29.07.2016

Chapter Fourteen

,,Nikt nie powinien we mnie wierzyć 
i widzieć czegoś więcej w tym kim jestem, 
bo jestem nikim."

Justin
 18:30
 Leżę na łóżku w sypialni. Do wyścigu została jeszcze ponad godzina, zresztą dzisiaj nawet to nie ja rywalizuję. Travis konkuruje z jakimś gościem z przeciwnej części miasta. Wszyscy mamy tam być. To znaczy ja nie chciałem, ale Mia mnie zmusiła. Powiedziała, że to dla niego ważne i zaczęła coś pierdolić o przyjaźni. Nie mam dzisiaj ochoty nigdzie wychodzić. Chcę po prostu... nie wiem co chcę. 
 Wkurwia mnie fakt, że siedzę jak ostatni kretyn i bezczynnie gapię się w ścianę kiedy Hazel pewnie zaraz będzie wychodzić na kolację z tym totalnym idiotą. Kolacja, świetny wieczór i później co? Romantyczny seks? 
Prycham sam do siebie i wstaję z łóżka.
 Dlaczego to jest tak, kurwa, skąplikowane? On na nią nie zasługuje. Jest zwykłym chujem, który najzwyczajniej w świecie miał szczęście. Ona go nie zna. Nie wie jaki jest i jak potrafi się zachowywać. Nienawidzę tego, że jest dla niej pieprzoną perfekcją.  Hazel powinna być z kimś innym. Mike to najgorsza opcja.
 - Kurwa mać - mamroczę pod nosem. 
Biorę telefon do ręki i przez kilka sekund się waham. Po co ja tak, w ogóle to robię? Laska mnie nienawidzi i jest głupia skoro mu ufa, ale to tylko i wyłącznie jej sprawa, prawda? 
Pieprzyć to. 
Wybieram numer gościa, któremu kilka miesięcy temu załatwiłem pracę w NorthClove. Jest asystentem Mike'a i ma u mnie przysługę.
 - Słucham? - odbiera po drugim sygnale.
 - Musisz mi pomóc - mówię przechodząc od razu do rzeczy. 

 19:00
 Wchodzę przez drzwi do budynku, w którym bywam teraz częściej niż gdziekolwiek indziej. Jest ciemno, więc na początku nic nie zauważam. Gdy moje oczy przyzwyczajają się do ciemnośći  mój wzrok pada na zarys postaci siedzącej na schodach. Unosi głowę i gdy mnie zauważa jęczy zdecydowanie wkurzona. Mimo, że wiem iż to nie był jęk taki jaki śni mi się nocami, to jednak nadal brzmiał zajebiście seksownie.
To nie tak, że ona mi się śni, tylko... Ym, nieważne.
 - Nienawidzę tego, że znasz kod - mamrocze pod nosem i opuszcza głowę. - Znowu ty. Znowu tutaj.
Cholera, jeżeli mam być szczery to nie wiedziałem, że aż tak się tym przejmie. To przecież tylko głupia kolacja.
Śmieję się, aby zachować pozory niewiedzy o całej sytuacji.
 - Niech zgadnę, pan perfekcyjny cię wystawił? - pytam zmuszając się cwanego tonu w głosie.
 - Skąd wiesz, że miałam się z nim spotkać? 
 - Przecież byłem w twoim mieszkaniu - odpowiadam wzruszając ramionami.
 Przewraca oczami. 
 - A więc proszę bardzo. Nabijaj się ze mnie. Mam to gdzieś - mamrocze ze zrezygnowaniem w głosie.
Nagle wyparowuje ze mnie cała ochota na udawanie dupka. Sprawiłem, że jest smutna i jakkolwiek chujowo to brzmi nie czuję się z tym najlepiej. Spoglądam na nią z troską, a ona najwyrażniej wyczytuje to z mojej twarzy, bo jej mina diametralnie się zmienia.
 - Jedziesz ze mną na te wyścigi? - pytam udając, że wcale mi aż tak na tym nie zależy.
 - Mój chłopak mnie wystawia i nagle zjawia się jego brat zachowujący się jak pieprzony wybawca? - ironizuje. 
Nawet nie wiesz jak trudno było usunąć twojego chłopaka na dzisiejszy wieczór, myślę.
Kąciki moich ust unoszą się w górę. Wyciągam do niej dłoń.
 - Weź to za zwykły przypadek - proponuję patrząc się na nią wyczekująco. 
Obserwuję jak niepewnie spogląda na moją dłoń, a później znowu na mnie.
Zgódź się, błagam, zgódź się do cholery.
Nagle łapie mnie za dłoń i podnosi się. Jestem trochę zaskoczony gwałtownością tego gestu. 
 - Lepiej żebym tego nie żałowała - grozi mi i puszcza moją dłoń.
Ledwo udaje mi się powstrzymać zawiedzione westchnięcie. 
Przepuszczam ją w drzwiach i chichoczę. 
 - Oczywiście aniele - mruczę.
Wsiadamy do samochodu. Odpalam samochód i wyjeżdżam na ulicę. Hazel jak zwykle musi włączyć muzykę, co w sumie z jakiegoś powodu przestało mi przeszkadzać. Gdy zatrzymujemy się na światłach kątem oka na nią spoglądam. Siedzi z głową opartą na ramieniu. Patrzy się przez okno i wydaje się być nieobecna.
 - Ścigasz się dzisiaj? - pyta, gdy pojawia się zielone światło i ruszam.
Kręcę głową i uśmiecham się szeroko.
 - Nope, nie będziesz mogła znowu rzucić mi się w ramiona. Przykro mi - chichoczę, gdy uderza mnie lekko w ramię.
W głowie przypominam sobie tę sytuację sprzed paru tygodni. Była taka przestraszona i przejęta. I to wszystko przez moją osobę. To było... dosyć zaskakujące.
 - Och, spadaj! - mówi wkurzonym głosem, ale mimo to też się uśmiecha. - To było... To był błąd, okej? Zareagowałam zbyt emocjonalnie.
 - Emocjonalnie? - powtarzam patrząc się na nią znacząco.
Pierwszy raz w życiu zauważam jak na jej policzki wpływa rumieniec i, och kurwa, to chyba najbardziej urocza rzecz jaką miałem okazję widzieć w całym moim życiu.
 - Ja nie... Wiesz o co mi chodzi - odpowiada plącząc się.
Chichoczę i przytakuję.
 - Tak wiem - mruczę. - Uwielbiasz mnie - cmokam, a ona wystawia mi język.
 - Chciałbyś - mówi zaczepnie.
Nawet nie wiesz jak bardzo, myślę.
 Wjedżam na teren miejsca wyścigów i parkuję jak najbliżej miejsca spotkań naszej grupy. Jeszcze ich nie ma. Spoglądam na swój złoty zegarek. Jest już odpowiednia pora. Powinni tu być.
Hazel wychodzi z samochodu, a ja robię to samo co ona. Rozgląda się i przysiada na jednym z murków, na którym zawsze siedzą siostry. Materiał jej czarnego płaszcza zsuwa jej się z dolnych partii ciała przez co idelanie mogę oberwować jej zgrabne nogi. Kręcę nieznacznie głową i odwracam wzrok.
 - Gdzie oni są? - pyta dziewczyna.
Wzruszam ramionami.
 - Zaraz powinni być - odpowiadam i znowu kieruję na nią swoje oczy tyle, że tym razem całkowicie skupiam je na jej twarzy.
Gdy zauważa, że jej się przyglądam uśmiecha się i poklepuje miejce obok siebie.
Chichoczę kręcąc głową. Powolnym krokiem podchodzę do niej i siadam obok. Spoglądam na nią kątem oka, a ona uderza delikatnie swoim kolanem o moje.
 - O Boże Hazel! Nie podrywaj mnie! - mówię przesadnie sztucznym głosem.
Ciemnooka zaczyna się śmiać. Gdy nie może wytrzymać mojego spojrzenia, wyciąga dłoń i zakrywa mi nią twarz.
 - Spadaj, wcale cię nie podrywam -  znowu parska śmiechem.
 - Jasne, jasne - odpowiadam. - Kłam dalej - mój głos brzmi dziwnie przez to, że jej ręka jest na mojej twarzy.
Gdy wyciągam swoją dłoń, aby zabrać tą jej ze swojej twarzy, wciąż słyszę jej perlisty śmiech. Obejmuję palcami jej nadgarstek i ciągnę jej rękę w dół.
 - Chciałaś mnie udusić czy jak? - pytam z rozbawieniem unosząc brwi.
Hazel posyła mi szeroki uśmiech i przytakuje głową.
 - Liczyłam na to.
Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że moja dłoń wciąż trzyma jej nadgarstek. Mój wzrok pada na miejsce, w którym ją trzymam. Ostrożnie puszczam jej nadgarstek, ale tylko po to, żeby po chwili złączyć nasze dłonie. Śmiech Hazel znika. Mija kilka sekund ciszy. Czuję jak dziewczyna nieznacznie wzmacnia uścisk. Unoszę głowę i wbijam wzrok w jej czekoladowe tęczówki.
 - Justin... - szczepcze.
Ma takie piękne oczy.
 - Były takie cholerne korki! - słyszę za sobą wkurzony krzyk Travis'a.
Jak oparzony zabieram swoją dłoń i równocześnie się od siebie odsuwamy.
Wszyscy przyjechali razem z nim. Pia, Mia, Martin i Zayn. Mia gdy podchodzi do nas zanim usiądzie obok podejrzliwie skanuje nas wzrokiem. Oblizuję usta i robię wszystko, aby skupić uwagę wszystkich na Travis'ie.
 - Gotowy na wyścig? - pytam.
Travis przytakuje głową i uśmiecha się.
 - Nawet nie wiesz jak bardzo!
 - Hazel, miało cię tu nie być - odzywa się Pia. - Justin mówił coś o tym, że umówiłaś się ze swoim chłopakiem.
Otwiera usta żeby odpowiedzieć, ale ja ją wyprzedzam:
 - Jej chłoptaś ją wystawił - mamroczę pod nosem i wstaję z miną bez wyrazu.
Chyba znowu jestem wrednym chujem. Ups.
Gdy zatrzymuje się obok Martin'a i znowu patrzę na Hazel zauważam, że jej wyraz twarzy zmienia się na zirytowany. Posyła mi oskarżycielski wzrok.
 - Och, przykro mi - odpowiada Pia i siada na moje miejsce. - Musi być dupkiem.
Hazel szybko kręci głową, a odpowiadając patrzy się prosto na mnie.
 - Nie jest - mówi. - Właściwie, to wytłumaczył się, że nie może przyjść, a ja go rozumiem - słowa wypływają z jej ust, a ona ciągle patrzy się na mnie. Zaciskam mocniej szczękę. Znowu go broni. - Zależy mu na mnie. Nie wystawiłby mnie bez powodu.
Wystarczy.
Gwałtownie się odwracam i odchodzę. Nie wiem gdzie. Po prostu idę, Z tylnej kieszeni swoich ciemny spodni wyciągam paczkę papierosów. Zapalam jednego i zaciągam się. Gdy jestem już wystarczająco daleko od nich zatrzymuję się. Wzrokiem skanuję obszar, aż w końcu mój wzrok zatrzymuje się na czarnowłosej dziewczynie stojącej przy czarnym ferrarri. Sprawdza coś na swoim telefonie nawet nie patrząc się na to co się dzieje na około niej. Jej strój jest... cóż, prawie nic na sobie nie ma i wygląda zajebiście wyłuzdanie. Od czasu mojej "nagrody" dawno nic nie pieprzyłem.
Wyrzucam papierosa i mam zamiar do niej podjeść, gdy nagle prosto  przede mną pojawia się Martin.
Zajebiście, kurwa.
 - Co ty robisz? - pyta patrząc się na mnie spod przymrużonych oczu.
 - Stoję - ironizuję.  - A jak to dla ciebie wygląda?
 - Travis już jest na mecie - mówi przyglądając mi się badawczo. - A Hazel... gdzieś poszła - ostatnie zdanie wypowiada ostrożnie tak jakby bał się mojej reakcji.
Pierwszą moją myślą jest szukanie jej. To jest to co chcę robić, ale w ostatniej chwili się powstrzymuję. Oblizuję usta i przytakuje głową.
 - Niech sobie idzie - mamroczę pod nosem.
 - Ale... - zaczyna mówić, ale zanim kończy mnie już nie ma.
Idę w stronę startu. Zmuszam się do tego żeby się nie rozglądać za  n i ą.  Przechodzę obok tłumu ludzi i staje na samym początku zaraz obok Pii i Mii. Pia, gdy tylko mnie zauważa posyła mi wzrok.
 - Martwię się o Hazel - przybliża się do mnie i mówi z niepokojem w oczach.
W pierwszym odruchu chcę powiedzieć, że mam to gdzieś, ale postanawiam wszystko przemilczeć.
Poszła sobie z własnej, pieprzonej woli. Niech zadzwoni po swojego perfekcyjnego chłopaka. Na pewno jej pomoże.
 - Szukałam jej, ale nie mogłam nigdzie znaleźć - kontunuuje.
 - Słuchaj - wcinam jej się zachowując obojętny wyraz twarzy. - Nie obchodzi mnie to.
Dziewczyna krzyżuje ręce na piersiach i patrzy się na mnie jak na idiotę.
 - Jasne - prycha.
Unoszę brwi.
 - A to co miało znaczyć?
Wzrusza ramionami i cedzi wkurzona:
 - Nie jesteś taki.
 - Właśnie, że  j e s t e m - twardo podreślam ostatnie słowo.
Travis i jego rywal startują, a tłum zaczyna wiwatować.
Jestem taki.
Jestem aroganckim dupkiem. Zwykłym chujem, który ma gdzieś ludzi i ich uczucia. Jestem tylko zwykłym, szarym idiotą, który nie liczy się z nikim, ani niczym. Jestem kimś kto nie zasługuje na zaufanie, szczęście i co najgorsze na miłość. Nikt nie powinien we mnie wierzyć i widzieć czegoś więcej w tym kim jestem, bo jestem nikim.
I co najważniejsze, ja nie czuję.
Nie czuję niczego.
Pia, gdy widzi mój wyraz twarzy poddaje się. Odwraca głowe i zaczyna rozmawiać z Mią. Czuję jak krople deszczu spadają na moją twarz i kurtkę moro. Zajebiście, jeszcze do tego pada. Rozglądam się wśród tłumu ludzi.
Wzdycham.
Gdzie ta idiotka poszła?
Nagle obok mnie pojawia się Martin.
 - Nigdzie jej nie mogę znaleźć - mamrocze pod nosem.
Wzruszam ramionami.
 - Pewnie poszła do domu - mówię.
Chłopak unosi brwi i patrzy się na mnie jak na idiotę.
 - Do jej domu stąd jest kilka dobrych kilometrów - mówi tak jakby sam tego nie wiedział.
 - To wzięła sobie taksówkę - warczę i przewracając oczami odchodzę.
Idę w stronę swojego samochodu.  Zdążę tylko przy nim stanąć, gdy nagle do moich uszu dociera dźwięk syren policyjnych. Nagle robi się zamieszanie. Ludzie zaczynają uciekać do swoich samochodów i odejżdżać. Martin, Pia i Mia do mnie podbiegają.
 - Stary, zwyjamy się! - krzyczy Martin i wsiada na miejsce pasażera.
Nie zastanawiając się nad niczym siadam za kierownicą. Pia i Mia siadają z tyłu.
 - Co z Hazel? - pyta Pia.
 - Jeszcze Zayn! - krzyczy Mia.
Odpalam samochód i wycofuję go.
 - Ostrzegę Travis'a żeby nie wracał - mamrocze Pia.
 - Znacie zasady - mamrocze pod nosem Martin. - Ten kto obstaje radzi sobie sam.
Nastaje między nami cisza. Słychać tylko przyśpieszone oddechy, warkot silnika i całe zamieszanie na zewnątrz.
 - Justin? - Martin patrzy się na mnie wyczekująco.
Patrzę się na kierownicę i zaciskam zęby. Uderzam w nią z otwartej dłoni. Otwieram drzwi i wychodzę z samochodu.
 - Znajdę ich - mówię, chociaż tak naprawdę zależy mi tylko na tym żeby znaleźć Hazel.
 - Oszalałeś? Może ich już tutaj nawet nie być - protestuje Martin. - Hazel może być już nawet w domu!
Kręcę głową.
 - Zaryzykuję - odpowiadam. - Jedźcie już - mówię, a gdy Martin nadal siedzi na swoim miejscu ponaglam go: - No już!
Mój przyjaciel przechodzi na moje miejsce, a ja zamykam drzwi i odsuwam się od samochodu. Okręcam się wokół własnej osi. Wszędzie biegają ludzie i tak naprawdę nikogo tutaj nie poznaję. Zaczynam biec do miejsca, w którym zawsze siedzimy. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że wcale nie jest daleko. Lada moment wjedzie tutaj policja i będzie zamykać wszystkich po kolei. Bez wyjątku. Mam gdzieś to czy mnie przymknął. Naprawdę. Ale jeżeli Hazel da się złapać...
 - Hazel! - krzyczę rozglądając się.
Nie ma jej w miejscu, w którym zawsze siedzimy co nawet nie jest zaskoczeniem.
Biegnę przed siebie nawet nie patrząc na to gdzie tak naprawdę się kieruję. Syreny policyjne brzmią coraz głośniej.
Kurwa, gdzie ona jest?
Nagle wpadam na jakąś drąbną postać i zanim zdążę jej się przyjrzeć już wiem, że to ona. Nie jest przestraszona. Raczej zdezorientowana. Jej włosy jak i w sumie całe ciało jest mokre.
 - Biegnij - mówię.
Łapię ją za dłoń i zaczynam ciągnąć w stronę najciemnejszego zaułku. Kątem oka widzę światła policyjnych samochodów.  Zatrzymują się i zaczynają coś krzyczeć do ludzi biegających w ich pobliżu. Znam to miejsce na tyle dobrze, że spokojnie możemy się wymknąć. Prowadzę ją pomiędzy uliczkami. Nagle ona zabiera swoją dłoń i zwalnia.
 - Mam buty, które mają pieprzone piętnaście centymetrów. Poczekaj - jęczy zmęczona.
Patrzę się na jej buty i unoszę brwi. Cóż, nie są do końca niskie.
Unosi do góry jeden palec i patrzy się na mnie wkurzonym wzrokiem.
 - To, że uratowałeś mnie przed policją wcale nie znaczy, że nie jestem na ciebie zła - mówi i zaczyna znowu iść.
Teraz już raczej nie musimy się śpieszyć. Oni są zajęci łapaniem ludzi będących na terenie wyścigów. Pewnie zrobią patrol za jakieś piętnaście minut, ale nas już tutaj nie będzie.
 - Nienawidzę, że przy swoich znajomych jesteś dla mnie takim pieprzonym dupkiem - warczy nawet na mnie nie patrząc.
Wzruszam ramionami.
 - Zawsze jestem dupkiem - zauważam.
Dziewczyna posyła mi pełny niedowierzania wzrok.
 - Żartujesz sobie? Gdy jesteśmy sami potrafisz być normalny - mówi. - Albo przynajmniej wiem, że nie udajesz. Jesteś wredny, owszem, ale potrafisz też żartować i zachowujesz się... zupełnie inaczej - krzyżuje ręce na piersiach.
Milczę.
Jeżeli mam być szczery, to nie wiem co odpowiedzieć.
 - Mówisz, że są twoimi przjaciółmi, a nawet nie pozwalasz im się poznać - mówi prychając. - To smutne i śmieszne zarazem - kręci głową.
Wychodzimy na główną ulicę.
 - Skąd wiesz, że to przed tobą nie udaję? - pytam unosząc brwi.
Dziewczyna podnosi głowę i spogląda na mnie twardo.
 - Bo cię znam.
Gówno prawda, myślę.
Nikt mnie nie zna. Nikt nie wie jaki jestem naprawdę.
 - Nie znasz mnie - mamroczę pod nosem.
Prycha i zatrzymuje się w miejscu. Wkłada dłoń do kieszeni i wyjmuje telefon.
 - Co robisz? - pytam podejrzliwie.
 - Dzwonie do Mike'a - odpowiada jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie.
Czuję jak coś ściska mnie w brzuchu. Zaciskam zęby i zanim zdąży cokolwiek zrobić wyrywam jej telefon z dłoni.
 - Odbiło ci?! - krzyczy wkurzona.
Nie będzie do niego dzwonić. Nie przy mnie. Nie kiedy jest ze mną.
 - Nie wkurwiaj mnie - warczę na nią i chowam telefon do kieszeni swojej kurtki.
Wyciąga po nią dłonie, ale łapię ją za nadgarstki.
 - Nie będę spędzać czasu w twoim pieprzonym towarzystwie - odwarkuje. - Daj. Mi. Mój. Telefon - cedzi.
Kręcę głową ciągle przytrzymując jej ręce.
Oblizuję usta i patrzę się na nią.
 - Nie chcę - mówię niezrozumiale.
Dziewczyna marszczy brwi i posyła mi pytający wzrok.
 - Czego nie chcesz?
Biorę głęboki oddech, a wyraz mojej twarzy łagodnieje.
 - Nie chcę żebyś się z nim spotykała - wyduszam z siebie w końcu.
Hazel zaskoczona unosi brwi.
Gdy puszczam jej nadgarstki odsuwa się ode mnie. Nie mogę nic wyczytać z jej wyrazu twarzy.
 - Naćpałeś się? - mamrocze krzywiąc się.
 - Nie, mówię poważnie Hazel. On nie jest dla ciebie dobry i, cholera, nie zasługuje na ciebie - mówię kręcąc głową.
Nagle zaczyna się śmiać. Tak naprawdę śmiać, co całkowicie mnie dezorientuje. Posyła mi wzrok pełen niedowierzania.
 - A co, może ty zasługujesz? - prycha.
Zaciskam pięści i kręcę głową.
 - Nie o to mi chodziło - spluwam. - Nie znasz mnie, ale tak samo nie znasz jego. I nie kochasz go. Wmawiasz to sobie, bo boisz się samotności i taka jest prawda!
 - To ty mi teraz wmawiasz! Masz ewidentny problem z tym, że z nim jestem! - krzyczy. - Dlaczego, Justin? Podaj mi jeden, pieprzony, powód dla którego się tak zachowujesz!
Patrzę sie na nią, a w głowie toczę bitwę sam ze sobą.Moje serce przyśpiesza, bo czuję, że ta drobna brunetka wyprowadziła mnie właśnie z równowagi. Moje pięści są zaciśnięte tak mocno, że jestem pewien, że do poszczególnych części dłoni krew mi nie dochodzi.
 - Bo jestem, kurwa, zazdrosny. Rozumiesz?! - wykrzykuję i chwilę później się uspokajam. Wzdycham sfrustrowany. - Jestem zazdrosny o ciebie, Hazel - mówię zrezygnowanym tonem.
Obserwuję jak rzedne jej mina.
Chciała powodu? Dostała go.
Otwiera usta i zamyka je.
Odpowiedz coś, myślę.
Wolałbym żeby krzyczała, że mnie nienawidzi niż milczała. Cisza to najgorsza z opcji.
Robię krok w jej stronę i w tym samym momencie dosłownie przed nami zatrzymuje się wóz policyjny. Czuję jak spływaja po mnie zimne poty. Patrzę na Hazel, która teraz ma panikę wyraźnie wymalowaną na twarzy. Splatam dłonie z tyłu głowy i biorę głęboki oddech.
Zajebiście.
No i to by było na tyle.

***

Wiem, wiem, duża część z Was liczyła na pocałunek, ale przykro mi haha muszę Was jeszcze trochę pomęczyć! xx Ale przynajmniej Justin przyznał się do tego, że jest zazdrosny! To postęp :D

Next - niedziela/poniedziałek


Victoria xx

26 komentarzy:

  1. O kurde!!!! Nareszcie się do tego przyznał! 😆😆😆😆kocham ten rozdział najbardziej ze wszystkich!!!!! Uwielbiam bardzo xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG. Myske , ze Hazel będzie miała spine z Mikem o to

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdole weź mi tę policję, nigdy ich nie lubiłam, takie kurwy i niszczą pocałunki.
    Ja cię nie chcę do niczego zmuszać i w ogóle ale DAWAJ MI TEN PIEPRZONY POCAŁUNEK BO JA WIEM GDZIE MIESZKASZ.
    A tak serio to jaciewale, tak bardzo chcę żeby się całowali już, przysięgam, że nie skupiałam się tak na tym rozdziale bo cały czas w głowie odtwarzam sobie możliwe wersje ich pocałunku zgodnie z tym co czytam i nie znoszę tego, że mam to ciągle w głowie. Musisz mnie męczyć,nie??
    Dostałam zawału jak zobaczyłam, że next niedziela, poniedziałek bo miałam takie "ja wale, jaki dzisiaj dzień, środa, czwartek, mam czekać aż trzy dni?¿" ale dobra, jednak dzisiaj piąteczek, piątunio i moje urodziny za dwa miesiące. 😂😂😂💪😏💪😏😂
    Obstawiam, że w niedzielę będę potrzebowała kopa pozytywnej energii, a liczę, że się nade mną zlitujesz i rozdział pojawi się wtedy i się pocałują dymdymdym. 😁 buziaczki 😘❤😂

    OdpowiedzUsuń
  4. jak ja wytrzymam do niedzieli�� Rozdział boski❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Plz niech ona zadzwoni do Mike'a zeby po nia przyjechal albo ja wyciagnal a on powie se jest w pracy, to byloby niezle

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tu cała w skowronach że się pocałują a tu lipa rozdział cudowny czekam na next 💜 😍😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Ona mnie wkurza

    OdpowiedzUsuń
  8. Omg !! Jaki slodki Justin 😍😍😍 fajnie by bylo gdyby Mike mial jakas swoja ciemna strone i zaczela by sie powoli objawiac i zeby sprawdzilo sie to co mowi Justin 😍 Swietny rozdzial ! Nie moge sie doczekac nastepnego ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  9. Matko w końcu przełom :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki uroczy☺️😍 Miałam taką nadzieję że się pocałują a tu taki chuj😂😭 świetny, czekam na następny😏

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo uroczo ! Ciekawe co nasza ukochana policja chce... Super, czekam na nastepny (:

    OdpowiedzUsuń
  12. Justin jest zazdrosny awww <3
    Uwielbiam ten rozdział jest swietny ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Boski jest taki Justin, niech udają przed policją romantyczną parke na spacerze/ randce :3

    OdpowiedzUsuń
  15. dodaj dzisiaj prosze❤️

    OdpowiedzUsuń
  16. mega rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurw* kocham ten blog ! Jest mega :). Czekam na neksta .

    OdpowiedzUsuń
  18. rozdział świetny, czekam na kolejny (moze dzisiaj?)❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  19. nie moge doczekac sie juz nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  20. Będzie dzisiaj rozdział ;*?

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowny rozdział <3 proszę dodaj juz następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. o ktorej rozdział ;* ?

    OdpowiedzUsuń
  23. OMG!! Słodki Jeżu!! Toż to prawdziwe dzielo sztuki. Jak przeczytałam ze cis tam ci się w rozdziałach nie podoba to myslalm ze wyjde z siebie i stanę obok. Toż to jest Przecierz genialne!! Ja nwm jakim cudem ty to napisala, ale wiem ze to prawdziwe dzielo. Czyta sie łatwo i przyjemnie, a do tego ta fabula- palce lizać i obgryzać. Uwielbiam to!! Cala sobą. Czekam, czekam i czekam na nexta!!
    Pozdrawiam i życzę weny moja droga ❤

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams