kocha. Pamiętaj o tym, dobra?
Mam ochodę na nią nakrzyczeć za to, że w ogóle sugeruje coś tak absurdalnego, ale słowa zatrzymują mi się w krtanii. Po wczorajszym mam wyrzuty sumienia i koniec końcem przyjmuję jej reprymende lekkim skinieniem głowy.
 Podchodzimy pod mój blok i żegnamy się lekkim uściskiem.
- Pamiętaj, dwudziesta jestem u ciebie! - krzyczy, gdy jest już po drugiej stronie ulicy.
Wchodzę do domu i nie czekając na nic zaczynam przygotowania na wieczór.
Nie mam zamiaru więcej się przejmować. Ani Justin'em, ani tym bardziej Mike'iem, który pokazał, że najwyraźniej nie traktuje naszego związku aż tak poważnie.

*

 Po dudziestej pierwszej wchodzimy do zatłoczonego klubu. 
Miranda nie wzięła ze sobą swojego chłopaka, więc to typowo damski wieczór. 
Miałyśmy być wcześniej, ale po jej namowach zmieniłam spodnie, na sukienkę. Czarną, opinającą i cholernie seksowną. Sięgała przed kolano, a brzuch i ramiona były pokryte tylko przeżroczystą siatką. Wszystko wyglądało naprawdę niesamowicie. Kiedy się zobaczyłam w lustrze pierwsze co zrobiłam to pomyślałam o Mike'u i o tym jakby mnie zobaczył ubraną w ten sposób. Po scenie jaką mi zrobił na bankiecie jestem prawie pewna, że by się wściekł i kazał przebierać...
 Zamawiamy drinki i siadamy przy barze. Barman widocznie próbuje ze mną flirtować, ale skutecznie go ignoruje. Przyszłam się tutaj rozerwać, ale nie zdradzać Mike'a.
Rozglądam się po całym miejscu, aż w końcu mój wzrok pada na grupkę ludzi siedzących przy jednym ze stolików. Od razu ich rozpoznaję i aż skręca mnie w żołądku. Mia, Pia, Travis, Martin i Zayn siedzą i śmieją się z czegoś popijając przy tym drinki. Na szczęście nie ma Justin'a. 
 - Chodź - mówię ciągnąc ją za rękę. - Przedstawię ci kogoś.
Skoro już tutaj jestem, widziałam ich i nie ma Justin'a, to równie dobrze możemy spędzić ten wieczór razem. Tym bardziej, że naprawdę ich polubiłam. Siostry są przesympatyczne, a Travis, Martin i Zayn po prostu zabawni.
 - Hazel! - krzyczy Pia i wstaje, aby mnie przytulić. 
Wszyscy się uśmiechają na mój widok, a ja go odwzajemniam.
 - Cześć! - witam się przekrzykując muzykę.
 - Co ty tutaj robisz? - pyta Travis.
 - Bawię się - odpowiadam chichocząc. - Och, właśnie. Poznajcie moją przyjaciółkę Mirandę - mówię i przedstawiam jej wszystkich po kolei.
Jedni mają jej z miejsca, drudzy podnoszą się żeby podać jej rękę, a Pia przytula ją jak to ma w zwyczaju robić zawsze.
Martin proponuje nam żebyśmy się dosiadły. Mi zajmuje miejsce obok Zayn'a i Mi'i, a ja idę, aby usiąść przy Travis'ie.
 - No w końcu, stary! - śmieje się Zayn patrząc się na kogoś za mną. 
Odwracam się ciekawa i w tej samej chwili mam ochotę uciec. 
Justin.
Nie jest sam.
Idzie w naszą stronę, a razem z nim jego "nagroda", która owinęła sobie ręcę wokół jego klatki piersiowej. Tak, oczywiście mówię tutaj o dziewczynie, która pozwoliła się postawić w zakładzie jak ostatnia dziwka. Próbuję powstrzymać grymas na twarzy, gdy pomyślę sobie, że Justin gustuje w takich tanich lalkach. Owszem, jest zwykłym chamem i dupkiem, ale nawet on zasługuje na kogoś lepszego. 
 Siadam obok Travis'a, a oni zajmują miejsce po drugiej stronie niskiego okrągłego stolika. Ta dziwka ciągle się do niego tuli jakby miał jej zaraz uciec. 
Nagle Martin informuje go, że dołączył do nas ktoś nowy i przedstawia mu Mirandę. Zachowuje się naturlanie. Wyciąga do niej rękę i mówi swoje imię. Ona nią potrząsa, a gdy on zaczyna sączyć swoje piwo, Mi posyła mi wzrok i bezgłośnie pyta "To on, tak?". Widać, że jest pod wrażeniem.
Przytakuje głową w odpowiedzi.
Pomijając fakt, że Justin mnie właśnie totalnie olał, to wszystko jest okej. 
No dobra, nie jest okej. Mogłam się z nimi nie witać. Jego głupia suka ciągle na mnie patrzy triumfującym wzrokiem, tak jakby myślała, że jestem o niego zazdrosna czy inne gówno.
Nic bardziej mylnego, pusta kretynko.
Nie jestem jej dłużna. Też posyłam jej wzrok. Pełen obrzydzenia i kpiny. Odwraca głowę w inną stronę.
Dokładnie tak, Wstydź się. Kobieta nie powinna pozwalać tak się traktować własnemu chłopakowi, a ty nie masz do siebie za grosz szacunku.
Biorę głęboki oddech żeby się trochę uspokoić.
 - Jak tam? - zagaduje mnie Travis.
Widzę jak bawi się pierścieniami na swojej prawej ręce. Z tymi tatuażami, złotem i stylem bycia przypomina trochę Wiza Khalif'e.
Ostatni raz spoglądam na Mirandę, która na szczęście dobrze się z nimi dogaduje. Rozmawia z Mią i Zayn'em. Przekręcam się tak, żeby być prawie tyłem do naszej cudownej parki, która teraz wymienia się śliną i zarzucam włosy lewy bok, tak żeby jeszcze mniej ich widzieć.
 - Jest dobrze, a jak u ciebie? - pytam, a on uśmiecha się do mnie szeroko.
 - Jutro znowu planujemy napad - mówi nawet nie próbując mówić ciszej. - Tylko że tym razem na magazyn. Na obrzeżach miasta. W kościach czuję, że to będzie dobry łup. Jeżeli chcesz możesz do nas--
 - Nie chcę - odpowiadam wystawiając przed siebie otwartą dłoń.
Ciemnoskóry od razu zaczyna się śmiać. 
 - Bieber mówił nam, że zrezygnowałaś i że jesteś zbyt uparta żeby namówić cię do zmiany zdania, ale nie wiedziałem, że aż tak. Ty mi nawet nie dajesz zapytać! - unosi głos wytykając na mnie. 
 - I nie zmienię zdania. N i g d y - literuję, a on kręci głową.
 - Co za kobieta - mamrocze pod nosem.
Uderzam go kokieteryjnie łokciem w ramie.
 - Ja tylko stawiam na swoim.- odpowiadam wzruszając ramionami. 
Odwracam się, aby wziąć do ręki szklankę ze swoim drinkiem. Mój wzrok pada na Justin'ie, który patrzy się na mnie nawet się z tym nie kryjąc. Jego "nagroda" siedzi wtulona w niego, a ręką jeżdzi po jego torsie. Przełykam z ciężkością ślinę. Szybko odwracam wzrok skupiając się na piciu drinka i rozmowie całej grupy. Nie rozumiem go totalnie. Najpierw mnie olewa, teraz się na mnie patrzy. Nie nadążam za nim.
Pia najwyraźniej widzi moją niemrawą minę, bo posyła mi pytający wzrok, a gdy tylko wzruszam ramionami postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.
 - Odsuń się Travis - rozkazuje mu i macha ręką żeby się przesunął o jedno miejsce.
Gdy to robi, dziwczyna siada obok mnie.
 - Co jest?
Wydymam usta i wzruszam ramionami. Niby co mam jej powiedzieć?
 - Mój chłopak... - robię pauzę. - Wczoraj się z nim posprzeczałam - mamroczę.
 - Och... - wzdycha i nagle jej mina zamienia się w zamyśloną. - Coś poważnego?
Wzruszam ramionami.
 - On jest dosyć... zaborczy. Jeszcze nigdy tak się nie kłóciliśmy.
Przytakuje głową tak jakby wszystko rozumiała.
 - Wszystko będzie okej. Tylko uważaj na takich jak on. Nie znam go, ale jeżeli jest zaborczy to zapewne nic dobrego z tego nie wyniknie - radzi mi i krzywi się lekko. - Też kiedyś miałam takiego chłopaka. Rzuciłam go po kilku tygodniach - chichocze, a ja jej zawtórowuje.
Z Mike'iem wytrzymałam dłużej. Prawie pół roku. Co prawda, nigdy nie pokazywał mi, że jest zazdrosny...
- Ej ludzie! - krzyczy Martin. - Kto jest za tym żeby przenieść imprezę do Justin'a?!
Wszyscy ochoczo przytakują. Wszyscy oprócz mnie.
Justin przewraca oczami, ale mimo to uśmiecha się. Dopiero teraz zauważam, że jego "nagrody" nie ma już przy nim. Wyszła?

*

 Wszyscy jesteśmy po alkoholu, więc zostało nam tylko iść na piechotę. Miranda ulotniła się wcześniej. Zadzoniła po swojego chłopaka żeby zabrał ją do domu. Ja też nie miałam zamiaru iść do Justin'a. Na szczęście szli po drodze do mojego domu, więc będę mogła się odłączyć.
 Wyobraździe sobie, że jest już po dwunastej, a siedem podpitych osób na ulicach robi tyle hałasu co samochody za dnia. Martin krzyczy, Travis i Zayn śpiewają, a siostry mają z nich ubaw. Justin jak to Justin mimo, że czasami się śmieje, to i tak żyje w swoim świecie. Ja idę kilka kroków za nimi. Nie mam humoru na wygłupy, a nie chcę psuć im zabawy, więc po prostu się nie udzielam.
 - Ym, ja z wami nie idę - mówię, gdy jesteśmy już tylko kilka przecznic od mojego mieszkania.
 - Co? Czemu? - pyta Pia wyraźnie zawiedziona. 
 - Jestem już zmęczona. Wrócę do domu - mówię uśmiechając się lekko.
Dziewczyna, jak i reszta jeszcze przez chwilę próbują mnie przekonać żebym szła, ale gdy zauważają, że jestem nieugięta odpuszczają. Wracają do swoich zajęć i znowu się wygłupiają. Justin nieznacznie zwalnia i nim zauważę idzie równym krokiem ze mną. Czuję jak uczucie niezręczności ściska mnie w brzuchu.
 - Jutro robimy napad na magazyn za miastem - odzywa się nagle.
Mówi mi coś co już wiem.
Patrzę się na niego kątem oka, ale on wzrok wbity ma w chodnik.
- Cały wieczór zachowujesz się jak dupek i nagle teraz się do mnie odzywasz? - pytam prychając.
Wzrusza ramionami.
 - Zawsze się tak zachowuje.
 - Wczoraj--
 - Wczoraj powiedziałem ci, że masz się nie przyzwyczajać - kończy za mnie oschłym głosem. - Nie jestem miły. Nigdy nie będę. 
Wczoraj nie udawałeś, myślę, ale nie wypowiadam tego na głos. Był sobą. Może mi teraz wmawiać, że nie jest miły i tylko udaje, ale to nie prawda. Wczoraj był prawdziwy.
 - Okej - odpowiadam tylko, bo naprawdę nie mam siły na kłótnie. 
W ciszy dochodzimy do mojego bloku. Piątką żegnam się z Travis'em, Martin'em i Zayn'em, a Mia i Pia mnie przytulają.
 - Zadzwoń jutro, okej? - mówi Pia i uśmiecha się do mnie. 
Odwzajemniam uśmiech. 
 - Okej.
Zaczynają odchodzić. Travis ostatni raz mi macha i uśmiecha się śmiesznie, więc zaczynam się śmiać. 
 - Dogonię was - słyszę przy sobie głos Justin'a. 
Nawet nie zauważyłam, że nie poszedł z nimi. 
Oni mu przytakują i zaczynają odchodzić. A ja znowu czuję się niezręcznie. Czuję na sobie jego wzrok, co zaczyna mnie wkurzać.
 -  No co? - warczę i łapię z nim kontakt wzrokowy.
 - Jesteś pewna, że nie chcesz iść? 
 - Jestem pewna. Muszę zostać w domu na wypadek, gdyby... - milknę, gdy widzę jak unosi brwi.
 - Gdyby Mike przyszedł cię przeprosić? - kończy z wyraźną kpiną w głosie. - Czekasz na przeprosiny od gościa, który zrobił ci krzywdę? 
 - Przecież on mi nic nie zrobił - odwarkuję coraz bardziej wkurzona.
Justin śmieje się bez humoru. Nagle łapie mnie za dłoń i drugą ręką podwija rękaw mojej kurtki. Przez światła ulicznych lamp Justin ma idelany widok na idelane sińce, które od wczoraj zrobiły się fioletowe. Trochę boli, ale zaraz mi przejdzie. 
 - Nic ci nie zrobił? - prycha pod nosem. Puszcza moją dłoń i odsuwa się. 
 - Przestań się wtrącać - spluwam. - Nie chciał tego zrobić. To był impuls. Popełnił błąd. Nie każdy jest tak idealny jak ty. 
Robi kilka kroków w tył i uśmiecha się cynicznie.
 - Jesteś żałosna, wiesz? - gdy wypowiada te słowa mam ochotę go uderzyć. - Bronisz faceta, który zrobił ci krzywdę i nawet cię jeszcze nie przeprosił - znowu się śmieje i kręci głową. 
Wypuszczam powietrze z ust, a obłok pary wydobywa się razem z nim. Mój nos jest lodowaty przez tę pogodę, ale w tym momencie naprawdę mam to w głębokim poważaniu.
 - Żartujesz sobie? - prycham. - To ty co noc sypiasz z inną dziewczyną i udajesz zapatrzonego w siebie dupka, który tak na prawdę boi się odrzucenia! Wydaje ci się, że jeżeli zniechęcisz do siebie cały świat, to mniej się sparzysz. To tak nie działa! Krytykujesz mnie za to, że chcę dać drugą szansę osobie, którą  k o c h a m? To że ty uciekasz od wszystkiego co dobre jak ostatni tchórz nie oznacza, że ja będę robić to samo. Zatrzymaj się na moment i przez jedną sekundę pomyśl o tym kto tu jest żałosny, Justin.
Zachowuje się tak jakby był najlepszym facetem na całym świecie. Tak jakby on nigdy nie popełnił 
błędu. Jakby myślał, że tak jak reszta świata dałam się nabrać na jego grę aktorską.
Jego wyraz twarzy się zmienia. Znika z niej kpina i obojętność. Pierwszy raz w życiu wygląda na dotkniętego moimi słowami. Tak jakbym wypowiadając te zdania odkryła za dużo i posunęła się za daleko. Czekam na odewt z jego strony. Czekam, aż zacznie się na mnie wydzierać albo skomentuje to jakimiś sarkastycznymi słowami. Robi kilka kroków w tył i opuszcza głowę. Nie odpowiada mi. Odwraca się na pięcie i zaczyna odchodzić w stronę swoich znajomych. 
Przełykam ciężko ślinę i próbuję zignorować to, że łzy aż pieką mnie pod powiekami. 
Najgorsze jest to, że nie czuję satysfakcji ze swoich słów. Ani trochę.

*

Zanim zdążę położyć się do łóżka mój spokój zakłóca dźwięk otwieranych drzwi wejściowych. Zanim wejdę do salonu już wiem, że to Mike. Tylko on i Mi mają mój klucz. Jednak, gdy widzę w jakim jest stanie dosłownie prawie opada mi szczęka. Zatacza się i przytrzymuje rogu kanapy. 
Jest całkowicie nawalony.
Unoszę brwi i krzyżuję ręce na piersiach. 
Jeszcze nigdy nie widziałam go aż tak pijanego.
 - Mike? - odzywam się, aby zwrócić na siebie jego uwagę. 
Podnosi głowę i patrzy się na mnie przekrwionymi oczami. 
 - Hazel... - mamrocze niewyraźnie i podchodzi do mnie. - Hazel, kochanie - kładzie ręce po obu stronach moich bioder i opada przede mną na kolana. - Przepraszam, przepraszam, przepraszam - łka i wtula się w mój brzuch. - Wiem, że byś mnie nigdy nie zdradziła. Zareagowałem zbyt pochopnie i... powinienembył przeprosić wcześniej. Ja... nie chcę cię stracić, Hazel. Kocham cię. Tak bardzo cię kocham - słowa wydobywające się z jego ust brzmią niewyraźnie. 
Pociąga nosem tak jakby płakał, ale nie widzę jego twarzy, więc nie mogę stwierdzić czy naprawdę tak jest. Jedyne co wiem, to to, że kiedy widzę go w takim stanie boli mnie serce. Nie zrobił tego specjalnie. Jest dobry i ja to wiem. Zresztą nie skrzywdził mnie. Justin wszsytko wyolbrzymia.
 - W porządku, Mike - szepczę i wkładam palce w jego włosy. - Nie jestem zła. Wszystko już w porządku. 
Chciałabym z nim to przedyskutować. Muszę mu jasno powiedzieć, że nie może mi robić scen zazdrości o byle błahostki, bo ja nie mam zamiaru żyć jak księżniczka zamknięta w wieży. Ale dzisiaj nie ma nawet sensu zaczynać tego tematu. Jest pijany i cokolwiek nie powiem on puści to mimo uszu.
Podnosi się i zachwiewa więc pomagam mu położyć się na kanapę. Rzuca się na nią, a ja siadam obok niego. Co on z siebie zrobił... Kładę dłoń na jego ramieniu.
 - Musisz... musisz przestać, Hazel - mamrocze nagle pod nosem.
 - Z czym przestać? - pytam zaskoczona. 
 - Zadawać się z moim bratem i jego przyjaciółmi - odpowiada pół przytomny.
Zamieram. 
Skąd może wiedzieć, że spotykam się z Justin'em? Widział nas gdzieś?
Cholera jasna...
 - On nie jest dla ciebie dobry... nie chcę żebyście byli przyjaciółmi. Masz się z nim nie spotykać, Hazel. Oni są tylko nic nie wartymi przestępcami... Kradną i niszczą - zabieram dłoń, bo po pierwsze nie podoba mi się jego władczy ton, a po drugie jestem jedną z tych "przestępców". - Masz przestać albo... - nie udaje mu się dokończyć, bo nagle zapada w sen.
Czuję jak gdzieś we mnie tli się coraz bardziej rosnąca złość. Nienawidzę jak mi się rozkazuje. Nienawidzę, gdy ktoś próbuje rządzić moim życiem i to do tego w taki sposób. W jednej chwili znika moje całe współczucie do niego. Mogłam go wyrzucić z tego domu. Wkurzona wchodzę do swojej sypialni i zamykam za sobą drzwi. Przegryzam dolną wargę i biorę kilka oddechów. Czuję jak serce wali mi przez to, że wyprowadził mnie z równowagi. Nachodzi mnie nagła ochota zrobienia mu na złość. Nie jestem od niego zależna. 
Biorę telefon w dłoń i w pierwszej chwili chcę napisać do Justin'a, ale raczej teraz po tym co mu powiedziałam nie będzie chciał ze mną rozmawiać i do tego nie mam jego numeru. Przypominam sobie, że na imprezie Travis wpisywał mi swój. 
Wystukuję w klawiaturę wiadomość i żeby się nie rozmyśleć szybko ją mu wysyłam.

Do: Travis                                                                                                             Pomogę wam jutro. Powiedz tylko gdzie i o której. 

***
No i jestem! 
Znowu nie było mnie ponad tydzień, aż sama jestem zaskoczona :o

Hazel nam się buntuje! 

Jest tutaj ktoś kto jedzie na Meet Up do Wrocławia? x 

Jako że dawno nie było rozdziału next dodam w poniedziałek lub wtorek, ale to nadal zależy od waszej aktywności kochani x

Victoria


21 komentarzy:

  1. Super rozdział. Nie mogę się doczekać nexta. All love ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! 😍😍 czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Mike coraz bardziej odwala , cos mi sie wydaje ze na tych siniakach na nadgarstkach moze sie nie skonczyc ....
    Ciekawe skąd wie ze Hazel zadaje sie z Justinem i jego przyjaciółmi hmm...
    Aż mi sie szkoda Justina zrobilo jak mu tak Hazel pocisneła, jednak to co powiedziala to w sumie bolesna prawda ;/
    Hazel buntowniczka <3 pomoze im w napadzie :D a co to oznacza ? ;3 znkwu spotka sie z Jusem <3
    Rozdział mega , uwielbiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ! Czuję że będzie się działo w nastepnym rozdziale 😈😈😈😈
    Rozdział cuuuuudowny 😘😘
    Dużo weny życzę xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale buntowniczka z niej się robi. Czekam na next 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam wcześniej tylko nie miałam czasu skomentować bo pracowałam nad rozdziałem na friendsa, na który cię serdecznie zapraszam zresztą! 😂❤ (a taka tam mini "reklama" 😂)
    Hazel, nasza mała buntowniczka, mega mi się podoba!
    Powiedziała do słuchu Justinowi ale to dobrze może się chłopaczyna ogarnie, zimny prysznic mu się przyda.
    Może w końcu na tej "misji" coś się stanie! 💃😂 jestem niecierpliwa, i know.
    Nie podoba mi się mega Michael, to jak jej rozkazuje, przywaliłabym mu czajnikiem czy tosterem i po sprawie, chłopak by już wiedział, że się kobietę szanuje.
    Interesuję mnie skąd on to wiedział, czyżby widział ich razem, a może ktoś mu nakablował? W każdym razie jestem naprawdę zniesmaczona i zachowaniem Mike'a i tym kimś przez kogo on to wie, albo po prostu jestem zawiedziona tą dwójką bo się nie kryją odpowiednio. 😂
    Mam nadzieję, że dodasz rozdział dzisiaj tak właściwie już ale jutro też przeżyje. 😂
    No, jak zwykle cie pozdrawiam i do następnego, buziaczki 😘😘😘😂

    OdpowiedzUsuń
  9. Juz zapomnialam jak świetnie potrafisz pisac, nie mogę się doczekać nexta ��

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział świetny !! Dzieje sie niesamowicie.! Juz sie nie moge doczekac nastepnego !! Jestes swietna ❤️

    OdpowiedzUsuń
  11. Blagam niech Mike cos jej zrobi, szczrze go nienawidze uhvgg

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg ! Chce juz czytac dalej ������ uzaleznienie 100% ����

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams