05.09.2016

Chapter Nineteen

,,Jestem właśnie tutaj, dlaczego mnie nie widzisz?"

Hazel

Cholera. Cholera. Cholera. Cholera.
I co teraz? 
Przegryzam mocno dolną wargę i przenoszę wzrok raz na Justin'a, a raz na Mike'a. Mój chłopak patrzy się na swojego brata ze zdezorientowaniem i narastającą złością, a Justin wygląda tak jakby naprawdę nie wiedział co robić. 
 - Czemu wychodzisz od niej z domu i to jeszcze w dodatku o tej godzinie? - pyta podchodząc do nas bliżej. 
Justin otwiera usta, aby mu odpowiedzieć, ale wyprzedzam go. 
 - Mamy wspólnych znajomych. Przyjechał z nimi i...
 - Oh, doprawdy? - Mike unosi brwi i patrzy się na mnie tak jakby kompletnie mi nie wierzył.
Cóż, to co mówię jest w jakimś stopniu prawdą.
 - Tak - mamroczę pod nosem. - Nawet jeden z nich siedzi w samochodzie - mówię i aby udowodnić że mówię prawdę wskazuję na siedzącego w samochodzie Martin'a. Robi coś na telefonie i zdecydownie nie zdaje sobie sprawy z tego co się właśnie dzieje.
Mike unosi brwi i spogląda nieufnie w moje oczy.
 - Nie podoba mi się to - odpowiada w końcu kręcąc głową.
 Justin przewraca oczami i wzdycha głośno. Domyślam się, że postanowił przyjąć swój zwyczajny obojętny styl bycia.
 - Przestań panikować - odpowiada nonszalancko. - Przecież wiesz, że jedyna osoba, której nie cierpię bardziej niż ciebie, to ona - wskazuje na mnie brodą i uśmiecha się złośliwie.
Auć.
Wiem, że to coś co musi mówić przy Mike'u, ale nadal... auć.
 - Jej przyjaciółka, jest też moją przyjaciółką. Chciała przyjechać i to wszystko - wzrusza ramionami i wyjmuje kolejnego papierosa z paczki.
 - Miranda? - pyta mój chłopak.
Justin otwiera usta, aby odpowiedzieć, ale znowu mu na to nie pozwalam.
 - Tak  - mamroczę tylko po to, żeby już odpuścił ten temat.
Opuszczam głowę i w myślam błagam, aby wszystko się już skończyło. Nastaje cisza i jest zbyt niezręcznie i cicho. Przegryzam wnętrze policzka i czekam, bo nie wiem co innego mogę jeszcze zrobić. Boję się oddychać, bo jest możliwość że jeszcze bardziej pogorsze sytuacje.
 - Koniec przesłuchania? - prycha Justin i wyrzuca niedopałek papierosa. Mike nie odpowiada, więc ten mówi dalej: -Skoro tak, to spadam - patrzy się na mojego brata i uśmiecha  się do niego cwanie.
Nie odwzjamenia go. Jeżeli mam być szczera, to wygląda na nieźle wkurzonego. Obserwuje jak Justin wchodzi do samochodu i chwilę później odjeżdża.
Nie wiem czy czuję ulgę czy jeszcze wiekszy niepokój, że zostałam sama ze swoim zdenerowowanym chłopakiem.
Unoszę głowę i patrzę się na niego niepewnie.
 - Mike?
 - Co? - bąka pod nosem.
Musiał już dawno temu skończyć pracę, bo ubrany był w zwykłe jeansy i bluzę przez głowę. Mało kiedy mam szanę oglądać go ubranego tak swobodnie, bo on zwykle nosi garnitur. Teraz wygląda bardziej jak typowy nastolatek niż poważny mężczyzna z firmą na głowie. Jego włosy nie są idealnie zaczesane do tyłu co nadaje mu uroku. Ręcę ma schowane w kieszenie szarej bluzy, a głowę trzyma nisko spuszczoną w dół. Nie mogę ocenić jak daleko sięga jego poziom złości, bo nie widzę jego twarzy.
 - Jesteś zły? - mamroczę przegryzając wargę.
Prycha pod nosem.
 - Tak, Hazel - cedzi przez zaciśnięte zęby i unosi głowę żeby w końcu na mnie spojrzeć. - Jestem kurewsko zły. Wiedziałem, po prostu, kurwa, wiedziałem, że on sobie tego tak nie odpuści.
 - Przecież mówiliśmy ci, że on nie przyjechał ze względu na mnie tylko... - wcinam mu się, ale on mi przerywa.
 - Znam go zbyt dobrze, Hazel. Jeszcze nie jesteś tego świadoma, ale mu chodzi tylko o to żeby zrobić mi na złość i się z tobą przespać, to przecież tak, kurwa, oczywiste - warczy.
Biorę oddech i już chcę mu odpowiedzieć, że jego wrażenie na ten temat jest mylne, ale w ostatniej chwili się powstrzymuje. Broniąc go pogorsze sprawę.
Robię niepewny krok w jego stronę.
 - Mike... - szepczę prawie że błagalnie. - To wcale nie tak. On nie ma złych intencji i naprawdę...
 - Czy jest coś o czym powinienem wiedzieć?
Zamieram.
 - Co?
 - Słyszałaś Hazel - odpowiada patrząc się w moje oczy. - Właśnie zobaczyłem, że spotykasz się z moim bratem na jakieś przyjacielskie wypady. Czy jest coś o czym jeszcze nie wiem?
Ym, tak.
Pocałował mnie.
A ja pocałowałam go.
I od tam tej pory nie mogę przestać o nim myśleć. 
 - Nie - mówię i gwałtownie kręcę głową. Czuję się jak ostatni zdrajca. - Wiesz wszystko, Mike. Przysięgam - zmniejszam między nami odległość i kładę dłonie na jego klatce piersiowej. - Przepraszam, że nie powiedziałam ci o tym, że Miranda się z nim przyjaźni. Wiedziałam, że będziesz zły, a ja nie chciałam cię denerwować - mamroczę posyłając mu skruszony wzrok.
 Mike jeszcze przez kilka sekund patrzy się tak jakby chciał poczęstować mnie jakimś niemiłym komentarzem, ale po chwili wszystkie te emocje z niego ulatują. Wzdycha głośno i wyciąga dłonie, aby przyciągnąć mnie do uścisku.
 - Nie chcę żebyś miała przede mną tajemnice - mruczy w moje włosy. - Traktuje cię bardzo, bardzo poważnie. Wiesz o tym, prawda?
Wtulam się w niego jeszcze bardziej i przytakuję głową.
 - Tak, wiem.
Słyszę jego bicie serca i czuję jak sunie ręką wzdłuż moich pleców.
 - Kocham cię - szepcze.
Wraz z momentem w którym wypowiada te słowa niemiły skurcz dopada mój brzuch.
Ty mnie kochasz, a ja jestem nie fair.
Czuję się jeszcze gorzej, gdy nie mogę zmusić się do odpowiedzi. Te słowa najzwyczajniej w świecie nie chcą przejść mi przez gardło. Zamiast tego przytulam go do siebie mocniej i postanawiam milczeć. To chyba najlepsza rzecz, którą mogę w tym momencie zrobić.



***
 Bankiet z okazji rocznicy firmy nadchodzi szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał. Ostatnie dwa tygodnie to czyste szaleństwo pod każdym wzgędem. Minęły zbyt szybko. W więkości to zasługa mojego chłopaka, który ostatnimi czasy zaczął poświęcać mi jeszcze więcej czasu. Widzimy się praktycznie codziennie co jest miłą odmianą. Jakiś wkład ma w tym też Justin. Kilka razy powtarzał mu żeby sobie odpuścił i dał spokój, bo Mike będzie zły, ale on nie chciał słuchać. Powtarzał tylko, że nasza przyjaźń miała być na zawsze. Tak więc wróciłam do punku wyjścia i nawet dosyć często widywałam się z Justin'em. Oczywiście wtedy musiałam wymyślać wymówki dla Michael'a, który nie może o niczym wiedzieć. To czasami było trudne, ale momenty, w których później bawiłam się razem z Justin'em i resztą jego przyjaciół były tego warte. 
 Na bankiet nie miałam zamiaru się stroić. Wybrałam długą, fiołkową sukienkę i idąc za radą Mirandy rozpuściłam włosy. Klasycznie, ale kobieco.  
 - Mike chyba już czeka przed blokiem - mówi moja przyjaciółka wyglądając przez okno. 
Podchodzi do mnie i składa pocałunek na moim policzku. 
 - Ja już uciekam. Baw się dobrze kochanie! - uśmiecha się uroczo i po chwili znika za drzwiami. 
Ostatni raz przeglądam się w lustrze i gdy stwierdzam, że wyglądam całkiem ładnie biorę pod rękę srebrną kopertówkę i schodzę na dół. 
Mike gdy mnie zauważa uśmiecha się szeroko i wychodzi z samochodu. 
 - Wygladasz niesamowicie - mruczy i całuje mnie w usta na przywitanie. 
Uśmiecham się, gdy otwiera mi drzwi od strony pasażera i gestem dłoni wskazuje, abym weszła do środka. 
 Jedziemy na miejsce rozmawiając o jego firmie i różnych głupotach. Nim się obejrzę jesteśmy już przed lokalem. Bankiet jest organizowany dosyć późną godziną, więc na ulicach jest już ciemno. Mike zatrzymuje się przed wejściem i oddaje klucze mężczyźnie, który ma za zadanie zaparkować samochów w bezpieczne miejsce. Uśmiecha się do mnie. Łączy nasze dłonie i prowadzi mnie w stronę wejścia. 
 Duże i drogie żylandory to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy po wejściu do tego miejsca. Mimo, że wszystko zaczęło się dosłownie pół godziny temu ludzi było aż nad to. Niekórzy siedzieli przy okrągłych stołach, inni stali w kilku osobowych grupkach i rozmawiali. Dopiero po chwili zauważam, że idziemy w stronę Pattie i Jeremy'iego. Stoją we dwójkę przy wejściu i witają nowo przybytych. 
 - Hazel! - słyszę jak mówi, gdy mnie zauważa. 
Uśmiecha się do mnie i składa pocałunek na moim policzku w momencie w którym stoję obok nich. Z Jeremy'im witam się lekkim skinienim głowy. /
 - Przepięknie wyglądasz skarbie - mówi z zachwytem w głosie. - Sukienka od Chanel? 
 - Dior - poprawiam ja i uśmiecham się skromnie. Mimo, że teraz stać mnie na takie sukienki to nadal niekomfortowe w nich chodzić. Zresztą ja nigdy nie lubiłam sukienek. - Pani też cudownie wygląda - chwalę jej czarną, obcisłą siegającą do kolan sukienkę. 
 - Dziękuję - odpowiada z uśmiechem. - Nie uwierzycie co się stało! - nagle jakby sobie o czymś przypomina. - Justin zgodził się śpiewać!
 - Justin śpiewa?
 - Zgodził się? -  ja i Mike odzywamy się w tym samym czasie. 
Czuję jak nieznacznie wzmacnia uścisk mojej dłoni, gdy dowiaduje się o obecności swojego brata tutaj.
Jestem w szoku. Justin nigdy nawet nie wspomniał o muzyce. Jedynie krzywo  na mnie spogląda, gdy włączam radio. Z góry stwierdziłam, że nie przepada za muzyką. 
 - Tak, tak - odpowiada kobieta tak jakby to była najwspanialsza wiadomość tygodnia. - Poprosiłam go o to jakiś czas temu, ale się nie zgodził. Dopiero wczoraj do mnie zadzownił i powiedział, że jednak może to zrobić. 
 - To wspaniale - odpowiadam uśmiechając się. 
Nie mogę się doczekać żeby go usłyszeć. Ciekawe czy jest w tym dobry. 
Jeszcze chwilę z nimi rozmawiamy. To znaczy ja rozmawiam, a Mike siedzi cicho. Przygasł od momentu, w którym dowiedział się, że jest tutaj Justin. Później wchodzimy na salę. Oczywiście nie mija nawet pięć minut, a do mojego chłopaka przychodzi kilku mężczyzn i zaczynają rozmawiać o firmie. 
Typowe. 
Stoję i udaję, że słucham chociaż to raczej oczywiste, że mam gdzieś ich rozmowę. Jestem już chyba trzeci raz na bankiecie. Nienawidzę tego typu rzeczy, a cały czas w nich uczestniczę, bo "wypada". Powoli zaczyna mnie to irytować.
 Nagle zauważam Justin'a stojącego przy jakimś wejściu z kieliszkiem w dłoni. Co jakiś czas spogląda na zegarek tak jakby czekał na coś lub na kogoś. Ubrany jest w biały garnitur i wygląda jak... Cholera, wygląda naprawdę dobrze. Włosy zaczesał do tyłu i założył muszkę co daje mu jeszcze lepszy wygląd. Odrywam od niego wzrok i spoglądam znowu na Mike'a, który najwyraźniej całkowicie o mnie zapomniał. 
Przewracam oczami i odkładam kieliszek z szapanem na stół za mną. Nie odzywam się słowem, gdy odwracam się na pięcie i odchodzę od niego. I tak nie zauważy przez zapewne dziesięć najbliższych minut. Postanawiam pójść przywitać się z Justin'em. Przeciskam się przez tłum ludzi i staję przed nim. Na początku wydaje się mnie nie zauważać. Nagle robię krok w przód i staję centralnie przed nim.
 - Hej - mówię uśmiechając się szeroko. 
Justin, który właśnie brał łyka swojego trunku zamiera na moment, w którym na mnie spogląda. Nagle wydaje z siebie coś na dźwięk dławienia się i szybko odsuwa kieliszek od ust. Unosi wysoko brwi i ze zdumieniem skanuje mnie z góry na dół. 
 - Co... Jak... Um...Czemu... Cześć - duka mając ciągle taki sam wyraz twarzy. 
Chichoczę i posyłam mu rozbawiony wzrok. Chłopak oblizuje usta i odchrząkuje cicho. 
 - Co... Co tu robisz? - mamrocze.  
 - Przyszłam się przywitać - odpowiadam wzruszając ramionami. - Słyszałam, że masz zamiar śpiewać - uśmiecham się szeroko. 
Neutralna mina Justin'a wraca. Przewraca oczami i uśmiecha sie cwanie. 
 - Jeżeli powiesz o tym Travis'owi, albo komukolwiek z nich zemszczę się - grozi mi, a ja zaczynam chichotać. 
 - Oczywiście - odpowiadam z uśmiechem. - Jesteś trochę jak Hannah Montana - zauważam ze śmiechem.
Justin unosi brwi i robi niezadowoloną minę. 
 - Nie - odpowiada twardo. - Nie, kurwa, nie. Przestań się śmiać - dąsa się jak małe dziecko. 
W rozbawieniu szczypię go w policzek i obserwuję jak wkurza się jeszcze bardziej. Przysięgam, że mogę na to patrzeć cały czas. Wkurzony Justin, to śmieszny Justin. 
 - Justinku? - słyszę za sobą jakiś głos. - Nie chwaliłeś sie, że masz narzeczoną.
Odwracam zaskoczona głowę, a mój wzrok pada na siwą kobietę o średnim wzroście. Wygląda elekancko. 
 - Babciuu - sapie Justin przerwracając oczami. - To Hazel, dziewczyna Mike'a. 
 Uśmiecham się do niej i wyciągam dłoń. 
 - Hazel Roth, miło mi. 
 - Anastasia - odpowiada. - Jesteś z moim przygłupawym wnuczkiem? - pyta i marszczy nos w niezadowoleniu. - Wyglądasz na mądrą. Myślałam, że wybrałaś lepiej.
Unoszę brwi w zaskoczeniu. 
 - Babciu - wtrąca ostrzegawczo Justin. - Daj jej spokój. Chodź, zaprowadzę cię do stołu - wyciąga do niej dłoń, ale w tym samym momencie dostaje od niej "po łapach".
Nie mogę się nie uśmiechnąć, to wygląda zbyt zabawnie. 
 - Ty tak poważnie? - pyta zirytowany chłopak.
 - Nie dotykaj mnie łobuzie - odpowiada grożąc mu wskazującym palcem. - Może i jestem stara, ale mam więcej siły w nogach niż ty - odpowiada i znowu zwraca się do mnie. - Długo jesteście razem? 
 - Ponad pół roku - odpowiadam zgodnie z prawdą. 
Justin spogląda na zegarek i przegryza nerwowo wargę. 
 - Zaraz występuję - mamrocze pod nosem. - Muszę już iść - posyła mi wzrok. 
 - Och, okej - odpowiadam uśmiechając się. 
Obserwuję jak uderza lewym butem o podłogę i cały czas przegryza warge. Marszczę brwi i spoglądam na niego w zdezorientowaniu. 
On się stresuje. 
Bierze oddech i odwraca się żeby odejść, ale ja przytrzymuje jego dłoń. 
 - Hej - mówię uśmiechając się. - Będzie dobrze. 
Justin nerwowo przytakuje głową. 
 - Tak, pewnie - odpowiada nadal nieudolnie grając pewnego siebie. 
Znika za dużymi, białymi drzwiami, a ja zostaje sama z Anastasią. Znowu odwracam wzrok w jej stronę i to tylko po to żeby zobaczyć jej przeszywające i cwane spojrzenie skierowane w moją stronę.
Boże, ona ma wzrok jak Justin. 
 - Co? - pytam niegrzecznie. 
Nie lubię jak ktoś się na mnie patrzy. Wtedy zaczynam się wkurzać, a jak się wkurzam to jestem niemiła. I nie obchodzi mnie czy dana osoba ma dziesięć lat czy siedemdziesiąt. 
 - Jestem stara, ale nie głupia - odpowiada.
Przewracam oczami i mam zamiar odpowiedzieć, ale w tym samym światła gasną, a na scenę wchodzi Justin. Zapominając o ich babci, która stoi obok mnie przeciskam się przez ludzi i staję trochę bliżej małej sceny. Poprawia mikrofon, a gdy pianista zaczyna grać pierwsze dźwięki cały stres z niego ulatuje. Ja za to z niecierpilowością przyglądam się całemu występowi. Nagle czuję za sobą czyjąś obecność. Mike obejmuje mnie w talii i kładzie brodę na czubku mojej głowy. Uśmiecham się, gdy Justin zaczyna śpiewać, bo okazuje się, że ma naprawdę niesamowicie dobry głos. W połowie zwrotki poznaję piosenkę. "Dancing On My Own - Calum Scott" ostatnio gdzieś jej słuchałam. Czy Justin nie miał jej na swojej playliście w telefonie? 
Dopiero pod koniec piosenki zaczynam wsłuchiwać się w słowa i dosłownie zamieram. Moje nogi robią się jak z waty z każdym kolejnym zaśpiewanym przez niego słowem. To przypadek? Prawda? To musi być tylko jakiś zbieg okoliczności.  

So far away, but still so near
Tak daleko, ale wciąż tak blisko
The lights go on, the music dies 
Światła świecą dalej, muzyka umiera
But you don't see me standing here
Ale ty nie widzisz mnie stojącego tutaj
I just came to say goodbye
Przyszedłem tylko się pożegnać

I'm in the corner watching you kiss him
Jestem w rogu patrząc jak go całujesz
I'm right over here, why can't you see me
Jestem właśnie tutaj, dlaczego mnie nie widzisz?
I'm giving it my all, but i'm not a guy you're taking home
Daję z siebie wszystko, ale nie ja jestem osobą, którą zabierasz do domu
I keep dancin' on my own
Dalej tańczę sam.

Wyśizguję się z objęć Mike'a i zanim on zdąży jakkolwiek zareagować wchodzę w tłum ludzi. Słyszę jak muzyka cichnie i w tym samym momencie udaje mi się wejść przez jakieś drzwi. Ludzie klaszczą, a ja szybkim ruchem dłoni ścieram łzę, która pojawiła się na moim policzku. Czuję się jakbym była w jakimś pieprzonym śnie. Piosenka, którą zaśpiewał i jej przesłanie to tylko przypadek. Zwykły przypadek. 
Otwieram jakieś drzwi i ku mojemu zdziwieniu zauważam schludny pokój z kanapą i kominkiem. Wszystko urządzone jest w wiktoriańskim stylu.
Jestem przerażona. Zawsze myślałam, że mam wszystko pod kontrolą. Byłam pewna, że jestem osobą, która potrafi zapanować nad własnym życiem, ale teraz? Teraz wszystko jest nie tak. Zamykam za sobą drzwi i idę w głąb pomieszczenia. Nie mam konkretnego celu. Chcę tylko odejść jak najdalej stąd. Daleko od Mike'a i moich zdradzieckich uczuć. Podchodzę do palącego się kominka i z ciekawością zaczynam obserwować płomienie. 
 - Znowu uciekasz? - słyszę za sobą głos Justin'a.
Zaskakuje mnie swoją obecnością, bo nie słyszałam, żeby ktokolwiek wchodził. 
Wycieram łzy, które zebrały mi się pod oczami i biorę głęboki oddech. Postanawiam milczeć. 
 - Zawsze uciekasz - kontynuuje. - Dlaczego? 
Słyszę za sobą zbliżające się kroki i wiem, że stoi tuż za mną. 
 - Nie powinieneś tego robić - odpowiadam drżącym głosem. 
 - Nic nie robię.
Czuję jak kładzie zimną dłoń na moje odryte ramie i chwilę później stoję twarzą do niego. Jego muszka zniknęła i zamiast niej ma odpiete pierwsze dwa guziki od koszuli. Włosy także nie są już w takim idealnym stanie w jakim były wcześniej. Jeszcze bardziej mogę poczuć jego tak dobrze mi zdany zapach perfum. Patrzy się na mnie niewinnie. Tak jakby naprawdę nie wiedział co zrobił źle. 
 - Wybrałeś tę piosenkę specjanie - mamrocze pod nosem. 
 - Tak - ku mojemu zdziwieniu przyznaje sie. 
 - Czemu? - pytam, ale w odpowiedzi dostaję od niego tylko ciszę. - Jesteśmy przyjaciółmi - przypominam mu i unoszę brwi na jego zachowanie.
Jestem zdezorientowana.  
 Przytakuje kilka razy głową i oblizuje usta. 
 - Tak, jesteśmy przyjaciółmi. 
Zaciska szczękę i wbija wzrok w coś ponad moją głową. Nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Posyła im wzrok, a ja wiem, że właśnie toczy w sobie wewnętrznął walkę.
Idź stąd. Proszę, po prostu wyjdź...
 Robi krok w tył i mam wrażenie, że zaraz odwróci się i odejdzie, ale on robi coś całkowicie odwrotnego. 
 - Jesteśmy przyjaciółmi - słyszę jak cierpkim głosem mamrocze pod nosem i chwilę później bez ostrzeżenia przyciąga mnie do siebie. 
Kładzie dłonie na moich policzkach i przyciska swoje usta do moich. Niesamowicie przyjemne uczucie rozchodzi się po całym moim ciele. Nie mija nawet kilka sekund, a ja oddaję pocałunek. Czuję się zbyt słaba, by tego nie zrobić. Przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze i lekko ją przegryza. Uchylam usta, by chwilę później poczuć jego język dotykający mojego. Robi kilka kroków w przód, aż moje plecy lądują przy ścianie. Czuję jak pocałunkami schodzi po linii mojej szczęki. Wkładam palce w jego włosy i wzdycham, gdy całuje mnie w szyję. 
 - Nie umiem być twoim przyjacielem - słyszę jak mamrocze. 
Czuję jego dłonie na swojej talii, później na piersiach. Są wszędzie, a ja dosłownie szaleje. 
To jest złe. 
To jest zbyt dobre.
Pocałunkami wraca do moich ust, a ja delektuję się tym tak długo jak tylko mogę. Jedną dłonią ściska moją pierś, a ja znowu wzdycham. 
 - Jesteś zbyt piękna. Zbyt piękna, a ja zbyt słaby żeby ci się oprzeć - mamrocze z bezradnością w głosie. - Przepraszam, Hazel.
Po tych słowach przyciągam go do siebie bardziej. Wsuwam dłonie pod jego marynarkę i obejmuję go. To zbyt dobre uczucie. Mam ochotę płakać z bezradności jaka spotkała mnie w tej sytuacji. Wszystko jest nie tak jak powinno. 
 - Justin...
Muszę mu powiedzieć. Muszę to zrobić zanim będzie za późno.
 - Jestem takim frajerem - mamrocze całując mnie pomiędzy wypowiadanymi słowami. - Wystarczyło pół roku żebym się w...

 - Oświadczył mi się - wyduszam z siebie słabym głosem.

Justin zamiera. 
Odrywa swoje usta od moich, a jego twarz ze zdezorientowanej zamienia się w pełną cierpienia złości i niedowierzania. Robi krok w tył. Czuję jak trzęsą mi się dłonie. Przełykam z ciężkością ślinę i czekam na jego reakcję. Jego klatka piersiowa unosi się i opada w nierównomiernym rytmie. Oblizuje zaczerwienione od pocałunków usta i wzdycha.
 - Co? 


***

No i przybywam i kolejnym rozdziałem. 
Jeszcze chyba aż tak długo nie musieliście czekać na nexta :o 

Ogólnie to pisałam ten rozdział jakiś tydzień. Codziennie po trochu bo albo nie miałam chęci, albo byłam zbyt zmęczona po szkole, albo wypoczywałam po szkole. :")

Liceum (przynajmniej w moim przypadku) to szaleństwo, przysięgam. 
Kocham to miejsce, nienawidzę go i boję się zarazem haha. 

Naprawdę nie wiem kiedy będzie następny rozdział, bo ostatnio mam naprawdę ograniczoną ilość czasu  na tego typu rzeczy. 
Obiecałam sobie, że poważnie wezmę się za naukę i muszę dotrzymać tej obietnicy.

Jeżeli będę wiedziała coś na temat daty nexta, to napewno napiszę na asku, więc jak coś zapraszam tam :)

Ps. Wszystkie błędy posprawdzam jutro. Dzisiaj już usypiam :")

Victoria

20 komentarzy:

  1. Dokładnie "CO?"

    OdpowiedzUsuń
  2. ZABIJĘ CIĘ PRZYSIĘGAM, ON CHCIAŁ POWIEDZIEĆ, ŻE SIĘ W NIEJ ZAKOCHAŁ, DLACZEGO MI TO ROBISZ?!?!?!?!?! PRZYSZŁAM TU ŻEBY PRZECZYTAĆ ZAJEBISTY HEPI END I JAKIEŚ ZBOCZONE TE, A TY MI WYJEŻDŻASZ Z OŚWIADCZYNAMI, JA TU CHYBA WŁAŚNIE PŁACZE, ŻE TO ZEPSUŁAŚ, A TO BYŁO TAKIE PIĘKNE UGH!!! BŁAGAM NAPRAW TO, NIE MOŻESZ TEGO ZEPSUĆ PO PROSTU NIE MOŻESZ BO JA CIĘ ZLOKALIZUJE, PRZYSIĘGAM, JUŻ CI GROŻĘ ZAPAMIĘTAJ TO!
    A TAK SERIO TO MIAŁAM SKOMENTOWAĆ PÓŹNIEJ ŻEBY OCHŁONĄĆ ALE NIE UMIEM BO JESTEM ZŁA, ROZDZIAŁ JAK ZAWSZE JEST ŚWIETNY I SPRAWDŹ GO W NAJBLIŻSZYM CZASIE 😂👌
    PRZEŻYŁABYM TO GDYBY NIE TO, ŻE ON CHCIAŁ POWIEDZIEĆ, ŻE JĄ KOCHA, A ONA MUSIAŁA TO ZEPSUĆ CO ZA IDIOTKA EWH. NIE WIEM JAK JA TERAZ ZASNĘ PRZEZ CIEBIE, PIERWSZY RAZ TAK CHYBA PRZEŻYWAM, NAWET NA RETURN I BLOGGING TAK NIE MIAŁAM CHYBA,OK, JAK TY TO ROBISZ?!
    DOBRA, WYBACZ, EMOCJE MNIE NIOSĄ.
    ŻYCZĘ CI POWODZENIA W SZKOLE, WIĘCEJ CZASU I WENY I ENERGII I TEGO WSZYSTKIEGO CZEGO POTRZEBUJESZ ŻEBY MI TU NAPISAĆ PERF ROZDZIAŁ Z JAZEL JAZEL I JESZCZE RAZ JAZEL ALE TERAZ Z HEPI ENDEM PROSZĘ, ŻYCZĘ CI LITOŚCI DLA MNIE I ŻEBYŚ WZIĘŁA TĘ BLOKADĘ CZY CO TO, ŻE MUSISZ MI ZATWIERDZIĆ KOMENTARZ, CO, SĄ AŻ TAKIE STRASZNE?! BUZIAKI ŚLE MIMO WSZYSTKO, SPRÓBUJ ZROZUMIEĆ MOJĄ ZŁOŚĆ I WYBACZ ZA CAPSA ALE MUSZĘ 😂💞💞💞

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę 🙇 napisz jak tylko znajdziesz czas jestem strasznie ciekawa co będzie dalej. A co do rozdziału to cudowny 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Końcówka jest mega! Kurwa. 😍 ten pocałunek! 😘😂

    Chce więcej takich scen!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega rozdził, ale proszę nie każ nam tak długo czekać.��

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże ! DLaczego !??
    Już myślałam że zaraz ich tam Mike nakryje xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział jest zdecydowanie moim ulubionym *-* Boski <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu ten rozdział jest totalnym sztosem *_* Jeju już tak bardzo nie mogę się doczekać kolejnego <3 Tyle się działo, a końcówka jest genialna <3 Pisz szybko

    OdpowiedzUsuń
  9. Wkurwia mnue już

    OdpowiedzUsuń
  10. ja chcem juz następny *-* cudo

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam ten rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy bedzie kolejny rozdzial?

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedy dodasz następny rozdział :c ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper, Kiedy nastepny??

    OdpowiedzUsuń
  15. Kobieto czytam ten rozdział po raz setny chyba! Jak się nie dowiem co było dalej to normalnie mi czacha wybuchnie! Weny życzę, a jakbyś znalazła czas to zapraszam do mnie:
    http://blogiwarte.blogspot.com/2016/08/witam.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  16. What?? I co dalej?? Błagam tylko żeby on jej nie zostawił.
    Kocham to!!

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams