12.08.2016

Chapter Sixteen

,,Uczucia są oznaką słabości." 

Justin

 Odprowadzam ją wzrokiem do momentu, w którym znika za drzwiami. 
 - Kurwa mać - mamroczę pod nosem. 
Biorę głęboki oddech. Zaciskam szczękę i w myślach liczę do dziesięciu. 
Nie oczekiwałem, że rzuci mi się w ramiona i przyzna, że świat się  z m i e n i ł. A może jednak oczekiwałem? Teraz sam już nie wiem. 
 Ona myśli, że przez cały ten tydzień miałem ją gdzieś, a to nic bardziej mylnego. Nie powiedziałem jej, że siedziałem wieczorami pod jej blokiem prawie każdego pieprzonego dnia. Na początku myślałem, że nie otwiera mi dlatego, że jest na mnie zła lub inne gówno. Fakt, znam jej kod do mieszkania, ale nie mam klucza od domu i mimo, że spokojnie mógłbym otworzyć drzwi to i tak tego nie zrobiłem. Chciałem jej pokazać, że w jakimś stponiu, najmniejszym, ale nadal jednak jakimś szanuję to, że musi ochłonąć i, że nie chce mnie widzieć. Czwartego wieczoru jeden z jej sąsiadów jak wracał do domu zapytał się mnie czemu ciągle mnie tutaj widzi i czy powinien dzwonić na policję. Żarotwał i śmiał się i mimo, że na początku strasznie mnie wkurwiał, wiedziałem, że nie mówi tego na poważnie. Grzecznie, na mój własny sposób, wyjaśniłem mu, że czekam na Hazel. Wiecie co on mi wtedy odpowiedział? 
Że tego samego dnia rano przyjechała do domu ze swoim  c h ł o p a k i e m, była tam może z pięć minut i wyszła z torbami. 
Mieszkała u Mike'a. 
Cały ten pieprzony czas kiedy ja jak ostatni debil siedziałem pod jej mieszkaniem ona była z nim. 
 Na dzisiejszą imprezę przyszedłem tylko dlatego, że Pia powiedziała, że zaprosiła Hazel. Chciałem z nią w końcu porozmawiać, byłem zmęczony tą pieprzoną ciszą i brakiem jakiegokolwiek odzewu. Ale oczywiście jak zwykle bez niespodzianek, ona nie przyszła. Martin zapoznał mnie z dwiema dziewczynami, które były zajebiście seksowne i chętne na wszystko. Przestałem przejmować się Hazel i pierwszy raz od kilku ostatnich dni nie myślałem o niej przez całą godzinę. Później zobaczyłem jak Travis robi mi zdjęcia, a ja nienawidzę jak ktoś mnie fotografuje. Wkurzyłem się i wyszedłem z klubu. Wsiadłem w samochód i obiecałem sobie, że jeżeli tym razem spotkam Hazel w jej mieszkaniu to pocałuję ją. Postanowiłem, że zrobię to nawet jak będę musiał ją do tego zmusić. Chciałem zobaczyć czy coś się zmieni. Oczywiście jadąc tam i obiecując sobie to wszystko nawet przez myśl mi nie przeszło, że ona naprawdę może być już u siebie w mieszkaniu. 
 Zatrzymałem się pod jej bokiem i postanowiłem napisać do niej, mimo, że na początku tygodnia powtarzałem sobie, że tego nie zrobię. I nagle wyszła przez te pieprzone drzwi jakby nigdy nic. Była tam. Naprawdę tam była, a ja nie mogłem w to uwierzyć. Wkurzona, pełna nienawiści do mnie i tak perfekcyjnie piękna jak sobie wyobrażałem. Spróbowałem ją pocałować, ale ona oczywiście mi na to nie pozwoliła. Wtedy pomyślałem sobie, że muszę to zrobić. Obiecałem sobie, że to zrobię. Muszę być lojalny wobec samego siebie. Ze spokojem stałem i patrzyłem się na nią średno przywiązując wagę do tego co mówi, aż w końcu z jej ust padły słowa całuj mnie. Przez pierwsze chwile nie byłem pewien czy naprawdę to powiedziała, czy nie jest to przypadkiem wytwór mojej wyobraźni. Ale później już przestało mieć to dla mnie znaczenie. Pozwoliła mi na to. Pocałowałem ją. 
Świat się zmienił i ona wiedziała o tym w momencie, w którym pocałowała mnie po raz drugi.
Zaprzeczyła. Uciekła.
Nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła. To takie typowe dla niej. 
A teraz jestem tutaj. Siedząc w samochodzie zastanawiam się czy tak właśnie wygląda odrzucenie, bo jeszcze nigdy nie zaznałem tego uczucia. Przez siedem lat życia, odkąd skończyłem szestaście lat byłem pewien, że uczucia umarły we mnie w dniu moich pieprzonych nieudanych urodzin. Byłem pewien, że już nigdy nic nie poczuję i w sumie nie chciałem czuć. Siedem lat obojętności do świata i ludzi tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że tak jest po prostu lepiej. Teraz? Teraz nie jestem pewien już niczego.

*

 Kolejnego dnia, ku mojemu zdziwieniu dzwoni do mnie mama. Nie robiła tego przez kilka ostatnich miesięcy, więc to cholernie dziwne. Pyta czy mogę wpaść wieczorem do "domu", tak jakby uważała, że należę do tego gówna, bo musimy o czymś porozmawiać. Zgodziłem się. Nie dlatego, że chcę jej w czymś pomóc lub żeby jechać tam dla własnej przyjemności. Jestem najzwyczajniej w świecie ciekawy czego ode mnie chce.
 Wychodzę z mieszkania i dwadzieścia minut później jestem na miejscu. Mimo mojej ciekawości chcę jak najszybciej mieć to za sobą. Ten dom nadal nie należy do najprzyjemniejszych miejsc w jakie mam okazję przychodzić. Wchodzę do środka i witając się lekkim skinieniem głowy z Lydią wchodzę na górę. Wiem, że jest w swojej sypialnii. Ona zawsze tam siedzi. Przechodzę obok dużych i obrzydliwie drogich obrazów wiszących na ścianach i nie zerkam na nie nawet na sekundę. To jest właśnie jeden z powodów, dla których nienawidzę tego miesjca. Nie czujesz się tutaj jak w domu, raczej jak w zamku pełnym antyków, których nie możesz dotykać. Ojciec uwielbia sztukę i historię, więc oczywiście cała posiadłość jest pełna tego gówna.Podchodzę do dwuramiennych ciemnobrązowych drzwi. W tle słyszę muzykę klasyczną, co oznacza, że ojciec siedzi w swoim gabinecie obok. Nawet nie wysilam się na to, żeby pójść się z nim przywitać. On nie chce widzieć mnie, a ja nie chcę widzieć jego. Wyciągam dłoń i zewnętrzną stroną dłoni uderzam trzy razy w drzwi.
 - Wejść - słyszę jej głos wydobywający się zza ściany.
Naciskam na klamkę i wchodzę do środka. Mój wzork od razu pada na niską, ciemnowłosą kobietę siedzącą z książką przy kominku. Unosi głowę i spogląda na mnie. Uśmiecha się co od razu zbija mnie z tropu.
 - Justin - wstaje, odkłada książkę i podchodzi, aby objąć mnie w lekkim uścisku.
Nie odwzajemniam go.
 - Chciałaś mnie widzieć  - mówię odsuwając się od niej.
Gdy zauważa moją obojętność jej uśmiech trochę blednie. Odchrząkuje i przyytakuje powoli głową.
 - Tak - odpowiada. - Jak zapewne wiesz, już niedługo nasza firma obchodzi swoje piąte urodziny.
Nie miałem o tym pojęcia.
 - Co w zwiazku z tym? - pytam przechodząc od razu do sedna.
Kobieta posyła mi wzrok i odwraca się do półki z książkami i albumami. Wyjmuje jeden z większych brązoowych i przez kilka chwil go kartkuje. Nagle podaje mi zdjęcie. Marszczę brwi w niezrozumieniu i spoglądam na nie. Jestem na nim ja stojący na scenie i odbierający dyplom za pierwsze miejsce w konkursie muzycznym. Prycham i nawet nie biorę go do ręki.
 - Po co mi to pokazujesz? - zadaję pytanie i wbijam w nią pytające spojrzenie.
Kobieta wzdycha i opuszcza dłoń, w której trzyma zdjęcie.
 - Kiedyś byłeś w tym dobry.
 - Kiedyś byłem mały i głupi - poprawiam ją.
 - Chcę żebyś zaśpiewał na przyjęciu - proponuje mi z neutralnym wyrazem twarzy.
W ciszy patrzę się na nią przez kilka chwil. Zastanawiam się czy robi sobie ze mnie żarty czy mówi to poważnie. Miałbym  ś p i e w a ć ? Nie robiłem tego od trzynastego roku życia. Rzuciłem to. Nie widziałem sensu w tym co robiłem. To ja zdecydowałem się odciąć od tej rodziny, ale fakt, że ona nie zrobiła nic, kompletnie nic żeby mnie zatrzymać zabolała mnie cholernie, chociaż zapewne nigdy nie przyznam tego głośno. Po tym wszystkim, po tej ciszy nagle przychodzi do mnie z taką propozycją?
Wybucham śmiechem. Nie rozbawionym. To brzmi jak nieracjonalny i pełen ironii śmiech.
 - To niedorzeczne - mówię kręcąc głową.
Moja matka patrzy się na mnie tak jakby była zraniona moją odmową. Och, ona czuje się zraniona?
Niesamowite.
 - To była tylko moja propozycja, zadałam pytanie i decyzja --
 - Moja odpowiedź brzmi nie - przerywam jej.
Wzdycha i opuszcza głowę. Odwracam się na pięcie i zaczynam wychodzić.
 - Zastanów się nad tym - dodaje, ale ja mimo jej gadania i tak się nie zatrzymuję.
Nie ma nad czym się zastanawiać.
Wychodzę z pokoju i szybkim krokiem schodzę po schodach.
Nie jestem jej nic winien. Nie będę spełniać jej "prośb" tylko dlatego, że nagle dostała takiej ochoty. Skończyłem z muzyką. Zrobiłem to żeby wkurzyć rodziców, ale to nadal była moja decyzja i nie mam zamiaru jej zmieniać.
 Wchodzę do holu i pierwsze co do mnie dociera to śmiech. Mike'a. Mówi coś, ale brzmi zbyt niewyraźnie i nie mogę usłyszeć co. Marszczę brwi i postanawiam pójść w stronę dochodzących rozmów. Przechodzę przez salon i wchodzę do jadalni. Gdy moim oczom ukazje się Hazel i Mike pierwszym odruchem chcę się wycofać i jak najprędzej wyjść z tego, pieprzonego, domu. Mój brat stoi tyłem do mnie i próbuje pocałować Hazel, która ze śmiechem mu to utrudnia. Czuję jak coś przewraca mi się w żołądku i z jakiegoś powodu wiem, że ta sytuacja utrwali się w mojej głowie na dłużej. Nie wiem czemu, może dlatego, że wygląda tutaj na szczęśliwą? Robię krok w tył i w tym samym momencie ona podnosi głowę i wbija we mnie swoje ciemne tęczówki. Z zaskoczenia unosi brwi i odchrząkuje uderzając Mike lekko w ramie i tym samym informując go, że ma się odwrócić. Robi to, a gdy mnie zauważa uśmiecha się szeroko.
Kurwa, za późno na ucieczkę.
 - Bracie - mówi ciągle się uśmiechając. - A ty co tutaj robisz?
Mam ochotę uderzyć głową o ścianę, gdy nazywa mnie swoim bratem. Może i płynie w nas ta sama krew, ale dla mnie to nic nie znaczy. Odwracam wzrok od Hazel, która wydaje się być nieźle skrępowana tą sytuacją.
Wzruszam ramionami.
 - Miałem pewną sprawę - odpowiadam nierozgadując się.
Michael przytakuje głową.
 - Wpadaj częściej - proponuje, a jego wkurwiający uśmiech nawet na sekundę nie schodzi mu z ust.  Nagle zaczyna iść w stronę drzwi - Muszę na chwilę wskoczyć do ojca. Będę za sekundę - informuje Hazel, a ona przytakuje tylko głową. Mijając mnie na sekundę kładzie dłoń na moim ramieniu.
Chwilę później znika za drzwiami.
Oblizuję usta i chowam dłonie do kieszeni swoich ciemnych spodni. Zostajemy sami i nastaje między nami niezręczna i cholernie dłużąca się cisza. Unoszę głowę, a mój wzrok ląduje idealnie w jej brązowych oczach. Patrzy się na mnie z widocznym poczuciem winy i czymś czego nie potrafię określić. Nagle dociera do mnie coś co wkurwia mnie niesamowicie. Albo raczej wkurwia mnie to, że jestem bezradny i nic nie mogę z tym zrobić. Zauważam jak uchyla usta, aby coś powiedzieć, ale ja kręcę nieznacznie głową i wychodzę nie mówiąc ani słowa.
 Opuszczam najbardziej znienawidzone przeze mnie miejsce czując się jak ostatni debil, bo tym właśnie teraz jestem. Debilem.
Świat się zmienił, ale nie dla niej.
Jej świat jest wciąż taki sam.
To mój się zmienił.

*

 Uczucia są oznaką słabości. 
Z takimi myślami wracam do mieszkania i z takimi myślami robię coś przewidywalnego jak na mnie. Biorę od Martin'a numer dziewczyn, które poznałem na imprezie. Dzisiejszy dzień był zbyt popieprzony żeby nie skusić się na towarzystwo dwóch zajebiście seksownych lasek. Tak dwóch, bo jedna nie sprawi, że przestanę myśleć o tym pożal się Boże świętym związkiem Michael'a i Hazel. Tak bardzo perekcyjny i tak bardzo idealny. Pewnie skończą jako małżeństwo w jakieś willi za miastem z kilkorgiem obrzydliwie pięknych dzieci. Wymarzone życie, huh? 
 Zanim dzwoni dzwonek do drzwi zdążam wypić połowę szkockiej. Odkładam pustą szklankę na stolik i idę otworzyć. Uchylam drzwi, a gdy moim oczom ukazują się dwie długonogie niedawno poznane znajome bez zastanowienia wpuszam je do środka. 

 *

 O pierwszej w nocy budzi mnie rozlegający się dźwięk domofonu. Wzdychając powoli i niechętnie wstaję z łóżka. Jestem sam, więc zgaduję, że dziewczyny już wyszły. Narzucam na siebie bokserki i idę w stronę salonu, bo stamtąd właśnie dochodzi dźwięk.
 - Co jest? - pytam zachrypniętym głosem.
 - Panie Bieber, nie chciałem Pana budzić o tej godzinie, ale jest tutaj młoda dama, która mówi, że musi się z Panem zobaczyć - wyjaśnia ochroniaż, który zazwyczaj nocami pilnuje apartamentów w tym budynku. - Twierdzi, że ma na imię Hazel.
 - Nie twierdzę, tylko właśnie tak się nazywam półgłówku - słyszę w tle jej wkurzony głos.
Prawie się uśmiecham.
Przecieram dłonią oczy.
 - Ym jasne, wpuść ją - odpowiadam.
W tym samym momencie słyszę chichot dochodzący z mojego tarasu. Patrzę się w tam tą stronę i widzę dwie dziewczyny, z którymi pieprzyłem się niecałą godzinę temu.
To jakieś pieprzone żarty.
 - Kurwa mać - mamroczę pod nosem. - Tak właściwie, to zatrzymaj ją na moment - mówię zaczynając odczuwać panikę.
Hazel i tak mnie nienawidzi i ma o mnie beznajdziejne zdanie. Nie to, że mi na tym zależy, ale jak zobaczy jeszcze te laski to będę już całkowicie stracony.
 - Przykro mi, Panna Hazel weszła już do windy - informuje mnie, a ja błyskawicznie odrzucam słuchawkę i wbiegam do swojego pokoju.
Nakładam na siebie spodnie i biorąc koszulkę w rękę idę wygonić te głupie suki, których już dawno powinno tutaj nie być.
 - Macie pięć sekund żeby się stąd wynieść - warczę nawet na nie nie patrząc.
Słyszę za sobą ich chichot, ale posłusznie wchodzą z powrotem do pomieszczenia. Jeden z nich rzucam jej bluzkę leżącą w holu co jeszcze bardziej je rozbawia.
Niedobrze. Bardzo, kurwa, niedobrze. Są w samej bieliźnie i zamiast stąd spieprzać jeszcze się wygłupiają.
 - Twoja dziewczyna tutaj idzie? - pyta jedna.
 - Chętnie ją poznam - dodaje cwanym głosem druga i znowu zaczynają się śmiać.
Przewracam oczami coraz bardziej zniecierpliwiony.
 - Mówię poważnie. Macie spierdalać - odpowiadam głosem bez wyrazu.
Tak, jestem chujowy i zawsze wszystko pieprzę. I tak, to ja dzisiaj pierwszy od niej odeszłem i zostawiłem nawet nie pozwalając na wyjaśnienia. Ale to że tutaj przyszła musi coś znaczyć. Albo jestem tylko łudzącym się idiotą. Nie wiem, ale za to wiem, że jak dowie się o tym, że chwilę temu przeleciałem te dziewczyny wszystko będzie stracone.
Staję w holu i wsuwam ręce w swoją koszulkę. W momencie, w którym słyszę dźwięk otwieranych drzwi zamieram. Mentalnie uderzam się w twarz, za to, że nawet nie pomyślałem o tym, aby je zamknąć. Otwiera je i jej oczom ukazuje się widok mnie w połowie nakładającego swoją koszulkę.
Unosi brwi i zatrzymuje się. Jest zdezorientowana.
I nagle te dwie wkurzające suki tak po prostu przechodzą sobie przez salon i wchodzą do kuchni nawet nie zwracając na nas uwagi. Ciągle nie ubrane.
Kurwa.
Patrząc na to jak zachowują się teraz zdecydowanie nie mam pojęcia czemu się z nimi pieprzyłem.
Brwi Hazel opadają, a jej wyraz twarzy wygląda tak jakby już wszystko rozumiała. Skrępowana krzyżuje dłonie na piersiach i uciekając wzrokiem wypuszcza powietrze z ust.
 - To... chyba nie najlepszy moment - mamrocze pod nosem i zanim zdążę zareagować odwraca się i wychodzi zatrzaskując za sobą drzwi.
Nie, nie, nie, nie.
Nie zgadzam się.
Po prostu, kurwa, nie.
Nakładam na siebie koszulkę i pierwsze lepsze buty. Robię to co jako pierwsze przychodzi mi na myśl.
Wybiegam za nią.


***

Justin ty idioto, spieprzyłeś :C 

Jestem jestem jestem. Trochę mi się zeszło, no ale grunt, że już jestem.
Prawda? hah x

Mało w tym rozdziale Jazel i ogólnie dialogów, ale chciałam skupić się na Justin'ie i jego przemyśleniach tak, abyście lepiej mogli go później zrozumieć. 
Nie wiem czy mi wyszło, to już wy oceńcie.

Znalazłam takie cudowne zdjęcie i wiem, że to photoshop, ale nadal jest supi


Nie shippuje ich na żywo, ale fajnie jest widzieć Jazel nawet jeżeli to tylko photoshop haha <3

Nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy pojawi się next. Jeżeli nie wyjadę to dodam w niedziele, a jeżeli jednak tak to zapewne będziecie musieli poczekać trochę dłużej :")
Victoria 

20 komentarzy:

  1. Justin ty idioto ;/
    A Hazel też sobie pore na odwiedziny znalazla ...kurde ;/
    Świetny rozdział ! uwielbiam to opowiadanie ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Spieprzył sprawę ;_;

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mogłaś skończyć w takim momencie ?!
    Cudooo ! Dodaj szybko kolejny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietny rozdzialik , obys dodala w niedziele bo dluzej nie wytrzymam :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Hazel to suka która nie może się zdecydować �� Pierw go całuję, a później leci do swojego kochasia a zaraz kiedy Justin ma się z niej wyleczyć wpierdala mu w nocy do mieszkania. A najśmieszniejsze jest to, że ma Mike(?), a jak widzi Justina z laskami to wielkie halo. Nie lubię jej �� No to chyba tyle :)) Wyzylam się XDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Boze jak ja nie lubie Hazel ja pierdolr aaaa plus Justin tyle robi i skacze jej wokol dupy a ona ma to gdzies wtf, moglby ja olac XDDDD

    OdpowiedzUsuń
  7. To nie Justin jest tu idiota eee

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurwa! Oboje zjebali :3

    Chcę szybciutko następny !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Niech sie jeszcze na niego obrazi XDD

    OdpowiedzUsuń
  11. Matko Bieber... jak zwykle <<< ważniejsze dla niego aby zapomnieć... no nic czekam na next i mam nadzieję ze się opamięta :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bieber musiałeś się znowu pieprzyć ? Już myslalam, za z Hazel wszystko stracone a ona powraca a on e takiej sytuacji ! Fuck !

    OdpowiedzUsuń
  13. Jus ty kretynie zawsze coś zawalisz. Rozdział cudowny 💜💜💜

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam ten rozdział, serio. Jest taki jakiś supcio �� Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam rozdziały z perspektywy Justina! <3 Jego przemyślenia i w ogóle... początek taki sztoss serio.. on siedział jak ten głupi pod jej blokiem a ta nagle do Mike'a poleciała :") Kurde kurde kurde! Jak zwykle coś musi się spieprzyć. Mógł ukryć gdzieś te głupie laski.. dobra sama nie wiem co pisze, ale ja pierdziele. Jestem ciekawa co chciała mu powiedzieć. Daaaj mi szybko nexta! Btw. Tak sobie przypomniałam, odwaliłam coś ostatnio z twoim blogiem, tak jakby przypał, przypomnij mi żebym powiedziała ci o co chodzi lmao

    OdpowiedzUsuń
  16. Bieber.. ty chuju -,- Musiał zjebać. Kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
  17. Maj maj gooood. Ten blog to życie! 💜👄💋❤ Bieber to idiota i tyle w temacie! Czekam Z NIECIERPLIWOŚCIA NA ROZDZIAŁ.

    OdpowiedzUsuń
  18. Justin, justin, justin... Mysiałeś spierdolić, co nie ? Biedna Hazel.. ;( Właśnie dzisiaj przeczytałam całego booga, bo poleciła mi przyjaciółka. Szczerze mówiąc nie ma słów by opisać, jak zajebiste jest to opowiadanie. Czekam na kolejny rozdział, a teraz zabieram się za #BLOGGING ✌✌👌💗

    OdpowiedzUsuń
  19. Jezu dlaczego zawsze coś się musi spieprzyć :c Ale rodział jest perf i czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams