24.08.2016

Chapter Eighteen

,,Przyjaciele się przytulają. 
To jest w porządku."

Hazel

 Gdy wybudzam się ze snu przez pierwszych kilka sekund nawet nie otwiera oczu. Gdzieś w oddali słyszę budzik ustawiony w moim telefonie. Oddycham miarowo i próbuję całkowicie wrócić do świata żywych. Gdy powoli odzyskuję świadomość dezorientuję się, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że leżę na czymś ciepłym co totalnie nie przypomina łóżka. Czuję zapach męskich perfum, które znam aż zbyt dobrze. Wypuszczam głośno powietrze z ust i zauważam, że to coś na czym leżę się porusza. Wyciągam dłoń, aby znaleźć coś na czym mogę się podeprzeć i podnieść, aż w końcu moja ręka dotyka czegoś miękkiego i wypukłego. Czy to jest twarz? 
 - Co ty odpieprzasz? - słyszę przy swoim uchu zachrypnięty głos Justin'a. 
Dosłownie przy swoim uchu. 
Zrywam się szybko do pozycji siedzącej i ze zdezorientowanym wzrokiem skanuję całe pomieszczenie. Jestem ciągle u niego w salonie. Słońce przebija się przez duże, przestronne okna. Butelki i papierki po słodyczach leżą dosłownie wszędzie. Siedzę na Justin'ie, który za to leży na swojej skórzanej kanapie. Eh, skomplikowane. Najwyraźniej zasnęłam na nim, ale jak to nie mam pojęcia. Nie pamiętam co się działo od momentu, w ktorym otowrzyliśmy trzecią butelkę whiskey. Wzrokiem znowu wracam do Justin'a, który mozolnie przeciera oczy dłońmi i krzywi się, gdy jasne światło dociera do jego tęczówek. Jego włosy są ppowyginane dosłownie w każdą z możliwych stron. Wygląda uroczo, ale nigdy mu tego nie powiem. 
 - Cholera, boli mnie głowa - mamroczę pod nosem. 
Chłopak zaczyna chichotać i posyła mi uśmiech. 
 - Ty chciałaś się nawalić - przypomina mi. - To był twój pomysł, przyjaciółko - wypowiadając te słowo jego uśmiech powiększa się jeszcze bardziej. 
Krzywię się i przeczesuję ręką włosy, bo wiem, że zapewne są splątane. W ogóle nawet nie chce patrzeć w lustro, bo zapewne wyglądam jak klaun. Zauważam na stoliku przy kanapie mój telefon, więc wychylam się po niego, ale chwilę później zdaję sobie sprawę z tego, że mam za krótkie ręcę. 
 - Kurwa mać - słyszę warknięcie Justin'a. 
Wracam  do poprzedniej pozycji i posyłam mu pytające spojrzenie. 
 - A tobie co? 
 - Hm, delikatnie czy prosto z mostu? - pyta oblizując usta i kładąc dłonie po obu stronach moich bioder. 
Marszczę brwi nie rozumiejąc do czego dąży. 
 - Prosto z mostu. 
 - Przez cały czas ocierasz się o mojego kutasa i to cholernie boli - jak mówił, tak zrobił.
Prosto z mostu. 
 Wytrzeszczam oczy, a on zaczyna się śmiać z mojej reakcji. 
 - O cholera! - krzyczę unosząc ręce - Schodzę, schodzę. Zamknij się już - mówię głośno i panikuję.
 Jego śmiech wzmacnia się, a ja posyłam mu zabójczy wzrok. 
 - Bardzo śmieszne dzieciaku - bąkam pod nosem i w końcu wyłączam budzik. - No nie, spóźnię się na zajęcia! - krzyczę i w pośpiechu szukam swojej bluzy. 
Znajduję ją leżącą obok kanapy. Szybko ją na siebie nakładam i  w tym samym momencie słyszę jego głos.  
- Hej, przez ciebie mi stoi i co ja mam teraz zrobić? - pyta, a ja wyczuwam w jego głosie nutkę rozbawienia.
Wzruszam ramionami i nakładam buty leżące przy telewizorze. Udaję, że jego słowa wcale mnie nie ruszają i że w ogóle nie jest mi głupio. 
 - To już twój  m a ł y  problem - odpowiadam. 
Uśmiecham się niewinnie i zaczynam iść w stronę drzwi. 
Słyszę jak Justin wstaje z kanapy i szybkim krokiem idzie w moją stronę. 
 - On wcale nie jest mały - mówi, gdy jestem już prawie przy drzwiach. - No i jak dasz mi chwilę to mogę cię zawieźć - proponuje, a ja w tym czasie odwracam się do niego twarzą. 
 - Naprawdę? - pytam zaskoczona. 
Przytakuje głową i posyła mi cwany wzrok. 
 - Chociaż po tym co powiedziałaś, to w sumie nie wiem - mamrocze drocząc się ze mną. 
 - Nie żartuj sobie głupku - mówię patrząc się na niego krytycznie. - I tak już jestem spóźniona.
Jusin przewraca oczami i sięga po bluzę wiszącą na wieszaku.
 - Dobra, już dobra - mamrocze. - Chodź.

*

 Justin zatrzymuje się przed samym budynkiem i krzywi się, gdy na niego spogląda. 
 - Nie byłem tu kilka dobrych miesięcy - mówi. - I wcale nie tęskniłem. 
Patrzę się na niego. 
 - Chodziłeś do NYU? - zadaję pytanie zaskoczona. 
Chłopak przytakuje głową. 
 - Nigdy cię tam nie widziałam, a to już mój trzeci rok. 
Wzrusza ramionami i odrywa wzrok od budynku. 
 - Bo mało kiedy tam zaglądałem. Wywalili mnie - przyznaje się. 
 - Oh. 
Nagle zauważam Mirandę, która czeka na mnie przed budynkiem. Napisałam jej kilka minut temu żeby wchodziła beze mnie, ale ona się uprarła, że poczeka. 
 - Muszę już iść - mamroczę i otwieram drzwi od samochodu. - Dzięki za podwózkę - mamroczę uśmiechając się lekko. 
Chłopak przytakuje głową i patrzy na mnie mimochodem. 
 - Ta, w porządku - odpowiada. - Do zobaczenia... kiedyś tam - mruczy pod nosem. 
Zamykam drzwi od samochodu i marszczę brwi na nagłą zmianę w jego zachowaniu. Nie rozumiem tego. 
Gdy jego samochód odjeżdża Miranda szybko do mnie podbiega. 
 - Czy to był Justin? - pyta patrząc się na mnie z szokiem wypisanym na twarzy. 
 - Ta - odpowiadam tylko. 
Dziewczyna przytula mnie na przywitanie. 
 - Cholera, wali od ciebie procentami - mówi jak zwykle szczera. - I nie wyglądasz najlepiej.
No co ty nie powiesz.
 - Mam kaca - przyznaję się bez bicia i przecieram oczy dłonią. 
Muszę pójść do łazienki i zmyć całkiem ten makijaż. 
 - Nie wzięłam dzisiaj nic do notowania. Będziesz musiała mi pożyczyć - informuję ją. 
Nie mam nawet torby. Nic nie mam. I czuję się jak gówno. Do tego zajęcia mam do czternastej. Jak ja przetrwam?
Gdy idziemy w stronę wejścia Mi posyła mi pytające spojrzenie. 
 - Spędziłaś noc z nim? - ręką wskazuje na miejsce, w którym jeszcze niedawno stał jego samochód. 
 - Tak, ale nie w ten sposób co myślisz - tłumaczę się. - Po prostu za dużo wypiliśmy. 
 - W to nie wątpie - odpowiada śmiejąc się. 
Przewracam oczami, bo nie jestem w ogóle chętna do rozmów, a co dopiero do żartowania. 
- Chcę dzisiaj tylko przetrwać ten dzień i iść spać - mówię. - Opowiem ci kiedy indziej - odpowiadam wymijająco. 
Miranda już nie naciska. Idziemy do łazienki żebym mogła zmyć makijaż, a później wchodzimy do klasy prawie pół godziny spóźnione. Profesor posyła nam tylko karcący wzrok i każe usiąść na swoich miejscach. Robię to z wielką chęcią. Wciskam się w siedzenie i opieram głowę na dłoni marząc o kąpieli i czystym łóżku. 

*

 Po kilku godzinach w piekle, w końcu mogę wrócić do domu. Miranda namawia mnie do tego żebym pozwoliła jej chłopakowi się podwieźć, a ja zgadzam się, bo naprawdę nie chcę mi się zachrzaniać na piechotę. Dzisiaj nie mam na to siły. 
 Wchodzę na tylne siedzenie i zamykam za sobą drzwi. Miranda od razu zaczyna mu się żalić, że kolokwia źle jej poszły i że zapewne będzie musiała zdawać je drugi raz. Ja nie byłam aż tak sceptycznie nastawiona Może i nie poszło mi najlepiej, ale źle też nie. Przez połowę drogi jej chłopak uważnie jej słucha, aż w końcu spogląda na mnie przez lusterko. 
 - Haz, kim był ten chłopak, z którym wczoraj przyszłaś? - pyta, a ja czuję jak zakłopotanie ogarnia całe moje ciało.
Przegryzam wnętrze policzka i zastanawiam się nad odpowiedzią. On wie, że Mike jest moim chłopakiem, więc nie wiem jaka odpowiedź będzie w porządku. Myślałam, że nie zwróci uwagi na to, że kogoś przyprowadziłam, bo już wiele razy przychodziłam do niego z różnymi ludźmi i zawsze miał to gdzieś. 
 - Byłaś wczoraj z Justin'em w barze? - pyta się Mi i przekręca głowę, aby móc na mnie spojrzeć. 
 - Justin? - pyta chłopak. 
 - Brat Michae'a  - wyjaśnia mu moja przyjaciółka.
 - Spotykasz się z bratem swojego chłopaka? - pyta i marszczy brwi. 
Ledwo co powstrzymuję się przed przewróceniem oczami. Czuję się jak na przesłuchaniu u rodziców, a przecież jestem już dorosłą osobą na litość boską. 
 - Przyjaźnimy się - mówię.
To jest akurat prawda. 
Przyjaźnimy się od wczoraj, więc mamy prawo być razem widywani. Prawda? 
Wątpie, że Mike będzie z tego zadowolony. 
Jeszcze przez chwilę patrzą się na mnie dziwnie, aż w końcu dają za wygraną. 
I dzięki Bogu. 
Zatrzymują się przed samym wejściem na moją klatkę schodową. Dziękuję im i wychodzę z samochodu czując ulgę, że w końcu będę mogła porządnie się wyspać. 
 Po wykonaniu wszystkich czynności typu kąpiel idę do kuchni, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Nie jadłam cały dzień i dosłownie umieram z głodu. Wyjmuję z lodówki wszystkie potrzebne produkty do stworzenia omleta i zabieram się do roboty. 
Gdy dwa pierwsze omlety leżą już na talerzu słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości. Wycieram ręce o szmatkę leżącą obok i odblokowuje telefon. Wiadomość jest od Justin'a. 

Od: Justin                                                                                                                Żyjesz? 

Przewracam oczami i odpisuje na jego durne pytanie.
 
Do: Justin                                                                                                                Nope, właśnie umarłam (: 

Nie mija nawet pięć sekund kiedy dostaję odpowiedź.

Od: Justin                                                                                                                To dobrze. Przynajmniej nikt nie będzie mówił, że mój kutas jest mały :) 

Zaczynam się śmiać sama do siebie. Nie wierzę w tego człowieka. On jest ciągle zły o to co powiedziałam. Powinnam mu zmienić nazwę na "Nadąsana księżniczka". Idealnie do niego pasuje.

Do: Justin                                                                                                                  No i za karę nie dostaniesz omletów, ups.
 Od: Justin                                                                                                                  Mogę do ciebie wpaść i zjeść ci te omlety? 

Znowu się uśmiecham i wpycham ostatni kawałek do buzi.

Do: Justin                                                                                                                Za późno. Zjadłam. Idę spać.  Bye.

Nie czekając na jego odpowiedź idę w stronę sypialni. Wyciszam telefon i kładę go na szafkę nocną po czym rzucam się na łóżko. Jestem tak zmęczona, że po kilku minutach z łatwością zapadam w sen.


*
Budzi mnie dzwonek rozlegający się w całym mieszkaniu. Ktoś jest niecierpliwy, bo naciska go dosłownie milion pieprzonych razy w ciągu kilku sekund. 
 - Idę! - krzyczę zaspanym głosem chociaż nawet nie jestem pewna czy ten ktoś mnie słyszy. 
Unoszę dłonie, aby się rozciągnąć i z ciężkością wstaję z miejsca. Dlaczego wtedy kiedy naprawdę potrzebuję snu ktoś musi mi przeszkodzić? Przechodząc przez salon mimochodem spoglądam na zegarek. Już po dwudziestej. Może to Mike? Zazwyczaj o tej godzinie przychodzi do mnie po pracy. 
Otwieram drzwi i wzdrygam się, gdy słyszę chórowe "Hej". Hm, to zdecydownie nie Mike. 
Najpierw bez zaproszenia do domu wchodzi Martin, a później reszta idzie w jego ślady. 
Zayn.
Pia.
Mia.
Travis.
I Justin. 
Oni wchodzą do salonu i goszczą się tak jakby byli u siebie. Justin za to przystaje w wejściu i uśmiecha się do mnie niewinnie. 
 - Cześć przyjaciółko - mruczy pod nosem. 
Marszczę brwi i patrzę się niezrozumiale najpierw na ludzi siedzących w salonie, a później na niego. 
 - Coś pominęłam? 
Wzrusza ramionami. 
 - Pisałem do ciebie, że przyjdziemy, ale nie odpisywałaś - odpowiada z miną niewiniątka. - Ja próbowałem cię uprzedzić - cmoka do mnie w powietrzu i wymijając mnie wchodzi do mieszkania. 
Super. 
Zamykam drzwi i podążam jego śladem. Wszyscy już się rozgościli. Zabrali moje słodycze i napoje z szafek. Ew. 
Nie dosyć, że nie mam makijażu, to pięknością stroju też nie grzeszę. Mam na sobie tylko leginsy i o wiele za dużą bluzę, w której śpię, gdy jest mi zimno. Och, i ten niedbały kok goszczący na mojej głowie. Świetnie. 
Obserwuję jak Justin zajmuje ostatnie wolne miejsce na fotelu, więc ja nawet gdybym chciała nie mam gdzie usiąść. Jasnowłosy na mnie spogląda i gdy zauważa, że nie mam miejsca z cwanym uśmiechem klepie swoje kolana na co dostaje ode mnie środkowy palec. Martin otwiera piwa, które przyniósł i podaje je każdemu po kolei. Gdy wyciąga dłoń z piwem dla Justin'a ten musi wstać i po nie podejść, bo jest za daleko. Korzystam z chwili i z chichotem rzucam się na fotel. 
 - Co do kurwy? - pyta Justin i unosi brwi, gdy odwraca się i widzi, że jego miejsce jest zajęte. 
Cmokam do niego w powietrzu, tak jak on zrobił to wcześniej, a reszta zaczyna się śmiać. 
 - Przegrałeś stary - mówi Travis i krzywi się rozbawiony jego porażką. 
Justin bierze łyk piwa i przytakuje głową. Mruży oczy, a ja już wiem, że wcale tak tego nie odpuści. Podchodzi do mnie i najzwyczajniej w świecie rozkłada się na siedzeniu niezważając na to, że jest zajęte.
Sapię, gdy przygniata mnie swoim ciałem. 
 - Ty dupku, jesteś za ciężki - mamroczę czując jak jego kości wbijają mi się w nogi. 
Justin przekręca się tak, że jego plecy opierają się o jeden z boków, a nogi przerzuca przez drugi.
 - Zabijesz nam Hazel - mówi Travis rzucając w niego garścią popcornu. 
Justin spogląda na mnie z uśmiechem. 
 - Ups - mówi i zaczyna chichotać. 
Już po chwili reszta zaczyna rozmawiać o nadchodzących wyścigach całkowicie mając gdzieś to że się dusze. 
 - Justin, tym razem ty się ścigasz? - pyta Travis. - Zawsze jak ja startuje to dzieje się coś gównianego. 
 - To nie wy musieliście uciekać przed pieprzonymi glinami przez jakieś gówniane polany - mamrocze pod nosem Zayn.
Całkiem zapomniałam o tym, że Zayn został tam sam. 
Martin zaczyna się śmiać. 
 - Znasz zasady stary. Nie czekamy na tych co zostali w tyle. 
Dosyć butalne zasady, 
Zaraz, zaraz.
Justin mnie nie zostawił. Wręcz przeciwnie, on mnie szukał. 
Złamał zasadę? 
Pozwolił im siebie zostawić czy jak, bo już nie rozumiem. 
Patrzę się na chłopaka, który oblizuje usta i odpowiada, że tym razem się ściga. Czy to możliwe, że naprawdę zrobił to co podejrzewam, że zrobił? Marszczę delikatnie brwi, gdy zauważam na jego policzku malą bliznę. Ledwo co powstrzymuje się przed tym żeby wyciągnać rękę i jej dotknąć. Nigdy wcześniej jej nie widziałam.
Grupka zmienia temat i zaczyna się rozmowa o jakiejś lasce, którą Travis wyrwał na ostatniej imprezie i w tym samym momencie Justin przestaje ich słuchać. Odwraca się twarzą do mnie, a nasze oczy się spotykają. 
 - Co tam, przyjaciółko? - pyta posyłając mi rozbawiony uśmiech. 
Przewracam oczami i powstrzymuję się przed uśmiechem, który aż pcha mi się na usta. 
 - Śmiejesz się z naszej przyjaźni? - pytam unosząc brwi. 
Justin przykłada dłoń do piersi i dramatycznie wzdycha. 
 - No wiesz co? Nigdy kochanie - odpowiada udając powagę. 
Znowu przewracam oczami, ale tym razem też się uśmiecham. Dziubię go pomiędzy żebra i wskazuje na jego tyłek, który gniecie mi nogi. 
 - Masz strasznie kościstą dupe - mówię krzywiąc się, gdy się porusza i wbija mi kościu w uda. 
Justin zaczyna sę śmiać i specjalnie jeszcze bardziej mnie przygniata. Przysuwa się do mnie. 
 - Wiesz, że możemy się zamienić? - mruczy przy moim uchu. 
 - Ale-auć - warczę, gdy znowu specjalnie się wierci. - Dobra, dobra zamieńmy się - wzdycham dając za wygraną. - Ale przestań już, bo mi nogi odpadną. 
Justin uśmiecha się triumfalnie. Wstaje ze swojego miejsca i nie czeka nawet na to aż sama się podniosę. Po prostu podnosi mnie i sadza sobie na kolanach. 
Można i tak. 
Pia unosi brwi i uśmiecha się cwanie, gdy widzi, co właśnie się stało. Posyłam jej wzrok mówiący "Spadaj, to wcale nie tak", ale ona najwyraźniej się tym nie przejmuje.
Nagle przypominam sobie słowa Pii w dzień,w którym się poznałyśmy. 
,,Justin na ogół nie ma przyjaciółek, z którymi nic go nie łączy" 
Hm, cóż... teraz ma.
Mnie. 
Prawda? 
Nagle czuję jak jego dłonie wsuwają się pomiędzy moją talie i ręce, które przy niej trzymam. Zamieram czując się tak jakby ktoś odebrał mi możliwość poruszania się. Owija je wokół mojego pasa i przyciąga mnie do siebie jeszcze bardziej. Kładzie głowę w zagłębieniu mojej szyi, a ja idealnie mogę usłyszeć i poczuć przy sobie jego oddech. Dziwne uczucie ogarnia całe moje ciało. 
Okej, wszystko jest okej. 
Przyjaciele się przytulają. 
To jest w porządku. 
Przechodzą mnie dreszcze, gdy jego palce dotykają mojej nagiej skóry w miejscu, w którym podwinęła mi się bluza. Czuję jak pieszczotliwie zaczyna glaskać mnie tam swoją dłonią. Nie wiem czy robi to świadomie czy nie. Rozmawia z resztą o ostatnim wyścigu i wygląda tak jakby w ogóle nie był skupiony na mnie, ale nie jestem już pewna niczego. Nic nie mogę poradzić na to, że jego dotyk działa na mnie kojąco. Chcąc nie chcąc rozluźniam się i wtulam się w niego jeszcze bardziej. 
Tym razem to Martin coś zauważa. Podnosi głowę i jego wzrok ląduje idealnie w miejscu, w którym Justin trzyma rękę. Później powoli skanuje pozycję w jakiej się znajdujemy, a gdy zauważa, że mu się przyglądam zaciska usta w wąską linię i odwraca głowę. 
Znowu zaczynam czuć się niekomfortowo.
Martin wie kto jest moim chłopakiem. Pewnie teraz uważa mnie za jakaś zdzirę, super. 
 Przekręcam głowę tak, aby móc spojrzeć na Justin'a i zamieram, gdy okazuje się, że prawie stykamy się nosami. Cholera, cholera, cholera. 
Odskakuję od niego i szybko wstaję z jego kolan. 
Za blisko. 
 - Ym, idę do toalety - informuję ich i od razu kieruję się w stronę łazienki. 
Wchodzę do środka i zamykam się na klucz. 
Wszystko jest w porządku. Czemu jestem taką panikarą? Przyjaźnimy się i tylko i wyłącznie to. Nie obchodzi mnie co myśli Martin, ja wiem swoje. Powinnam przestać tak się zadręczać i mieć to po prostu gdzieś. 
Teraz wyjdę z tej łazienki, siądę na jego kolanach i wszystko będzie okej, bo przecież przyjaciele mogą siadać sobie na kolanach i koniec kropka. 
Biorę głęboki oddech i otwieram drzwi od łazienki. Wchodzę do salonu i zauważam, że wszyscy zaczynają się zbierać. 
 - Będziemy już szli Haiz - mruczy Pia i podchodzi do mnie, aby dać mi całusa w policzek. - Jest już po dwudziestej trzeciej, a Mia ma też jutro zajęcia. 
 - Oh, w porządku - odpowiadam i uśmiecham się delikatnie. 
Żegnam się ze wszystkimi po kolei oprócz Justin'a, który był już w drodze do drzwi. Marszczę brwi i w niezrozumieniu obserwuję jego poczynania. Czuję się trochę tak jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Justin mnie zignorował.
 - W sumie to, odprowadzę was - proponuję im, gdy są prawie przy wyjściu. 
 Wychodzę razem z nimi na dwór i od razu zaczynam tego żałować. Jest cholernie zimno. 
Obserwuję jak Pia, Mia i Travis wsiadają do jednego samochodu i odjeżdżają. Justin stoi przy swoim i opierając się o niego pali papierosa. 
Czemu wyszedł nawet się ze mną nie żegnając? 
Chowam dłonie w za długie rękawy bluzy i biorąc głęboki oddech podchodzę do niego. 
 - Co jest? - pytam przegryzając wnętrze policzka. 
Justin wypuszcza dym z ust i patrzy się na mnie z wyrazem, którego za nic w świecie nie potrafię rozgryźć. 
 - Poczekaj na mnie w samochodzie - mamrocze do Martin'a, który stoi trochę dalej od nas. 
Chłopak patrzy się na mnie, a później na niego aż w końcu przytakuje głową.
 - Jasne - odpowiada i wchodzi do samochodu. 
Jasnowłosy zaciąga się ostatni raz i wyrzuca papierosa na ziemię. 
 - Jesteś na mnie zły? - pytam bawiąc się za długimi rękawami bluzy. 
Nie wiem czemu aż tak zaczęłam się tym przejmować. Gdyby kilka tygodni temu olał mnie i wyszedł z mojego mieszkania krzyknęłabym za nim, żeby się pierdolił i to byłby koniec sprawy, ale dzisiaj... nie wiem. Nie potrafię tak. Dopiero co zaczęło się między nami układać, nie chcę tego psuć. 
 - Czemu miałbym być zły? - pyta unosząc brwi. 
Wzruszam ramionami i ciągle unikam jego wzroku. 
 - Nie pożegnałeś się - mamroczę pod nosem ledwo słyszalnie. - Pomyślałam...
- Ja nigdy się z nikim nie żegnam - odpowiada wzruszając nonszalancko ramionami. - Po prostu tak już mam. Nie bierz tego do siebie - jego głos brzmi jakoś oschle. 
 - Oh... okej - odpowiadam nadal na niego nie patrząc. 
Porusza się, a ja jestem pewna, że zaraz wsiądzie do samochodu i po prostu sobie odjedzie. Wydaje z siebie ciche i długie westchnięcie i wcale nie rusza się z miejsca. Kładzie dwa palce pod moją brodę i unosi moją głowę tak żeby moje oczy były utkwione w jego. Ma zagubiony wzrok. Wygląda tak jakby toczył w sobie jakiś rodzaj bitwy, której ja nie potrafię zrozumieć. 
Nagle czuję jak przysuwa się do mnie. Moje serce zaczyna bić szybciej, bo jestem prawie że pewna, że mnie pocałuje, ale zaskakuje mnie, gdy jego ciepłe, zwilżone usta lądują na moim czole. Przymykam oczy czując miłe uczucie w brzuchu i delektuję się chwilą. 
Pocałował mnie w czoło. Cholera jasna.
 - Dobranoc, aniele - mruczy i uśmiecha się do mnie delikatnie.
Odsuwa się i robi krok, aby wejść do samochodu, gdy w tym samym momencie ktoś wyłania się z ciemnej uliczki po boku. 
 - Hazel? Co ty tutaj robisz o tej... - znajomy głos milknie, gdy Justin znowu się odwraca.  - Justin? 
Cholera, nie. 
Tylko nie to. 
Tylko nie Mike.

***

Jest już prawie pierwsza w nocy, ale nabrałam jakiegoś natchnienia i aż rwało mnie do tego żeby pisać rozdział haha dawno już tak nie miałam :")

Dużo Jazel w rozdziale, więc chyba jest oki. No i jest dłuższy niż poprzednie.
Oh nie, Mike ich przyłapał i co teraz? 

Pamiętajcie, że im większa aktywność tym rozdziały będą częściej! 

Victoria x

31 komentarzy:

  1. Cudowny. Czekam na kolejny z niecierpliwością, zaciekawiona reakcji Mike.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku dlaczego ten rozdział się już skończył ����

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja cie chrzanie!!! Będzie akcja w następnym tak zem czuje ����

    OdpowiedzUsuń
  4. o kurczaki.... Mike to tez ma wyczucie czasu ;/
    Ciekawe jak Hazel sie wytłumaczy :D
    Świetny rozdział super że dodałaś tak szybko ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. w końcu jakaś akcja ;D świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. ahh świetny świetny :D jestem mega ciekawa jaką wymówkę bd mieć dla Mike'a "D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnim razem jak była duza aktywność to dodałas po 2 tygodniach to cieżko Ci wierzyć juz:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ostatnim razem była duża aktywność (co było chyba trzy rozdziały temu) wstawiłam cztery dni później miś :)

      Usuń
    2. Tylko pamiętaj, ze to my jesteśmy tu dla ciebie a nie ty dla nas xd

      Usuń
    3. Nope. Przykro mi, ale to działa w dwie strony :)

      Usuń
    4. raczej to Ty powinnaś starać sie o czytelników, a nie my o Ciebie:p chyba, ze nie piszesz tego dla własnej przyjemności. Wtedy nie widze w tym żadnego sensu. Jest milion osob, ktore to robią, jesli Ty przestaniesz prowadzić bloga to świat sie nie zawali, wszyscy dalej będą żyć:)
      All love.

      Usuń
  8. Aaa mega! Chcę już następny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko! Fajnie w sumię że ich Mike przyłapał ���� Serio się ciesze. To trochę dziwne, że po tym wyskoku Hazel z kolan Justina każdy zaczął się zbierać. Dobra, nieważne. Nareszcie znowu spotkali się razem ich całą grupką <3 No i oczywiście Jazel ajajaj! Dużo jej tu! I oby więcej ich było! Mam nadzieje że Mike nic nie zrobi Hazel bo jak Justin się dowie to może być kiepsko. Chociaż w sumie niech coś jej zrobi, chce żeby Justin pobił Mike'a �� Czekam na kolejny! Weny! xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział cudowny...😍😍😍😍😍😍😍😘😍😍😘😍😍😘😘😘
    Czekam na nexta! !!♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  11. A teraz grupowy sex ��

    OdpowiedzUsuń
  12. Dawaj następny, bo oszaleję z ciekawości;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dawaj następny rozdział...Szybko! To rozkaz :D
    Za każdym razem jak czytam 'aniele' to przypominam sobie o Patchu i aż znowu bym to przeczytała <3
    Przyznaj się, ja cię do tego zainspirowałam jak gadałyśmy o książce ...wiem swoje ;))
    Czekam na next :*
    I niech wkońcu się że sobą prześpią czy coś *-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Dawaj następny rozdział...Szybko! To rozkaz :D
    Za każdym razem jak czytam 'aniele' to przypominam sobie o Patchu i aż znowu bym to przeczytała <3
    Przyznaj się, ja cię do tego zainspirowałam jak gadałyśmy o książce ...wiem swoje ;))
    Czekam na next :*
    I niech wkońcu się że sobą prześpią czy coś *-*

    OdpowiedzUsuń
  15. Oh my gosh 😍 czekam niecierpliwie na next 💜

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciężko jest mi znaleźć fan fiction, które będzie odpowiadało mojemu gustowi pod względem PISARSKIM, ludzie czasami piszą tak beznadziejnie, że czytając komentarze pod ich opowiadaniami, boli mnie serce, kiedy widzę, że niektórym się to podoba. Właśnie skończyłam Return, i zajrzałam tu, bardzo pozytywne zaskoczenie w MB'sG bo po prostu się zakochałam. Życzę Ci jak największego zapału do pracy i dobrych pomysłów, pozdrawiam :)-W

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow, to jest genialne. I w końcu konfrontacja Mike'a, Kazel i Justina. Boskobi czekam na wiecej

    OdpowiedzUsuń
  18. Wow, to jest genialne. Bardzo mi się podoba. I w końcu doszlo do konfrontacji Mike'a, Hazel i Justina. Bosko!! Jestem ciekawa co z tego wyniknie. Czekam na kolejny i życzę weny!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem i ja, hah, wiem, że na mnie czekałaś. Byłam pewna, że skomentowałam rozdział ale tego nie zrobiłam, ew. Anonimek u góry chyba nie rozumie, że komentarze motywują itd, wybacz, za bardzo mi się nic nie chcę żeby pisać więcej 😂 w każdym razie ja cię rozumiem i wyluzuj, ach i ja nie przeżyję jeśli przestaniesz pisać bo srsly jestem uzależniona i ogólnie weszłam tu żeby ci nawtykać. 😂 więc ogólnie rozdział jest idealny, dużo Jazel i jestem w niebie, Mike ich przyłapał i robi się jeszcze jeszcze ciekawiej 😍💪 a sytuacja w domu Hazel to wygryw, tak uroczo. 😁😇 dobra, teraz mam nadzieję, że się uczysz albo jeszcze spędzasz wakacje albo zmieniłaś szkołę i się stresujesz ale się nie stresuj 😂 i mam nadzieję, że zaraz wstawisz rozdział, bo się już stęskniłam 😘😍 niecierpliwie czekam na nexta, życzę ci dużo weny, czasu i powodzenia w roku szkolnym i bardzo cieplusio pozdrawiam. 😂❤

    OdpowiedzUsuń
  20. Kiedy następny ? ;)

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams