25.07.2016

Chapter Twelve

,,Nie mogę pozwolić sobie na to żeby zostać, 
bo wiem, 
że gdybym to zrobił już nigdy bym nie odszedł."

Justin

 W moim domu siedzi mnóstwo ludzi. Nigdy mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzło, ale dzisiaj mam ochotę wszystkich wypieprzyć. Szukając samotności wyszedłem na balkon mówiąc ludziom, że tutaj mają nie wchodzić. Jak na razie tego nie robią. 
 Chcę udawać, że słowa Hazel jakoś nieszczególnie mnie dotknęły i mimo, że na zewnątrz zachowuje maskę obojętności, to w głowie mam jakiś pieprzony bajzel.
To ty co noc sypiasz z inną dziewczyną i udajesz zapatrzonego w siebie dupka, który tak na prawdę boi się odrzucenia! Wydaje ci się, że jeżeli zniechęcisz do siebie cały świat, to mniej się sparzysz.
Głupia, mała...
 - Justin - na balkon wchodzi Travis i tym samym przerywa moje rozmyślanie.
 - Co?
 Podchodzi do mnie i wskazuje na swój telefon.
 - Hazel zmieniła zdanie. Mówi, że chce nam pomóc. Co mam jej odpisać? - pyta spoglądając na mnie wyczekująco.
Hazel napisała do niego? Nie mogła oznajmić tego kiedy wyszliśmy razem? Oznajmić tego mi? Dlaczego postanowiła jego o tym poinformować?
Czuję jakiś rodzaj chorego uczucia zazdrości. Co jest absurdalne.
 - Ym... zgódź się - odpowiadam nie przywiązując większej wagi do jego osoby.
Mówi tylko "okej" i wchodzi z powrotem do domu. Jak na złość zaraz po tym jak on wychodzi, na balkon wchodzi Martin.
Przewracam oczami.
Chcę tylko pieprzonego spokoju.
 - Co tym razem? - warczę.
Martin wcale nie zraża się moim tonem głosu. Śmieje się i siada obok mnie.
 - Przyszedłem pogadać - odpowiada z uśmiechem.
 - Bawisz się w psychologa?
 - Nie, ale widok mojego przyjaciela, który siedzi zdołowany kiedy przed nosem ma dużo zajebiście seksownych lasek jest conajmniej nietypowy.
Opuszczam głowę i zaczynam wpatrywać się w białe płytki. Najwidoczniej nie wszystkich potrafię oszukać.
 - Co jest? - zadaje pytanie.
Wzruszam ramionami. Chcę się go pozbyć. Nie będę z nim rozmawiać o moich uczuciach czy chuj wie czym. To nie w moim stylu.
 - Jeżeli to przez to co powiedziała ci Hazel... - zaczyna, a ja automatycznie unoszę głowę.
 - Słyszałeś?
 Widzę jak przez chwilę waha się nad odpowiedzią.
 - Każdy z nas słyszał, stary... - odpowiada cicho.
Teraz wszystko wyjaśnia to, czemu Travis zapytał się mnie o zdanie. Pewnie nie był pewny czy chcę ją tam jutro widzieć.
Cholera, nie chcę. Albo raczej chciałbym nie chcieć.
 - Nie wiem co próbujesz zrobić... - milknie na moment. - Ale to zły pomysł, Justin.
Marszczę brwi i patrzę się na niego jak na idiotę.
 - Co niby jest złym pomysłem? - warczę wkurzony, że zamiast normalnie mi powiedzieć gada jakieś pieprzone głupoty.
 - Spędzanie czasu z nią - odpowiada.
 - Pierdolenie - przerywam mu. - Tu chodzi tylko o biznes.
Prycha całkowicie mi nie wierząc.
 - Widzę jak na nią patrzysz, gdy jest gdzieś obok. Znam to spojrzenie, Justin. Pieprz się z każdą laską jaką chcesz, ale nie z nią. To dziewczyna twojego brata. Dobrze wiesz, że to nie ma prawa się udać. Nigdy.
 - Nie chcę jej pieprzyć! - unoszę głos i wyrzucam ręce w powietrze. - Możesz dać mi do kurwy nędzy święty spokój?
 - Po prostu się zastanów do cholery - odwrakuje i wchodzi z powrotem do mieszkania.
Kurwa, nienawidzę tego, że ona myśli on mnie w ten popieprzony sposób. Wkurwia mnie to, że uważa mnie za dupka, który boi się życia. Wiem, że ma rację. Ale nie zgadzam się na to. Nie ma prawa mówić do mnie w ten pieprzony sposób.

*

 - Jesteś pewien, że nie będzie nikogo w budynku? - pytam Zayn'a, który przed wyjazdem ustala cały nasz plan.
Travis pojechał po Hazel i gdy tylko tutaj przyjadą musimy ruszać. Nie jesteśmy przygotowani. Zayn nawalił i nie zrobił nam dobrego planu. To zawsze było jego zadanie i nigdy nie przeszkadzały mi jakieś niedociągnięcia i przeszkody, których nie umiał rozwiązać, ale odkąd jeden jedyny raz to Hazel ułożyła nam plan, idealny plan, wkurza mnie każdy jeden pomysł tego gościa. On nie jest nią.
 - Musimy zaryzykować - odpowiada. - Nie mamy wyjścia, stary - przewracam oczami i macham niedbale ręką.
Poprzednie włamanie wcale nie było takie trudne, wręcz poszło bardzo gładko. Nie można powiedzieć tego samego o magazynie. Jest o wiele bardziej wartościowy i lepiej strzeżony. Podchodzę do drzwi, gdy rozbrzmiewa dzwonek i gdy jestem już trochę dalej od Zayn'a biorę głęoki oddech. Mam pieprzone obawy co do skuteczności jego planu. Otwieram drzwi, a mój wzrok ląduje na drobnej brunetce ubranej w całości na czarno. Na ramieniu zawieszoną ma średniej wiekości torbę. Przygotowała się. Punkt dla niej. Patrzy się na mnie niepewnie. Tak jakby zastanawiała się czy mam zamiar ją wyrzucić. Odwracam wzrok. Obok niej stoi jak zawsze zadowolony Travis.
 - Możemy już jechać? - pyta ciemnoskóry.
Otwieram szerzej drzwi i gestem dłoni zapraszam ich do środka. Podświadomie ignoruję Hazel. Muszę to robić, albo zaraz znowu wpadnę w głęboką dziurę przemyśleń na jej temat co od jakiegoś czasu bardzo często mi się zdarza. Muszę być w pełni skupiony.
 - Hazel - odzywa się Zayn. - Myślisz, że dałabyś radę wyłączyć kamery we wschodniej części budynku? - pyta.
Dziewczyna podchodzi do niego i ze skupieniem skanuje wzrokiem mapę, którą on jej wskazuje. Nagle przypominam sobie, że przecież miałem ją ignorować, więc automatycznie odwracam głowę i zaczynam rozmawiać z Martin'em. Zresztą muszę mu pokazać, że się myli co do moich zamiarów względem Hazel.
 - No jasne - słyszę jej odpowiedź.
 - Robisz takie rzeczy telefonem? - zadaje pytanie zaskoczony Travis.
Śmieje się cicho.
 - To najwygodniejszy sposób. Mogę wyłączyć kamery jednym kliknięciem, gdy już będziemy na miejscu.
 - Znalazłaś do tego program? Jak? Szukałem go latami - znowu odzywa się Zayn.
Nie widzę twarzy Hazel, ale wiem, że teraz się uśmiecha.
 - Nie znalazłam - odpowiada. - Stworzyłam swój.
 - Cooo? Jakim cudem? - dziewczyna znowu chichocze, gdy słyszy reakcje Zayn'a.
 - Jak będziesz grzeczny, to może dam ci do niego dostęp.
Martin nawyraźniej się mnie o coś pytał, ale za cholerę nie usłyszałem o co. Patrzy się na mnie wyczekująco czekając na odpowiedź, której mu nie udziele. Nie chcąc się przyznać do tego, że byłem zajęty słuchaniem Hazel odchrząkuję.
 - Zbierajmy się - mówię nagle i zaczynam iść w stronę drzwi.
Travis mówi "okej". Słyszę jak wszyscy podążają za mną.
 - Ja, Zayn i Travis pojedziemy busem, a wy weźcie mój samochód - mamroczę pod nosem i rzucam Martin'owi kluczyki.
Po drodze chcąc nie chcąc napotykam na wzrok Hazel, która w tym momencie patrzy się na mnie tak jakby była... urażona? Znowu szybko odwracam wzrok. Muszę przebywać jak najmniej czasu w jej towarzystwie i koniec. Zresztą przecież ona i tak uważa mnie za zapatrzonego w siebie dupka. Niech więc tak będzie.
  Nie mam czasu dłużej się nad tym zastanowić, bo Travis nas pogania. Wsiadamy do samochodu i jedziemy w miejsce, w którym znajduje się magazyn.

*

 Wejście na teren magazynu przebiega szybko i gładko, gdy jesteśmy blisko budynku Hazel wyłącza oświetlenie i kamery. Zayn jak zwykle został w busie, aby wszystko kontrolować i wrazie czego pomagać nam uciec. 
 - Ja i Martin zajmiemy się głównym wejściem, a ty z Hazel sprawdź boczne - poleca Travis.
We dwójkę kierują się w stronę głównego wejścia nawet nie czekając na naszą reakcję. Kilka sekund później zostaje sam na sam z Hazel. Kurwa, i co ja mam teraz zrobić? 
 Spoglądam na nią, ale teraz to ona najwyraźniej mnie ignoruje. Traktując mnie jak powietrze przechodzi na lewą stronę całego terenu i zaczyna kierować się na tyły budynku. Przewracam oczami i w ciszy idę za nią. Zatrzymuje się przy bocznej ścianie i dyskretnie zagląda w małe, wąskie okno.
 - Cholera - mamrocze pod nosem.
 - Co jest? - pytam marszcząc brwi, bo za cholerę nie wiem co mogła tam zobaczyć. 
 - Dużo tam tych pudeł. Chcecie wynieść to wszystko? - ze zdumieniem unosi brwi.
Wzruszam ramionami.
 - Wyniesiemy tyle ile się da.
Odsuwa się od okna i znowu w ciszy zaczyna iść wzdłóż ściany. Cały czas dotrzymuję jej kroku. To znaczy trzymam się troszeczkę bardziej z tyłu niż ona, bo mimo ciemności mam całkiem niezły widok na jej tyłek. Gdy pomyśle sobie o tym, jak by mnie przezywała gdyby się dowiedziała, że patrzę się właśnie tam, mimowolnie się uśmiecham.
 - Twój książę przyszedł do ciebie z przeprosinami? - zadaję jej pytanie brzmiąc przy tym zaczepnie. 
Zwalnia krok i spogląda na mnie z lekką irytacją.
 - Oczywiście, że tak - odpowiada prychając. Nagle jej twarz łagodnieje. Opuszcza głowę i przegryza wargę. - Pomijając fakt, że przyszedł nawalony w trzy dupy - dodaje krzywiąc się.
Zaciskam usta w wązką linię żeby się nie roześmiać, ale i tak nie udaje mi się tego powstrzymać. Chichoczę cicho, a ona krzywi się jeszcze bardziej. 
 - To nie jest śmieszne - mamrocze pod nosem.
 - Ym, owszem, jest - odpowiadam.
Słyszę jak sapie pod nosem i przyśpiesza kroku. Zatrzymuje się przy pojedyńczych, czerwonych metalowych drzwiach. Z niemałym zaciekawieniem obserwuje jak wyjmuje z kieszeni małe coś przypominające wsuwkę, ale wyglądające na o wiele bardziej wytrzymałe. Przez chwilę majstruje przy nim, aż w końcu zamek wydaje z siebie ciche klinknięcie i ustępuje. Popycha drzwi, które cicho skrzypią. 
Wchodzi do środka pierwsza i wyjmuje z kieszeni latarkę. Zamykam za nami drzwi i w tym samym momencie słyszę czyjś stłumiony krzyk. Szybko odwracam głowę, a Hazel świeci na tę osobę latarką. To Travis. 
 - Co jest do cholery? - wkurzona Hazel wymachuje rękami. 
Martin zaczyna się śmiać. 
 - Przestraszył się ciebie - odpowiada rozbawiony. 
Travis wygląda tak jakby zaraz miał zemdleć. Uśmiecham się i klepię go po ramieniu.
 - Już dobrze kochanie - cmokam do niego i tym samym się nabijam. - Już jesteś bezpieczny.
Travis wystawia mi środkowy palec i odrzuca moją dłoń. 
 - Pierdol się. 
Razem z Martin'em ciągle nabijamy się z Travis'a. Ciągle mam przed oczami jego przestraszoną minę przez co nie mogę przestać się śmiać. 
 - Chłopaki - odzywa się ściszonym głosem Hazel. 
Stoi kilka metrów od nas i świeci latarką na drzwi prowadzące do części biurowej. Mimo jej poważnego tonu głosu dalej się śmiejemy z Travis'a. Podchodzi do nas i gasi latarkę.
 - Ktoś tu idzie idioci - warczy cicho.
Zamieram tak samo jak reszta. 
 - Kurwa mać - mamrocze Travis i biegnie w stronę najbardziej zaciemnionej części. 
 Kuca i chowa się za dużą stertą skrzynek i kartonów. Martin biegnie za nim i znajduje sobie miejsce w podobnym położeniu. Rozglądam się nerwowo po pomieszczeniu i przeklinam pod nosem. Tutaj tak naprawdę nie ma się gdzie schować. To tylko pomieszczenie pełne półek i kartonów na nich. Podbiegam do Hazel, która tak jak ja jeszcze nie znalazła sobie miejsca. Łapię ją za nadgarstek i ciągnę w całkowicie inną stronę niż tą z której idzie oprawca. Słyszę dzwięk otwieranych drzwi, a bicie mojego serca przyśpiesza. Pomiędzy dwoma wielkimi, opartymi o ścianę półkami jest szpara, w którą może zmieścić się jedna osoba. Wskazuję Hazel dłonią, że ma się tam schować. Nie protestując robi to co jej każę i plecami przyciska się do ściany. Kątem oka widzę mignięcie latarki. Strażnik, lub ktokolwiek to jest znajduje się kilka półek dalej i lada moment przyłapie mnie na kradzieży. Narzucam na siebie kaptur i biegnę w to samo miejsce, w którym znajduje się Hazel. Wpadam na nią z impetem. Aby się przytrzymać jedną rękę kładę na ścianie przy jej głowie, a drugą na jej talię. Słyszę nasze przyśpieszne oddechy i kroki, które wydają się być coraz głośniejsze. 
Kurwa, mam nadzieję, że ten strażnik jest idiotą i nas tutaj nie zauważy. Znowu widzę mignięcie latarki. Schylam głowę i chowam ją w zagłębieniu szyi dziewczyny. Czuję jak wkłada mi ręce pod czarną bluzę i przytula się do mnie tym samym przyciągając mnie bardziej do siebie. Jej klatka piersiowa porusza się w nienaturalnym rytmie, a ja staram się nie myśleć o tym, że w tej pozycji zajebiście dobrze czuję przy sobie jej piersi. 
Ja pierdole.
W momencie, kiedy mogą nas złapać ja myślę o jej cyckach. Jesteś zajebisty, Bieber. 
Podnoszę głowę i oczami trafiam idelanie w jej brązowe tęczówki. Nasze nosy się stykają, a ja zamieram. Dłoń ze ściany przenoszę na jej policzek i kciukiem przejeżdżam po jej dolnej wardze. Zauważam przerażenie w jej oczach i dobrze wiem, że nie jest spowodowane strachem przed strażnikiem. Czuję pod palacami jej ciepłą skórę i czuję ten niesamowity zapach truskawek i wanilii. Dosłownie kręci mi się od niego w głowie.
Kurwa mać.
 To dla mnie zbyt wiele. Nie potrafię się kontrolować. Moje wszystkie zmysły się zacierają. Czuję się jak we śnie. Nie mogę oddychać i jestem niezapczeczalnie przerażony całą tą sytuacją. Przerosła mnie. Tak bardzo mnie, kurwa, przerosła. Zamykam oczy i mimowolnie przysuwam się do niej. Dosłownie czuję jej usta na swoich.
 - Gdzie was wcięło? - do moich uszu dociera głos Martin'a. 
Otwieram szeroko oczy i odsuwam się od niej. 
 - Ja pierdole - sapię pod nosem. 
Robię kilka dużych kroków w tył, unoszę ręce i splatam dłonie z tyłu mojej głowy. Wypuszczam głośno powietrze z ust w momencie, w którym Martin świeci mi latarką w oczy. Krzywię się. 
Travis stoi obok niego z założony rękami tak jakby nigdy nic się nie stało.
 - Gościu poszedł sobie dobre kilka minut temu - informuje nas Travis. -Co wy robiliście, do cholery? - pyta patrząc się na Hazel, która z rękami w kieszeniach staje w bezpiecznej odległości ode mnie. 
Unika mojego wzroku. Przełyka głośno slinę i wzrusza ramionami.
 - Myśleliśmy, że ciągle tutaj jest - mamrocze pod nosem. - Po prostu...  Otwórzmy już drzwi od głownego wejścia, zabierzmy co się da i spadajmy stąd - mówiąc to ze wzrokiem ciągle utkwionym w nicość mija nas i idzie w stronę drzwi.
Martin posyła mi pytający wzrok, ale ja podświadomie go ignoruje i idę za nią. 
Chcę już to skończyć. 

*

 Oczywiście po całej akcji chłopaki nie ułatwiają mi sytuacji. Każdy z nich ucieka do domu, a ja znowu jestem skazany na Hazel. Muszę ją podwieść do domu. Po tym co zrobiłem w tym pieprzonym magazynie ona ciągle milczy. Jest tak cholernie niezręcznie. Cała droga mija nam właśnie w takiej krępującej ciszy. Nie wiem czy powinienem się odzywać. Parkuję przed jej mieszkaniem i w końcu odważam się na nią spojrzeć. Odpina pas i mamrocząc cichce "Dzięki" wychodzi z samochodu. Obserwuję jak podchodzi do drzwi i wpisuje kod. Działając pod wpływem chwili wysiadam z samochodu i idę w jej stronę. Kiedy w głowie układam przemowę na temat  tego co stało się w magazynie, ona mnie wyprzedza. Odwraca się twarzą do mnie i posyła mi wzrok.
 - Mike wie - mówi nagle. - Wie, że się z tobą widuję. 
Zatrzymuję się w pół kroku i unoszę brwi.
 - Skąd? 
Po bankiecie widziałem się z nim kilka razy, ale nawet nie wspomniał nic o Hazel, ani tym bardziej o tym, że wie, że mam z nią jakąkolwiek styczność. To dziwne.
Hazel wzrusza ramionami.
 - Nie wiem. Może ktoś widział, jak tej nocy wsiadałam do twojego samochodu - insynuuje. 
Przytakuję głową. 
 - Tak, możliwie - odpowiadam zamyślony.
Poprawia torbę na swoim ramieniu i znowu opuszcza głowę. 
 - Wiesz... Wiesz, że w takim razie musimy przestać się widywać? Nie chcę żeby Mike... - milknie.
 - Nie chcesz żeby Mike się wkurzał czy boisz się tego co się dzieje? - zadaje pytanie, które przez kilka następnych sekund wisi w powietrzu. 
 - Przecież nic się nie dzieje - odpowiada i marszczy brwi. 
Posyła mi takie spojrzenie jakbym zwariował, co całkowicie wyprowadza mnie z równowagi. Chyba nie myśli, że jestem aż takim idiotą. Błyskawicznie pokonuje dzielącą nas odległość, a zaskoczona Hazel odsuwa się do momentu, aż jej ciało nie zderza się ze szklanymi drzwiami. Znowu patrzy na mnie tym samym wzrokiem jakim patrzyła na mnie w magazynie. Przerażony, zdezorientowany...
 - Nic? - mruczę przysuwając się do niej. 
Nie ucieknie mi. Nie ma gdzie mi uciec. 
Wyciągam dłoń i dwoma palcami unoszę jej podbródek. Zmuszam ją do spojrzenia na mnie. 
 - Przestań - mówi słabym głosem, ale mimo to, przymyka oczy, gdy się do niej przysuwam. 
Nachylam się i składam delikatny pocałunek na jej szyi. Słyszę jak wzdycha, więc powtarzam ten gest idąc pocałunkami coraz wyżej. Czuję jak kładzie rękę na mojej klatce piersiowej i wiem, że zaraz mnie odepchnie. Wyprzedzam ją. Składam pocałunek na zarysie jej szczęki i przysuwam się bliżej jej ucha.
 - Nie kochasz go, Hazel - szepczę i z ciężkością odsuwam się od niej.
Robię kilka kroków w tył i spoglądam na jej zaskoczony wyraz twarzy. Uchyla lekko usta tak jakby chciała coś powiedzieć, ale żadne słowa nie opuszczają jej gardła.  Bez słowa odwracam się, wsiadam do samochodu i odjeżdżam zostawiając ją samą i zdezorientowaną. 
Nie mogę pozwolić sobie na to żeby zostać, bo wiem, że gdybym to zrobił już nigdy bym nie odszedł.


 ***

Trochę późno, ale udało mi się dodać dzisiaj!
Jeżeli mam być szczera to nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału. Gdybym miała siłę to zapewne coś bym zmieniła, ale siedzę przed tym komputerem już dobre trzy godziny i najzwyczajniej w świecie nie mam na to siły. 
No ale cóź, ostateczną ocenę zostawiam Wam! 

Pokażcie mi, że tutaj jesteście, a rozdzał trzynasty dodam nawet jutro haha x

Victoria 

31 komentarzy:

  1. Kurwa ten Mike wszystko pwuje, jebac go walony bogacz

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj nexta juz ; D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi podba się ten rozdział :) Możesz być z siebie dumna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ty mówisz ten rozdział jest idealny a moment w magazynie z udziałem Jusa i Hanzel boski czekam niecierpliwie na next 💜😂😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega rozdział naprawde <3
    Akcja w magazynie kiedy ten gosciu by ich prawie nakrył najlepsza no i oczywiscie koncowka *-*
    Boje sie ze ktos ich mogl widziec jak Justin calowal Hazel ;/
    Byloby bosko jakbys dodala rozdzial jutro ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczami Jusa wyszlo mega!!! Takie to dopracowane!! " jesteś boska!!! Chce jeszce 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam szok, ok teraz.
    Ja kocham ten rozdział!!!!! Z tego co pamiętam to jak ty pisałaś, że rozdział ci się nie podoba, ja się w nim zakochiwałam tak więc zasada zobowiązuje! 😂
    Zabiję, że się nie całowali ale już odpuszczam ci troszeczkę bo to na końcu lsalfnownfiw 😍😍😍 i serce mi tak mega bije nie wiem czemu więc no! 😂🙈
    Jak dodasz rozdział jutro to będę w niebie, wiesz? Chcesz żebym była w niebie? 😎😂😂
    Jakby co to ja jestem! ✋😂
    Dobra, chory komentarz znowu, nie wiem co mi jest tej nocy, oby do jutra! 😘❤😂

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju 😱 Idealni ! Juz nie moge sie doczekac nastepnego 😘❤️

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko cudo *-*

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudenko ������

    OdpowiedzUsuń
  11. next!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. ������������ next next next next !

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  14. tak bardzo shippuje Hazel i Justina, a rozdział supi

    OdpowiedzUsuń
  15. dodaj dziś rozdział pliska pliska pliska, nie moge sie doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
  16. jeju cudo *-* koncowka najlepsza ! dodaj dzisiaj prosze :*

    OdpowiedzUsuń
  17. O JAAAAAAA! Super rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  18. czekam na nexta, mam nadzieję że będzie dzisiaj :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału ��

    OdpowiedzUsuń
  20. Victoria dawaj następny rozdział :* ten jest cudowny

    OdpowiedzUsuń
  21. czekam na next, ten jest mega

    OdpowiedzUsuń
  22. Błagam dodaj dziś rozdzial😍😍😍
    Uzaleznilam się 😵😵
    Rozdział..WOW! CUUUDO!😘

    OdpowiedzUsuń
  23. Jejkuuuuu oni są tacy slodcy ������

    OdpowiedzUsuń
  24. Omfg! Ty doskonale wiesz co sądzę o tym rozdziale, więc nie będę się rozpisywać :D Kobieto! Mam nadzieję, że szybko znajdziesz odpowiedź na to co zrobisz w następnym rozdziale, ja ci już nie pomogę, bo moja mózgownica się wypaliła :'D Weny! Weny i jeszcze raz weny! Dodaj szybko nexta! xx

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams