01.07.2016

Chapter Seven

,,To kolejny powód, 
dla którego nie powinnam tutaj być. 
Nigdy chyba nie zrozumiem tego świata."

Hazel
 Żałuję swoich słów zaraz po tym jak je wypowiadam.
Jestem idiotką.
Jestem głupia.
Męczę go, że ma zniknąć, a kiedy w końcu to robi ja mu na to nie pozwalam. Co jest ze mną nie tak?
Patrzę jak przytakuje powoli głową i robi krok w tył. Ma zamyślone spojrzenie. Wygląda tak jakby był gdzieś daleko stąd.
- Okej - odpowiada w końcu.
Nastaje między nami cisza. Nie oczekiwałam, że się zgodzi. Jeżeli mam być szczera, to byłam prawie pewna, że powie nie.
- Serio? - wymyka mi się zanim zdążę się powstrzymać.
Chłopak unosi brwi i spogląda na mnie z powątpiewaniem.
- Czyli jednak wymiękasz?
Prycham głośno i krzyżuję ręce na piersi.
- Chciałbyś - mamroczę pewnym głosem.
Nie boję się.
Ani trochę.
Nie wiem czy to jest prawdziwe, czy może mi się wydawało, ale chyba pierwszy raz w życiu widziałam w jego oczach coś na wzór rozbawienia. Przez jedną sekundę spojrzał się na mnie tak kokieteryjnie. Jakby...
Nieważne. Zapewne coś sobie wymyśliłam.
- Okej, więc chodź - mamrocze i gestem dłoni przywołuje mnie w stronę drzwi wyjściowych.
- Teraz? Muszę się przebrać - odpowiadam patrząc się na swoje nijakie ciuchy.
Widzę, że on też mi się przygląda. Zaczyna od dołu i kończy na jakiejś części ciała poniżej moich oczu. Mam na sobie dziurawe jasne jeansy i zwykłą koszulkę polo rozpiętą.Wzięłam też do tego skórzaną kurtkę. Cienką, ale to nadal coś. Opuszczam wzrok i próbuję zgadnąć gdzie się tak patrzył. Zaczynam czuć się trochę głupio.
Tak, zdecydowanie patrzył mi się w dekold.
Odrząkuję głośno i spoglądam na niego z mordem w oczach. Widzę jak delikatnie kręci głową.
- Nie musisz się przebierać - odpowiada ignorując moje spojrzenie. Odwraca się w stronę wyjścia. - Wyglądasz dobrze - dociera do mnie jego cichy głos, gdy otwiera drzwi na zewnątrz.
Przytrzymuje je i patrzy się na mnie wykczekująco. Dopiero po kilku chwilach zaczynam rozumieć, że czeka aż przejdę przed nim.
Jaki kulturalny - odzywa się sarkastyczny głos w mojej głowie.
Ignoruję go i wychodzę z pomieszczenia kierując się prosto do jego samochodu. Chyba nie muszę mówić jak zajebisty on jest, prawda? Musiał kosztować fortunę.
Wchodzę do niego zaraz po nim i usadzam się wygodnie. Justin odpala silnik i całkowicie skupia się na drodze. Nie wiem co mogę robić przez cały czas jazdy, więc nachylam się i włączam radio. Akurat leci Car Radio - Twenty One Pilots. Uśmiecham się sama do siebie. Może i piosenka ma kilka lat, ale nadal jest dobra. Zaczynam pod nosem nucić słowa. Czuję na sobie jego wzrok, więc od razu podnoszę głowę. On jakby oparzony spowrotem wraca wzrokiem do jezdni.
- No co? - mój głos brzmi dosyć niegrzecznie, ale naprawdę nie lubię jak ktoś się na mnie gapi.
Justin wzrusza ramionami i znowu przybiera obojętny wyraz twarzy.
- Nic - odpowiada od niechcenia.
Biorę głęboki wdech i kręcę lekko głową.
Co ja tutaj w ogóle z nim robię?
Nawet go nie lubię. Ba, nawet go nie toleruję. NAWET nie jestem bliska temu żeby go zaakceptować. Więc co  j a  tu kurde robię?
Okej, mówię sobie w myślach, jakoś przeżyję ten jeden głupi wieczór i od rana postaram się unikać tego człowieka nalepiej jak tylko mogę. Mimo, że kilka chwil temu wkurzałam się na niego, że się na mnie gapił teraz dyskretnie robię to samo.
Nie mogę do końca określić jakiego koloru ma włosy. Od nasady są ciemne, prawie że brązowe, ale dalej ma blond. To wygląda całkiem nieźle. Zauważam też kolczyk w uchu. Mały, ledwo widoczny, ale nadal jest. Z tyłu szyi wystaje mu tatuaż. Coś jakby, skrzydło? Nie jestem pewna. Światło jest zbyt słabe.
Wygląda jak typowy niegrzeczny chłopiec, którego nie lubią sąsiedzi i rodzice dziewczyn, z którymi sypia. Przez chwilę przypominam sobie słowa Mirandy. Mówiła, że jest niebezpieczny, że kogoś zabił. Ale mimo tej całej złej otoczki nie wygląda na kogoś zdolnego zabić drugiego człowieka. Może być zły. Może być zepsuty do szpiku kości, bo zapewne właśnie taki jest. Ale zabić?
- Patrzysz się na mnie - stwierdza nie odrywając wzroku od jezdni.
Jego zachrypnięty, szorstki głos dobitnie sprowadza mnie z powrotem na ziemię. Czuję się trochę głupio, że mnie przyłapał, ale nie daję tego po sobie poznać.
Odchrząkuję.
- Nie, wcale nie - zaprzeczam chociaż wiem, że to i tak nic nie zmieni.
Na szczęście z opresji i zakłopotania ratuje mnie fakt, że jesteśmy już na miejscu. Wjeżdżamy w jakąś ciemną uliczkę i gdy zaczynam podświadomie myśleć, że wywiózł mnie gdzieś żeby mnie zabić, zauważam  t o.
Cholera jasna.
Ciemna uliczka okryta murami kamiennic kończy się i wjeżdżamy na duży, albo raczej gigantyczny, plac. Nie mogę zliczyć ile jest tutaj samochodów, bo po prostu się nie da. I do tego jakie to są samochody. Reflektory świecą w poszczególne punkty nadając klimatu całemu miejscu. Słyszę w tle stłumioną muzykę.
- Wow - wyrywa mi się.
Jak na coś nieleglnego wszędzie jest bardzo dużo ludzi. Skąpo ubrane dziewczyny. Faceci wyglądający jak typowi gangsterzy. Mówią, że Nowy Jork nocą nigdy nie śpi. I faktycznie mają racje, bo nocą dopiero miasto zaczyna żyć. Ale tutaj? Tutaj wszystko wygląda tak jakby toczyło się swoim własnym rytmem. Jakim cudem jeszcze nigdy nie usłyszałam o tym miejscu?
Justin zatrzymuje samochód i spogląda na mnie.
- Jak wyjdziemy, to przedstawie ci dwie dziewczyny. Zostaniesz z nimi. Ja będę musiał skoczyć jeszcze z Martin'em do warsztatu - informuje mnie, a ja przytakuje głową mimowolnie czując ulgę, że nie muszę spędzać z nim więcej czasu.
- Okej - mówię i naciskam na klamkę od drzwi.
- A i jeszcze jedno - zatrzymuje mnie jego głos - tylko Martin wie, że jesteś dziewczyną Michael'a - mamrocze i krzywi się lekko. - Nie wspominaj o tym reszcie.
Marszczę brwi czując nagły przypływ zdenerwowania.
- A to niby czemu? - warczę na niego.
Nie miałam zamiaru tego robić, ale dlaczego on chce to ukryć?
Chłopak wzrusza ramionami.
- Nikt z nich go nie lubi. Po prostu... tego nie rób - rozkazuje i nie czekając na moją reakcję wychodzi z samochodu.
Wychodzę i nim się obejrzę jest kilka metrów ode mnie. Idzie i nawet się nie trudzi żeby sprawdzić czy ciągle za nim jestem. Przewracam oczami i szybko do niego dołączam.
Dupek.
Po chwili przeciskania się przez tłumy trafiamy do miejsca, w kórym jest tylko kilka osób. Jest tutaj duży ciemny murek na którym siedzi kilkoro z nich. Wzrokiem skanuję całe to miejsce i stwierdzam, że jest całkiem okej.Dalej od innych. Bardziej prywatne. Gdy podchodzimy wśród tych osób poznaję Martin'a i Travis'a. Travis gdy mnie zauważa uśmiecha się szeroko i podbiega bliżej mnie. Zaskakuje mnie, gdy kladzie swoje dwie duże dłonie na moich policzkach i chwilę później całuje mnie w czoło.
Odsuwam się i unoszę brwi. Słyszę jak reszta z nich zaczyna się śmiać z całej sytuacji.
- Dzięki tobie inteligentna bestio, jestem bogaty! - krzyczy i chyba znowu chce mnie pocałować, ale kładę mu dłoń na usta i posyłam mu wzrok mówiący żeby lepiej tego nie próbował.
- Ta, nie ma za co - odpowiadam od niechcenia.
- To jest Hazel, Hazel to Pia, jej siostra Mia, a reszte chyba już znasz - przedstawia nas sobie z nutką zdenerowowania w głosie.
Czyżby bał się wyścigów?
Patrzę się na niego. Wygląda tak jak zwykle, ale coś w jego głosie go zdradza. Czy to możliwe, że się boi? Nie jest mi dane dłużej się nad tym zastanawiać, bo dwie siostry zaraz się do mnie dopadają i nim zauważę Martin'a i Justin'a już z nami nie ma.
- To ty jesteś tym uroczym komputerowym geniuszem, o którym chłopaki tak gadali? - pyta Pia uśmiechając się do mnie.
Przytakuję głową i odwzajemniam uśmiech.
Ja tam bym siebie nie nazwała komputerowym geniuszem, ale okej.
- Travis wcale nie przesadzał! - odzywa się Mia. - Jesteś naprawdę ładna!
Nie wiem co mam na to odpowiedzieć, więc tylko delikatnie chichoczę i macham dłonią.
- Jesteś przyjaciółką Justin'a? -atakuje mnie kolejnym pytaniem Pia.
- Hmm, można tak powiedzieć - odpowiadam nie wiedząc jak inaczej nazwać naszą relację.
Mia posyła swojej siostrze znaczące spojrzenie i zaczynają we dwie chichotać. Marszczę brwi nie wiedząc o co im chodzi.
- Co? - pytam gdy zaczynają się na mnie dziwnie patrzeć.
- Jesteś jego przyjaciółką od seksu? - Mia uderza prosto z mostu i nawet nie ma skrępowanej miny.
Prawie dławię się własną śliną.
- Co? Nie! Nigdy! - zaprzeczam szybko.
Skąd w ogóle ten pomysł?
Perspektywa spania z Justin'em wydaje się taka... ew?
Nie mówię, że nie jest przystojny lub pociągający, bo to nie prawda, ale to cholerny brat mojego chłopaka.
Nigdy w życiu.
Pia gdy widzi moją reakcję posyła mi przepraszające spojrzenie.
- Och, wybacz - mamrocze. - Po prostu Justin na ogół nie ma przyjaciółek, z którymi nic go nie łączy. Pomyślałyśmy...
- W porządku - przerywam jej. - Znam się z nim od jakiegoś czasu, ale nic nas nie łączy - sprostowuję. - Mam chłopaka - dodaję aby podkreślić swoje słowa.
- Bieber się ściga! - krzyczy ktoś w oddali.
Twarz dziewczyn i Travis'a rozjaśnia się w podekscytowaniu. Za to moje serce zaczyna mocniej bić. Wszyscy idziemy bliżej, aby móc zobaczyć start. Czuję jak dłonie zaczynają mi się pocić. Pierwszy raz w życiu będę światkiem czegoś takiego. Samochody wjeżdżają na linię startu. W żółtym laborghini zauważam Justin'a, który uchylił swoje przyciemnone okno, aby wyrzucić niedopałek papierosa. Jego twarz wygląda na wyjątkowo skupioną. Jego przeciwnik to ciemnowłosy facet. Jakaś skąpo ubrana dziewczyna do niego podbiega i na oczach wszystkich wpycha mu język do ust.
- Powodzenia Sean! - krzyczy i odchodzi.
Jakiś mężczyzna stojący na podeście zaczyna odliczać od dziesięciu. Słyszę warkot silników i czuję jak moja adrenalina skaczę w górę.
Cholernie się boję.
Nawet nie wiem czemu, ale czuję to i to uczucie to zdecydowanie strach.
- Mają dziesięć minut żeby przejechać przez wschodnią część miasta - wyjaśnia mi zasady Travis. - Uciekają przed policją i robią wszystko żeby ich zgubić. Najważniejszą częścią jest dojechanie do mety na czas. No i przede wszystkim musisz to zrobić jako pierwszy.
- Co jeżeli nie zmieszczą się w czasie? - pytam zaintrygowana.
Travis uśmiecha się ukazując szereg złotych zębów.
- Przegrany traci coś swojego co jest bardzo dla niego cenne. W przypadku Justin'a, jest to jego samochód - mówi.
Patrzę się na jego przeciwnika Sean'a i zacznam się zastanawiać co on straci jeżeli przegra. Syszę wystrzał. Krzyki ludzi, a oni startują. Równocześnie. Patrzę się na nich do momentu, w którym nie znikają za zakrętem.
-  A on? - pytam w końcu.
Ciemnoskóry zaczyna chichotać.
- On postawił w zakładzie swoją dziewczynę, kochanie - odpowiada, a ja automatycznie się krzywię.
Jego dziewczyna wygląda jak ostatnia dziwka. Ale to nadal dosyć okrutne postawić w zakładzie swoją własną dziewczynę. Nie, to jest chore.
- Ona się na to godzi? - pytam niedowierzając.
Chłopak wzrusza ramionami.
- To tylko kolejna dziwka - mówi jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie. - Ona chce tylko dobrego pieprzenia, a trafiając do Justin'a... Cóż - urywa i patrzy się na mnie znacząco.
Znowu się krzywię, a on znowu chichocze.
Tej dziewczynie pewnie nawet jest na rękę, że trafi do Justin'a. Może nawet tego chce.
Kręcę głową, aby pozbyć się z głowy tych okropnych myśli. To kolejny powód, dla którego nie powinnam tutaj być. Nigdy chyba nie zrozumiem tego świata. Jego zasady są... nietypowe i czasami zbyt nieludzkie.
Powinnam teraz siedzieć z Mike'iem.
- Dlatego nigdy nie będę częścią tego - wypowiadam swoje myśli na głos wskazując dłonią na to co mnie otacza.
Travis poważnieje i patrzy się na mnie zamyślony.
- Ty nadal tego nie rozumiesz, prawda?
Marszczę brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
- Czego nie rozumiem?
- Czy tego chcesz, czy nie, od momentu kiedy nam pomogłaś w akcji,  j e s t e ś  częścią tego - wypowiada te słowa powoli tak jakby chciał dać mi więcej czasu na przyswojenie tego.
Posyła mi ostatnie spojrzenie, a gdy ludzie z przodu zaczynają odliczać, bo została tylko minuta zostawia mnie i dołącza do nich.
Jesteś częścią tego.
Jesteś częścią tego.
Jesteś częścią tego.
Jego słowa przewijają mi się w głowie raz po raz. Co to znaczy? Pomogłam im tylko w jednej jedynej akcji. To nie jest ślub. To nie jest żadne zobowiązanie. Niczego nie podpisywałam. Mogę się od tego uwolnić i  nigdy więcej do tego nie wracać, prawda?
- Powinni wrócić jakieś dwie minuty temu! - krzyczy jakiś chłopak przede mną. - Zawsze wracają przed czasem.
Nie mogę się pozbyć wrażenia, że atmosfera wokół mnie się zagęściła. Rozmowy ucichły. Spokojnie można było usłyszeć nadjeżdżające samochody, ale nic takiego nie było. Cisza.
- Myślicie, że ich złapali?
Czuję niepokój.
- Może któryś z nich miał wypadek - dodaje jakaś dziewczyna od niechcenia.
Wygląda tak jakby miała to gdzieś, a ja mam ochotę ją uderzyć.
Ręce zaczynają mi się pocić. Przełykam ciężko ślinę i zaczynam się rozglądać. Justin został aresztowany? Miał wypadek? Cholera.
Co jeżeli coś mu się stało?
Jest wkurwiający i czasami mam ochotę go zabić, ale nigdy nie chciałam żeby coś mu się stało. Jeżeli jest ciężko ranny, albo co gorsze...
- Ktoś jedzie!
Wychylam głowę, ale gdy nic nie zauważam przepycham się przez tłum. Wychodzę prawie na sam przód i rozlewa mnie fala rozczarowania, gdy o jednej stronie jedzie ciemne auto. To na pewno Sean. Nabiera prędkoći przed samą metą. Gdzie jest do cholery Justin?
Jestem zdziwiona tym, że czuję się tak jakbym miała zaraz się popłakać.
Ja nie płacze.
Prawie nigdy.
Nagle do moich uszu dociera ryk silnika, a zza zakrętu wyłania się sycie żółty laborghini.  Przyśpiesza i kiedy wydaje mi się, że dogonienie Sean'a jest niemożliwe on za chwilę pokonuje dzielące ich metry. Nie wiem co Martin zrobił z tym samochodem, ale najwyraźniej jest to bardzo skuteczne, bo auto Justin'a w kilka sekund rozpędza się tak, że zostawia Sean'a w tyle. Przejeżdża przez linię mety, a ludzie zaczynają krzyczeć i wiwatować.
Oddycham z ulgą.
Sean podjeżdża chwilę po nim. Wychodzi z samochodu pierwszy i zaczyna głośno kląć. Chwilę później ze swojego auta wyłania się Justin. Martin i Travis od razu się do niego dopadają. Przepycham się przez ludzi i biegnę w ich stronę.
- Prawie przegrałem. Ten chuj próbował mnie zepchnąć w rów! - krzyczy wkurzony, ale w tym momecie mam to gdzieś, bo jedyne o czym potrafię myśleć, to to, że nic mu nie jest.
To co robię jest tak cholernie bezmyślne, ale nie potrafię nad sobą zapanować. Ignoruję chłopaków stojących przy nim i to, że ciągle przeklina Sean'a i tak po prostu rzucam mu się w ramiona.
Wpadam na niego z taką siłą, że chłopak lekko się zachwiewa, ale utrzymuje równowagę. Obejmuję go swoimi dłońmi i wtulam się w zagłębieniu na jego szyi.
Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to to, że ładnie pachnie.
- Ty idioto - mówię drżącym głosem.
Czuję jak najpierw niepewnie, a później coraz śmielej owija swoje ręcę wokół mojej talii. Blzuka podwinęła mi się lekko do góry przez co czuję jego zimne dłonie na swojej skórze. Drżę mimowolnie, gdy tylko jego palce dotykają mojej skóry.
- Wystraszyłeś mnie.
Zamykam mocno oczy i pozwalam sobie jeszcze przez sekundę czuć to co czuję w tym momencie.
Jedną sekundę.
- Zwątpiłaś we mnie? - słyszę przy swoim uchu jego rozbawiony zaczepny głos.
Uśmiecham się ciągle w niego wtulona. Mam ochotę na niego krzyczeć i zarazem popłakać się ze szczęścia.
A ja  n i e  płaczę.
W tle dociera do mnie śmiech Travis'a i to brutalnie sprowadza mnie spowrotem na ziemię. Odsuwam się od Justin'a jak oparzona. Robię krok w tył tak, aby zachować bezpieczną odległość. Przez chwilę na jego twarzy widnieje coś na wzór dezorientacji i uczucia, którego nie potrafię nazwać. Ale gdy tylko się od niego odsuwam cała chwila gdzieś się ulatnia.
Oblizuje usta i gdy znowu na mnie patrzy jego oczy znowu są zimne i obojętne.
- Ja zawsze wygrywam - mówi uśmiechając się wrednie.

***
Tak, wiem wiem!
Rozdziały miałybyć wcześniej. Nawaliłam ;-; 
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie oprócz tego, że najzwyczajniej w świecie poczułam wakacje i dostałam lenia. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Tak, czy tak, odpoczęłam i wracam! Next pewnie wstawię w poniedziałek, może wcześniej. Ale już na pewno nie później. Obiecuję!

Ps. Dostałam się do liceum, do którego bardzo chciałam się dostać! A miałam już obawy co do tego czy na pewno mi się uda haha

Czytasz - komentujesz



9 komentarzy:

  1. Wow! Rozdzial super-jak wszystkie zresztą.
    Gratuluję ze dostałaś się do wymarzonego liceum! ♡♡♡♡♡♡♡♡
    Czekam na next❤💪

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka mega :P zaczyna mi sie coraz bardziej podobać :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiedz, proszę, że to co powiedziały Pia i Mia będzie prawdą, proszę proszę. 🙏🙇
    To twoje ff i napiszesz co chcesz i ja do niczego nie "zmuszam" czy co, cokolwiek dalej będzie i tak będę to czytać, bo nie mogę nie ale jakby byli przyjaciółmi z korzyściami to byłabym bardzo usatysfakcjonowana! 😂
    Miałam chyba wcześniej napisać, że twoje ff (drugie które ja czytam) po raz kolejny toczy się wokół wątku "od nienawiści do miłości" i to nie jest źle, to bardzo ciekawy proces! 😍
    Hazel i Justin tutaj na końcu rozdziału to po prostu niebo i odkupiłaś tym swoje winy jako, że rozdział jest spóźniony + ja też czuje tego wakacyjnego lenia, nie martw się. 😂
    Od początku jak przeczytałam o jest lasce Sean'a poczułam, że albo Justin powie, że jej nie chcę albo Hazel będzie zazdrosna, ale zobaczymy co z tym zrobisz. 😂
    Gratuluje ci bardzo mocno, że dostałaś się do liceum do którego bardzo chciałaś się dostać! 😂 Mam nadzieję, że spędzisz tam milusie chwile i trafisz na fajnych ludzi i nauczycieli, bo to najważniejsze. 🎉😂
    Także, pozdrawiam, życzę ci tak w ogóle przyjemnych wakacji, bo chyba tego nie robiłam i do "zobaczenia"!
    Ps. zemdlało mi się pierwszy raz w życiu a propos komentarza pod wcześniejszym rozdziałem! 😂 i żyje, możesz być szczęśliwa.
    Ps2. za mało nam kibicowałaś! 😂 + ja się w czwartek popłakałam jak bramkarz płakał soo, nie jesteś jedyna, tak dla pocieszenia. 😏🙈😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa😍😍😍 nie mogę doczekać się kolejnego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje + świetny rozdział 😁😚

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział i wreszcie zaczyna się powoli coś między nimi dziać . Gratulacje tego liceum. Życzę Ci weny, mniej lenia i czekam na next 💖💖💖

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak czekałam i jest! Wreszcie!
    Jezu aż się uśmiechnęłam jak przeczytałam moment w którym Haz rzuciła się na Justina!
    Awwwww to było słodkie.
    Chcę więcej sytuacji Justina i Haz to takie... Intrygujące? Nigdy nie wiesz czy się nie pozabijają czy najzwyczajniej w świecie przytulą tak jak teraz 😁
    Grrrr nie mogę się doczekać kiedy między nimi coś się stanie i on powie te słowa które jak mantra wiją się po mojej głowie " nie mogę kochać dziewczyny mojego brata " ugghhh niech ich będzie więcej bo Jazel mi się widzi 😂 a nie Mazel wgl co ja pisze 😂 nie zwracaj uwagi bo jestem podekscytowana jeszcze tylko 5dni i wskoczy mi 18stka 😁😂
    Czekam na następny.
    Pozdrawiam i życzę udanych wakacji!
    Shwaty B.

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams