24.09.2016

Chapter Twenty One

,,Poczułam do niego coś, czego nie powinnam czuć"

Hazel

 Wchodzę do budynku NYU jak zwykle spóźniona na pierwsze zajęcia. W nocy miałam problem z zaśnięciem przez co zaspałam. Ostatnio coraz częściej mi się to zdarza, a do tego przez to wszystko co dzieje się w moim życiu zaniedbuję szkołę. To mój ostatni rok. Powinnam się skupić i wziąć poważnie za naukę, ale zamiast tego robię jakieś totalnie głupie rzeczy, które jeszcze bardziej mieszają w moim już nazbyt szalonym życiu. 
Poprawiam torbę wiszącą na moim ramieniu i staram się odciągnąć myśli od sytuacji z poprzedniej nocy, która wciąż nie daje mi spokoju. Jak zacznę dłużej zastanawiać się nad tym co zrobiłam i co zrobił Justin to chyba się popłaczę, więc...
 - No jesteś w końcu! - z rozmyśleń wyrywa mnie głos Mirandy. 
Unoszę głowę i widzę ją stojącą przy wejściu do auli, z rękami skrzyżowanymi na piersiach i jak zwykle zirytowanej minie. 
 - Przepraszam, zaspałam - mamroczę bez jakichkolwiek emocji w głosie. 
Miranda marszczy brwi i przygląda mi się pytająco, jednak mimo to już nic więcej nie mówi. Otwiera drzwi i wchodzi do środka, a ja podążam za nią. Dziewczyna rzuca jakiś rodzaj przeprosin za spóźnienie, ale nie bardzo przywiązuje do tego uwagę. Siadamy na swoich miejscach. Tym razem wzięłam wszystkie potrzebne przybory, więc wyjmuje je i udaję, że słucham profesora.
Chciałbym żebyś była moja.
Wciskam się głębiej w krzesło i zaciskam usta w wąską linię. To chyba nigdy nie da mi spokoju. Chciałabym móc zapomnieć o tym co się stało. Czuję się upokorzona, zraniona i wkurzona zarazem. 
 - Hazel - słyszę za sobą szept jakiegoś chłopaka. 
Zdezorientowana odwracam się, a moim oczom ukazuje się William. Kojarzę go tylko dlatego, że chodzi ze mną na kilka zajęć. 
 - Co jest? - pytam nie rozumiejąc dlaczego w ogóle mnie zaczepił. 
Nigdy tak naprawdę ze sobą nie rozmawialiśmy. Chyba, że chodziło o jakiś rodzaj pracy grupowej. 
 - Bieber o ciebie pytał. 
Och ironio... który Bieber? 
 - Mike...? - marszczę niepewnie brwi, ale ten tylko kręci głową.
 - Nie, Justin - odpowiada i wzrusza ramionami. - Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć. 
Przytakuje głową i zmuszam się do uśmiechu. 
 - Znam Justin'a od czasu kiedy tutaj chodził. Później go chyba wywalili, to ty jesteś dziewczyną jego brata Michael'a, prawda? 
 - Narzeczoną - poprawiam go zanim zdążę ugryźć się w język. 
 - Poważnie? W takim razie gratulację - odpowiada z uśmiechem.
Oblizuję usta i przytakuję głową mimo, że w myślach uderzam się w twarz. Nie wiem czemu to powiedziałam.
 - W każdym razie, dzięki za informacje - mówią chcąc już przestać z nim rozmawiać. 
William odpowiada, że to nic takiego, a ja w końcu mogę znowu odwrócić się do przodu. Straciłam wątek i już całkowicie nie mam pojęcia o czym mówi profesor, więc pozwalam sobie na chwilę rozmyślań. Po cholerę on tutaj przyszedł? Wczoraj jego zachowanie jasno pokazało co o tym wszystkim myśli. Chce coś dodać i jeszcze bardziej mnie upokorzyć? 
Cóż... to by było całkiem w jego stylu.
Miranda znowu posyła mi wzrok, a ja już wiem, że słyszała moją rozmowę z William'em i będzie mnie przesłuchiwać po zajęciach. Zaczynam czuć niemiłe ukucie w brzuchu. Nie jestem pewna tego co chce jej powiedzieć i czy w ogóle cokolwiek chcę. To świeża sprawa i do tego mam wrażenie, że Mi nie zrozumiałaby tego. Byłaby zła, że zrobiłam cokolwiek co zrani Mike'a i nazwie mnie głupią. Uważa, że jest facetem idealnym, a ja powinnam trzymać go przy sobie za wszelką cenę. Więc wyobraź sobie jej minę, gdy powiem, że zdradziłam go z jego własnym bratem i to w dodatku dzień po zaręczynach. 
Jestem idealnym materiałem na przyszłą żonę...

***

 - Dobrze słyszałam o tym, że Justin cię tutaj szukał? - tak jak się spodziewałam Miranda zaczyna temat od razu po wyjściu z sali.
Przegryzam wnętrze policzka i przytakuję głową przeglądając coś w telefonie. Wszystko byle na nią nie patrzeć. Nie umiem kłamać utrzymując kontakt wzrokowy.
 - Wiesz co chciał? 
 - Nope - mamroczę. 
Mi wzdycha, a ja mimo, że na nią nie patrzę wiem, że przewraca oczami. 
 - Dziwnie się dzisiaj zachowujesz - mówi. - Czy stało się coś o czym nie wiem, Haiz? 
Uprawiałam seks z Justin'em.
Uprawiałam seks z Justin'em, który jest bratem Mike.
Uprawiałam seks z Justin'em, mając gdzieś to że jestem zaręczona.
 - Nie - odpowiadam. - Wszystko jest okej. 
Znowu wzdycha.
Dostaję wiadomość od Pii. Umówiłam się z nią dzisiaj na kawę. Nie wystawię jej, bo już i tak mi głupio, że ostatnio ją zaniedbuje i olewam. 
 - Ym, muszę iść - mówię dopiero teraz unosząc głowę z nad telefonu. - Widzimy się jutro? - pytam zmuszając się do uśmiechu, którego moja najlepsza przyjaciółka nie odwzajemnia. 
 - Okej... - odpowiada ciągle mając na twarzy niezadowolony wyraz. 
Całuję ją w policzek i przechodzę na drugą stronę ulicy udając, że wcale nie widzę jej niezadowolenia.
Miejsce, w którym umówiłam się z Pią jest na szczęście niedaleko stąd. Jestem pewna, że z jej strony też mogę spodziewać się przesłuchania. Tyle, że sytuacja z Pią jest inna. Nie wie kto jest osobą, z którą jestem zaręczona. 
 Wchodzę do kawiarni, która wygląda bardzo przytulnie. Brąz to kolor przewodni przez co nadaje miejscu ciepła. Pia siedzi już przy jednym ze stolików, a gdy mnie zauważa uśmiecha się szeroko. Wstaje, aby przywitać się ze mną przytulasem. 
 - Hazel, kochanie! - mówi i uśmiecha się. 
Zdejmuję z siebie płaszcz i wieszam go na oparciu skórzanego, brązowego, pikowanego fotela. Siadam na nim i odwzajemniam uśmiech, który jest prawie szczery. Mimo, że spotkałam Pię kilka dni temu na ulicy to nie miałyśmy bardzo czasu pogadać. Stęskniłam się za nią. 
 - Co tam u ciebie? - pyta. - Opowiadaj o zaręczynach! Opowiadaj o wszystkim! Tak dawno nic mi nie mówiłaś. 
Na wzmiankę o zaręczynach mój uśmiech blednie. Patrzę się na moją dłoń leżącą na stoliku i na pierścionek, który połyskuje na jednym z palców. 
 - Zaręczyny były... w sumie to były zwyczajne - odpowiadam zgodnie z prawdą.
On po prostu przyszedł do mnie jednego dnia i klęknął wyjmując pierścionek. Banalne, proste, ale ja nie jestem fanką wielkich i hucznych zaręczyn. To nie w moim stylu.
 - I tak ci zazdroszczę! Teraz czekają cię najfajniejsze rzeczy. Wybieranie sukni, tortu, miejsca na wesele i ślub... - dziewczyna wymienia, a ja mam ochotę zwymiotować. 
Mam planować wesele podświadomie wiedząc, że go zdradziłam...?
Patrzę się na Pię, która dalej gada o tym co szykuje się na takie dni jak te, a ja pękam. Muszę komuś o tym powiedzieć. Po prostu muszę. Potrzebuję jakieś porady, sprowadzenia na ziemię lub czegokolwiek innego. Tym razem nie mogę polegać na Mi. Pia, to chyba idealny wybór, prawda?
 - Spałam z Justin'em - wyrzucam z siebie przerywając jej.
Ciemnowłosa automatycznie milknie. Obserwuję jak unosi brwi i otwiera usta jakby chciała coś powiedzieć. Łapie ze mną kontakt wzrokowy, a ja wyczytuję zdezorientowanie widoczne w jej tęczówkach. 
 - Czekaj. Co. Powoli. Jeszcze raz - zaczyna się plątać. Bierze oddech i przeczesuje ręką włosy. - Przed czy po zaręczynach? 
 - Po, a tak dokładnej to zeszłej nocy - mamroczę i zaczynam bawić się jedną z serwetek. 
 - O ja pierdo--
 - Podać coś? - kelnerka podchodzi do naszego stolika i patrzy się raz na mnie, a raz na Pię. 
Wyraz twarzy mojej przyjaciółki się nie zmienia.
 - Dwie kawy latte poproszę - odpowiadam chcąc żeby jak najszybciej stąd odeszła. 
Zapisuje zamówienie i wycofuje się. 
 - Jak to się stało? - pyta wzdychając. 
Przegryzam dolną wargę i zastanawiam się jak to ubrać w słowa. 
 - Chciałam mieć pewność czy na pewno dobrze robię przyjmując zaręczyny. Chciałam... nie wiem co chciałam - mówię plącząc się. - Fakt jest taki, że spałam z Justin'em, a on po wszystkim ubrał się i wyszedł. Tak jakby...
 - Co zrobił? - przerywa mi zdumionym głosem. 
Biorę oddech. 
 - Wyszedł Pia - powtarzam starając się robić wszystko, aby głos mi nie drżał. - Tak jakby to było dla niego... nic. A ja czuję się jak ostatnia idiotka, bo poczułam do niego coś czego nie powinnam czuć.
 - Jesteś w nim zakochana? - pyta.
 - Co? Nie. Nie jestem - zaprzeczam gwałtownym ruchem głowy. - Ale... poczułam coś bardzo bliskiego temu. Powiedział, że chciałby żebym była jego, a ja pierwszy raz w życiu pomyślałam, że naprawdę chciałabym być...
 - I po tym wszystkim co ci powiedział, tak po prostu wyszedł? To dziwne, Hazel - odpowiada zastanawiając się nad tym wszystkim.
Cieszę się, że nie potępia mnie za to co zrobiłam. Jedna z rzeczy, które teraz całkowicie by mnie dobiły byłoby gadanie jak beznadziejnie głupio postąpiłam.
Bardzo dobrze zdaję sobie z tego sprawę.
 - Justin potrafi zachowywać się jak dupek, to fakt. Ale wydawało mi się, że ciebie lubi. Nie mogę uwierzyć w to, że tak po prostu sobie wyszedł.
 - Poważnie? Po tym wszystkim co ci powiedziałam ty jedyne co to dziwisz się, że wyszedł?
Pia posyła mi pełen pobłażania wzrok.
 - Nie jestem głupia. Nikt z nas nie jest. Zauważyliśmy, że Justin coś do ciebie ma. Najpierw wydzwania do ludzi i robi coś żeby twój chłopak nie poszedł z tobą na jakąś kolację, później ty pojawiasz się na wyścigach, a on łamie naszą zasadę i idzie cię szukać, mimo, że jasno ustaliliśmy, że ten kto zostaje w tyle musi radzić sobie sam.
- Słucham? To przez niego Mik-mój narzeczony nie mógł się ze mną spotkać? - pytam, a gdy przypomnę sobie całą sytuację wszystko zaczyna układać się w spójną całość.
Pia posyła mi skruszony wzrok i przegryza dolną wargę.
 - Tak właściwie... to większość waszych nieudanych spotkań to jego sprawka... W sumie nasza. Pomagaliśmy mu mimo, że nigdy nie zapytaliśmy po co to robi. Każdy wiedział.

***

 Gdy skończyłam spotkanie z Pią był już późny wieczór. Nie mogła dłużej tam siedzieć. Rzeczy, których się dowiedziałam sprawiły, że czuję się zła i oszukana. Przez cały ten czas winiłam o wszystko Mike'a. Uważałam, że praca jest dla niego ważniejsza i że woli tam spędzać czas niż poświęcać go mnie. 
Wystukuję kod i wchodzę na swoją klatkę schodową. Zaświecam światło, aby móc jakoś dojść na swoje piętro i kieruję się na górę. Zatrzymuję się w pół kroku, gdy nagle przy moich drzwiach zauważam ostatnią osobę jaką kiedykolwiek chciałabym jeszcze zobaczyć. 
 - Szukam cię cały pieprzony dzień, więc daj mi chwilę, żebym mógł wszystko ci wyjaśnić - Justin posyła mi pełen błagania wzrok, ale ignoruję go. 
Podchodzę do drzwi i przekręcam zamek kluczem. 
 - Chwilę po tym jak wyszedłem, wróciłem do tego mieszkania, ale ciebie już nie było. Popełniłem błąd, Hazel - kontynuuje.
Słucham każdego jego słowa mimo, że udaję iż w ogóle go nie widzę. Zmuszam się do tego żeby otworzyć drzwi po czym szybko zamknąć je za sobą. Nie chcę z nim rozmawiać. Ani dzisiaj. Ani jutro. 
 - Hazel, do cholery - słyszę jego stłumiony głos przez drzwi. 
Uderza w nie kilka razy. 
 - Musimy porozmawiać! - unosi głos i znowu uderza.
Opieram głowę o drzwi i przymykam oczy. Czuję jak łzy zaczynają piec mnie pod powiekami.
- Nie drzyj się tak. Nie chcę żeby sąsiedzi się skarżyli - mimo, że odpowiadam normalnym głosem wiem, że on wszystko słyszy. 
 - W takim razie wpuść mnie - odpowiada już o pół tonu ciszej. - Musimy o tym porozmawiać. 
Kręcę głową mimo iż wiem, że on tego nie widzi. 
 - Ja nie chcę z tobą rozmawiać. 
Wzdycha.
 - Czemu jesteś tak bardzo, kurwa, uparta? - mówi. - Nie chcę żebyś myślała, że to nic dla mnie nie znaczyło. 
 - Dla mnie nic nie znaczyło -wtrącam się. - Pomyliłam się. Kocham Mike'a, a ty musisz--
 - Nie kłam. 
Nie będę płakać. Nie będę płakać. 
Po dłuższej chwili ciszy on znowu się odzywa.
 - Hazel? 
Odchodzę od drzwi i idę w kierunku swojego pokoju. Zamykam za sobą drzwi i upewniam się, czy nie słychać żadnych krzyków lub stukania w drzwi. Kładę się na łóżko i mając gdzieś wszystko inne staram się zasnąć.

***

 Kolejny dzień mija mi podobnie tyle, że tym razem rano się nie spóźniam na zajęcia. Kiedy wychodzę z domu zastanawiam się kiedy Justin odpuścił i sobie poszedł. Znowu ignoruję pytania Mirandy i wracam do domu późnym południem. Próbuję uczyć się na kilka zajęć, ale średnio mi to wychodzi. Nim się obejrzę jest już wieczór. Mike miał przyjść po pracy, więc gdy słyszę jak drzwi się otwierają już wiem, że to on. 
 - Cześć - mruczy i składa pocałunek na moim policzku. 
Uśmiecham się i spoglądam na niego znad książki. 
 - Jak ci minął dzień? - pytam, a mój uśmiech się poszerza, gdy Mike wciska się na miejsce na kanapie obok mnie. 
Wtula głowę w zagłębienie w mojej szyi i mruczy cicho.
 - Źle - odpowiada wzdychając. - Facet z firmy z którą od kilku lat prowadzimy wspólne projekty wkurzył się, bo nasz pracownik narysował niedokładne plany. Nienawidzę tego, że zawsze to ja za nich obrywam - skarży się.
Zamykam książkę i odkładam ją na bok. 
 - Ale nie rozmawiajmy o mojej pracy - mruczy i składa pocałunek na mojej szyi. - Chcę nacieszyć się moją narzeczoną - znowu mnie całuje, a ja cicho chichoczę. 
Czuję jak łapie mnie dłońmi za biodra i unosi, aby móc posadzić mnie sobie na kolanach. Składa pocałunek na moich ustach i odsuwa się spoglądając w moje oczy. Lewą dłonią odgarnia mi włosy z twarzy i zgarnia je za ucho. Wszystko jest okej, do momentu, w którym ze zdezorientowaniem marszczy brwi. Patrzy się na coś na mojej szyi, a ja nawet nie muszę pytać o co chodzi. Rano starałam się przykryć wszystkie malinki z tej nocy, w której zdradziłam go z Justin'em. Najwyraźniej robiłam to niedokładnie. 
Czuję jak przechodzi przeze mnie zimny pot.
 - Co to jest? - pyta, a jego głos staje się zimny. 
Przełykam ciężko ślinię i zaczynam panikować. Co ja mam teraz zrobić? 
 - Co? - próbuję grać nieświadomą. - Ja... ym... ja poparzyłam się--
 - Poparzyłaś się? Czym? Prostownicą? - warczy i patrzy się na mnie ze zdenerwowaniem. - Myślisz, że jestem idiotą? 
Wstaję z jego kolan i odsuwam się trochę. 
 - Mike - zaczynam starając się brzmieć spokojnie. - Mówię prawdę. 
Chłopak prycha i też wstaje. Z jego oczu można wyczytać coraz większe zdenerwowanie. 
 - Mówisz prawdę? "Poparzyłam się" to wymówka typowej nastolatki, która nie chce żeby jej mama wiedziała, że ta z kimś się pieprzyła! - unosi głos. - Więc mi, kurwa, powiedz, Hazel! - krzyczy, a ja mimowolnie się wzdrygam. 
Wkurzonego Mike'a widziałam już wiele razy, ale nigdy nie tak...
 - Ja wcale nie--
 - Nie kłam, Hazel! Powiedz mi z kim się pieprzyłaś! - wszystkie książki leżące na stoliku przed kanapą zrzuca jednym machnięciem dłoni. 
 - Oszalałeś?! -pytam unosząc głos. 
Może i jestem winna, ale on nie ma prawa zachowywać się jak ostatni debil. Zdenerwowanie, które we mnie narasta zaczyna zastępować strach. 
 - Powiedz mi kim jest frajer, któremu pozwoliłaś dobrać się do majtek, Hazel - warczy i uderza pięścią w ścianę, która znajduję się bardzo blisko mojej głowy. Drgam. 
 - Mogłeś mnie uderzyć! - krzyczę nie mogąc uwierzyć, że posunął się do zrobienia dziury w mojej ścianie. 
Zachowuje się jak psychopata. Jego oddech jest przyśpieszony. Chodzi w tą i z powrotem, a ja nie jestem wstanie przewidzieć do czego jeszcze może się posunąć. Jestem zła i przerażona. I dosłownie nie wiem co robić. 
 - POWIEDZ MI - wrzeszczy tak blisko mnie, że aż mogę poczuć jego ciepły oddech na swojej skórze.
Nie mogę powiedzieć, że to Justin. To zniszczyłoby nie tylko nasz związek ale i wszystko inne. Nie mogę tego zrobić.
 - Mówiłam ci już - cedzę przez zaciśnięte zęby. 
Nie mija nawet sekunda i dzieje się coś czego przez pierwszych kilka chwil nie mogę zrozumieć. Czuję rozchodzący się ból na prawym policzku, a moja głowa odchyla się w bok. Wstrzymuję oddech nie mogąc uwierzyć w to co właśnie zrobił. Dotykam ręką bolącego miejsca i czuję ciepłą ciecz pod palcami. 
 - Hazel, przepraszam... - słyszę jego szept. 
Uderzył mnie. 
 - Przepraszam... - próbuję wziąć swoje dłonie w moje, ale odpycham go. 
Unoszę głowę i pierwsze co zauważam to jego przerażony wyraz twarzy. Wyciąga ręce w moją stronę ale odsuwam się jeszcze bardziej. 
 - Nie. Dotykaj. Mnie - warczę słysząc jak mój głos drży. 
 - Hazel, nie chciałem... - odpowiada płaczącym głosem.
Upada na kolana i chowa twarz w dłonie. Słyszę jak powtarza "przepraszam" raz za razem, ale teraz to dla mnie nic nie znaczące słowa. Uderzył mnie. Podniósł na mnie rękę, a ja nie jestem w stanie pojąć tego jak mógł mi to zrobić. 
Odwracam się i biorąc pierwszą lepszą bluzę z wieszaka wybiegam szybko z domu. Zakładam ją i narzucam na głowę kaptur. Biegnę i zatrzymuję się dopiero, gdy jestem kilka przecznic dalej. Nie potrafię ogarnąć myśli. Chciałabym płakać, ale nie umiem bo jeszcze nie dowierzam. Nie dochodzi do mnie to co się stało. Prawa strona mojej twarzy cholernie boli, ale tępy ból gdzieś w środku mnie jest milion razy gorszy. Myślałam, że jestem dla niego ważna.
 Wkładam dłoń do kieszeni, aby wyjąć telefon. Chciałabym zadzwonić do kogokolwiek. Pia, Mia, Travis, Miranda, Justin... nie wiem co dalej robić. 
 - Cholera - syczę pod nosem. 
Nie wzięłam telefonu. 
Jeszcze raz przeszukuję kieszenie tym razem w poszukiwaniu pieniędzy na taksówkę lub budkę telefoniczną, ale oczywiście nic nie mam. Nie wrócę tam. Choćby nie wiem co. Z zimnym wyrazem twarzy poprawiam kaptur i postanawiam po prostu iść przed siebie. 
  Po godzinnym spacerze ląduje nie gdzie indziej jak pod apartamentowcem Justin'a. Chowam dłonie, wciąż drżące przez tą całą sytuację, do kieszeni. Unoszę głowę do góry i zauważam, że u niego święcą się światła. Musi być w domu, ale nie pójdę tam. Nie po tym co się stało. Nie mogę go tak po prostu prosić o pomoc. Zresztą, co mam powiedzieć? "Miałeś rację, twój brat to pieprzony damski bokser"?
Siadam na jednej z ławek w bardziej zaciemnionym miejscu. Jest środek nocy, a na tej ulicy na szczęście wyjątkowo nie ma zbyt dużego ruchu. Muszę zastanowić się co dalej robić. Mogłabym iść do domu rodziców, ale po pierwsze mieszkają kilkanaście kilometrów stąd i po drugie musiałabym się tłumaczyć dlaczego mam rozcięty policzek, a to nie wróży nic dobrego. Mogłabym też wrócić do swojego mieszkania z nadzieją, że Mike już tam nie ma, ale chyba nie mam aż tyle odwagi. 
 - Hazel? - słyszę przy sobie głos Justin'a i od razu mam ochotę na siebie na krzyczeć.
Siedzenie na ławce pod jego apartamentowcem nie było najmądrzejszym pomysłem. 
Spinam się i poprawiam kaptur, gdy podchodzi bliżej. 
Idzie od drugiej strony ulicy co oznacza, że gdzieś był, a w jego domu zapewne są goście. Dobrze, że tam nie poszłam. Trafiłabym zapewne na Travis'a i resztę i musiałabym się im tłumaczyć.
 - Co ty tutaj robisz? - siada obok mnie, a ja nachylam głowę jeszcze bardziej, naiwnie próbując zrobić wszystko, żeby nie zobaczył mojego już zapewne sinego i pełnego krwi policzka. 
Czuję jego dłoń na moim ramieniu i jestem przerażona tym jak reaguję. Wzdrygam się. 
 - Wszystko okej? - jego głos jest coraz bardziej zaniepokojony. 
Nie odpowiadam. Zaciskam powieki, przez które chcą przecisnąć się słone łzy. 
 - Hazel, do cholery. Cała się trzęsiesz - zauważa. - Co się dzieje? 
Chowam twarz w dłonie i czuję, że dłużej już nie wytrzymam. Zaczynam szlochać. Najpierw cicho, a później coraz głośniej i mocniej. Mike mnie uderzył. Nie mogę uwierzyć, że to zrobił. Tak jakby była dla niego nikim... 
Wyciąga dłoń i nim udaje mi się go powstrzymać on ściąga mi kaptur z głowy. Próbuję znowu go nałożyć, ale on przytrzymuje moje dłonie.
- Kurwa mać - słyszę jak przeklina pod nosem. 
Próbuję wyrwać dłonie z jego objęć. 
 - Zostaw mnie - szepczę słabym głosem. - Zostaw...
Justin mnie nie słucha. Widzę jak z ciężkością przełyka ślinę i powoli skanuję każdy skrawek mojej twarzy. Wyciąga dłoń, aby dotknąć mojego podbródka, ale ja robię wszytko żeby mu to uniemożliwić. Odpycham jego dłoń, ale on nie daje za wygraną. Kręcę się, aż w końcu Justin przytrzymuje moje nadgarstki i przyciąga mnie do siebie. Zamyka mnie w szczelnym uścisku, a mi nie zostaje już nic innego niż tylko płakanie. Nie mam siły dłużej mu się wyrywać. Czuję ciepło pochodzące od ciała Justin'a i słyszę jego szybkie nierównomierne bicie serca. Mam ochotę zasnąć i zapomnieć o tym koszmarze.
 - Nie wierzę, że ten chuj miał odwagę podnieść na ciebie rękę - warczy. - Zabiję go. Rozszarpię go, do kurwy.
Wciąż się trzęsę. Ból psychiczny jest zbyt ciężki, a ja zbyt słaba aby sobie z nim poradzić. Jego dłoń sunie w górę i w dół moich pleców. Obejmuje mnie jeszcze mocniej, a ja wtulam głowę w zagłębienie jego szyi. 
 - Aniele... - szepcze.

***
Obiecałam weekend i jest weekend!
Szczerze nie jestem do końca zadowolona z rodziału, 
bo nie tak to sobie wyobraziłam, 
ale najwyżej stylistyczne sprawdzę jakoś w tygodniu jak będę miała na to czas ;-;

Uh, to się porobiło! 
Jakie są wasze wrażenia po rozdziale? 
Może jakieś uwagi?

Piszcie, chętnie poczytam! xx

Victoria xx

34 komentarze:

  1. Mike ty damski bokserze ! Biedna Hazel ;/ Teraz to już muszą być razem z Justinem <3 Cudooowny rozdział *-* Cieszę się że dzisiaj dodałaś ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle MEGA. Pisz szybko następny!!

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholercia. Mike- ty dupku. Ale po części uważam, ze Hazel db zasłużyła - może nie na bicie jej, ale na pewno na porządny ochrzan. Według mnie nawet jak się kogoś nie kocha, to się go nie zdradza. Rozdział mi sir meeega podoba i ciesze się, ze udalo ci się dodac go w weekend :)
    Lovki

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju cudowny rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdzial super.zostaje czekac na kolejny.oby nie za dlugo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zasraniec z tego Mika no to Justin do boju droga wolna hahahaha. Super rozdział czekam na next 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainspirowałaś mnie do pisania! Twoje trzy blogi za mną, zaglądam tu codziennie, nie przestawaj pisać! ��

    OdpowiedzUsuń
  9. ❤️❤️Kocham

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdrada to zdrada Hazel sobie zasłuzyła na to by Mike był na nią zły ale nie na to by ją uderzył ...damski bokser :/

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham to ff ❤ A rodzial jak zawsze perfekcyjny 💓

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurde to się porobilo

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekam na wiecej Jazel :(

    OdpowiedzUsuń
  15. ALE DAMSKI BOKSER Z TEGO ZASRANEGO MIKE'A !!! NIENAWIDZĘ GO. -,- DAJ MI WIĘCEJ LOVE Z JUSTINEM 💓❤ Jazel to życie 💗💜

    OdpowiedzUsuń
  16. kiedy rozdzial ? ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. kiedy vd następny rozdzial ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy będzie rozdział? Tak długo już nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy będzie rozdział? Tak długo już nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper11

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam pomysł!! Na przyklad Jak bedzie pod nastepnym opowiadaniem powiedzmy 40 komentarzy, to zrobisz maraton MB'sG? Mam nadzieje że wkoncu napiszesz nową Część!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Chce następny rozdział, szybko!
    Justin, bierz się za nią 😂😂
    Mike to dupek...niech Hazel z nim skończy 😕

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  24. Żyje!!! Wiem, że tęskniłaś. 😃🔥
    Ja nie wiem kiedy ostatni raz komentowałam bo nie mam czasu i weny na to, a nie chcę mi się sprawdzać so... Ale dalej kocham to mocno i przeżywam tylko nie wiesz o tym przez komentarz! 😂💖
    Więc ten to, mega się cieszę, że były seksy i ogólnie tak jakby z ich sytuacji też się cieszę po tym na końcu rozdziału i oficjalnie przestałam lubić Michaela, ale nie Clifforda,ok? 😏
    JAZEL IS REAL!!! 😂
    Generalnie to mi się bardzo podoba, c'nie, wszystko zaczyna iść w dobrym kierunku tylko gdyby tak Bieber czy Hazel niczego nie zepsuli i będzie gitara! 😎😂
    No i jak mówiłam na tym kończy się moja wena na komentarz ale niecierpliwie czekam na nexta i mam nadzieję, że zaraz się pojawi bo czuję niedosyt i ogromną ciekawość co będzie dalej, trzymam kciuki za twoją wenę, czas i szkołę oraz cię cieplusio pozdrawiam! 😂😂❤

    OdpowiedzUsuń
  25. Boski rozdział. Zreszta jak wszystkie twoje ;)
    Kiedy dodasz następny?? Z wieeelka niecierpliwością czekam!!

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetny rozdzial ♡♡ czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. szczerze Jus jest wojownikiem myślę że bd konfrontacja z Mikiem xD <3

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams