14.07.2016

Chapter Ten

,,Jestem tak bardzo zdezorientowany,
 chociaż naprawdę nie chcę być. 
Nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak czułem.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem  c o k o l w i e k."

Justin
  Och, tak Bieber. To była idealna propozycja. No bo przecież głaskanie po policzku dziewczyny swojego znienawidzonego brata i proponowanie jej wspólnej ucieczki z tego cholernie nudnego bankietu na pewno jest na miejscu.
Nie to, żeby obchodziło mnie co jest na miejscu, a co nie. Tak tylko mówię…
Przecież to logiczne, że ona tam z nim zostanie. Jest jej chłopakiem. Jej pieprzonym chłopakiem. Może niedługo nawet będzie kimś więcej. Kto ich tam wie. A kim jestem ja?
Bratem jej chłopaka.

Facetem, którego nienawidzi.
Pierdolonym egoistą.
Schodzę na dół. Ja czy tak czy tak muszę wyjść głównym wejściem, bo mój samochód  stoi na parkingu przy drzwiach. Dopiero gdy wchodzę w tłum ludzi zdaję sobie sprawę z tego, że Hazel nie oddała mi mojej marynarki. 
Uśmiecham się pod nosem.
Ciekawe jak się  z niej wytłumaczy przed Michael'em. W sumie jest też opcja, że wyrzuci ją gdzieś po drodze. U niej wszystko jest możliwe. Staram się przejść przez tłum jak najszybciej i jak najsprawniej. Naprawdę nie chcę mi się już tutaj siedzieć. Nie wiem czemu w ogóle przyszedłem. Mógłbym być teraz na jakiejś zajebistej imprezie.
- Justin, już wychodzisz? - zatrzymuje mnie głos mojego cudownego braciszka. 
Na twarzy ciągle ma ten swój firmowy uśmieszek. Kto wie, może po tym jak cały czas musi się tak uśmiechać weszło mu to w krew. 
- Tak, nie będę marnować więcej czasu - odpowiadam złośliwie.
Zauważam jak jego wyraz twarzy zmienia się w poirytowany. Mam nadzieję, że wybuchnie, albo chociaż zacznie się ze mną kłócić, ale on nic takiego nie robi. Zaciska usta w wąską linię i przytakuje głową najwyraźniej decydując się zignorować moje zachowanie.
Wielka szkoda.
- Widziałeś gdzieś Hazel? - zadaje mi pytanie i patrzy się na mnie wyczekująco.
Przez kilka pierwszych chwil w ogóle ono do mnie nie dociera. Nagle mrugam oczami i spoglądam na niego pytająco.
- Hazel? - przytakuje głową. - Och, gadała z jakimś facetem na tarasie - odpowiadam, klepię go w ramie i w momencie, kiedy wyraz jego twarzy się zmienia odchodzę zadowolony.
Można powiedzieć wiele, naprawdę wiele zajebiście dobrych rzeczy na temat Michael'a. Jest pieprzonym, idealnym synem, jest zaradny, potrafi sam poprowadzić firmę i zajebiście dobrze umie oczarować każdą laskę jaką tylko chce. To muszę mu przyznać.
Jednak nawet w tym idealnym braciszku (wyczujcie sarkazm) są wady. A jedną i chyba najgorszą z nich, jest zazdrość. Od dziecka zawsze miał z tym problem. Był i jest zazdrosny o wszystko. Oceny, dziewczyny, nawet to ile komu rodzice poświęcają czasu. Udało mu się. Gdy chodziłem jeszcze do liceum rodzice przestali mnie zauważać. W końcu się poddałem. Nie będę rywalizować o jakieś gówniane błahostki. Odszedłem z domu i całkowicie się od nich odciąłem. Później firma zaczęła się rozrastać i z normalniej rodziny zrobiła się garstka snobów patrzących tylko na to ile mają zer na koncie.
Wychodzę na świeże powietrze i od razu kieruję się w stronę swojego samochodu. Wchodzę do niego i tak jak mówiłem wcześniej podjeżdżam pod tylne wyjście. Zaczynam przeglądać portale społecznościowe w swoim telefonie. Teraz zostało tylko czekać.
Specjalnie powiedziałem coś o jakimś facecie Mike'owi. Mam nadzieję, że jak ją znajdzie zrobi jej o to awanturę... Mam nadzieję, że się pokłócą, wtedy na pewno tutaj przyjdzie.
Chociaż nie wiem czemu tak bardzo mi na tym, kurwa, zależy.
Nie mam nawet kiedy się na tym dłużej zastanowić. Nagle drzwi od mojego samochodu się otwierają. Wkurzona brunetka ciągle mająca na swoim ramionach moją marynarkę wchodzi do środka i zatrzaskuje za sobą drzwi. 
Chyba z całej siły jaką ma w sobie w tym momencie.
Nie, nie będę krzyczał...
Wygląda na cholernie wkurzoną. Zanim otworzy usta i zacznie mówić ja już wiem co się stało.
- Zrobił mi awanturę o jakiegoś faceta, z którym niby flirtowałam na jakimś balkonie! - krzyczy krzyżując ręce. - A jeszcze jak zobaczył tą marynarkę? Wściekł się jakbym przespała się z kimś na jego oczach! - złość aż w niej kipi. Macha dłońmi ciągle na niego przeklinając, a ja mam ochotę zacząć się śmiać. 
Nawet się uśmiecham, ale ten uśmiech szybciej znika z mojej twarzy niż się tam pojawia. Gdy tak macha tymi dłońmi zauważam coś na jej prawym nadgarstku. Łapię ją za dłoń, a ona milknie. Posyła mi zdezorientowany wzrok. Jej oddech jest ciągle przyśpieszony po tym jak przed chwilą wybuchła.
- Co to jest? - pytam patrząc na zaczerwieniony, prawie siny okrąg wokół jej nadgarstka.
Wyrywa dłoń i opada głębiej na siedzenie. Ucieka od mojego wzroku.
- Przecież mówiłam, że się wkurzył - odpowiada chcąc brzmieć twardo, ale jej głos jest cichy i słaby.
Mimo tego jak bardzo próbuję wyrzucić z siebie to uczucie, czuję pieprzone wyrzuty sumienia, że wcześniej żartowałem sobie w ten sposób. Wiedziałem, że Mike jest zazdrosny, ale żeby aż tak? 
To są jakieś pieprzone żarty.
- Tak się wkurzył? - warczę wskazując na jej dłoń.
- Przestań! - unosi głos. - Kiedy powiedziałam mu, że wychodzę chciał mnie zatrzymać. Nie zrobił tego specjalnie - broni go.
Prycham rozdrażniony i odpalam samochód. Wyjeżdżam na ulicę i do czasu kiedy pierwszy raz zatrzymuję się na światłach między nami panuje cisza.
- Zawieź mnie do domu - mówi nawet na mnie nie patrząc.
- Nie, pojedziemy do mnie.
- Chcę. Wrócić. Do. Swojego. Domu - cedzi przez zaciśnięte zęby i po raz pierwszy od jakiegoś czasu posyła mi morderczy wzrok.
- Nie.
- Czemu nie? - pyta. - Bo co? Bo przyjdzie Mike i mnie pobije? Robisz z niego jakiegoś pieprzonego damskiego boksera, którym oboje wiemy, że nie jest!
Nie byłbym tego taki pewny, myślę, ale nie wypowiadam tego na głos.
- Słuchaj, przez ten bankiet straciłem szansę na jakąś zajebistą imprezę. Wsiadłaś do mojego samochodu. Tam na dachu zaproponowałem ci wspólną ucieczkę, a ty się zgodziłaś. Dlaczego teraz nagle chcesz się wycofać?
Hazel wypuszcza głośno powietrze i wydyma usta.
- Bo mnie wkurzyłeś - mamrocze pod nosem.
To on mnie wkurzył. Cholernie wkurzył tym, że nie potrafi panować nad złością. I tak, jestem ostatnią osobą, która ma prawo mówić coś takiego, bo jestem o wiele gorszy. Nie panuję nad złością, nienawidzę ludzi i wkurwiam się na wszystkich.
Ale nigdy, po prostu nigdy nie zrobiłbym krzywdy kobiecie.
Nawet tak wkurwiającej jak Hazel.
Nawet jeżeli tylko za mocno ścisnął jej nadgarstek, posunął się za daleko.
Zaciskam mocniej dłonie na kierownicy i skręcam w jedną z ulic. Zatrzymuję się na strzeżonym parkingu przy swoim apartamencie.
- No tak - odzywa się. - Manhattan. Ależ zaskoczenie - mówi przewracając oczami.
- Przypominam ci, że to twój chłopak jest snobem, który ma wille za miastem. Ja mam tylko apartament na Manhattanie - zauważam kąśliwie i wychodzę z samochodu.
Dziewczyna idzie w moje ślady.
Wchodzę do budynku, witam się z Rick'iem - starszym mężczyzną, który ma za zadanie pilnować wejścia i wpuszczać tylko ludzi zapisanych na liście. Podchodzę do windy i wciskam odpowiedni guzik. Dziewczyna cały czas dotrzymuje mi kroku. Wchodzimy do windy i jedziemy na samą górę, tak zwany penthouse. Kiedy wpuszczam ją do swojego królestwa ona robi minę jakby była wielce zaskoczona tym jak wygląda moje mieszkanie. No dobra, może nie jest ono jakieś brzydkie. Wszędzie są wielkie okna, z których widać panoramę miasta. Naprawdę lubię to miejsce.
Dziewczyna wskazuje ręką na mój taras i otwiera usta aby coś powiedzieć, ale ją wyprzedzam.
- Tak, mam na balkonie basen - unosi brwi, a ja tylko niewinnie wzruszam ramionami. - Kiedy się wprowadziłem już tutaj był. Zresztą, uczciwie na to zarobiłem - uśmiecham się cwanie i zapalam wszędzie światła.
- Uczciwie, masz na myśli okradanie dużych firm? - prycha.
- Jak zwał, tak zwał. Sam na to zarabiam, to się liczy - kieruję się do barku, wyjmuję z niego dwie szklanki i szkocką.
Dziewczyna rozgląda się po całym pomieszczeniu i podchodząc do mnie krzywi się lekko. Zatrzymuje się i z grymasem na twarzy zdejmuję srebrne szpilki.
- Nienawidzę tych butów.
Biorę szklanki i idę w jej stronę.
- Zawsze myślałem, że to ja jestem najlepszy w nienawiści do wszystkiego i wszystkich - wyciągam do niej dłoń z trunkiem, a ona od razu go przyjmuje. - Ale myliłem się. Zdecydowanie to ty wygrywasz w tej konkurencji - mruczę i uśmiecham się rozbawiony.
- Bardzo śmieszne - odpowiada. - Ale tym razem naprawdę mam prawo czuć nienawiść. Ta sukienka drapie w każdej możliwej części ciała - żali się.
- Mogę pożyczyć ci jedną z moich koszulek, ale nie wiem co wtedy nałożysz na dół. Chyba, że ci to nie przeszkadza - śmieję się i za chwilę dostaję z pięści w ramie.
Wpijam za jednym razem wszystko i idę w stronę barku żeby nalać sobie więcej. W połowie drogi zatrzymuje mnie jej cwany głos.
- Daj tą koszulkę.
Odwracam się i unoszę brwi.
-C-co?
Kąciki ust Hazel pną się ku górze, a na jej prawym policzku pojawia się mały dołeczek.
- Czekam - mówi nadal nie dając za wygraną.
- Uh, okej - odpowiadam czując się lekko zdezorientowany.
Zdecydowanie nie doceniam możliwości tej dziewczyny.
Odkładam szklankę i idę na górę do swojego pokoju po jedną z czystych białych koszulek.  Gdy wracam podaję jej i znowu dziwnie na nią spoglądam tak jakby czekał na to, aż powie, że się zgrywa. Nie robi tego. Przyjmuje ją ode mnie i patrzy na mnie wyczekująco.
 - Uh, możesz pójść się przebrać w łazience, tam - wskazuję na białe drzwi przy lodówce. Ja będę czekał na zewnątrz - mamroczę, a gdy ona skinając głową odchodzi biorę szklankę, całą butelkę szkockiej i jakiś koc i wychodzę na zewnątrz.
Oświetlony basen idealnie oddaje błękitny kolor wody. Siadam na białej kanapie i nie wiedząc co innego mam robić po prostu piję i czekam.
Jestem tak bardzo zdezorientowany chociaż naprawdę nie chcę być. Nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak czułem.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem  c o k o l w i e k.
A przebywając z nią? Czuję wszystko na raz. Złość, zdezorientowanie, poirytowanie i...
Moje myśli przerywa dziewczyna wchodząca na zewnątrz. Zamyka za sobą szklane, balkonowe drzwi, a ja z ciężkością przełykam trunek, który miałem w buzi. Bluzka sięga jej ledwo za tyłek. Wzrok z jej kształtnych bioder mimowolnie przenoszę na wcięcie w koszuli. Jest w literkę "V" i odkrywa tak zajebiście dużo. Dopiero na sam koniec moje oczy lądują na jej twarzy. Przegryza wargę i widocznie próbuje ukryć, że jest trochę skrępowana. Moje brązowe tęczówki wtapiają się w jej zdezorientowane oczy.
Albo naprawdę było jej cholernie niewygodnie w tej sukience, albo mnie prowokuje. Innej opcji nie widzę.
Po co miałaby chcieć paradować przede mną w ten sposób? Przecież to... kurwa.
Oblizuję usta i zmuszam się do tego, aby odwrócić wzrok. Nalewam sobie i jej do szklanek więcej alkoholu, tylko po to, żeby się czymś zająć. Czuję jak siada obok mnie. Podaję jej koc, bo noc jest wyjątkowo zimna. Jeszcze bardziej niż zwykle. Ona bez słowa go przyjmuje i owija się nim.
Przynajmniej teraz nie będzie rozpraszało mnie jej prawie nagie ciało.
- Teraz wygodniej? - nie mogę się powstrzymać przed tym komentarzem.
Zaraz po tym jak wypowiadam te słowa uśmiecham się szeroko. Brunetka posyła mi wzrok i też się uśmiecha.
- Spadaj, myślałam, że będzie choć odrobinę dłuższa - broni się, a ja tylko przytakuję głową z miną "i tak wiem swoje".
Dostaje za to od niej w ramie. Znowu. Najwyraźniej lubi mnie bić.
- Ja tam na długość nie narzekam - odpowiadam.
- O matko, przestań już! - unosi głos i patrzy się na mnie ostrzegawczo, ale na jej ustach wciąż widnieje uśmiech.
Unoszę dłonie w obronnym geście.
- Mówię co myślę.
Bluzka mogłaby być krótsza. Mogłaby jej w ogóle na sobie nie mieć. Mogłaby...
Kręcę głową i w myślach robię zdecydowany stop, bo wiem, że właśnie posuwam się za daleko.
Nagle zauważam, że ona mi się przygląda. Pije swoją szkocką ze szklanki patrzy się na mnie zamyślonym wzrokiem. Zapewne właśnie teraz ma jakąś rozkminę na mój temat.
- Co? - pytam w końcu.
Hazel przegryza swoją dolną wargę i najwyraźniej intensywnie się nad czymś zastanawia.
- Jeżeli o coś cię zapytam, powiesz mi prawdę? - zadaje pytanie, a ja przez chwilę się nad nim zastanawiam.
- Powiedzmy - mamroczę w końcu.
Taka odpowiedź najwyraźniej jej wystarcza, bo za chwile mówi:
- Zabiłeś kiedyś kogoś?
Jej pytanie wisi w powietrzu przez kilka kolejnych sekund. Nastaje między nami cisza. Nawet z trzydziestego piętra mogę dobrze usłyszeć zgiełk jaki panuje na dole. W końcu nie mogę dłużej wytrzymać i najzwyczajniej w świecie wybucham śmiechem.
Naprawę głośnym, nieopanowanym śmiechem. Pierwszy raz od bardzo dawna śmieję się tak szczerze jak teraz i dosłownie duszę się tym.
- Przecież - próbuję odpowiedzieć, ale śmiech nadal jest silniejszy. - Przecież ja zabijam codziennie - dukam w końcu, a ona posyła mi przerażony wzrok.
- Serio?
Powoli się ogarniam i już śmieje się mniej, ale nadal mam na ustach szeroki uśmiech. Dawno nigdy mnie tak nie rozbawił jak ona teraz.
- Nie głupku - odpowiadam i chichocząc pstrykam ją palcami w czoło.
Hazel prycha i krzyżuje dłoni na piersi.
- Nie śmiej się, idioto - mamrocze urażona. - Ludzie gadają i...
- I musiałaś zapytać, czy spędzasz właśnie czas z mordercą? - pytam nie mogąc zetrzeć z twarzy rozbawionego uśmiechu. - Hm, więc odpowiedź brzmi nie. Nigdy nikogo nie zabiłem. Ciężko uszkodziłem, owszem. Ale nie zabiłem i nie czuję potrzeby żeby to robić - odpowiadam. - Czy taka odpowiedź jest wystarczająca? 
Hazel, gdy widzi, że robię sobie z niej żary przewraca oczami. Dopija trunek ze swojej szklanki i wstaje.
- Gdzie ty idziesz? - pytam zaskoczony.
- Do domu. Tam gdzie nikt się ze mnie nie nabija - odpowiada pełnym zarzutu głosem.
Znowu chichoczę. Cholera, ona jest naprawdę humorzasta. 
Wstaję i podbiegam do niej.
- No przestań - odpowiadam zagradzając jej drogę. - Bo będę musiał cię zabić - znowu nie mogę się powstrzymać przed tym komentarzem.
Uśmiecham się, a ona mruży oczy.
- Pierdol się - spluwa i próbuje mnie wyminąć, ale jestem szybszy. 
Łapię ją w pasie, przerzucam sobie przez ramię i nie zastanawiając się długo wskakuję z nią do basenu. To był impuls. Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Mimo, że woda była podgrzewana pierwsze co poczułem to chłód. 
Wypływam i od razu czuję jak Hazel chlapie mnie wodą.
- Ty pieprzony idioto! - krzyczy unosząc dłonie i lamentując nad swoim mokrym ciałem.
Uśmiecham się szeroko i podpływam do niej. 
- Nie przezywaj mnie, bo będę musiał cię zabić - znowu to robię. 
- Ugh! - warczy, odwraca się i zaczyna odpływać w stronę wyjścia. 
Znowu ją powstrzymuję. Łapię ją po obu stronach bioder i zdecydowanym ruchem odwracam twarzą do siebie. Morke kosmyki włosów przylepiły jej się do twarzy, a makijaż został w takim samym stanie. Spogląda na mnie swoimi dużymi brązowymi oczami, a ja obserwuję jak złości się z niej ulatnia.
- Nienawidzę cię - mówi mało przekonującym głosem.
Uśmiecham się.
- Wcale nie - odpowiadam. - Nie kłam, Hazel...
Wyciągam dłoń w jej stronę i zabieram kilka kosmyków włosów z jej twarzy. Nie opiera mi się. Nie robi nic, tylko na mnie patrzy. Opuszkami palców sunę po jej policzku i zachaczam o jej duże pełne usta. Czuję ciepło jej skóry. Ręką sunę coraz niżej zatrzymując ją jej obojczyku. Przymyka oczy, a ja dalej w to brnę. Nie zatrzymuję się. Nie robię tego mimo, że bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinienem tego robić.
Jedną dłoń trzymam na jej obojczyku, a druga wciąż leży na jej talii. Ryzykuję i przysuwam ją do siebie jeszcze bardziej tym samym zmniejszając między nami odległość. 
Nagle Hazel otwiera oczy. Ma przerażenie wypisane na twarzy. Kładzie rękę na mojej klatce piersiowej i delikatnym, ale zdecydowanym ruchem odsuwa mnie od siebie. 
- Przestań - mówi i podpływa do brzegu basenu. 
Fala rozczarowania rozlewa się po całym moim ciele.
Kurwa mać.
Nim się obejrzę ona już z niego wychodzi. Bez słowa robię do samo co ona. Próbuję ignorować to, że jej biała bluzka stała się teraz bardziej przeźroczysta niż biała i wyjątkowo dobrze mogę zobaczyć jej czarną, koronkową bieliznę. Odwracam się, wchodzę do domu i wracam z ręcznikiem. Podaje jej go.
- Pójdę się przebrać w swoją sukienkę - mamrocze pod nosem i gdy wyciera się wystarczająco wchodzi z powrotem do środka.
Robię to samo. Idę do swojego pokoju, wycieram się i nakładam suche spodnie. Biorę do ręki bluzkę w momencie, w którym słyszę jak ktoś otwiera drzwi wejściowe. Ciągle trzymając materiał w dłoni schodzę na dół. Wchodzę tam dokładnie w momencie, w którym Hazel chce wyjść. 
- Co ty robisz? - pytam podchodząc do niej.
Dziewczyna odwraca się twarzą do mnie. Ma zdezorientowaną minę. Wygląda tak jakby  ktoś ją właśnie przyłapał na niecnym uczynku.
- Ym, wracam do domu - odpowiada powoli.
Znowu ma na sobie sukienkę i wysokie szpilki. Jej włosy nadal są mokre. 
- Chcesz wracać tak? - pytam unosząc brwi. - Jest zimno Hazel. Odwiozę cię - mówię i chcę się ruszyć w poszukiwaniu kluczyków,  ale zatrzymuje mnie jej głos.
- Nie - odpowiada. - Zadzwonię po taksówkę. 
Widzę jak próbuje unikać mojego wzroku. Patrzy się w ziemię i nawet się nie rusza.
- Przecież mogę...
- Odpuść - przerywa mi.
Robię kilka kroków w jej stronę. 
- O co ci chodzi? - pytam nawet nie próbując ukryć wyrzutu w swoim głosie. - Co się stało tym razem?
Patrzę się na nią wyczekująco. W końcu podnosi głowę. Nasze oczy się spotykają. Kręci delikatnie głową.
- Przestań...
- Hazel do jasnej cholery po prostu mi powiedz--
- Nie powinniśmy, Justin - odpowiada niejasno, ale nawet nie musi mi nic tłumaczyć, bo i tak wiem o co jej chodzi. - Za daleko - mamrocze coś pod nosem, ale tylko tyle potrafię zrozumieć. 
Odwraca się i wychodzi, a ja tym razem jej nie powstrzymuję.
Uczucie złości i odrzucenia miesza się we mnie, a ja nie wiem co myśleć. Nic już nie wiem.
Za daleko.
Nie muszę się nawet zastanawiać, co powiedziała. Wiem to.
To zaszło za daleko.
Właśnie przekroczyliśmy jakąś pieprzoną granicę. Granicę, o której wiedziałem. Wiedziałem, że nie powinienem tego robić. Wiedziałem, że to jest złe od samego początku. Od momentu, w którym zaproponowałem jej wspólną ucieczkę. 
Jest dziewczyną mojego brata.
Kiedy drzwi się za nią zamykają wzdycham i wkładam palce we włosy. 
Jestem największym chujem jakiego zapewne mięliście okazje poznać i zapewne nikt nie będzie się ze mną równał. Wiem to. Wiem też, że możecie powiedzieć o mnie wiele rzeczy.
Ale nigdy, przenigdy nie dobieram się do dziewczyn mojego brata. Jakikolwiek on by nie był, po prostu nie. To zbyt chamskie, nawet jak na mnie.
W głowie obiecuje sobie, że nieważne co muszę dać sobie z nią spokój. Muszę i koniec.
I właśnie w tym momencie coś tak bardzo nieosiągalne stało się dla mnie najbardziej pożądane. 

***
Witam, wróciłam!
Jest trochę późno, ale obiecałam rozdział na czwartek i jest czwartek.
Och i oficjalnie możecie pożegnać miłego Justin'a, bo jak na razie to by było na tyle haha.
Co myślicie o jego zachowaniu?

Nie wiem kiedy wstawię nexta, bo nadal wszystko zależy od waszej aktywności! xx

Nie zapominajcie o ankiecie!

Kocham X
Victoria




22 komentarze:

  1. Dlaczego oni się nie pocałowali 😭😭 czekam na next😎😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdole ja cie zabije no!
    J A Z E L
    Ja juz sobie wyobrażam scenę pocałunku, a tu bam! lubisz psuć moje marzenia chyba. No ale cóż, wybaczam ci bo wiem, ze juz niedługo, czuje to!
    Michael ty kurwo, zaraz zacznę cię nie lubić, dziewczyn sie nie krzywdzi, nawet Hazel, to taka krucha istotka! 🙈 spróbujesz jeszcze raz ją tknąć to w mordę masz.
    Mam nadzieje, że wyjazd ci się udał nawet przez tę pogodę, chyba wszędzie pada ciągle, ew.
    No cóż, jest późno, a ja jestem zmęczona wiec nie stać mnie na lepszy komentarz ale no zawarłam tu to co chciałam chyba. 😂 do następnego oby jak najszybciej! ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam sie cieszę ze się nie pocałowali. Baaaardzo mi sie podobał ten Justin. Taki zabawny i miły, ale nadal miał w sobie cos z dupka.
    Mam nadzieje ze odpoczęłaś ;)
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże ten rozdział był chyba narazie moim ulubionym i błagam dodaj szybko nowy

    OdpowiedzUsuń
  5. Justin jaki kochany wow <3 ten rozdział jest uroczy <3 Jazel powoli sie rozwija :D <3 hihi
    Proszę dodaj szybko następny to opowiadanie jest mega <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju rozdział jest GENIALNY ! I ten drama time. Jazel powoli rośnie w siłę. Hihi o to mi chodziło. Czekam na next. All love ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjemnie rozdział się czytało. No, no.. nic dodać, nic ująć.
    A tak na marginesie, to sądzę, że się do niego przeprowadzę. Basen na balkonie!? Żyć nie umierać!
    Czekam na kolejny rozdział i życzę strasznie dużo weny :D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow mega dobrze mi się czytało! Rozkręca sie ich relacja!! 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow mega dobrze mi się czytało! Rozkręca sie ich relacja!! 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  10. Już miałam nadzieję😍😍😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  11. Czemu on jej nie pocałował?! No czemu? 😢😭

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow! Fajnie ze coś zaczyna się dziać! Takie już konkretne sceny!
    Zachwycasz swoim stylem pisania z rozdziału na rozdział! Very very nice!
    Love 😍
    Czekam na next!❤

    OdpowiedzUsuń
  14. mega rozdział *-* Justin taki kochany i zabawny ? wow ;o

    OdpowiedzUsuń
  15. Zajebiste :* przyznam szczerze że wciągają mnie Twoje opowiadania, mimo że nie jestem fanką wielkiej gwiazdy Biebera :)) czekam z niecierpliwością na Nexta :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz "wielkiej gwiazdy Biebera" mogłaś sobie darować, bo to hejt

      Usuń
    2. To nie był hejt, jestem pod mega wrażeniem że w tak młodym wieku osiągnął sukces i spełnił swoje marzenia, wielki szacun :)

      Usuń
  16. Kiedy next ? :&

    OdpowiedzUsuń
  17. Next!!! :*****

    OdpowiedzUsuń
  18. Vikuś daj już nexta, nie daj sie niunia prosić <3 wszyscy czekamy na dalsze losy :**

    OdpowiedzUsuń
  19. O matkooo! Nie żeby coś ale oni powinni się tam pocałować :") No tak jak zawsze no- nic nie idzie po mojej myśli. Zmień to. Hahah ;D Zaczęłam się śmiać na głos kiedy Justin powiedział "Będę musiał cie zabić" czy jakoś tak, nieważne. Mimo wszystko rozdział świetny! <3

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams