06.07.2016

Chapter Nine

,,Ona nie wie, 
że kiedy wioząc mnie wczoraj do domu zatrzymał się gdzieś na poboczu i 
spojrzał na mnie tak jak nikt nigdy się na mnie nie patrzył.
Kiedy nasze oczy się spotykały zakręciło mi się w głowe. 
Zrobiło mi się słabo. 
Nie wiedziałam jak oddychać."


Hazel
 Gdy widzę znajomy samochód przed moim blokiem zamieram.
Cholera, na pewno będzie mnie pytał gdzie byłam, a ja nie mogę powiedzieć mu prawdy. Wydaje mi się, że byłby naprawdę zły. Patrzę się na Justin'a, który dzisiaj zdenerowował mnie bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Zachował się jak ostani dupek. Wiem, że nim jest ale dzisiaj przerósł samego siebie. Nagle zdecydowanym ruchem odpinam pas bezpieczeństwa i otwieram drzwi od jego samochodu. 
- Co robisz? - słyszę za sobą jego głos.
- Wracam do domu - odpowiadam jakby to była najoczywistrza rzecz na świecie. 
Wychodzę i zamykam za sobą drzwi. Mimo tego jak bardzo mnie wkurza zrobiłam to najostrożniej jak umiem. Nie chcę żeby teraz pierdzielił mi, że za mocno je zamykam. Przechodzę na drugą stronę ulicy i szybkim krokiem idę w stronę wejścia do mojego bloku. W głowie już szykuję jakieś wiarygodne kłamstwo, którym poczęsuje Michael'a na powitanie. Na samą myśl o kłamstwie robi mi się niedobrze. Jeszcze nigdy nie byłam z nim nieszczera. Ale chyba tym razem nie mam wyboru. 
Wystukuję kod swojego mieszkania i w tym samym słyszę jak samochód Justin'a mija mnie i jedzie dalej. Zaciskam mocno usta i próbuję udawać, że nic się nie stało, ale bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że to nie prawda. Niemiłe uczucie rozchodzi się po całym moim ciele, gdy tylko odjeżdża.
Nie jestem mu nic winna.
Chciał mnie zostawić samą w tym pieprzonym miejscu.
Odsuwam od siebie te myśli i wchodzę na klatkę schodową. Mike ma kod do mojego mieszkania, więc zgaduję, że jest w środku. Stawiam ostrożnie i powoli każdy krok tak, aby odwlec nieuniknione. Wchodzę do mieszkania. W salonie i kuchni świecą się światła. Do moich nozdrzy od razu dociera zapach jakiegoś bardzo pysznego dania. Telewizor jest włączony. Słyszę jego cichy pomruk w tle.
Wchodzę głębiej i zatrzymuję się przy wejściu do kuchni. Michael stoi przy kuchni. Jego koszula ma rozpiętych kilka guzików, a biały kuchenny ręcznik przewiesił sobie przez jedno ramie. Wygląda cholernie uroczo. Gdy zauważa moją obecność unosi głowę i uśmiecha się.
- Cześć - mówię odwzajemniając uśmiech.
Mogłabym się przyzwyczaić do tego widoku codziennie wieczorem.
- Przyszedłem do ciebie, bo myślałem, że masz dzisiaj pracę na południe, ale najwyraźniej coś mi się pomieszało - tłumaczy. - W każdym razie ostatnio miałem dla ciebie mało czasu. Postanowiłem zostać i poczekać.
Nawet nie muszę kłamać. Przynajmniej nie dosłownie, bo on sam nasuwa mi wytłumaczenie. Nie wyprowadzam go z błędu. Podchodzę do niego i składam pocałunek na jego policzku. On od razu przekręca głowę i łączy nasze usta. Dłonie kładzie na mojej talii i przysuwa mnie do siebie.
- Przepraszam za to wszystko - mruczy pomiędzy pocałunkami.
- Za co przepraszasz?
Słyszę jak cicho wzdycha i odsuwa się lekko.
- Byłem tak zawalony robotą i tym wszystkim. Zaniedbałem cię - przyznaje. - Przez ten tydzień prawie wcale się nie widywaliśmy. Ale to się zmieni. Zrobię wszystko żeby spędzać z tobą więcej czasu. Dla mnie jesteś zawsze na pierwszym miejscu - wyznaje patrząc się głeboko w moje oczy. - Kocham cię, Hazel. Wiesz o tym, prawda? - mruczy kciukiem przejeżdżając po mojej szczęce.
Czuję miłe uczucie w brzuchu i uśmiecham się.
- Ja ciebie też - odpowiadam i przysuwam się, aby znowu złączyć nasze usta.
Gdzieś w środku nadal czuję palące poczucie winy. Przez ten tydzień kiedy on się obwiniał spędzałam więcej czasu z jego bratem niż z nim. Muszę nawet przyznać, że mało kiedy myślałam o Michael'u. Tyle się działo, że najzwyczajniej w świecie o nim zapomniałam. I teraz mogłabym wmawiać sobie, że to już koniec. Że już wystarczy tych nieplanowanych spotkań z Justin'em. Że teraz już raz na zawsze powiem mu, że ma odejść i więcej się do mnie nieodzywać. Ale prawda jest taka, że nie potrafię tego zrobić. Nie umiem o nim zapomnieć i nie umiem pozwolić mu odejść.
Nie chcę pozwolić mu odejść.
- O cholera - słyszę jego syk i czuję zapach przypalonego jedzienia.
Chichoczę próbując ukryć to o czym teraz myślałam mimo, że wiem, że nawet on nie ma pojęcia jakie są moje myśli. Ciemnowłosy zaczyna majstrować przy jedzieniu, a ja odsuwam się, aby dać mu więcej swobody.
  Po zjedzonej kolacji biorę kąpiel i kładę się do łóżka, w którym czeka już na mnie Mike. Wtulam się w niego, a on gasi światło.
- Powinnaś zamieszkać u mnie - mówi cicho.
Uśmiecham się mimo, że on tego nie widzi, a ręką kreśle wzory na jego klatce piersiowej.
- Jeszcze nie - odpowiadam chichocząc.
Chłopak się podnosi do pozycji siedzącej i wskazuje dłonią, że mam usiąść na jego kolanach. Robię to chwilę później. Uśmiecham się łobuzersko i wkładam mu dłoń pod koszulkę, aby dotknąć jego absu, który swoją drogą jest idealny. Mike odwzajemnia uśmiech.
- Dlaczego nie? - ciągnie temat dalej. - Na co jeszcze mamy czekać? Chcesz zamieszkać ze mną po ślubie? Bo jeżeli tak, to oświadczę ci się nawet teraz - deklaruje.
- Nie głupku - odpowiadam patrząc się na niego z rozbawieniem. - Tu nie chodzi o to. Ja chyba po prostu nie jestem na to gotowa. Ślub nie ma z tym nic wspólnego - mruczę nachylając się nad nim i składając pocałunek na zarysie jego szczęki. - I ani waż mi się oświadczać - dodaję.
Mike zaczyna się śmiać.
- Dobrze kochanie - odpowiada. - Na razie - podreśla - nie będę tego robił.
Czuję jego dłonie na krańcu mojej koszulki do spania i chwilę później już jej na sobie nie mam. Brakuje mi jego bliskości, więc pozwalam mu na to wszystko. Robię to samo z jego koszulką i za chwilę czuję jego usta na swojej szyi.
A o czym myślę przed uprawianiem seksu z moim chłopakiem?
O jego wkurzającym, idiotycznym bracie.
Brawo Hazel.
To na pewno w porządku.

*

 Po zajęciach wracam do domu. Umówiłam się z Mirandą na zakupy. Muszę kupić jakąś świetną suknie na bankiet. To już jutro. Wszystko ma się odbywać w bardzo elekanckim lokalu. Więc i ja muszę wyglądać na poziomie. Tym bardziej, że jestem dziewczyną przyszłego właściciela firmy. 
 Na początku to, że Mike jest związany z NorthClove trochę mnie irytowało, bo naprawdę nie lubię tej firmy, ale w końcu się z tym pogodziłam. Nie mogę wiecznie chować urazy. Tym bardziej, że to nie jego wina.
 Miranda ma przyjechać do mnie samochodem swojego chłopaka i razem mamy jechać do galerii. Wchodzę do swojego pokoju z zamiarem przebrania się w wygodniejsze ciuchy. Otwieram jedną szafę i już od pierwszej sekudny wiem, że coś jest nie tak. Otwiera się zbyt ciężko. Tak jakby coś ją blokowało. Szarpie i w końcu ustępuje. 
Zamieram.
Nawet nie widać w tej szafce ciuchów. Po prostu ich   n i e   w i d a ć.  Wszystko jest zakryte przez gruby wielki, gigantyczny stos pieniędzy poukładanych w pliki. 
Kurwa mać. 
Zamykam szafkę z trzaskiem i otwieram kolejną. To samo. W trzech pozostałych sytuacja się nie zmienia.
- Ty pieprzony idioto - mamroczę pod nosem zamykając wszystkie szafki. Wiedziałam, że dawanie Justin'owi klucza do mojego domu nie wróży nic dobrego. Pewnie kiedy przyprowadził Rue wpierdzielił tutaj te pieniądze. Przecież tu jest jakiś milion. Jak nie więcej. Moje serce zaczyna szybciej bić. Chcę do niego zadzwonić albo pojechać i wszystko mu oddać, ale nawet nie mam pieprzonego pojęcia gdzie on mieszka. Numeru telefonu też nie mam. 
Zajebiście.
Kładę ręce na głowę i zastanawiam się co mogę z tym zrobić. Nie zatrzymam tego. Nie chcę tych pieniędzy. 
- Co ty wyrabiasz? - słyszę za sobą głos i podskakuje.
Odwracam się. Miaranda stoi w drzwiach do pokoju i patrzy się na mnie podejrzliwie. Kolejna osoba, która zna kod do mojego mieszkania i ma klucz. Wzdycham z ciężkością i siadam na łóżku. Miranda wie, że kiedyś włamywałam się do tych wszystkich firm. Wie, że potrafię robić takie rzeczy bez wysiłku. Jest moją przyjaciółką. Mówię jej wszystko. No... prawie wszystko. Nie powiedziałam jej, że znowu to zrobiłam, ani że mam kontakt z tym Bieber'em, przed którym mnie ostrzegała.
Wiem, że właśnie teraz muszę jej wszystko opowiedzieć. Naprawdę nie wiem co mam zrobić z taką ilością pieniedzy.
- Znowu się włamałam - zaczynam obserwując jej wyraz twarzy.
Z zdezorientowanej zmienia się w zaskoczoną.
- Kiedy?
- Kilka dni temu - mamroczę. - Z bratem Mike'a... 
Teraz już nie jest zaskoczona, tylko raczej zszokowana. Siada obok mnie i unosi wysoko brwi.
- Co? - duka.
Opowiadam jej. Wszystko po kolei. Od feralnej nocy, w której go poznałam do momentu naszego "wypadu" na wyścigi. Nie pomijam też faktu, że w mojej szafie na pieprzone ciuchy jest jakieś milion dolarów.
- Dlaczego nie chcesz zabrać tych pieniedzy? - pyta ku mojemu zaskoczeniu. - To twoja działka. Też ci się należy.
- Nie rozumiesz? Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Nie chcę tych pieniędzy.
Dziewczyna kręci głową.
- Pojechałaś tam, Haiz - mamrocze patrząc na mnie smutno. - Pomogłaś im. Masz z tym bardzo dużo wspólnego. To, że nie weźmiesz pieniędzy nic nie zmieni, a ja uważam, że naprawdę powinnaś je sobie zostawić. Potrzebujesz ich, prawda? Twoi rodzice, ty... 
Wzdycham. 
Ma racje.
Moi rodzice są w długach. Mogłabym wymyśleć bajeczke i powiedzieć, że dostałam lepszą pracę i przelewać im miesięcznie jakąś sumę. To na pewno by im pomogło. 
- A co z tym... Justin'em? - pyta przyglądając mi się badawczo.
Nie wiem co z nim. 
- Nic wielkiego. Spędziliśmy trochę czasu razem. Nawet go w sumie nie lubię - mamroczę krzywiąc się lekko, gdy sobie przypomnę o tych wszystkich niemiłych sytuacjach.
Unosi brwi i uśmiecha się tak jakby wszystko wiedziała.
- Czyżby? - pyta patrząc się na mnie kokieteryjnie. 
Przewracam oczami i uderzam ją delikatnie w ramię. 
- Bo mi się wydaje, że chyba go polubiłaś - mówi.
Kręcę głową.
- Nie.
- Przestań Hazel - odpowiada twardo. - Przecież to nic złego. To, że lubisz brata swojego chłopaka jest w porządku. To nawet dobrze, że mimo tego jakim jest dupkiem ty poczułaś do niego sympatię.
Chce mi pomóc, ale nie ma pojęcia, że jest w tym wszystkim drugie dno.
Ona nie wie, że kiedy wioząc mnie wczoraj do domu zatrzymał się gdzieś na poboczu spojrzał na mnie tak jak nikt nigdy się na mnie nie patrzył. Kiedy nasze oczy się spotykały zakręciło mi się w głowe. Zrobiło mi się słabo. Nie wiedziałam jak oddychać.
- Ym, lepiej już chodźmy na te zakupy - mówię nagle zmieniajac temat. - Muszę coś kupić za przyzwoitą cenę i przy tym dobrze wyglądać. To będzie trudne - mamroczę wstając z łóżka.
Miranda uśmiecha się cwanie i patrzy na szafę, w której mam pieniądze.
- Albo - zaczyna ciągle się uśmiechając. - Zabierzemy trochę twojej eksta kasy i wystroimy cię tak, że każdy spadnie z krzeseł! - krzyczy i klaszcze w dłonie.

*

Kolejnego dnia Miranda stoi nademną i zachwyca się jak świetnie wyglądam w nowej sukience za ponad 700 dolarów. Znowu do mnie przyszła żeby tym razem naszykować mnie na bankiet. 
Nie wiem co bym zrobiła bez tej drobnej brunetki, która zmienia kolor włosów co mniej więcej miesiąc. Dosłownie. Miała już blond, rudy, fiolet i błękit. Teraz postawiła na spokojnieszy brąz. Ale kocham jej zmiany, bo jest tak ładna, że w każdym kolorze wygląda pięknie.
Zrobiła mi makijaż i fryzurę w postaci prostych jak druty włosy odrzuconych do tyłu. Sukienka nie do końca jest sukienką. Jest to bardziej top cały pokryty kryształami i długa spódnica z kilkoma falbanami. Wszystko w kremowym kolorze. Wyglądam zabójczo, a kiedy założę wysokie szpilki efekt jest jeszcze lepszy. 
Mi miała rację. 
Pospadają z krzeseł. 
Uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze i przytulam Mirandę.
- Dziękuję - krzyczę jej do ucha.
Michael nie mógł po mnie przyjechać, więc wysłał kierowcę.
Tak, kierowcę.
Wychodzę z mieszkania, żegnam się z Mi, która życzy mi dobrej zabawy, i wchodzę do zaciemninego samochodu. Witam się z kierowcą i zaczynamy jechać. Im bliżej celu tym bardziej się denerwuję. A może to jednak nie jest odpowiedni stój?
Przegryzam wargę i biorąc głęboki oddech wychodzę z samochodu, gdy tylko parkuje na parkingu przed budynkiem.
- Powodzenia - mówi siwy, miły na twarzy kierowca i uśmiecha się do mnie uspokajająco.
Najwyraźniej musi widzieć jak bardzo się stresuję. Biorę oddech i odpowiadam mu uśmiechem.
Mówię słowa pożegnania i wchodzę do budynku. Ochrona przy wejściu do sali prosi mnie o nazwisko, a gdy tylko je podaje wpuszczają mnie. Michael miał czekać na mnie w środku.
Skanuję wzrokiem całe pomieszczenie. Okrągłe sześcioosobowe stoły, wielkie żyrandole i masa ludzi. Dużo z nich się na mnie patrzy, ale ja już nie czuję strachu. Jestem w swoim żywiole. Lubię być w centrum uwagi. Mimo, że zawsze na początku czuję strach później już jest tylko lepiej.
- Wyglądasz niesamowicie! - słyszę przy sobie głos Mike.
Uśmiecham się skromnie i pozwalam mu się pocałować. Odsuwa się ode mnie trochę, aby jeszcze raz mi się przyjżeć.
- Cholera - mówi znowu, a ja chichoczę.
Obkręca mnie wokoło i znowu do siebie przyciąga.
- Chodź. Przedstawię cię kilku osobom - po tych słowach ciągnie mnie w stronę tłumu ludzi.
Witam się z Pattie, która też jest zachwycona moim strojem i Jeremy'm, który też wydaje się być zauroczny. Wśród nich są państwo Hemnes, którzy są wspólnikami Bieber'ów. Właśnie nim chce mnie przedstawić Michael.
- Hazel, to Państwo Hemnes - mówi uśmiechając się swoim firmowym uśmiechem.
Też się uśmiecham i podaję dłoń najpierw kobiecie, a później mężczyźnie. Już na pierwszy rzut oka wyglądają na typowych snobów. Mimo wszystko staram się trzymać rezon i udaję, że wszystko jest okej. Mike zaczyna rozmawiać z nimi o firmie i o jej dochodach, a ja postanawiam się nie wtrącać. Nawet nie wiem co miałabym powiedzieć, bo najzwyczajniej w świecie się nie znam.
Jego rodzice odchodzą. Mike trzyma mnie za rękę i ciągle z nimi rozmawia. Powoli zaczyna mnie to irytować, bo w co drugim zdaniu słyszę "koszty" lub "dochody" albo "pieniądze". 
Rozglądam się po sali i nagle przypominam sobie, że Mike wspominał coś o tym, że Justin ma tutaj być. Czy przyszedł?
Moje serce automatycznie przyśpiesza. Nie wiem czy to ze strachu, czy ze złości na niego za to co zrobił kilka dni temu. Kiedy wzrokiem skanuję całą salę i go nie zauważam znowu próbuję skupić się na rozmowie moich towarzyszy.
Pewnie nie przyszedł.
Głos zabiera Pani Hemnes, a kiedy po raz tysięczny słyszę w jej zdaniu słowo pieniądze poddaje się. Jeżeli zaraz stąd nie odejdę chyba wybuchnę i się na nich rzucę. Jak można być tak płytkim człowiekiem?
- Idę do toalety - mówię Mike'owi na ucho. 
Uśmiecha się do mnie i przytakuje głową. 
Odchodzę od niego. Gdy jestem już poza zasięgiem jego wzroku biorę od chodzącego kelnera kieliszek wina i wchodzę w pierwszy lepszy korytarz. Są to jakieś schody na górę. Idę tam zostawiając za sobą cały ten snobistyczny świat ludzi. Gdzieś w połowie drogi zauważam, że to wejście na dach budynku, ale mimo wszystko sie nie cofam. Żałuję tylko, że nie wzięłam swojego płaszcza, bo zapewne będzie mi zimno.
Otwieram duże, metalowe drzwi i przechodzę przez nie. Silny, mroźny popowiew wiatru chłodzi mi skórę. Czuję jak moje włosy falują. Ciągle trzymając kieliszek w dłonie próbuję się bardziej schować przed zimnem i krzyżuję ręce. Wolnym krokiem idę w stronę murku kończącego dach. Staję tam i zaczynam obserwować panoramę Nowego Jorku. Nocą sprawia naprawdę spore wrażenie.
- Uciekasz? - mimo, że jego melodyjny głos wdziera się w moje myśli niespodziewanie, to nie jestem zaskoczona. 
Odwracam się, a moim oczom ukazuje się Justin ubrany w garnitur. Nie zapiął go i nie nałożył krawatu ani muszki, ale wydaje mi się, że to tylko dodaje mu uroku. Stoi jakieś dwa metry ode mnie i przygląda mi się z lekkim uśmiechem. 
- A ty? - zadaję pytanie łapiąc z nim kontakt wzrokowy.
Wzrusza ramionami.
- Nienawidzę takich miejsc i tego typu imprez - przewraca oczami. - Ci ludzie nawet nie porafią normanie rozmawiać. Prędzej zapytają cię o to ile masz kasy na koncie niż o to jak się czujesz - mówi.
Przytakuję głową.
- Zauważyłam - oblizuję usta i znowu pocieram ramiona. - Nienawidzisz takich miejsc. Więc czemu tutaj jesteś?
Chłopak posyła mi rozbawiony uśmiech i kręci głową. 
- Naprawdę nie mam pieprzonego pojęcia.
Zaczyna iść i nim się obejrzę jest kilka centymetrów przede mną. Ale zamiast patrzeć na mnie patrzy się na panoramę miasta.
- Nie chciałam tych pieniędzy - mówię, gdy przypominam sobie o wczorajszym incydencie. 
- Och, zauważyłaś je? - pyta i zaczyna chichotać. - Trochę ci to zajęło.
Przewracam oczami. 
- Włożyłeś wszystko do szafek, z których na ogół nie korzystam - tłumaczę się nawet nie wiem czemu. 
- Jeżeli nie chcesz tych pieniędzy możesz je wyrzucić, albo oddać. Nie obchodzi mnie to. Są twoje - odpowiada.
Przyglądam się jego rozmierzwionej od wiatru fryzurze i nonszalanckiemu wyrazie twarzy. Jest dzisiaj jakiś inny. Spokojniejszy, milszy. Jak nie ten Justin. Nie wiem co mu się stało, ale chyba pierwszy raz w życiu prowadzimy ze sobą normalną rozmowę tak długo i jeszcze się nie zwyzywaliśmy.
- Okej - odpowiadam nie wiedząc co jeszcze innego mogę mu powiedzieć. 
- Nadal uważam, że powinnaś się do nas przyłączyć - mówi znowu patrząc się na mnie. - Jesteś w tym dobra i lubisz to. Nic nie stoi na przeszkodzie. 
- Nie mogę. Mike by mnie zabił, gdyby się dowiedział. No i obiecałam sobie, że już więcej nie będę tego robić - odpowiadam.
- Chociaż się zastanów. Nie dla pieniędzy, nie dla mnie, ani dla reszty chłopaków. Tylko dla siebie - chowa dłonie do kieszeni swoich spodni i oblizuje usta.
Mimowolnie przytakuję głową. Nie wiem czy będę się nad tym zastanawiać, ale nie chcę ciągnąć tego tematu.
Robię wszystko żeby nie dać po sobie poznać jak bardzo umieram z zimna. Justin przygląda mi się przez kilka chwil i nagle się uśmiecha.
- Co? - pytam patrząc na niego podejrzliwie.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak zdejmuje z siebie marynarkę i nie pytając o nic narzuca ją na moje ramiona. Czuję jak opuszkami palców muska moje ramiona. 
- Co jak co, ale jesteś beznadziejną aktorką Hazel - mruczy z rozbawionymi iskierkami w oczach. 
- Jesteś miły - stwierdzam unosząc brwi.
Chciałabym mu oddać tą marynarkę i warknąć, że nie potrzebuje nic od niego, ale tak mi zimno, że jestem mu prawie wdzięczna za to, że mi ją oddał. On najwyraźniej już zapomniał o naszej kłotni.
- Nie przyzwyczajaj się - odpowiada. - Dzisiaj mam wyjątkowo dobry humor.
- Czemu?
Spogląda na mnie tajemniczym wzrokiem.
- Może kiedyś ci powiem.
I co to ma niby znaczyć? I dlaczego jest tak cholernie skryty i wesoły? Nie wiem co mam o tym myśleć. Czuję się podjerzliwa i zdezorientowana. To nie ten Justin.
- Dobra, ja się stąd zmywam. Nie wytrzymam tutaj ani chwili dłużej - mówi, a ja czuję jakiś rodzaj zazdrości, że on może stąd wyjść, a ja nie. - Może cię podwieźć? - pyta i uśmiecha się cwanie. 
Wie, że się nie zgodzę. 
- Bardzo śmieszne - bąkam wkurzona. 
Upijam łyk szampana. 
Justin po raz ostatni macha do mnie dłonią i zaczyna odchodzić. Zdąża postawić tylko jeden krok, gdy nagle zatrzymuje go mój głos, nad kórym nie panuję.
- Justin... - zaczynam cicho, chociaż tak naprawdę nie wiem co chcę powiedzieć. 
A może chodzi tylko o to, żeby został ze mną dłużej?
Chłopak zatrzymuje się i znowu na mnie spogląda. Jego czekoladowe tęczówki patrzą głęboko w moje. I znowu to czuję. Ten brak powietrza. 
Zamieram, gdy wyciąga swoją dłoń i zewnętrzną stroną sunie po moim policzku. Moje nogi stają się słabe. Kręci mi się w głowie i mogę przysiąc, że zaraz upadnę. Jego przeszywające spojrzenie pali.
- Aniele... - szepcze i uśmiecha się kokieteryjnie. 
W kącikach jego ust pojawiają się dołeczki, które, mimo, że bardzo nie chcę tak myśleć, uważam za urocze.
Nagle zabiera dłoń i robi kilka kroków w tył. 
- Pół godziny - mówi nagle. - Za pół godziny jak będziesz miała dosyć po prostu wyjdź tylnym wyjściem - instruuje mnie ciągle się uśmiechając. - Będę tam czekać.

***
Myślałam, że uda mi się dodać rozdział wcześniej, ale pisałam go kilka godzin ;-; 
Z góry przepraszam za błędy! Nie mam siły dzisiaj już tego sprawdzać. 

Justin jaki miły. Dosłownie inny człowiek, huh? :D
Ale nie przyzwyczajajmy się. Justin dupek da nam popalić jeszcze nie raz.
Jazel się dzieje! Powoli, ale się dzieje!

Czytasz - komentujesz

Kocham x
Victoria





24 komentarze:

  1. Kocham ten rozdział ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
    Genialny!
    ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow... zaczyna się robić ciekawie ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa każdy rozdział lepszy od poprzedniego!
    Nie mogę się doczekać kolejnego😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaa każdy rozdział lepszy od poprzedniego!
    Nie mogę się doczekać kolejnego😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Omfg! Zarąbisty rozdział! Justin był za miły nooo! Nie takiego go lubię! Niech się znowu zacznie zachowywać jak wkurzający dupek! Miłe zachowanie do niego nie pasuje, nawet jeśli przez chwilę taki był, nie rób z niego kogoś takiego, proszę! Nigdy więcej! Akcja z hajsem najlepsza! Boże! W sumie dziwiłam się wcześniej, że Justin już przestał tak go jej wciskać, teraz już wiem czemu! Hahah! :D Ale by było gdyby Michael go odkrył wtedy co był u niej w mieszkaniu! O matko! To by było świetne! Tak! :D Dawaj syzbko nexta! xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju genialny i ta druga stronu Jusa jest super. Jestem ciekawa czy pojedzie z nim. Czekam na next. All love ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Jazel aka lajf😂 Kurde oni sa tacy uroczy a nic nie robią hahha

    OdpowiedzUsuń
  8. Znalazłam twój blog w katalogu i powiem tak. Jeśli chodzi o szablon jest super. Ale jeśli chodzi o postacie to Chryste Panie na niebie dobrane takie jakich ja po prostu szczerze nienawidzę. Trzy razy w ciągu paru godzin zastanawiałam się czy warto to czytać. Bo jak widzę Bibera dostaje ataku padaczki. Ale mówie dobra tam zobaczę prolog. Potem dobra tam zobacze pierwszy rozdział. I tak aż do dziewiątego :p Zainteresował mnie. Poprowadzona fajnie historia i kolorowi bohaterowie. Stwierdziłam, że będę czytać dalej udając po prostu, że chodzi o innego bibera niż ja myślę :P

    Pozdrawiam i życzę dalszej weny

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj zaczęłam czytac tego bloga i uwazam że jest mega !
    Super fabuła i bohaterowie :D
    Uwielbiam Hazel !
    Awww Justin w tym rozdziale jest kochany <3
    kiedy mozemy spodziewac się następnęgo rozdziału ;D ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Jazel zaczyna działać!!! ����

    Oboje takie aniołki, ale miejmu nadzieję ze obydwaj pokażą jeszcze rożki ����

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham tego bloga od pierwszego rozdziału! JAZEL to życie ��������

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybacz za to, że dopiero teraz komentuje ten rozdział. Przeczytałam wszystko wcześniej, ale nie miałam nawet czasu na porządne skomentowanie.
    Jazel, Jazel, Jazel! Zaraz po Jamantha występuje Jazel<3 Lubię miłego Justina nie ukrywam, ale jak dla mnie to jego prawdziwa strona jest o wiele wiele lepsza. :D
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! Życzę dużo weny i ogrom pomysłów. ;)
    W dodatku, zostałaś nominowana do LBA! Pytania znajdziesz tutaj - http://everyoneisamurderer.blogspot.com/2016/07/lba.html
    Pozdrawiam gorąco! ;>

    OdpowiedzUsuń
  14. I'M ALIVE! 😂
    Czytałam oba rozdziały w dniu dodania ale jestem ostatnio tak zmęczona niczym, bo szczerze mówiąc nic męczącego nie robię i się wysypiam, a zdycham pod wieczór już i chcę iść spać o 20, co w roku szkolnym chodzę o 2, dobra nieistotne.
    Więc mam fangirl bo mój ship sie dzieje, moja nazwa kurde, wymyśliłaś ją wcześniej czy to ja czy może ktoś jeszcze inny? 😂 dobra ale ja ją też wymyśliłam i od razu była w mojej głowie! 😂
    Tak więc ja się mega cieszę, że oni się dzieją, szkoda, że powoli ale mam nadzieję, że jakoś niedługo pojawiają się kolejne i już się coś ciekawego podzieje, może nawet po tym wyjściu, bo jestem pewna, że Hazel się urwie, hm?hm?pomyśl nad tym. 😂😂😂
    Mike weź spadaj, mam słabość do tego imienia bo Mike Clifford, a poza tym fajnie się wymawia ale wynocha bo się wkurzę, nie przewiduje shippu dla ciebie i Hazel to się odwal. 🙈 jichael cri, jike 😂😂😂 nie no to nic się nie równa do Jazem, on nie ma tu czego szukać, zabić go! 🙆
    Dobra, późno się zrobiło, noc zadziałała, nabazgrałam jakiś komentarz żebyś wiedziała, że jestem i wszystko przeżywam! 😂 w zaciszu mojej łazienki 😏 widziałam, że jesteś na wattpadzie albo byłaś to mam nadzieję, że dodasz rozdział bo ostatnio nikt nie dodaje rozdziałów na moje fav ff musisz być pierwsza! 😂
    Dobra, niech ten żałosny i nieśmieszny komentarz wreszcie się skończy. Kocham, weny życzę, pozdrawiam i do nexta! ❤😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że ja już chciałam dzwonić na policję? 😂😂😂 Ani widu, ani slychu. Sprawdzam Twojego bloga i też cisza. Myślałam, że zaginęłaś!
      Tak. Ty wymyśliłaś ship Jazel. Bądź dumna z siebie, bo ja jestem i bardzo mi się ta nazwa spodobała😂😂😂 Z tym zmęczeniem to się mi martw tez tak mam ✋ Tylko, że ja wstaje po południu, cały dzień chce mi A spać i wcześnie się kładę 😂😂 Supi wakacje po prostu.
      Na twoje zyczenie jutro postaram się wstawić nexta😂❤❤
      Także pozdrawiam! 💜

      Usuń
  15. OMG!! Ja chyba zaraz eksploduje z zachwytu!! Kocham to, kocham, kocham <3
    Pzd i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  16. Omg końcówka cudo 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams