20.09.2016

Chapter Twenty

,,Przyszłaś żeby się upewnić, prawda?" 

Justin


Nie. 
Nie zrobił tego.
Nie mógł...
Przechodzę na drugą stronę pokoju i splatam palce z tyłu mojej głowy.  Spoglądam tępo w bordowy kolor ścian, a przez moją głowę przewija się miliard różnych scenariuszy. Że niby co mam teraz zrobić? Czekać na dzień, w którym będę widział ją idącą do ołtarza? Mam udawać, że się cieszę czy inne gówno? 
 - Justin...? - słyszę za sobą jej nie pewny głos.
Oblizuję usta i odzywam się nadal stojąc tyłem do niej.  
 - Jesteś... jesteś jego narzeczoną... Jak... Bo zgodziłaś się. Przyjęłaś zaręczyny... prawda? - pytam jąkając się i brzmiąc jak ostatnia ciota, ale nic nie mogę poradzić na to, że jest we mnie jeszcze jakiś rodzaj nadziei. Głupiej, bezpodstawnej, żałosnej nadziei.
Słyszę jak cicho wzdycha i już nawet nie muszę słuchać jak odpowiada, bo bardzo dobrze wiem co powie.
 - Tak, zgodziłam się... 
Uśmiecham się zimno i odwracam twarzą do niej. 
 - A więc... gratulacje? - mówię coś co brzmi bardziej jak pytanie. 
Dziewczyna opuszcza głowę i krzyżuje dłonie na piersiach. 
 - Co niby miałam innego zrobić? 
Odmówić.
Zostawić go.
Wybrać mnie.
Cokolwiek tylko nie to.
 - W porządku - mamroczę ciągle mając na ustach uśmiech, który nie ma w sobie nawet odrobiny szczęścia lub czegoś podobnego do tego. Wyciągam dłoń i dwoma palcami przesuwam po jej kości policzkowej. - Uśmiechnij się. Przy odrobinie szczęścia niedługo będziemy rodziną, aniele - nie potrafię już ukrywać sarkazmu w moim głosie. 
Widzę jak w jej oczach pojawia się oznaka bólu, ale teraz mam to gdzieś. Odsuwam się od niej i idę w stronę wyjścia  z pokoju. 
 - Justin - próbuje mnie zatrzymać. 
 - Odpuść - odpowiadam i zatrzaskuje za sobą drzwi.
Mijam tłumy ludzi i postanawiam wyjść bez uprzedzenia. Tak będzie lepiej. Obawiam się, że jeżeli zobaczę gdzieś tutaj Mike'a, to chyba go uduszę. Jestem zły. Wkurwiony. Mam wrażenie, że te pieprzone oświadczyny były tylko i wyłącznie spowodowane ostatnio zaistniałą sytuacją. Mike zobaczył mnie i Hazel. Poczuł się zagrożony, więc postanowił działać. Znam go zbyt dobrze. Wiem co robi i po co to robi. Oświadczył jej się, bo uważał, że jeśli tego nie zrobi ona odejdzie do mnie. Nie chodzi mu o to, że chce z nią być, zakładać rodzinę i inne gówno.
Chodzi o mnie.
Zawsze chodziło o mnie.

***

 Wchodzę do mieszkania i automatycznie chcę się z niego wycofać. Gdy tylko otwieram drzwi do moich uszu dociera dźwięk rozmów pochodzących z salonu. Wchodzę głębiej i przewracam oczami, gdy zauważam całą paczkę siedzącą w salonie. 
Martin, Zayn, Pia, Mia i Travis. 
Zajebiście. 
 - Łooo, gdzieś się tak wystroił? - pyta Zayn i zaczyna się śmiać, a reszta robi to samo. 
Zrzucam z siebie wkurwiający i niewygodny garnitur i rozpinam kilka guzików koszuli,
 - Spierdalaj - mamroczę pod nosem.
Podchodzę do barku, wyciągam z niego szkocką i ignorując ich dalsze słowa skierowane w moją stronę idę na balkon. Rozkładam się na leżaku i otwieram butelkę. Tutaj przynajmniej nie słychać ich pierdolenia.  
 Moja cisza i spokój nie trwają długo. Słyszę suwanie drzwi i za chwile pojawia się przy mnie Martin. Posyła mi na wpół pytający, a na wpół zmartwiony wzrok. Siada na leżaku obok i spogląda na mnie wyczekująco. 
 - Mów.
Wzruszam ramionami i zaczynam przyglądać się  butelce.
 - Oświadczył jej się. Wezmą ślub i będą żyć długo i szczęśliwie - odpowiadam bez krzty emocji w głosie.
Martin unosi brwi i uchyla usta. Wygląda na dosyć zszokowanego.
 - Hazel i Michael? - upewnia się.
Przytakuje głową i uśmiecham się.
 - Już niedługo będziesz mógł życzyć im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Fajnie, co nie?
 - Kurwa - przeklina pod nosem. - A ty postanowiłeś udawać, że masz to gdzieś?
 - Nie udaje - zaprzeczam szybko. - Jebie mnie to.
 - Ta jasne - prycha pod nosem.
Biorę duży łyk z butelki i zaciskam na niej kurczowo palce. Moje serce przyśpiesza ze zdenerwowania jakie nagle mnie nachodzi.
 - A co mam niby, kurwa, robić? - warczę. - Płakać? Błagać żeby za niego nie wychodziła? Pierdole to. I nawet nie jestem na nią zły. To nie jej wina, że wpiedoliłem jej się w życie i próbowałem wszystko zjebać. Ona od początku mówiła że ma Mike'a, a ja nie słuchałem. Próbowałem ją uwieść. Odkąd pamiętam rywalizuje z Mike'iem o wszystko. I tak, chciałem ją mieć, bo była i jest jego. Chciałem zabrać mu jego własność. Nie udało się. Musimy żyć dalej i nie dramatyzować.
Martin śmieje się bez humoru i kręci gwałtownie głową.
 - Nie jestem głupi. Nie wmówisz mi teraz, że chodziło tylko o to żeby wkurzyć brata. Chyba nawet sam sobie nie wierzysz w tą głupotę.
Znowu przechylam butelkę do ust i ignoruje jego słowa.
 - Chcę zostać sam - mówię nawet na niego nie patrząc.
 - W porządku - odpowiada i wstaje. - Och i skoro ci na niej nie zależy, to mogę śmiało przyznać, że śledziłem ją kilka razy.
 - Co zrobiłeś? - spluwam.
 - Nie ufałem jej. Obserwowałem ją na spotkaniach z przyjaciółką i na wyjściach z Mike'iem. Specem nie jestem, ale nie trudno zauważyć, że jej ukochany chłopak strasznie ją nudzi - kontynuuje z uśmiechem na ustach. - Poważnie, Justin. Te zaręczyny są niesamowicie podejrzane. Ona na tych spotkaniach nie wygląda jak osoba, która chce spędzić z nim resztę życia. Gdyby ci na niej zależało, proponowałbym o nią walczyć, bo twój brat to kutas. Ale skoro masz to gdzieś, to w sumie problem z głowy - posyła mi oczko i odchodzi.
Wiem, że powiedział to specjalnie. Nie wierzy mi. Do tego jego słowa sprawiają, że zaczynam się zastanawiać. Spoglądam na zegarek na moim ręku i zauważam, że jest już nieźle po dwunastej. Jeżeli wróciła do domu to zapewne jest tam z Mike'iem. Nie mogę ryzykować.
Czy może jednak mogę?
 Wzdychając wstaję i biorąc butelkę w dłoń wchodzę do salonu. Ze zdziwieniem zauważam, że już nikogo nie ma. Nikogo oprócz Pii, która zabiera swój telefon z kanapy.
 - Justin - mówi i uśmiecha się lekko. - Postanowiliśmy ci nie przeszkadzać i pójść. Oczywiście jak zwykle zapomniałam telefonu - mówi i przewraca oczami unoszą wyżej rzecz o której mówi.
 - Oh, okej - odpowiadam.
 - Wiesz z kim jest zaręczona Hazel?
Cios poniżej pasa.
Zaciskam dłonie w pięści i staram się udawać spokój.
 - Nie, a co? Pochwaliła ci się?
 - No coś ty! Gdyby nie to, że zobaczyłam pierścionek pewnie nic by mi nie powiedziała! Musiałam to z niej wyciskać, ale nie chciała powiedzieć kim jest tym szczęśliwiec.
Na pewno nie mną.
Czekaj, co?
Wcale nie chciałbym być na jego miejscu. Ślub to zwykłe frajerstwo.
 - Nie, nie wiem kim jest ten... szczęśliwiec - mamroczę pod nosem. - Mi też nic nie powiedziała.
 - Szkoda - odpowiada wzdychając. - Będę musiała to jakoś sama  z niej wycisnąć.
Przytakuje tylko głową i mimo, że naprawdę ją lubię to w tym momencie mnie wkurwia i chcę żeby sobie już poszła.
Żegna się ze mną i wychodzi z mieszkania. Prawie, że wzdycham z ulgą. Odkładam alkohol do barku i zrzucam z siebie koszulę kładąc ją na oparcie kanapy. Mam zamiar wziąć prysznic, iść spać, a jutro wziąć się za robotę i planować nową akcję. Kasa mi się kończy. Jak szybko czegoś nie wymyślę, to nie będę miał jak opłacić mieszkania. Nie mija pewnie nawet dziesięć minut od wyjścia znajomych, a ktoś znowu puka do drzwi. Idąc mam nadzieję, że to jakaś super seksowna laska, z którą będę mógł pieprzyć się całą noc. Otwieram drzwi i unoszę brwi.
 - Ja... - zaczyna Hazel z niepewnym wyrazem twarzy. - Chciałam cię uprzedzić, ale ten pan na dole mnie wpuścił i...
 - Co ty tutaj robisz?
 - Nie wiem - odpowiada próbując nieudolnie nie patrzeć się na moją klatkę piersiową.
Mimo tego jaki dzisiaj jestem wkurwiony mam ochotę się zaśmiać z jej reakcji.
 - To znaczy wiem - poprawia się. - Albo nie do końca... Ale chciałam tylko--
Milknie, gdy uchylam szerzej drzwi i gestem dłoni zapraszam ją do środka. Patrzy się raz na uchylone drzwi, a raz na mnie i po chwili wchodzi.
Gdy wchodzi do salonu i spogląda na mnie niepewnie odzywam się:
 - Upewniasz się czy dobrze robisz wychodząc za mojego brata? - pytam, a w moim głosie można wyczuć nutkę sarkazmu.
Czekam aż zaprzeczy i wygłosi mowę na temat tego jak bardzo go kocha, ale ona tego nie robi.
 - Tak - wyrzuca z siebie. - Jestem zmieszana... przez ciebie - Oh, to coś nowego. - Najpierw mawiasz mi, że go nie kocham. Później mnie całujesz. Nagle stajemy się przyjaciółmi, a ty mówisz mi, że nie potrafisz być moim przyjacielem. Więc nie możemy być przyjaciółmi, nie możemy być razem i nie możemy się spotykać... Co to znaczy?
Próbuję ukryć, to, że w jakiś sposób dotarły do mnie jej słowa. Patrzę się w jej brązowe przestraszone tęczówki, tylko po to aby później zjechać oczami na jej pełne, różowe usta. Pozwalam sobie na więcej i wzrokiem skanuję jej biust i talię. Przebrała się. Wróciła z tego głupiego bankietu i jest tutaj. Nie została z Mike'iem. Oblizuje usta i znowu wracam oczami do jej pięknych, brązowych oczu.
Z ciężkością powstrzymuje się przed bezradnym jęknięciem.
Czuję jak cała szkocka w moim brzuchu przekręca się na milion możliwych stron. Robię krok w jej stronę i wyciągam dłoń, aby delikatnie przejechać opuszkami palców po jej policzku.
 - Jesteś zaręczona - szepczę skanując z dokładnością całą jej twarz.
 - Tak - odpowiada drążącym głosem.
 - Już niedługo będziesz jego. Na zawsze - kurwa mać.
Nie odpowiada mi na to. Opuszcza wzrok z moich oczu i skupia go na moich ustach.
Kurwa mać.
 - Nie kocham cię - mówię i mimo, że patrzę się na nią to mam wrażenie, że kieruje te słowa bardziej do siebie.
Nie kocham jej.
 - Też cię nie kocham - odpowiada cicho, ale pewnie.
Przytakuje głową.
 - To dobrze.
Przysuwam się do niej i kładąc wolną dłoń na jej talię składam pocałunek na jej pełnych ustach. Dziewczyna niemalże od razu kładzie ręce na mojej klatce piersiowej. Przez chwilę myślę, że mnie odepchnie, ale ona tylko przejeżdża dłonią po moim nagim torsie. Wzdycham i pogłębiam pocałunek jeszcze bardziej. Przejeżdżam językiem po jej dolnej wardze prosząc o dostęp, który od razu dostaję. Wsuwam dłoń pod jej cienką bluzkę i zaciskam dłoń na jej piersi. Wzdycha prosto w moje usta i przyciąga mnie do siebie jeszcze bardziej. Jest idealna. Zbyt idealna. Unoszę ją trzymając dłonie na jej pośladkach i idę w stronę mojego pokoju. Gdy już tam się znajduję kładę ją na moje łóżko i znowu całuję.
Nie chcę żeby mi uciekła.
Nie chcę żeby znowu mnie zostawiła.
Ciągnę za skrawek jej koszulki i zdejmuję ją z niej. Pocałunkami schodzę na jej szyję i zasysam się na kilku miejscach mając gdzieś to, że prawdopodobnie będzie musiała tłumaczyć się z tego Mike'owi.
 - Przyszłaś żeby się upewnić, prawda? - mruczę pomiędzy pocałunkami, które teraz składam na jej dekolcie. - Przyszłaś upewnić się, że przyjęcie oświadczyn to błąd. - Wiem to. Ona nie musi nic mówić. Widzę to w jej oczach. Nachylam się, aby sięgnąć dłonią po guzik do jej spodni. - Pomogę ci w tym - szepczę rozpinając go.
Kiedy nie zauważam w jej oczach protestu kiedy zsuwam z niej spodnie, dostaję w pełni zielone światło. Mam zamiar pieprzyć się z narzeczoną mojego brata i ani myślę czegoś później żałować.
Odrzucam części jej garderoby gdzieś w dalszy kąt pokoju i całą swoją uwagę skupiam na niej. Przesuwam wzrokiem po jej prawie nagim ciele i oblizuje usta. Jest pieprzonym ideałem. Nachylam się, aby ponownie złączyć nasze usta.
 - Masz racje - mamrocze oddychając ciężko. - Potrzebuję dowodu - czuję jak kładzie dłoń na zapięcie moich spodni. - Muszę mieć pewność, że go nie kocham.
Rozbijam swoje usta o jej. Czuję jak rozpina moje spodnie, a ja pomagam jej je zdjąć. Napawam się widokiem jej ciała kiedy powoli zsuwam jedno ramiączko od stanika z jej ramienia, a później drugie. Nie śpieszę się. Przez najbliższy czas ona jest moja. Wsuwam dłoń pod jej plecy i pozbawiam ją jedynej rzeczy, która chroni ją przed prawie całkowitą nagością.
 - Kurwa mać - sapię znowu ją całując.
Przesuwam dłonią po jej nagiej piersi i brzuchu zatrzymując ją na gumce od majtek. Słyszę jej ciche jęknięcie, gdy dwoma palcami zsuwam je w dół. Czuję jak całuje mnie na zarysie mojej szczęki i przymykam oczy. Odrzucam jej bieliznę i nie mogę uwierzyć, że leży pode mną naga i taka bezbronna. Zdejmuje z siebie bokserki i składam pocałunek pomiędzy jej piersiami.Wyciągam rękę po prezerwatywę, która leży w szafce nocnej. Czuję jak wplata dłonie w moje włosy. Słyszę jej przyśpieszony oddech, a dłońmi dotykam każdej możliwej części jej ciała. Muszę zapamiętać tę chwilę na długi czas, bo mam wrażenie, że raczej szybko takiej znowu jej nie zobaczę.
Nie kocham jej.
Nie kocham.
 - Justin - szepcze, a ja w tym czasie idę pocałunkami znowu w górę tylko po to aby złączyć nasze usta.
Kładę dłoń na jej łechtaczce, a ona wydaje z siebie jęk. Chowam głowę w zagłębieniu jej szyi. Hazel oplata nogi wokół mojego pasa, a ja w tym samym momencie w nią wchodzę. Czuję jak jej ręce obejmują mnie i przyciągają do siebie jeszcze mocniej. Między nami nie ma już ani trochę przestrzeni, a ja uwielbiam to uczucie. Pogłębiam pchnięcia, a jedną dłoń zaciskam na jej udzie.
 - Kurwa - warczę, gdy unosi lekko biodra dając nam tym samym jeszcze więcej przyjemności.
Nie potrafię zrozumieć tego co się między nami dzieje. To jak jakiś żałosny dramat filmowy. Czuję się przy niej taki bezbronny. Mimo, że będę zaprzeczał jeszcze miliony razy - ona ma mnie w garści. Jestem zależny od niej czy tego chcę czy nie. Nie mogę znieść widoku jej i Mike'a, bo czuję się jak ostatnie gówno. Chcę żeby mnie chciała. Chcę żeby czuła taką samą rozpacz i bezradność jak ja, bo nasza sytuacja jest skazana na porażkę.
My jesteśmy skazani na porażkę.
Przyśpieszam swoje ruchy i wpijam się w jej usta.
Nic co związane z nami nie ma prawa się udać i kurewsko mnie to przeraża. Jestem bezradny.
Kładę dłoń na złączeniu naszych ciał, a Hazel wygina się w rozkoszy.
 - Chciałbym żebyś była moja - mamroczę w jej usta.
Ale nie możesz być.
Dziewczyna chwyta moją dłoń i splata nasze palce.
 - Chciałabym być twoja - szepcze ledwo słyszalnie, tak że nawet nie jestem pewien czy na pewno to powiedziała.
Czuję ją tak dobrze. Przyśpieszam pchnięcia i słucham jej pojękiwania, bo to chyba najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek, kurwa, słyszałem. Ostatnie pchnięcia i czuję jak zaciska się na mnie. Dochodzę prawie że w tym samym momencie co ona. Opadam na nią i czuję jej szybkie unoszenie się klatki piersiowej. Nasze dłonie wciąż są ze sobą splecione.
Nie wiem jak powinienem się teraz zachować. Nigdy nie uprawiałem seksu z kimś kogo lubię... bardziej. Zaczynam czuć jak sytuacja staje się niezręczna. Po jakimś czasie podnoszę się z łóżka i wyrzucam prezerwatywę do kosza obok. Narzucam na siebie bokserki, a w tym samym czasie ona nakłada bieliznę. Powinienem czuć się... wykorzystany? Ta, chyba właśnie tak powinienem się czuć. Ale właśnie wcale tego nie czuję. Przeczesuję ręką włosy i biorę głęboki oddech. Powinienem coś teraz powiedzieć. Wszystko będzie dobrze? Nie, kurwa, nie. Właśnie zdradziła swojego narzeczonego, którego nawet nie jest pewna czy kocha. Nie będzie dobrze.
 - Kurwa mać - mamroczę pod nosem i marszczę brwi.
Wkurwia mnie ta niezręczność i dosłownie nie jestem wstanie jej znieść. Otwieram szafę i wyciągam z niej pierwsze lepsze dresy i koszulkę. Ubieram się i robię coś tak kurwa zjebanego. Typowego, w stylu "Justin'a", który jest największym dupkiem na świecie.
Wychodzę. Zostawiam ją, tak po prostu i wychodzę z mieszkania. Nie myślę nad tym co robię do momentu, w którym zimne powietrze nie zderza się z moim ciepłym ciałem.Skanuję wzrokiem pustą ulicę.  Mimo, że w mojej głowie zaczynają pojawiać się wątpliwości nie zatrzymuje się. Wszystko było w porządku do momentu aż skończyliśmy się pieprzyć.
Kurwa mać.
Zostawiłem ją tam. Zostawiłem ją samą w moim domu zaraz po tym jak pozwoliła mi na to wszystko, po tym jak powiedziała że chciałaby być moja.
Jestem idiotą.
Jestem skończonym frajerem.
Zachowałem się tak jakby seks z nią był czymś zwyczajnym. Jakby była jedną z tych lasek, z którymi sypiam losowo. A przecież ona nie jest dla mnie kimś takim. Ona jest kimś więcej... Zatrzymuję się dopiero gdy jestem kilka przecznic od mieszkania.
Co ja, kurwa, właśnie zrobiłem?
Odwracam się i biegiem wracam do mieszkania. Jestem pojebany i właśnie wszystko zepsułem, ale jeszcze mogę jej to jakoś wytłumaczyć, prawda?
Wbiegam do holu i szybko naciskam przycisk windy. Oblizuję usta niecierpliwie czekając aż w końcu się otworzy. Po jakiś trzech minutach jestem znowu w mieszkaniu.
 - Hazel? - wołam ją przechodząc przez salon.
Wchodzę do pokoju, ale jedyne co w nim zastaję to rozwalone łóżko i ciemność. Wyszła.
 - Kurwa - warczę zwalając dłonią książki z półki obok.
Znowu spieprzyłem.


***
Ta dam! Ja żyję! 
Nie wiem jakim cudem udało mi się napisać dzisiaj rozdział, ale zrobiłam to! 
Chciałam żeby był dłuższy, bo dawno już nic nie wstawiałam, ale niestety ograniczenie czasowe mi na to nie pozwala :/

Tym razem postaram się dodać coś wcześniej. Może w weekend x

A teraz piszcie co myślicie o rozdziale!

Tęskniliście za Jazel? x


22 komentarze:

  1. Omg!! Ty naprawde żyjesz. Juz się bałam, ze nic nie wstawisz, albo co gorsza, ze chcesz zawiesić bloga nawet nas i tym nie isnformujac. Ale uff, jesteś.
    A rozdział cudowny (zreszta jak zawsze). Jesteś niesamowiata pisarka/blogerka!!
    Pzd, i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham! Jeju chce ich razem! To bylo piękne ale Justin zjebał ,kurwa 😢😓😠

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże jak ja się cieszę że napisałaś rozdział. Oni razem to jest coś niesamowitego, choć Justin spieprzył sprawę to rozdział był cudowny. Proszę cię bardzo o rozdział w weekend. 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Och Justin, Justin. Lurde, typowy facet. Oczywiście schrzanil sprawę, ale mam nadzieje, zr da rade to naprawić. Musi!!
    A oni musza być razem. Trzeba kopnac Michalea w tyłek, a ich zeswatać.Koniecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rozdział jest niesamowity <3
    Justin i Hazel sami siebie oszukują mowiąc że sie nie kochają ciołki po prostu :D
    Justin głupku czemu to zrobiłes i zwiałes ;/
    Raz ucieka Hazel a raz Justin co z nimi no :cc
    Bałam sie że już nie dodasz zadnego rozdziału ale uff <33 Wchodze pacze a tu jest *-*
    Dodaj w weekend prosze następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Justin co ty zrobiłeś !!!
    świetny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego zawsze kiedy czytam następny rozdział to po prostu się trzęsę?Uzależniłaś mnie od tego bloga! Ale kocham.

    OdpowiedzUsuń
  9. TO.JEST.MIAZGA. BLAGAM O NEXT ������

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham <3 ♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. OMG!! Przecierz to jest arcydzieło. Justin, jest taki głupi, zresztą Hazel nie jest lepsza.
    To jest boooooskie!!! Aaaaaaa, ja mam nadzieje, ze Justin naprawi swój błąd.
    Wgl, jak czytam twoje rozdziały, to aż czasami mam ciarki.
    Koniecznie dodaj rozdział w weekend.

    OdpowiedzUsuń
  13. OMG, OMG, OMG !!!
    KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  14. OMG, OMG, OMG !!!
    KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG, OMG, OMG !!!
    KOCHAM TO <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten blog jest moją miłoścą *-*

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodaj rozdział w weekend prosze :* ;*

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam to !! <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Justin nooo spieprzyłeś sprawe chłopie....:cc
    Ten rozdział jest BOSKI !!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Oni sa tacy perfekcyjni razem, przysiegam. Mam nadzieje, ze Justin to wszystko naprawi ❤ Czekam nn rodzial ❤

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams