31.10.2016

Chapter Twenty Three

,,Nie musisz robić ze mnie pierdolonego męczennika 
tylko dlatego, że ci mnie szkoda."

Hazel
 Przekręcam się na drugi bok i wyciągam dłoń przed siebie tylko po to żeby spotkała się z pustką. Zdezorientowana marszczę brwi i powoli uchylam oczy. Światło dnia przebija się przez zasłonięte żaluzjami okna. Justin'a nie ma w pokoju. 
Przeciągam się i przecieram dłońmi ściśniętymi w pięści zaspane oczy. Która może być godzina? 
Wstaję. Powoli i ostrożnie stawiając raz jedną, raz drugą stopę na zimną podłogę. Zanim zejdę na dół szukać Justin'a postanawiam zajść do łazienki. Wchodzę do środka, zamykam za sobą drzwi, a gdy zauważam swoje odbicie w lustrze czuję narastające uczucie obrzydzenia. Rana na policzku zrobiła się sina, a przez to że wczoraj bardzo dużo płakałam pod moimi oczami zrobiły się ciemne worki na pół twarzy. Obmywam twarz zimną wodą z nadzieją, że to chociaż trochę pomoże, ale oczywiście skutek jest marny.  
 W końcu po dłuższym czasie wychodzę z pokoju i schodzę po schodach rozglądając się na boki. 
 - Justin? - wołam. 
Stawiam stopę na ostatnim schodku i cała podskakuję, gdy słyszę w salonie głos. Pia pojawia się w progu i posyła mi pokrzepiający uśmiech. 
 - Nie musisz mi się tłumaczyć - to pierwsze słowa jakie do mnie wypowiada.
Zaczynam odczuwać niepokój. Nie chcę żeby zobaczyła mojego sińca na policzku, bo nawet nie wiedziałabym jak ja mam jej to wyjaśnić. 
 - Justin mi wszystko powiedział - mamrocze ostrożnym głosem. Unoszę głowę i otwieram usta, aby coś powiedzieć, ale ciemnowłosa mnie wyprzedza - Zanim zaczniesz być na niego zła, muszę ci powiedzieć, że go do tego zmusiłam. Nie odbierałaś moich telefonów, nie otwierałaś drzwi jak do ciebie przyjechałam. Martwiłam się. Musiałam wiedzieć co się dzieje. 
Po jej wypowiedzi przytakuję powoli głową i ku mojemu własnemu zdziwieniu wcale nie czuję złości. Raczej ulgę, że to nie ja muszę jej wszystko wyjaśniać. 
 - Nie jestem zła - odpowiadam zachrypniętym głosem.
Idę w stronę kuchni. Słyszę jak Pia podąża za mną. Otwieram lodówkę i wyjmuję z niej pierwszy lepszy sok. Wyciągam dla siebie szklankę i patrzę się pytająco na przyjaciółkę. - Chcesz? 
 - Jak się z tym czujesz? - pyta z wyczuwalną troską w głosie całkowicie ignorując moje pytanie. 
Przewracam oczami.
Nie potrzebuję troski. 
Nalewam sobie picia i odstawiam sok na miejsce. 
 - Gdzie Justin? - robię to samo co ona. 
Opieram się o blat i zaczynam spokojnie sączyć napój.
Pia wzdycha. 
 - Wyszedł chwilę przed tym jak ty zeszłaś. Miał się spotkać z Travis'em i Martin'em żeby porozmawiać o wyścigach. 
Przytakuję głową na znak, że usłyszałam. Do połowy pustą szklankę odkładam na blat. 
 - Idę się ubrać - informuję ją po czym ponownie kieruję się na górę. 
 Wracam po piętnastu minutach ubrana we wczorajsze ciuchy. Bądź co bądź nie miałam wyboru. 
 - Masz ochotę dzisiaj gdzieś wyjść? - pyta, a ja niemalże od razu prycham lekceważąco. 
Siadam obok niej na kanapie w salonie i przyciągam nogi do piersi. 
 - Z taką twarzą? - wskazuję dłonią na sińca. 
Pia wzrusza nonszalancko ramionami. 
 - Nic czego nie umiem zakryć dobrym makijażem. 
 - Tego nie da się zakryć niczym - mamroczę niewyraźnie. 
Pia posyła mi udawanie skromny uśmiech. 
 - Uwierz, że się da. Udowodnię ci - bierze do ręki swoją torebkę i po chwili szukania wyciąga dosyć sporą kosmetyczkę. 
 - Dlaczego mnie nie dziwi, że nosisz przy sobie cały zestaw do makijażu? - zadaję pytanie retoryczne, a Pia wybucha śmiechem. 
 Chichoczę cicho. 
 - Siadaj prosto i daj mi działać - mówi machając dłonią, abym zmieniła pozycję w której siedzę.  
 - Dobra, już dobra.

***

 - Już? - pytam zniecierpliwiona. 
 - Chwila - odpowiada ze skupionym wzorkiem utkniętym w czymś powyżej moich oczu. 
Bolą mnie już plecy.
 - Już? - jęczę przeciągle.
 - No chwila - odwarkuje brunetka powoli tracąc cierpliwość. 
Uśmiecham się pod nosem, bo wkurzona Pia to śmieszna Pia. 
Słyszę jak drzwi od mieszkania się otwierają, a razem z krokami pojawiają się czyjeś głosy. 
Przechodzi przeze mnie zimny pot.
 - Zakryłaś mi to? - pytam szeptem mając nadzieję, że nie widać tego sińca. 
Prawie dławię się jej pędzelkiem, gdy ostatni raz przejeżdża mi nim po twarzy. Odsuwa się z zadowolonym uśmiechem. 
 - Mogłyśmy się założyć - odpowiada cwanym głosem. 
 Wstaję i zanim nowo przybyci wejdą  do salonu szybko podbiegam do dużego lustra. 
Z ulgą stwierdzam, że nic nie widać. Idealnie.
 - Kocham cię - mówię bezgłośnie do zadowolonej ze swojej pracy ciemnowłosej. 
 W tym samym momencie do pomieszczenia wchodzi Justin razem z Travis'em. 
 - Cześć kocie - wita się ze mną Travis posyłając mi szeroki uśmiech. 
Odwzajemniam go już spokojna, bo wiem, że nie może znaleźć nic niepokojącego na mojej twarzy. Travis ignoruje całkowicie Pię, na co ona delikatnie marszczy brwi. Przyglądam się wszystkiemu ze zdziwieniem i zastanowieniem zarazem. 
O co chodzi? 
Naciągam mocniej na dłonie rękawy swojej bluzy i krzyżuję ręce na piersiach. Spoglądam na Justin'a, który obserwuje mnie zamyślony. 
 - Wychodzimy gdzieś dzisiaj? - pyta Travis patrząc się raz na mnie, raz na Justin'a ciągle celowo ignorując Pię. 
 - Nie mam ochoty na żadną imprezę - odpowiadam wydymając usta. 
Impreza, tony alkoholu i pijani nieobliczalni ludzie to ostatnie czego potrzebuję.  
 - Nie musimy iść na imprezę, możemy wbić do Mii i tam sobie posiedzieć. 
Pia odchrząkuję. 
 - Ja też mieszkam "U Mii" - zauważa kąśliwym głosem robiąc cudzysłów w powietrzu. 
Travis unosi brwi i patrzy się na nią krytycznie. 
 - Czyli masz coś przeciwko temu żebyśmy dzisiaj tam przyszli? 
Pia przewraca oczami. 
 - Nie, nie o to mi chodziło. Chciałam tylko... - wzdycha. - Ugh, nieważne - spluwa prawie zabijając go wzrokiem. Jej ton się zmienia, gdy zwraca się do mnie i Justin'a. - Jak chcecie przyjść, to zaprasza wieczorem. Muszę już iść - żegna się z nami uśmiechem i wychodzi. 
 - Ja też już się zbieram - mówi Travis. - Do później. 
I takim sposobem w kilka minut zostajemy sami. 
Patrzę się pytającym wzrokiem na Justin'a, który stoi oparty o ścianę.
 - Co to było? 
Justin wzrusza ramionami i uśmiecha się rozbawiony. 
 - Kiedy nie wiesz o co chodzi, zapewne chodzi o pieniądze, albo o seks. Wątpię, że między nimi chodzi o forsę, więc zostaje seks - wypowiada swoją wielce inteligentną sentencję i siada obok mnie na kanapie.
Patrzę się na niego i uśmiecham mimowolnie.  
 - Od dzisiaj jesteś jakimś filozofem, czy co? - prycham rozbawiona. 
 - Ha, ha - ironizuje, a jego wyraz twarzy zmienia się na bardziej urażony.
Przysuwam się do niego i kładę głowę na jego kolana. Nogi wygodnie rozkładam wzdłuż kanapy i zadowoleniem obserwuję jak niemalże od razu przestaje być zły. 
 - Czyli według ciebie oni ze sobą spali? - pytam będąc zaciekawiona ich sytuacją. 
 - Yup, jestem tego pewien - odpowiada patrząc się na mnie z góry. - Znając Travis'a, pewnie dał kosza Pii, a teraz ta się wścieka - wyjaśnia. 
 - Biedna Pia - mruczę czując jakiś rodzaj złości na Travis'a. 
 Ciemnowłosa to typ człowieka, którego żal krzywdzić w jakikolwiek sposób. No i jest piękna. Jeżeli to prawda, to nie wiem gdzie ten Travis ma oczy. 
Nagle czuję dłoń Justin'a na moim policzku. 
 - Tak szybko zniknął ci siniak czy...? - pyta zdezorientowany Justin. 
 - Zasługa Pii i jej magicznych kosmetyków - odpowiadam uśmiechając się delikatnie. 
 - Masz dzisiaj lepszy humor - zauważa sunąc opuszkami palców po zarysie mojej szczęki. 
 - Yhym - mamroczę przymykając oczy. 
Czuję przyjemne mrowienie w miejscach, w których jego dłonie dotykają mojej skóry. Od rana robię wszystko, aby nie myśleć o Mike'u. Czasami średnio mi się to udaje co sprawia, że czuję ból w krtani, zaciska mi się gardło i mam ochotę płakać, ale staram się jak tylko mogę żeby to ignorować. 
 - Wziąłem rzeczy z twojego mieszkania - informuje mnie po jakimś czasie. Czuję uczucie ulgi, że nie muszę tam jechać. 
 - Dziękuję - mruczę pod nosem. 
Naprawdę nie chcę wykorzystywać Justin'a pod względem mieszkaniowym, ale nie mam bardzo wyboru. Nie chcę na razie tam wracać, Miranda mieszka ze swoim chłopakiem, a gdybym zdecydowała się na powrót do rodziców musiałabym wyjaśnić im o co chodzi.
 - Idziemy dzisiaj do Pii i Mii? - pytam przerywając milczenie. 
Justin wzrusza ramionami. 
 - A chcesz? 
Również wzruszam ramionami. 
 - Jeżeli ty chcesz to czemu nie - odpowiadam nie będąc w stu procentach przekonana do swoich słów. 
Ja po prostu nie chcę żeby Justin robił coś ze względu na mnie.
Tak bardzo dużo mi pomaga i tow dodatku kosztem samego siebie. 

***

 - Hazel, ty żyjesz! - krzyczy Mia, gdy widzi mnie w progu swojego domu. 
Uśmiecham się do niej szeroko i otwieram ręce, gdy ta idzie mnie przytulić.  
 - Dawno się nie widziałyśmy - zauważam, gdy ciemnowłosa zaprasza nas do środka. 
Idziemy do salonu gdzie każdy już siedzi. Włącznie z Zayn'em, którego też nie widziałam jakiś czas. Mieszkanie dziewczyn jest przestronne i całkiem spore. Ciemno drewianie meble nadają ciepła temu miejscu. Witam się ze wszystkimi po kolei i siadam obok Pii, która z nieprzerwaną niechęcią patrzy się na Travis'a. 
 - Oddychaj - mówię patrząc się na nią wymownie. 
 - Co? - pyta nagle budząc się jakby z transu. 
Wzdycham i kręcę tylko głową. 
Zayn podejmuje rozmowę z Travis'em, do której po jakimś czasie dołącza się Justin siedzący na fotelu naprzeciwko. 
Mia przynosi kilka piw i wino, zapewne dla nas, po czym siada obok swojej siostry. Słucham o czym rozmawiają chłopcy przyglądając się przy tym Justin'owi. Obserwuję jak przeczesuje ręką włosy, albo jak oblizuje usta. Gestykuluje rękami kłócąc się przy tym o coś z Zayn'em. Mam ochotę wybuchnąć śmiechem kiedy mruży jedno oko, bo czegoś nie może zrozumieć. To wygląda zbyt uroczo. 
 - Oddychaj - słyszę przy sobie pełen sarkazmu głos Pii. 
Zaskoczona patrzę się na ciemnowłosą, która uśmiecha się do mnie cwanie. 
 - Co? 
Dziewczyna wzrusza ramionami. 
 - Nic, tylko się trochę ślinisz - zauważa kąśliwie i zaczyna się śmiać, gdy uderzam ją w ramie. 
 - Odwal się. 
 - Sama zaczęłaś - mówi wystawiając mi język. 
Nagle zauważam wzrok Martin'a, a mój uśmiech automatycznie blednie. Patrzy się na mnie z nieukrywanym wyrzutem i niechęcią. Gdy nasze oczy się spotykają patrzy się na mnie z taką intensywnością, że muszę odwrócić wzrok. 
 - Co jest? - pyta ciemnowłosa zauważając, że coś jest nie tak.
Odchrząkuję i biorę do ręki lampkę wina. 
 - Nic - odpowiadam uśmiechając się do niej. 
Myślałam, że Martin mnie lubi.
Albo przynajmniej nic do mnie nie ma. 
Czy zrobiłam coś nieświadomie? Może jakoś go uraziłam? Zawieszam swój wzrok na butelce wina i zaczynam szukać w swojej pamięci czegoś co mogło zezłościć Martin'a. Nic sobie nie przypominam. 
Nagle do Justin'a dzwoni telefon. Patrzy się na niego i ze zmarszczonymi brwiami wstaje ze swojego miejsca. Nic nie mówiąc wychodzi z salonu żeby zapewne odebrać. 
 - Co u Mirandy? - pyta Mia przez co przekręcam głowę, aby móc się na nią spojrzeć. 
 - Nie widziałam jej kilka dni - odpowiadam wzruszając ramionami. 
Nagle dociera do mnie, że nie mam swojego telefonu. Miranda musi umierać z niepokoju. Zapewne zostawiła mi milion wiadomości. Muszę zapytać Justin'a czy będąc w moim mieszkaniu wziął mój telefon. 
Nagle zauważam kątem oka jak Martin wstaje ze swojego miejsca i również bez słowa wychodzi z salonu. 
 - Powinnyśmy kiedyś wyjść we cztery na zakupy albo gdzieś do kawiarnii - proponuje Mia.
Przytakuję głową, zgadzając się na jej pomysł. To mogłoby być całkiem fajne. 
 - Gdzie macie toaletę? - pytam podnosząc się do pozycji stojącej. 
 - Jak wyjdziesz z salonu pierwsze drzwi na prawo - odpowiada Pia. 
Dziękuję jej i kieruję się w tam tą stronę. Nie chodzi mi tylko o skorzystanie z toalety. Nie będę ukrywać tego, że jestem ciekawa czemu Martin poszedł za Justin'em i o co do cholery chodzi. 
Wychodzę z salonu, otwieram drzwi od łazienki i w tym samym momencie słyszę głos Martin'a. 
 - Nie jest tego warta. 
 - Przestań się wpieprzać, Martin - odzywa się Justin. 
Po tonie w jaki się wypowiada mogę śmiało stwierdzić, że jest wkurzony. 
 - Nadstawiasz dla niej karku, latasz za nią jak ostatni frajer, a ona jest z twoim bratem! Zachowujesz się jak ostatni idiota. Nie zostawi go dla ciebie. 
Cholera. 
Niemiłe uczucie rozchodzi się po całym moim ciele. Martin musi naprawdę mnie nienawidzić. Ale nie umiem go za to winić. W jakimś stopniu to co mówi ma sens. Nie wszystko, ale jednak...
Muszą być gdzieś w kuchni, bo ledwo co słyszę ich rozmowę. 
 - Nie wiesz wszystkiego. 
 - Wiem, że cię zwodzi i to mi wystarczy - przyjaciel Justin'a przerywa mu ze złośliwą nutką w głosie.
  - Daj sobie, kurwa, spokój - odpowiada Justin wyraźnie zirytowany. 
Wyczuwam, że to już koniec ich wymiany zdań, więc rezygnuję z korzystania z toalety i wycofuję się z powrotem do salonu. Zdążę tylko usiąść znowu na swoje miejsce, gdy nagle do pokoju wparowuje wyraźnie wkurzony Justin.
 - Idę zapalić - mamrocze pod nosem i nie czekając na nikogo przyzwolenie wychodzi na balkon. Znika za beżowymi zasłonami. Widzę jak Zayn i Travis posyłają sobie niezrozumiałe spojrzenie. 
Czuję narastające wyrzuty sumienia. 
Przeze mnie pokłócił się nawet ze swoim najlepszym przyjacielem. 
Martin wraca i jakby nigdy nic siada na swoje miejsce.
Patrzę się na miejsce, w którym przed chwilą stał Justin i zastanawiam się czy mam do niego iść. 
Według Martin'a to ja jestem powodem jego problemów, więc raczej powinnam trzymać się od niego z daleka.
Chłopcy znowu jak gdyby nigdy nic zaczęli rozmawiać i tym razem Mia się do nich przyłączyła. Tylko Pia siedzi i patrzy się na mnie badawczym wzrokiem kiedy ja toczę w sobie wewnętrzną bitwę.
 - No idź idiotko - odzywa się Pia, aka mój wewnętrzny głos. 
Patrzę się na nią zaskoczona. 
 - Co? 
 - Idź do niego? - odpowiada, ale to brzmi bardziej jak pytanie. - No już - pogania mnie, gdy nadal się nie ruszam. 
A więc wstaję. 
Odsuwam beżową zasłonę i przechodzę przez uchylone drzwi. Zasłona znowu wraca na swoje miejsce, zakrywając przy tym wszystkie okna. Balkon wcale nie jest taki duży. Justin stoi, opierając się o barierkę. Podchodzę do niego i chowam dłonie do kieszeni mojej bluzy. Jest w cholerę zimno. 
 - Co ty robisz? - pyta jasnowłosy wypuszczając powietrze z ust. 
 - Przyszłam porozmawiać odpowiadam wzruszając ramionami. 
 - O czym? - jego głos jest wciąż zimny i oschły. 
Postanawiam grać w otwarte karty. Nie będę udawać, że nic nie wiem. 
 - Słyszałam waszą rozmowę  - mamroczę obserwując jak wyraz twarzy Justin'a się zmienia. 
 - Martin się wpieprza w nie--
 - On ma racje - przerywam mu. 
Justin wkurza się jeszcze bardziej. 
 - Przestańcie robić ze mnie debila, do kurwy - warczy unosząc głos. - Nie jestem głupi - wyrzuca niedopałek papierosa. - Nienawidzę tego jak wszyscy mnie traktujecie. Jesteś z Mike'iem. Okej zrozumiałem! Kochasz go. TO TEŻ ROZUMIEM. Pieprzyliśmy się, ale to nic dla ciebie nie znaczyło. To też, kurwa, rozumiem i to zajebiście dobrze! Nie musisz robić ze mnie pierdolonego męczennika tylko dlatego, że ci mnie szkoda. Pogodziłem się z tym, że nic do mnie nie czujesz Hazel. Albo przynajmniej, kurwa, próbuję, więc przestań w końcu--
Robię krok w przód i wpijam się w jego usta.
Nie mogę dłużej słuchać jego gadania, które jest całkowicie nietrafione.
Kładę dłoń na jego karku. Czuję jak jego zimne dłonie stykają się z moją skórą pod bluzą. Wzdycham w jego wargi, a  Justin od razu to wykorzystuję i wsuwa język do moich ust. Smakuje papierosami i piwem. Przyciągam go do siebie jeszcze bardziej o ile to w ogóle możliwe. Zapach jego charakterystycznych perfum dociera do moich nozdrzy. Mrowienie i ciepłe uczucie rozchodzi się po moim brzuchu. Nienawidzę tego i kocham jednocześnie. Czy tak się da? 
Powinnam przestać mieszać mu w życiu, powinnam przestać mieszać sobie w życiu. 
Ale nie potrafię. 
Czuję ciepło bijące od jego ciała i ręce, które suną coraz wyżej. Wolną dłoń kładę na jego klatce piersiowej przez co idealnie mogę wyczuć szybkie bicie jego serca. 
 - Hazel - mruczy w moje usta. - Gdybym tylko zachował się inaczej kiedy pierwszy raz cię spotkałem, gdybym tylko--
 - Cicho - przerywam mu poglębiając pocałunek.
Właśnie w tym momencie pierwszy raz w życiu przeszło mi przez myśl, że wybrałam nie tego brata.

***

No i jestem! 
Miałam nadzieję, że uda dodać mi się w weekend, ale niestety nie miałam na to warunków. 
Teraz jestem chora i mimo tego, że czuję się okropnie wykorzystałam moment wolnego czasu żeby wycisnąć z siebie trochę weny i coś napisać. 
Tak więc z góry przepraszam za wszystkie błędy, albo jakieś niezgodności! Mam wysoką gorączkę i mój mózg nie funkcjonuje do końca prawidłowo! haha


Victoria 

16 komentarzy:

  1. Super, nie moge sie doczekać kiedy w koncu beda razem ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAAAAAAAAA TAK HAZEL ZDECYDOWANIE NIE TEN BRAT, UWIELBIAM

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurwa nie mogę sie zalogować, jako ramosiatko 😒 ale mówię ci ze kocham to co piszesz i ta historia jest mega i bardzo mnie intryguje vo bd dalej! 💝

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega końcówka ;) <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzę zdrówka i weny :D <3
    Wiem co czujesz mam to samo xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham cie !!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuiuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper

    OdpowiedzUsuń
  8. NIECH ONA W KOŃCU SKUMA, ŻE SIĘ W NIM ZAKOCHAŁA, BO JUŻ MNIE TROCHĘ IRYTUJE!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest odpowiedni brat!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham, kocham KOCHAM, KOCHAM!!!
    Co ty robisz, że czytając każdy rozdział mam banana na pół twarzy?! To jakaś magia! Czarna w dodatku 😉

    OdpowiedzUsuń
  11. Chcę jeszcze więcej, natychmiast!
    Super rozdział i najważniejsze
    ZDECYDOWANIE NIE TEN BRAT 😆

    OdpowiedzUsuń
  12. Szkoda że dopiero teraz na to wpadłaś ze TO NIE TEN BRAT no ale lepiej późno niż wcale zajebisty rozdział czekam na next. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia 😍😂😊

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeju, genialny ten rodział ❤ Tak się cieszę, że wkońcu zrozumiała, że nie tego brata wybrała! I ten pocałunek też perfekcyjnie wpasowany. Czekam nn 💓

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć! Chciałam zaprosić Cię do odwiedzenia naszej szabloniarnii Land-of-grafic. Oferujemy szeroka gamę szablonów w galerii, można też zamówić u nas szablon taki, jaki chcesz, wszystko oczywiście za darmo ;)
    Mówią, że nie szata zdobi człowieka, jednak pierwsze wrażenie zawsze się liczy. Spraw swojemu blogowi nowy wygląd, zamów u nas szablon, nie pożałujesz! Zapraszamy:
    www.land-of-grafic.blogspot.com

    Pozdrawiamy, załoga LOG

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział cudowny 💖

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams