23.10.2016

Chapter Twenty Two

,,Chciałbym ci pomóc"

Justin 

 Próbuję wyobrazić sobie moment, w którym ten frajer podnosi na nią rękę, ale nie potrafię. Jaki miał wyraz twarzy, gdy to robił? Czy później żałował?
W sumie to może sobie żałować, płakać i robić inne gówna, ale w moich oczach jest już stracony. Przysięgam, że jeżeli zobaczę go gdziekolwiek chyba go zabiję. Albo przynajmniej mocno uszkodzę. Ten frajer nie zasługuje na to żeby oddychać. 
Dziewczyna nic nie mówi, więc podnoszę się i ciągnę ją za sobą. Nie bardzo wiem co mam zrobić. Chciałbym zabrać ją do siebie, ale gdy to zrobię zapewne nie obejdzie się bez pytań. Wątpię też, że Hazel chce iść do swojego mieszkania. Więc zostaje mi jakoś ich wyrzucić i to tak, żeby nie wiedzieli, że Hazel tu jest.
 Gdy wchodzimy do budynku, a później do windy ona ciągle stoi z opuszczoną głową. Załamana i bezbronna Hazel to widok, do którego nie przywykłem i zapewne nigdy nie przywyknę.
 - Ja nie chcę tam iść - słyszę przy sobie jej cichy głos, gdy jesteśmy już przy wejściu.
Przysuwa się do mnie bardziej, co mimowolnie wzbudza we mnie jakiś rodzaj przyjemnego uczucia.
 - Pójdziesz do łazienki, a ja powiem im żeby sobie poszli. Nawet cię nie zobaczą.
Brunetka unosi głowę i spogląda na mnie niepewnie.
 - Zaufaj mi - dodaję.
Jeszcze przez chwilę patrzy się na mnie w ten sposób, aż w końcu powoli przytakuje głową. Odbieram to jako zgodę, więc naciskam klamkę żeby otworzyć drzwi. Robię krok do przodu i od razu słyszę wołanie Travis'a.
 - Justin! Dłużej się nie dało? - krzyczy.
Nie odpowiadam mu. Zamiast tego otwieram drzwi od łazienki w holu i wchodzę tam razem z Hazel.
 - Daj mi minutę, okej? - mamroczę patrząc jak dziewczyna po ciemku siada w rogu łazienki i zamiast mi odpowiedzieć narzuca kaptur na głowę.
Zaciskam usta w wąską linię.
Mam wrażenie, że ta cała sytuacja jest trudniejsza niż myślałem. Ona zachowuje się tak jakby całkowicie się załamała.
 Posyłam jej ostatnie spojrzenie i niechętnie zostawiam ją samą w łazience. Kieruję się w stronę holu.
 - No i gdzie masz to piwo? Nie było cię prawie godzinę - mówi Zayn, który patrzy się na mnie z niezrozumieniem.
Przez to wszystko zapomniałem, że zostawiłem te głupie piwa przy tej ławce na której siedziała Hazel.
 - Ym, nie mam ich - odpowiadam przeciągając każde słowo.
Muszę mieć więcej czasu aby wymyślić dobre kłamstwo.
 - Dobrze się czujesz? - pyta Mia. - Jakoś blado wyglądasz.
Dzięki Mii pomysł pojawia się sam.
 - Tak w sumie to nie bardzo. Chyba coś złapałem - odpowiadam krzywiąc się.
Siadam na kanapie przy Travis'ie, a ten, tak jak się spodziewałem, szybko wstaje ze swojego miejsca.
 - O stary, odejdź ode mnie - mówi. - Ja nie chcę siedzieć w domu i rzygać.
 - To może damy ci spokój i sobie pójdziemy? - proponuje Martin.
Mimo całej tej sytuacji mam ochotę się zaśmiać. Znam ich tak dobrze, że to aż zabawne.
 - Tak - dodaje Zayn. - Nie będziemy cię męczyć.
I nagle każdy wstaje i zaczyna się ze mną żegnać.
 - Pisz jak będziesz czegoś potrzebować - Pia uśmiecha się do mnie zanim wyjdzie razem z innymi.
Przytakuję głową i rozkładam się na kanapie, aby nadać lepszego efektu mojemu udawaniu.
Po kilku sekundach zostaję sam w salonie. Słyszę jak o czymś rozmawiają. Moment później drzwi się zamykają, a ich głosy zostają stłumione. Podnoszę się szybko i idę do drzwi, aby zamknąć je na klucz. Jeszcze ktoś z nich się wróci i wejdzie, a tego nie chcę. Odwracam się w stronę łazienki. Chcę powiedzieć Hazel, że może już wyjść, ale ona mnie wyprzedza. Wychodzi z pomieszczenia i nawet na mnie nie patrząc kieruje się w stronę salonu. Powoli podążam za nią. Czuję jak moje ciało się spina, bo, kurwa, nie wiem co mogę zrobić żeby lepiej się poczuła. Czuję się zły i sfrustrowany z tego powodu.
 Obserwuję jak siada na kanapie i zdejmuje kaptur z głowy. Jej policzek jest już siny i, ja pierdole, ten widok sprawia, że naprawdę mi niedobrze. Oblizuję usta. Muszę znaleźć apteczkę i jakiś worek z lodem. Gorączkowo zaczynam kręcić się po pokoju i przeklinać pod nosem. Nie wiem nawet gdzie i czy mam pieprzoną apteczkę. Wchodzę po schodach na górę do łazienki z nadzieją, że chociaż tam coś znajdę. Po rozwaleniu wszystkich szafek w końcu znajduję coś co może się nadać. Zbiegam na dół i jeszcze zachodzę do kuchni po lód. Gdy mam już wszystko idę do Hazel. Ciągle siedzi w ten sam sposób. Nie ruszyła się nawet o centymetr. Wcześniej cały czas płakała, a teraz zachowuje się... właśnie w ten sposób. Kucam przy niej i niepewnie wyciągam dłoń z wacikiem, aby wytrzeć krew na jej policzku. Jak mocno ten skurwysyn musiał ją uderzyć, że ma rozcięcie przy kości policzkowej?
Później przykładam do jej policzka lód. Dziewczyna wyciąga dłoń, aby trzymać go samodzielnie, więc odsuwam się.
Kładę dłoń na jej kolanie po części dla tego, że chcę to zrobić i trochę też dlatego, że zaczynam tracić równowagę.
 - Potrzebujesz czegoś? - pytam po dłużej chwili i zaczynam badawczo jej się przyglądać.
Nie odpowiada mi.
 - Chcesz pić?
Kręci przecząco głową.
 - Może jesteś głodna? Mogę--
 - Nic nie chcę - odpowiada zachrypniętym głosem i odkłada worek z lodem na stolik naprzeciwko.
Spogląda w moje oczy wzrokiem, z którego nie umiem wyczytać żadnych emocji. Zaciskam usta i zaczynam czuć się jak ostatni frajer, bo chcę mi się płakać z bezradności.
 - Chciałbym ci pomóc - mamroczę ledwie słyszalnie i od razu opuszczam wzrok na moje dłonie, które leżą na jej  kolanach.
Tak, dalej zachowuj się jak pizda. To na pewno jej pomoże. 
Czuję jej opuszki palców na zarysie mojej szczęki, więc unoszę głowę.
 - Pomagasz mi - odpowiada i nachyla się nade mną, aby objąć mnie swoimi drobnymi rączkami. - I dziękuję ci za to.

***

 Hazel zostaje u mnie na noc i to raczej nie jest dla nikogo zaskoczenie. Zaproponowałem jej, żeby została u mnie dłużej, a ona się zgodziła. Nie ma mowy, że teraz zostawię ją samą. Gdyby się uparła i chciała wrócić to najwyżej spałbym pod jej drzwiami. I ona chyba o tym wie, bo jakoś szybko przystała na moją propozycję.
 Teraz brunetka poszła się myć, a ja szykuję jej wolny pokój. Zajebiście bardzo chciałbym jej powiedzieć, żeby spała ze mną, ale mam wrażenie, że to będzie zbyt wiele. Jestem prawie że pewny, że to przeze mnie dostała od Mike'a. Czuję się cholernie winny. Od dnia, w którym pojawiła się w domu naszych rodziców nie potrafiłem dać jej spokoju. Wymyślałem coraz to inne preteksty, aby tylko ją zobaczyć. Już na samym początku wcale nie chodziło mi o to żeby wiedzieć jak włamała się do firmy ojca. Miałem to gdzieś.  Chciałem tylko przebywać w jej towarzystwie i kłócić się z nią godzinami, bo to sprawiało, że czułem się naprawdę, cholernie dobrze.
Powinienem zostawić ją w spokoju. Wtedy nic by się nie stało. Ona żyłaby sobie z Mike'iem, a ja... a ja nadal byłbym tym samym mną.
Wkurwiającym, udającym dupka, skończonym idiotą.
Byłaby szczęśliwsza beze mnie.
Moje przemyślenia przerywa Hazel, która wchodzi do pokoju, w którym ma spać, ubrana w jedną z moich koszulek, które jej dałem. Ma mokre włosy i zero makijażu na twarzy co sprawia, że wygląda kurewsko uroczo. Odwracam wzrok i zmuszam się, aby nie patrzeć na dolne części jej ciała.
 - Jak będziesz czegoś potrzebowała to krzycz - mówię i posyłam jej uśmiech.
Przez chwilę mam wrażenie, że go nie odwzajemni, ale ona jednak to robi. Uśmiecha się i przytakuje głową.
 - Okej, dziękuję - odpowiada cicho.
Przytakuję głową i otwieram drzwi.
 - Dobranoc - rzucam przez ramię i niechętnie wychodzę z pomieszczenia.
Kieruję się do swojego pokoju i od razu idę wziąć prysznic. Ten wieczór był cholernie straszny i przez to jestem zmęczony. Mimo to, wiem, że nie uda mi się szybko zasnąć. Po prysznicu narzucam na siebie czyste bokserki i idę do łóżka. Gaszę lampkę i wygodnie się układając zaczynam się zastanawiać co mam teraz zrobić. Mojemu pieprzonemu bratu przecież nie może mu to ujść na sucho.
Mu zawsze wszystko uchodziło na sucho.
Ale nie tym razem.
 Nie wiem ile leżę w tym pieprzonym łóżku. Przekręcam się z boku na bok. Próbuję zasnąć na każdy możliwy sposób, ale nie umiem. Nie potrafię spać kiedy wiem, że Hazel jest w pokoju obok.
Kurwa mać.
Mam do niej pójść?
Nie, ona pewnie już zasnęła.
Cholera.
Wzdycham wkurzony i przeczesuje ręką włosy.
Nie powinienem zostawiać jej tam samej, może ona też nie może zasnąć. Po chwili zastanowienia postanawiam pójść to sprawdzić. Podnoszę się do pozycji siedzącej i schodzę z łóżka. Po omacku docieram do drzwi i otwieram je. W tym samym momencie mój wzrok pada na dziewczynę, która zatrzymuje się w pół kroku kiedy moje drzwi się otwierają. Stoi na korytarzu. Gdyby nie światła miasta, które przebijają się przez szybkę zapewne nawet bym jej nie zauważył. Jestem... zaskoczony.
 - Ja... nie mogłam zasnąć i pomyślałam... - zaczyna się nieudolnie tłumaczyć, ale po chwili milknie.
Niepewnie otwieram szerzej drzwi i gestem dłoni wskazuję jej żeby weszła do mojego pokoju. Dziewczyna zakłada włosy za ucho i ostrożnie rusza w moją stronę. Gdy przekracza próg mojego pokoju zamykam drzwi. Obserwuję jak siada na rogu łóżka. Nie wiem jaki ma wyraz twarzy, bo jest zbyt ciemno, abym mógł zobaczyć coś więcej niż zarys jej sylwetki. Kładę się do łóżka i czekam aż ona zrobi to samo.
 - Myślisz, że to w porządku? - pyta cicho.
Nawet nie muszę zastanawiać się co ma na myśli, bo bardzo dobrze to wiem. Czy w porządku jest to co dzieje się miedzy nami i to co robimy.
 - Nie - odpowiadam po chwili.
Nie chcę jej okłamywać i mówić, że jest inaczej. Ona jest mądra i zapewne sama zdaje sobie z tego sprawę.
 - Ale to już nie ma znaczenia - dodaję.
Nic z tych rzeczy nie ma znaczenia. Nie po tym jak ją uderzył.
 - Zauważył malinki na mojej szyi - mamrocze, a ja od razu się spinam. - Tak bardzo się wściekł... Chciał żebym się przyznała do zdrady i powiedziała mu kto, ale ja... ja brnęłam przy tym swoim żałosnym kłamstwie i utrzymywałam swoją beznadziejnie głupią wersję. Powinnam była powiedzieć mu prawdę, Justin. Skoro już posunęłam się do tego, żeby zdradzić go z tobą powinnam mieć chociaż na tyle odwagi żeby się przyznać - robi pauzę. - Ale wtedy pomyślałam o tobie i o tym, że to nie jest tylko moja decyzja - wzdycha. - Nie mogłam mu powiedzieć, bo to nie tylko zniszczyło by mój związek, ale i wszystko inne. I wtedy mnie uderzył - prycha pod nosem. - Może sobie na to zasłużyłam.
 - Zwariowałaś? Nawet tak nie myśl, Hazel - cedzę przez zaciśnięte zęby czując nagłą złość. - Nieważne co zrobiłaś, takich spraw nie załatwia się przemocą. Nigdy nie powinien podnosić na ciebie ręki - mówię. - Nie zależy mi ani na nim, ani na moich rodzicach. Jeżeli czułaś, że to coś co powinnaś powiedzieć, mogłaś to zrobić.
 - Przepraszam - szepcze i kładzie się obok mnie.
 - Przestań - odpowiadam szybko. - Nie przepraszaj mnie.
Nastaje między nami cisza. Przekręcam się twarzą do niej i zaczynam zastanawiać się co dzieje się w jej głowie. Chciałabym wiedzieć o czym myśli. Nagle ona też się przekręca i mimo, że jest ciemno mogę zobaczyć jej połyskujące tęczówki.
W mojej głowie pojawia się pytanie, które wypływa z moich ust szybciej niż zdążę się nad nim zastanowić.
 - Żałujesz?
Czuję jak serce zaczyna mi szybciej bić i w zniecierpliwieniu zaczynam czekać na odpowiedź. Nie wiem jak się zachowam gdy powie, że żałuje. Ale z drugiej strony chcę wiedzieć. Jeżeli żałuje tego co się między nami stało, tego, że się ze sobą przespaliśmy, to...
 - Nie - odpowiada w końcu.
I właśnie w tym momencie zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nie słyszała tego co powiedziałem wtedy, gdy stałem pod drzwiami jej mieszkania. Czy to możliwe żeby słyszała?
Cholera.
  - A ty?
Kręcę od razu głową.
Żałuję tego jak później się zachowałem. Tylko i wyłącznie tego.
 - Nie wiem co się dzieje i jestem kurewsko zdezorientowany tym wszystkim - odpowiadam. - I... kurwa, ja nie umiem mówić o tym co czuję - mamroczę pod nosem. Hazel przysuwa się do mnie i kładzie głowę na mojej klatce piersiowej. - Mam gdzieś to co czuję ja, mam gdzieś to co czują inni. Ale ciebie z jakiegoś powodu nie mam gdzieś.
Znowu nastaje między nami cisza. Tak długa, że po jakimś czasie mam wrażenie, że Hazel zasnęła i gdy jestem tego prawie pewny słyszę jej głos. Tak cichy, że w sumie nie wiem czy mi się to przyśniło, czy powiedziała to naprawdę.
 - Nie zasługuję na to.

FlashBack

 - Hazel, do cholery - warczę, gdy zamyka przede mną drzwi.
Uderzam w nie kilka razy, ale to i tak nic nie daje. Ona jest taka uparta...
 - Musimy porozmawiać! - unoszę głos, a moja pięść ponownie zderza się z drzwiami
Opieram głowę o drzwi i przymykam oczy. Jestem wkurwiony na siebie i czuję się tak jakbym nie mógł nic więcej zrobić. Ona nie chce ze mną rozmawiać i wcale się jej nie dziwię.
- Nie drzyj się tak. Nie chcę żeby sąsiedzi się skarżyli - odpowiada cicho, ale przez cienkiej grubości drzwi i tak mogę dobrze ją usłyszeć.
 - W takim razie wpuść mnie - mówię starając się uspokoić głos. - Musimy o tym porozmawiać.  
 - Ja nie chcę z tobą rozmawiać. 
Wzdycham.
 - Czemu jesteś tak bardzo, kurwa, uparta? - syczę. - Nie chcę żebyś myślała, że to nic dla mnie nie znaczyło. 
 - Dla mnie nic nie znaczyło -wtrąca mi się w zdanie. - Pomyliłam się. Kocham Mike'a, a ty musisz--
 - Nie kłam - przerywam jej, bo wiem, że nie mówi tego poważnie.
To pierdolenie, którego używa cały czas jako wymówki. Nie wierzę w nie.
Nie mówi już nic, więc nastaje między nami cisza.
Po dłuższej chwili znowu się odzywam.
 - Hazel?
Nic.
Uderzam lekko i ze zrezygnowaniem czołem o drzwi i wzdycham.
 - Hazel, nie ignoruj mnie...
Ciągle cisza.
 - To ja skłamałem, wiesz?
Moje słowa niosą się echem po całej klatce schodowej, a ja nadal nie dostaję odpowiedzi z jej strony. Mimo to, postanawiam kontynuować.
 - Skłamałem wczoraj.
 - Powiedziałem, że cię nie kocham.
 - A kocham.
 - Kurewsko bardzo cię kocham.

TheEndOfFlashBack


~~~~
No i jestem! 
Prawie miesiąc nie było rozdziału i aż sama jestem zdziwiona, bo chyba nigdy jeszcze nie zdarzyła mi się tak długa przerwa :o 
Rozdział nie należy do najwybitniejszych i najdłuższych, bo jednak miesiąc robi bardzo dużo. Czasami miałam problem w tym, żeby kliknąć w odpowiednią literkę na klawiaturze haha Chyba trochę zapomniałam jak się to robi.

Postaram się zrobić wszystko żeby rozdział pojawiał się chociaż raz na tydzień, ale nie chcę nic obiecywać, bo sama nie wiem co z tego będzie.
 Liceum męczy. 

W takim razie najbliższy termin w jakim możecie spodziewać się nowego rozdziału, to weekend x

Victoria Sparks

14 komentarzy:

  1. Jejku w koncu. Tak bardzo nie mogłam się doczekać rozdziału. Mam nadzieje, ze oni w końvu będą razem. Super rozdział. Mam nadzieję,że dodasz szybko następny ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. W koncu rozdzial i bardzo fajny. Jestem ciekawa jak tylko Justin zemsci sie na Mike. Udana praca naprawde ! 💕

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku końcówka taka słodka 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz...muszę przyczepić się do pewnych rzeczy. Jak wiesz uwielbiam twojego bloga ALE! Wkurza mnie to, że to Justin cały czas zabiega o względy Hazel. Mam wrażenie, że Justin dużo bardziej się stara mimo że jest... jaki jest. Chciałabym, żebyś napisała taki rozdział gdzie będzie zupełnie odwrotnie. Żeby Hazel była strasznie zazdrosna o Justin'a albo żeby powiedziała mu jak bardzo go kocha. Ale to tylko moja opinia i propozycje. Zastanawia mnie jeszcze jeden nie dokończony wątek. A mianowicie o ile dobrze pamiętam w 20 rozdziale napisałaś, że Justin znowu będzie się ścigał i do teraz nie ma o tym mowy. Ale rozdział ogólnie bardzo fajny. Mam nadzieję, że dodasz następny w weekend. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O boze juz rozumiem, czyli gdyby ona nie odeszla to by uslyszala te slowa, ktore on na koniec powiedzial, a takto ona nie wiedziala i dostala od Mike. O kurcze kurcze. Tak sie wlasnie zastanawialam, o co chodzi z tym flashback ale teraz juz rozumiem.. koniec koncow to nie Justina wina, boze nie moge sie doczekac co Justin wymysli w zemscie na Mike, w sumie wyobrazam sobie jakby to on sam zalatwil, bez 'ekipy' , tak face to face. Powodzenia mala - warto bylo czekac ! 💕💕💕

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko kocham Cię dziewczyno <3
    czekam na next <3
    i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się cieszę że jednak postanowiłaś pisać dalej to opowiadanie jest niesamowite. Rozdział cudowny czekam na next 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  8. O jezu 😍 Ten flashback jest tak cudowny jeju ❤💞 Caly ten rodzial jest genialny i uroczy. Prosze Cie dodaj jak najszybciej kolejny rodzial 💘💘💘

    OdpowiedzUsuń
  9. No ja nie wyobrażam sobie żebyś chciała to zawiesić to nie możliwe i ja się nie zgadzam. Musisz tą historię doprowadzić do samego końca i innej opcji tu nie widzę, skoro stworzyłaś coś tak fantastycznego gdzie był początek to ja chcę przeczytać również koniec. Ja w ciebie wierzę że nas nie zawiedziesz i dasz sobie radę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper!!

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko *-* flasback najlepszy <3 Justin wyznał Hazel miłosc *-* Nie moge doczekac się następnego ;*

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams