27.07.2016

Chapter Thirteen

,,Gdybyś go kochała, 
nie pozwoliłabyś mi na wszytkie te pocałunki. 
Mówiłaś "Przestań",
ale wzrokiem wręcz błagałaś o więcej"

Hazel

 Kocham go, myślę, ale te słowa nie opuszczają moich ust. Chociaż bardzo chcę je wypowiedzieć nie potrafię tego zrobić. Patrzę jak odsuwa się ode mnie. Jego twarz wyraża uczucie, którego za nic w świecie nie potrafię nazwać. Wsiada do samochodu i nim się obejrzę odjeżdża.  
Zostawia mnie samą i tak cholernie zdezorientowaną.
Biorę głęboki wdech i próbuję poukładać sobie w głowie to wszystko co działo się dzisiejszej nocy. To było zbyt wiele. Po prostu za dużo tego. Przypominam sobie jak w magazynie najpierw pomyślał o mnie, a dopiero później o sobie. Ryzykował przyłapaniem żebym tylko była bezpieczna co coałkowicie nie przypomina zapatrzonego w siebie dupka, którym nazwałam go ostatnio.
Chciał mnie pocałować.
Widziałam to w jego oczach.
Ale nie rozumiem dlaczego. Nienawidzi mnie. Ja nienawidzę jego. Może i nasza relacja ociepliła się trochę po bankiecie, ale zaraz wszystko się popsuło i znowu wróciliśmy do punktu wyjścia. Nie daję mu żadnych powodów, dla których mógłby pomyśleć o czymkolwiek innym niż nienawiść do mnie. Może chce wkurzyć Michael'a? Całowanie dziewczyny swojego brata to zdecydowanie skuteczny sposób na to żeby sprowokować kłótnie. Ale jeżeli to prawda, to nadal coś mi nie gra. Gdyby chciał zrobić to na pokaz zrobiłby to przy światkach. A w ciemnym magazynie, pomiędzy półkami... Tam nie było żadnych świadków. Mógłby mnie pocałować, mógłby położyć swoje usta na moje, a świat i tak by się nie zmienił, bo nikt by się o tym nie dowiedział.
 Nie wiem czy przeraża mnie fakt, że Justin posuwa się do takich czynów, czy raczej to, że nigdy w całym moim życiu nie chciałam niczego bardziej niż tego żeby mnie pocałował.
 Kręcę głową i wyrzucając z siebie wszystkie myśli dotyczące Justin'a wchodzę do swojego mieszkania. Mimo, że powtarzam sobie to już milionowy raz nadal uważam to samo. Powinnam dać sobie z nim spokój i tyle.
 Po wykonaniu wszystkich nocnych czynności kładę się do łóżka. Przed snem dzwonię do Mike'a ale nie odbiera co już mnie w sumie nie dziwi. On mało kiedy ma czaas na rozmowę przez telefon. Mimo wszystko czuję się trochę zawiedziona. Potrzebuję usłyszeć jego głos. W momencie, gdy chcę odłożyć telefon on dzwoni.
Odbieram od razu wiedząc, że Mike najwyraźniej znalazł czas żeby oddzwonić.
 - Słucham? - mamroczę do słuchawki.
 - Cześć kochanie. Dzwoniłaś? - słyszę jego ciepły, zmęczony głos.
 - Ym, tak. Chciałam ci tylko powiedzieć dobranoc - mówię, dłonią bawiąc się skrawkiem nitki wystającej z rękawa mojej koszuli nocnej. - Jesteś już w domu? - pytam.
 - Tak, niedawno co przyjechałem - odpowiadaj. - Jestem bardzo zmęczony. Jutro się zobaczymy, okej?Przyjdę do ciebie po południu. Dobranoc księżniczko - mruczy do słuchawki. - Kocham cię.
Uśmiecham się delikatnie mimo iż wiem, że on tego nie widzi.
 - W porządku. Do zobaczenia - milknę wahając się nad dalszymi słowami. - Ja... Ja ciebie też - odpowiadam słabo.
Nawet nie jestem pewna czy to usłyszał, ale nie zastanawiam się nad tym i po prostu rozłączam.
Nie mogę pozwolić na to żeby Justin i jego insynuacje rządziły moimi uczuciami.

*

 Zaspałam na pierwsze wykłady, więc postanowiłam w ogóle tam dzisiaj nie zaglądać. Jak raz nie pójdę to nic się nie stanie. No dobra, może i zdażyło mi się to więcej niż raz, ale cóż... Na tę chwilę prowadzę podwójne życie i jakoś ciężko mi to pogodzić. Na własne życzenie na nowo wplątałam się w napady. Powinnam winić tylko i wyłącznie siebie, ale zawsze po tych nocnych akcjach jestem całkowicie wykończona.
 Gdy po południu dzwoni dzwonek bez zastanowienia wpuszczam dzwoniącą osobę na klatkę schodową. Do momentu, w którym przez moje drzwi nie przechodzi nonszalanckim krokiem osoba, której naprawdę nie chcę widzieć, jestem pewna, że to Mike. 
Oczywiście myliłam się.
Justin nawet nie puka. Otwiera drzwi, które nie są zamknięte na zamek i wchodzi do mojego salonu. Jego wyraz twarzy wskazuje na to, że nie widzi w tym nic dziwnego. 
 - Puka się - mówię unosząc brwi.
Ignoruję moje głupie serce, które nagle z niewiadomych powodów zaczęło bić szybciej.
Krzyżuję ręce na piersiach i obserwuję jak siada na mojej kanapie. 
 - Otwarte było - odpowiada wzruszając ramionami. 
Wzdycham głośno i kręcę głową. 
 - Po co przyszedłeś? - od razu przechodzę do konkretów. 
Zadziwiające jest to jak dobrze potrafimy ignorować sytuacje, które są dla nas krępujące. Tak jak na przykład te wczoraj. On udaje, ja udaję i wszyscy są szczęśliwi.
 - Potrzebuję numeru twojego konta bankowego - odpowiada nawet na mnie nie patrząc. - No wiesz, żeby przelać ci kasę z napadu - tłumaczy.
 Przewracam oczami.
 - I nie mogłeś do mnie zadzwonić? - pytam. - Musiałeś się fatygować AŻ tutaj?
Wzrusza ramionami.
 - Nie mam twojego numeru.
 - Travis ma, Pia ma i wczoraj podałam też Martin'owi - odpowiadam. - Wystarczyło ich zapytać. 
Oblizuje usta, wstaje z kanapy i chwilę później pojawia się obok mnie.
 - Powiedziałam ci wczoraj żebyś tutaj nie przychodził. Nie chcę żeby Mike miał powody do tego żeby mi nie ufać - kontynuuję, a gdy jego oczy bezwstydnie spoglądają w moje staram się walczyć z chęcią odwrócenia wzroku. - Zresztą po tym co wczoraj zaszło...
Słyszę jego śmiech.
 - A niby co zaszło? - pyta unosząc brwi. - Podchodzisz do tego zbyt poważnie. To był tylko pocałunek, do tego nawet nie w usta. Przecież cię nie przeleciałem - przewraca oczami. 
Czuję się tak jakbym dostała czymś w brzuch. Już prawie zapomniałam jakim jest dupkiem.
Prycham i podchodzę do drzwi wejściowych. Otwieram je i gestem ręki wypraszam go z mojego mieszkania.
 - Wszystkie informacje podam Travis'owi - mamroczę pod nosem. - A teraz wyjdź.   
Podchodzi do drzwi i zamiast przez nie wyjść zamyka je.
 - Dzisiaj są wyścigi. Powinnaś przyjść - mówi takim głosem jakbym wcale przed chwilą nie próbowała wyrzucić go z mieszkania.
Wzdycham.
 - W co ty grasz? - pytam całkowicie nie rozumiejąc jego toku myślenia. 
Jeszcze przez chwilę się na mnie patrzy i po kilku sekundach odsuwa się od drzwi wzdychając ciężko. Na jego twarz wstępuje niezaprzeczalna i całkowicie niedoukrycia dezorientacja. Pewna siebie mina znika i nie pozostaje po niej żaden ślad.
 - Nie mam pojęcia - odpowiada wkładając dłonie we włosy. - Nie mam pieprzonego pojęcia, okej?
Czuję zakłopotanie. Nie wiem co mam myśleć o jego zachowaniu. To całkowicie nie w jego stylu.
 - Po co tak naprawdę przyszedłeś? - pytam niepewnie.
Patrzy się na mnie swoimi ciemnymi oczami i otwiera usta, aby odpowiedzieć na moje pytanie. Boję się tego co może wydobyć się z jego gardła. Ale oczywiście nie jest mi dane to usłyszeć. 
W tej samej chwili słyszę pukanie do drzwi. Wszystkie kolory odpływają z mojej twarzy. 
Bardzo dobrze wiem, kto przyszedł.
 - To Mike - mówię cicho. - Schowaj się gdzieś. Błagam - szepczę gorączkowo.
Prawie umieram na zawał serca,  ale za to Justin nie wygląda na szczególnie przejętego całą tą sytuacją.
 - Justin! - syczę, gdy ten nie rusza się z miejsca.
Unosi ręce do góry w geście kapitulacji.
 - Dobra, już dobra - odpowiada nawet nie siląc się na chociaż trochę cichszy ton. - Gdzie mam się schować?
Gdyby wzrok mógł zabić on już by nie żył.
Biorę głeboki oddech i przez chwilę się zastanawiam.
 - Cokolwiek - mamrocze pod nosem. - Sam sobie coś znajdę - mówiąc to odchodzi w głąb domu. Coś spada na ziemię i robi dużo hałasu. - Kurwa - słyszę jego głos.
To się nie uda...
Niepewnie otwieram drzwi. Nie mam wyboru. Gdybym długo nie otwierała Mike sam by je sobie otworzył. Z szybko bijącym sercem otwieram je szerzej i zmuszam się do uśmiechu, gdy mój wzrok pada na chłopaka ubranego w czarny garnitur. W sumie to u niego codzienność.
 - Cześć! - mówię unosząc odrobinę głos, po to, aby Justin wiedział, że Mike już tutaj jest.
Michael podchodzi do mnie i zamiast odpowiedzieć składa na moich ustach kótki pocaunek. Wymija mnie i wchodzi do salonu.
 - Za jakieś dziesięć minut muszę znowu wracać - mówi patrząc się na mnie.
Zamykam za nim drzwi i też idę do salonu. Ukradkiem wycieram wnętrze dłoni o moje jasne jeansy.
Mam nadzieję, że Justin znalazł sobie dobrą kryjówkę.
 - Jest u ciebie Miranda? - pyta marszcząc brwi. - Byłem pewien, że słyszałem jak z kimś rozmawiasz.
 - Och, nie... ja tylko... Rozmawiałam z nią przez telefon - wymyślam słabe kłamstwo na poczekaniu.
Przez kilka kolejnych chwil patrzy się na mnie spod zmarszczonych brwi.
 - No to... w porządku - odpowiada w końcu i daje za wygraną.
Uśmiecham się do niego, aby ukryć swoje zdenerowanie. Wyciągam dłoń i poprawiam mu garnitur.
 - Nie możesz zostać dłużej? - pytam specjalnie, aby zachować pozory.
Wiem, że i tak by nie został. Musiałby stać się cud żeby zmienił zdanie.
Przysuwa się do mnie i znowu całuje mnie w usta.
 - Wiesz, że nie mogę - mruczy pomiędzy pocałunkami.
Dłonią sunie wzdłuż mojej talii i zatrzymuje ją na moim tyłku. Czuję się trochę nieswojo. Tutaj jest Justin. Zapewne słyszy każde nasze słowo, a znając go i to jaki jest popieprzony pewnie postarał się o to, aby widzieć też wszystko. Kładę dłonie na klatce piersiowej Mike'a i odpycham go od siebie delikatnie.
 - Chcesz coś do picia? - pytam idąc w stronę wyspy kuchennej.
Kręci głową.
 - Nie. Tak właściwie, to powinienem już iść - mówi, a ja prawie wzdycham z ulgą.
Podchodzi do mnie, całuje mnie w policzek i zaczyna odchodzić.
 - W sumie, to przyszedłem żeby się zapytać czy masz ochotę na kolację. Dzisiaj?  - rzuca pytanie przez ramię i uśmiecha się do mnie.
 - Och, no pewnie! - odpowiadam zaskoczona.
To aż dziwne, że coś takiego mi zaproponował i znalazł dla mnie czas.
 - Bądź gotowa na dzięwiętnastą - cmoka i już za chwilę go nie ma.
Wzdycham z ulgą, a twarz chowam w dłonie. Było tak blisko. Tak cholernie blisko. Co by było gdyby Mike zobaczył u mnie Justin'a? Chyba by oszalał. Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Już mi wystarczy to co powiedział mi po pijaku. Wie, że widuje się z jego bratem. Nie poruszyłam więcej tego tematu, bo najzwyczajniej w świecie boję się tego co może mi powiedzieć. Ja nie mam nic na swoją obronę. Ale na szczęście Mike najwyraźniej nie pamięta tego, że mi o tym mówił.
 - Mike aż tak fatalnie całuje, że aż płaczesz? - słyszę przy sobie wkurzający, pewny siebie głos Justin'a.
Podnoszę głowę i wystawiam mu środkowy palec.
 - Nie płaczę - odpowiadam. - I pierdol się.
Śmieje się i jak gdyby nigdy nic zagląda do mojej lodówki.
 - Wydaje mi się, że nasze definicje słowa "pierdol" trochę się od siebie różnią - mówi, bierze z lodówki sok pamarańczowy i nalewa do szklanki, którą to  j a  sobie wyjęłam.
 Podnosi ją do ust, ale zanim bierze łyka robi gest przypominający "toast" i  uśmiecha się do mnie szeroko. Przewracam oczami.
 - Zrób światu przysługę i zniknij - mamroczę pod nosem i odsuwam się od wyspy, przy której on siada.
 - Nie zrobię ci tego - odpowiada cmokając. - Umarłabyś z rozpaczy.
Prycham.
 - Tak, oczywiście.
 - Dlaczego jesteś dla mnie znowu niemiła? - pyta patrząc na mnie spod przymróżonych brwi.
Krzyżuję dłonie na piersiach i spoglądam na niego z niedowierzaniem.
 - Dlatego, że próbujesz mnie uwieść i nachodzisz mnie w moim własnym domu? - odpowiadam pytaniem.
Justin znowu zaczyna się śmiać. Odkłada szklankę i posyła mi rozbawiony wzrok.
 - A ty ciągle o tym? Wcale nie próbowałem cię uwieść. Chciałem ci pokazać, że wcale nie kochasz mojego brata aka bogatego fagasa - odpowiada wzruszając ramionami. - Miałem rację.
 - Wcale nie.
 - Właśnie, że tak - mówi dobitnie. Wstaje ze swojego miejsca i podchodzi do mnie. Cofam się o krok, bo zdecydowanie przekracza granicę. - Gdybyś go kochała, nie pozwoliłabyś mi na wszytkie te pocałunki. Mówiłaś "Przestań", ale wzrokiem wręcz błagałaś o więcej - mruczy z cwanym wzrokiem utkwionym we mnie.
Zdenerwowana przechodzę obok niego i staję w całkowicie innej części kuchni.
 - Wyjdź. Mówię poważnie - przyjmuję grobową minę.
Wystarczy tego. Nie mam ochoty słuchać jego irytujących żartów,
Chłopak wzdycha, ale mimo to zaczyna podchodzić do drzwi.
 - Jakaś ty nerwowa - mamrocze pod nosem.
Otwiera drzwi i wychodzi przez nie. Już chcę je zamknąć, gdy on nagle się odwraca.
 - Zachowujesz się tak jakby ta sytuacja coś znaczyła. Nie możesz się trochę wy--
 - Dla mnie znaczyła - wyrywa mi się nim zdążę się powstrzymać.
Dopiero po kilku chwilach zdaję sobię sprawę z tego co powiedziałam.
Cholera, co ja właściwie powiedziałam?
Patrzę się na Justin'a, który zaskoczony unosi brwi. Wygląda tak jakbym mu powiedziała, że jestem lesbijką albo że mam zamiar zostać zakonnicą.
 - Co? - duka niewyraźnie.
Spanikowana i przestarszona zamykam mu drzwi przed nosem. Nie wiem co jeszcze innego mogę zrobić. To było głupie posunięcie. Bez sensu.
Zamykam drzwi na klucz i idę w głąb domu. Muszę poszukać jakiegoś stroju na dzisiejszy wieczór. Tak, to jest to co muszę zrobić. I w czasie tego przestać myśleć o tym jak właśnie się zbłaźniłam.

*

Oczywiście nic by się nie udało, gdyby nie telefon ratunkowy do Mirandy. Ona mi pomogła wybrać odpowiedni strój. Biorąc pod uwagę fakt, że Mike jest dosyć pretensjonalny i czepliwy postawiłyśmy na elegankie spodenki i koronkową bluzkę z trzyczwartymi rękawkami. Mimo, że mamy dopiero marzec myślę, że jeżeli wezmę płaszcz strój zda pod względem ciepła.
 - Jak myślisz, gdzie cię zabierze? - pyta chyba bardziej podekscytowana niż ja. 
Wzruszam ramionami.
Tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia na temat reseuracji w Nowym Jorku. To miejsca, w które nie chodzę. 
 - Och! - mówi nagle. - Wiesz, że Travis do mnie napisał? - informuje mnie i zaczyna chichotać.
Otwieram szerzej oczy. 
 - Nie gadaj.
 - No naprawdę! Też byłam zaskoczona - uśmiecha się do mnie szeroko.
 - Skąd ma twój numer?
Wzrusza ramionami.
 - Nie mam pojęcia. Stawiałam na to, że to Zayn napisze - mówi, a ja uderzam ją lekko w ramię. 
 - Hej, Travis jest naprawdę w porządku - bronię go. - Daj mu kosza jakoś delikatnie, okej? 
Dziewczyna wzdycha i patrzy się na mnie dziwnie. 
 - Chciałam się powygłupiać - przyznaje.
Kręcę gwałtownie głową i przeglądam się w lustrze.
 - Nie z nim - odpowiadam.
Patrzę się na nią i wiem, że wcale nie bierze moich słów na poważnie. 
 - Miranda? - spoglądam na nią z wyczekiwaniem. - Obiecaj.
Dziewczyna uderza kilka razy czubkiem buta o podłogę i fuka cicho.
 - Jeju, dobra - przewraca oczami. -Nie umiesz się bawić - wytyka mi.
 - Tak - odpowiadam. - A ty masz chłopaka.
Znowu przewraca oczami. Krzyżuje ręce na piersiach i patrzy się na mnie tak jakbym była największą nudziarą na świecie.
Nie jestem.
Po prosu nie akceptuję zdradzania.
 - Zbieram się - mówi cmakając do mnie w powietrzu. - Baw się dobrze nudziaro! - krzyczy i wychodzi z mojego domu.
Wzdycham na jej dziecinne zachowanie. 
 Dokładnie za pięć siódma wychodzę z mieszkania. Mike zaraz powinien przyjechać. Gdy jestem już przy drzwiach na dwór dzwoni mój telefon. Odbieram nie patrząc na nadawcę. 
 - Słucham?  
 - Jak bardzo będziesz zła, jeżeli ci powiem, że coś mi wypadło? - poznaję znajomy głos Mike'a. 
Wypuszczam powietrze z ust.
 - Żartujesz sobie? - pytam czując jak całe moje ciało ogarnia zawiedzenie. 
Siadam na jednym ze schodków. 
 - Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie mam pojęcia co się stało. Nagle zadzwonił do mnie mój asystent i powiedział, że to bardzo pilne i muszę przyjechać do firmy. 
On mi się tłumaczy, a ja milczę. Opieram głowę o zimną ścianę. Do tego jakiś sąsiad z góry gasi światło na klatce i wszędzie nastaje ciemność. Super.
 - Jesteś tam jeszcze? - pyta niepewnie.
Biorę wdech.
 - Ta - odpowiadam. 
 - Nie gniewaj się na mnie Hazel. Błagam - mamrocze w słuchawkę. 
 - Nie gniewam się - odpowiadam chociaż nie jestem pewna, czy to prawda. 
 - Wynagrodzę ci to, okej? 
 - Jasne - mamroczę bawiąc się swoimi paznokciami. 
Chcę skończyć tę rozmowę zanim powiem coś czego będę żałować. 
 - Naprawdę jest mi przykro. Zobaczymy się jutro - mówi, a ja rozłączam się nawet nie odpowiadając. 
Odkładam telefon na jeden ze schodków i zaczynam się zastanawiać jak żałośnie muszę teraz wyglądać. Wystawił mnie mój własny chłopak, który nawet raz nie może wybrać mnie zamiast swojej głupiej pracy. Jest tam szefem. Okej, może nie takim jak jego ojciec Jeremy, ale wydaje mi się, że ma tam dużo do powiedzenia. Gdyby tylko się postarał mógłby się od tego wymigać. Ale najwyraźniej nie chce.
Przez szklaną szybę widzę jak ktoś wpisuje kod na klatkę schodową i po krótkim piknięciu wchodzi do środka. Jest zbyt ciemno żebym mogła poznać tę osobę. Zamyka za sobą drzwi i idzie w moją stronę. Nagle jeden z sąsiadów zaświeca światło na trzecim piętrze i robi się trochę widniej.
Jęczę wkurzona. 
 - Nienawidzę tego, że znasz kod - mamroczę zirytowana. - Znowu ty. Znowu tutaj. 
Słyszę przy sobie perlisty śmiech Justin'a. Staje obok mnie i zaczyna przyglądać mi się badawczo. Już się nie uśmiecha.
 - Niech zgadnę, pan perfekcyjny cię wystawił? - pyta, a w jego głosie można wyczuć nutę ironii. 
Przewracam oczami. 
 - Skąd wiesz, że miałam się z nim spotkać?
 - Przecież byłem w twoim mieszkaniu. 
Przewracam oczami. 
 - A więc proszę bardzo. Nabijaj się ze mnie. Mam to gdzieś. 
Justin wzycha cicho i spogląda na mnie oczami, w której nie ma ani trochę kpiny. 
 - Jedziesz ze mną na te wyścigi? - pyta całkowicie ignorując moją wcześniejszą wypowiedź.
Prycham i patrzę się na niego wkurzonym wzrokiem.
 - Mój chłopak mnie wystawia i nagle zjawia się jego brat zachowując się jak pieprzony wybawca? - ironizuję. 
Justin uśmiecha sie delikatnie i wyciąga do mnie dłoń. 
 - Weź to za zwykły przypadek - proponuje patrząc się na mnie wyczekująco.
Niepewnie spoglądam na jego dłoń i później znowu na niego. 
W sumie co mam do stracenia? Chłopaka, który woli pracować niż spędzać czas ze swoją dziewczyną? 
Nie zastanawiając się dłużej łapię go za dłoń.
 - Lepiej żebym tego nie pożałowała - grożę mu, gdy otwiera przede mną drzwi. 
Wychodzę i słyszę za sobą jego chichot.
 - Oczywiscie aniele. 

***
Mike dostaje nagłe zlecenie i nagle pojawia się Justin. 
Dziwny zbieg okoliczności, nieprawdaż? hah

Dziękuję Wam za wszystkie komenatrze, jesteście niesamowici, a ja naprawdę chciałam dodać dla Was wczoraj rozdział, ale miałam jakąś blokadę umysłowo/pomysłową. Nie potrafiłam nic wymyśleć i nawaliłam ;-; 

Next jutro lub pojutrze, ale znacie zasady hah chcę zobaczyć, że chcecie :*


37 komentarzy:

  1. Ow Justin cos ty wykompinowal

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwszaaa! Idealny! ��✌
    /J.P

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu super rozdział. Czekam na następny! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedzialam, ze Justin maczal w tym palce XD To troche ironiczne, ze Hazel nie toleruje zdrady, a jest jej całkiem blisko, biorąc pod uwagę jej mysli... Nie mogę się doczekać nexta �� /K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie cały sens w tym hahah 👌💗 To jest fanfik pełen hipokryzji 😂

      Usuń
  5. Jeju genialny rozdział. Pewnie Jus coś namieszał żeby Mike ją wystawił. Aj ty niegrzeczny 😈 Czekam na next. All love ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś czuję że na tych wyścigach będzie bardzo ciekawie����

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże twój blog uzależnia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha wiedziałam że Justin maczał w tym palce, że Mike ja wystawił 😂
    Rozdzial genialny 😘
    Czekam na next💞💞💞

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Justin spryciarz :D Ale jak Hazel sie dowie ze Jus maczal palce w tym ze Mike ją wystawil to sie nieźle wscieknie :D
    Jestem ciekawa co sie wydarzy na wyscigach :D ^^
    Rodział cudowny <3 Uwielbiam to opowiadanie *-* życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jutro😍😍😍😍 Kurde i te "aniele" zakochałam sie😍😭

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie podoba mi się te zachowanie pana perfekta coś tu nie gra. Justin jak Zorro wybawia dziewczynę z opresji i przychodzi z pomocą. 😂😍💜

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyżby Justin maczał w tym paluszki? 😆

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam ten rozdział. Już się nie mogę doczekać kolejnego. ❤

    OdpowiedzUsuń
  15. Justin coś wykombinował! Na bank! To jego sprawka :D

    OdpowiedzUsuń
  16. cudowny rozdział ;3

    OdpowiedzUsuń
  17. Chcialabym zeby sie okazalo ze Mike zdradza Hazel i zeby Justin mu przylozyl ;) swietny rozdzial !

    OdpowiedzUsuń
  18. Boże nie mogę się doczekać az Justin i Hazel będą razem ...

    OdpowiedzUsuń
  19. Next pleas :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hihi cos czuje ze na wyścigach będzie gorąco

    OdpowiedzUsuń
  21. uwielbiam ;3 <3

    OdpowiedzUsuń
  22. kurde, powiem ci, że nie wpadłam na to, że to Justin dopóki nie przeczytałam co napisałaś. 😂 w sumie mi sie podoba bo Jazel, c'nie niech go nawet Justin zabije tylko niech żyje Jazel. 😂😂😂
    Ja coś czuje, że oni się pocałują w tym następnym, na tych wyścigach, naprawdę. Miałam racje, że coś się stanie na misji, nie?¿ no więc teraz też mam pewnie racje. 😁 ah ta skromność! 😂
    Ah, no i niech Hazel nie zwala winy na Justina, że nie umie powiedzieć Mike'owi, że go kocha, ja wiem, że ona kocha Justina tylko nikt o tym nie wie, nawet ty. 😂😂😂
    Okej, w każdym razie niecierpliwie czekam na next, tak bardzo niecierpliwie. 😂
    Wielbię bardzo. ❤😂

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie moge sie juz doczekac nexta !! Dobrej weny zycze ;) <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Omfg! Szczerze to nie spodziewałam się że Justin maczał w tym paluchy ������ Idealnie po prostu �� Ja wiedziałam że ona tak czy siak pójdzie z nim na te wyścigi, czy dobrowolnie czy z małą pomocą Justina- nieważne! �� Luv �� Miałam byc szczera a więc rozdział do jakiś najzajebistszych nie należy ale jest całkiem spoko! Więc proszę nie przesadzać, że jest taki okropny! W skali 1-10 to mocne 6.5/10 �� Ciesz się �� Nie mogę się doczekać następnego rozdziału wiec proszę cię zbieraj siły i pisz, bo nie wytrzymam :") Weny skarbie xx

    OdpowiedzUsuń
  25. Taaak najlepiej by było, żeby Mike zdradzał Hazel i Justin mu przyłożył...najlepiej żeby to była taka dramatyczna scena :D rozdział ewidentnie za krótki :c życzę weny <3 Jazel

    OdpowiedzUsuń
  26. dodaj jeszcze dzisiaj prosze❤️❤️❤️❤️❤️Kocham

    OdpowiedzUsuń
  27. Tak tak dzisiaj !!! Ja juz dluzej nie wytrzymam ! :*

    OdpowiedzUsuń
  28. Miał byc rozdzial po poludniu ... :/

    OdpowiedzUsuń
  29. Dodasz dzisiaj?:/

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy rozdział :c ?

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams