14.11.2016

Chapter Twenty Four

,,Wolę być na chwilę, niż wcale"

Justin

  Po sytuacji na balkonie Hazel szybko z powrotem uciekła do mieszkania. Siedziała tam i rozmawiała z resztą tak jakby nic się nie stało, a ja zastanawiałem się w co się, kurwa, wpakowałem. Ona jest zbyt zagubiona i zdezorientowana. Nie będzie osobą, która da mi jasno do zrozumienia czego chce. Ja za to jestem zbyt samolubny i zbyt zepsuty i na pewno nie będę kimś kto ją naprowadzi na podjęcie ostatecznego wyboru. Czy pasuje mi to co się teraz dzieje? Cholera, nie. Ale prawda jest taka, że pomimo tego wszystkiego między nią, a Mike'iem, w momencie, w którym ja będę kazał jej wybierać ona i tak wybierze jego. Nikt nie musi mi tego uświadamiać. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w jej życiu tylko czymś co pozwoli jej podjąć wybór. Wybór, którym będzie Mike. Mimo wszystko wolę być w jej życiu tylko jednym pieprzonym epizodem, niż niczym. Wolę być na chwilę, niż wcale. 
Smutne, ale prawdziwe, huh? 
 Kiedy wróciłem zźiębniały jak cholera z tego balkonu Hazel od razu zapytała czy możemy już wracać. Zgodziłem się, bo osobiście sam straciłem ochotę na jakąkolwiek zabawę. I takim sposobem jesteśmy na parkingu przed moim mieszkaniem.Siedzący w ciszy w moim własnym samochodzie. Nie pofatygowałem się żeby wyjść, ona też tego nie zrobiła. Spowiła nas głęboka i niezaprzeczalna cisza. Kątem oka spoglądam na Hazel, która bawi się rąbkiem swojej bluzy. Biorę głęboki oddech i postanawiam to przerwać jakąkolwiek rozmową. 
 - Za kilka dni mam wyścigi - mamroczę obserwując jak dziewczyna unosi głowę.
 - Oh... - wzdycha najwyraźniej zaskoczona tym, że się odezwałem. - Kto będzie twoim przeciwnikiem? - pyta zakładając włosy za ucho. 
 - Pewnie jak zwykle Sean. On nie odpuści sobie żadnych wyścigów. Ten facet żyje tylko tym - wzruszam ramionami. 
Nie przepadam za Sean'em, bo jest chujem, ale też nie jest on moim jakimś wielkim wrogiem. Zawsze był mi obojętny. No może poza momentem, w którym kiedyś zaczepiał Hazel. Wtedy go nienawidziłem. 
 - Będę mogła... przyjść? - jej głos brzmi bardzo niepewnie. 
Trochę tak jakby wiedziała, że jej odmówię. 
 - Jeżeli chcesz - odpowiadam ciągle starając się brzmieć neutralnie. 
Przekręcam głowę w jej stronę, a jeden policzek opieram o oparcie siedzenia. Zaczynam jej się przyglądać. Ostatnio robię to zdecydowanie zbyt często, ale nie potrafię przestać. W mojej głowie zachował się obraz jej nagiego ciała, jej aksamitny głos mówiący ,,Nie kocham cię". To wszystko sprawia, że szaleję. Dziewczyna także przekręca głowę i wlepia swoje tęczówki w moje tak jakby wiedziała co teraz przewija mi się przez myśl. Nie odwracam wzroku. Zamiast tego wyciągam dłoń i kładę ją na jej zaróżowiałym od zimna policzku. Delikatnie żeby nie dotknąć jej sińca przeciągam opuszkami palców po jej ciepłej skórze. Później wszystko dzieje się szybko. Ona się przysuwa, ja się przysuwam i nie mija sekunda jak czuję jej słodkie, malinowe usta na swoich. Pogłębiam pocałunek ciągnąc ją w swoją stronę. Czuję jak dziewczyna się unosi i po chwili siada okrakiem na moich kolanach. Jedną dłoń wsuwam pod jej koszulkę, a drugą odgarniam włosy z jej twarzy. Jej dłonie lądują na moim karku. Uchyla usta, gdy przejeżdżam językiem po jej dolnej wardze. Każdy jeden pocałunek jest jak pieprzone marzenie. Odrywam się od jej ust i wzdycham, gdy ociera się o moje krocze. 
- Kurwa - przeklinam nie mogąc powstrzymać się od wulgaryzmów.
Nawet nie chcę głębiej i dłużej zastanawiać się nad tym co robimy i jakie to będzie miało skutki. Wiem, że to nieodpowiednie, ale wiem też, że to najlepsze co kiedykolwiek mogło mnie spotkać. Chcę mieć to gdzieś i nie myśleć o konsekwencjach. 
Moje dłonie zjeżdżają na jej pośladki, a usta przenoszę na jej szyję. Składam na niej mokre pocałunki i słucham jak jej oddech przyśpiesza. 
 - Nie potrafię... - zaczynam i od razu milknę, gdy w porę zdaję sobie sprawę z tego co chciałem powiedzieć.
Nie potrafię przestać cię kochać. 
Ona nie wie. 
Nie dowie się. 
Nigdy. 
Znowu całują ją w usta chcą jakoś zatuszować to co właśnie zrobiłem
 - Justin...
W tym samym momencie przerywa nam głośny, ciężki dźwięk. Hazel wydaje z siebie coś na wzór pisku i aż drga ze strachu, a ja przeklinam pod nosem.
To klakson mojego pieprzonego samochodu. Ciemnowłosa musiała nieświadomie na niego nacisnąć.
 - Cholera - wzdycha, gdy zaczyna rozumieć, że to tylko głupie trąbienie.
Kładzie głowę w zagłębieniu mojej szyi i  głośno wypuszcza powietrze z ust.
 - Myślałam...
 - Ja też - odpowiadam nie dając jej dokończyć.
Byłem pewien, że ktoś nas przyłapał.
Nagle słyszę jej stłumiony chichot, który z każdą chwilą jest coraz głośniejszy. Gdy tylko to słyszę sam zaczynam się śmiać.
 - To było straszne - mówi ciągle się śmiejąc.
Unosi głowę i spogląda na mnie z iskierkami w oczach.
 - Jesteś niezdarą i uderzyłaś w moją kierownicę swoim zgrabnym tyłkiem, aniele - zauważam kąśliwie i uśmiecham się szeroko, gdy dziewczyna zabawnie marszczy nosek. - To twoja wina.
 - To nie jest fair - próbuje się bronić. - Tu jest tak mało miejsca - wzdycha niezadowolona.
Obserwuję jak odgarnia włosy na jedno ramie i kładę dłoń na jej talii.
 - W moim łóżku jest dużo miejsca - odpowiadam uśmiechając się jeszcze szerzej.
Hazel unosi brwi, prycha i siada znowu na swoje miejsce. Gdy znowu na mnie patrzy robię przysłowiowy "dab" układając odpowiednio ręce i chowając głowę w zagięciu łokcia*. To sprawia, że Hazel wybucha głośnym śmiechem, a ja znowu się szczerzę.
 - Jesteś taki głupi - mamrocze prawie dusząc się śmiechem.
 - Jestem zajebisty, Hazel - odpowiadam skromnie.


*Musiałam napisać jak Justin dabuje, bo na koncercie w Krakowie zrobił to kilka razy i uśmiechał się  przy tym tak uroczo, że ciągle mam w głowie tą sytuację. To było niesamowite, haha.

*

Kolejnego dnia budzę się rano, a gdy otwieram oczy mój wzrok pada na drobną dziewczynę leżącą po mojej lewej stronie.
Tym razem to ja przyszedłem do niej. Nie potrafiłem zasnąć w nocy ze świadomością, ze jest obok, a ja nie mogę nawet jej przytulić. Już drugi raz śpimy ze sobą faktycznie tylko spiąć i to sprawia, że czuje się dziwnie.
Nietypowo.
Wyciągam dłoń po telefon leżący na szafce obok i sprawdzam godzinę. Wzdycham, gdy zauważam, ze jest dopiero ósma rano, a ja nie mogę już spać. Znowu spoglądam na Hazel, ale tym razem skupiam wzrok na jej sinym policzku. Nagle czuje powracającą złość. Mike powinien być już w pracy.
Chyba czas złożyć mu wizytę. 
 Pół godziny później jestem w firmie mojego ojca. W sumie już raczej śmiało mogę mówić, że to firma Michael'a. Ne zaważając na pytania sekretarki siedzącej przy samym wejściu podchodzę do windy i wchodzę do niej, gdy tylko drzwi się otwierają. Ostatnie piętro, to mój cel. Mam nadzieję, że Mike siedzi w tym swoim pieprzonym biurze sam, bo nie chcę mieć zbyt dużo świadków tej rozmowy. 
Hazel mnie udusi, a ja zdecydowanie działam zbyt pochopnie. Ale ten frajer musi poczuć się odpowiedzialny za to co zrobił. A jak na razie nawet jej nie przeprosił. Winda się zatrzymuje. Idę przez korytarz wbijając wzrok przed siebie. Kobieta siedząca przed pokojem Mike'a wstaje ze swojego miejsca i posyła mi niespokojnie spojrzenie. Jest tutaj zbyt długo, by nie wiedzieć, że ja obecny w tym miejscu niosę tylko kłopoty. 
 - Pan Bieber... - Zaczyna, ale jej przerywam. 
 - Yhym, jest zajęty. 
Mimo wszystko nawet nie fatygując się żeby zapukać wchodzę do pomieszczenia i zamykam za sobą drzwi. Mike siedzi przy tym swoim obrzydliwym, brązowym biurku z miną i postawą pieprzonego boga. Wkurwia mnie samo patrzenie na niego. Wstaje i uśmiecha się do mnie. 
 - Bracie, dawno się nie widzieliśmy - mówi rozkładając ramiona. 
Jego nonszalancja w głosie, spokojna i wyniosła postawa i ten uśmieszek. Nic się nie zmieniło. Nie jest przytłoczony, ani smutny. Wątpię, że w ogóle ma wyrzuty sumienia i świadomość tego co zrobił. Czuje się bezkarny i nieuchwytny, a to tylko sprawia, że nienawidzę go jeszcze bardziej. Mój wzrok ląduje na jego dłoni, a chwilę później widzę zdarte knykcie na jednej z nich. 
Okej, tego za wiele. 
Chyba jednak nie będziemy rozmawiać. 
Bez żadnego słowa podchodzę do niego i robię coś co wydaje się być idealnym pomysłem. Zaciskam dłoń w pięść i uderzam go chyba najmocniej jak potrafię. Zaskoczony Mike zniża głowę w dół i odchyla się do tyłu. Przechodzę obok jego biurka, a on w tym samym momencie podnosi się i spogląda na mnie z czystą nienawiścią. 
 - Może zamiast bić swoją narzeczoną pobijesz się z kimś równym sobie, hm? - patrzę mu się prosto w oczy i akcentuję każdą sylabę. Chcę żeby zapamiętał ten moment na zawsze. 
Mój brat zamiast próbować się bronić wypluwa krew z ust i uśmiecha się najobrzydliwiej jak tylko potrafi. 
 - Poleciała na skargę? Biedna Hazel poskarżyła się Justin'kowi? - jego głos przecieka kpiną. 
Widzę jak szykuje się do tego żeby mi oddać, ale jestem szybszy i nim zdąży cokolwiek zrobić kopię go kolanem w brzuch, w czego efekcie znowu się zgina.
Stoję nad nim i napawam się widokiem jego cierpienia. Słyszę jego ciężki oddech i uśmiecham się pod nosem. Spokojnym krokiem przechodzę obok biurka. Mój wzrok pada na zdjęcie jego i Hazel. Przez chwilę czuję ukłucie zazdrości, ale sekundę później tłumię w sobie to uczucie. Ten frajer musi być totalnym psychopatą, skoro po tym co zrobił wciąż trzyma ich zdjęcie z uśmiechami na twarzach. Biorę je do ręki i mimowolnie przez chwilę mu się przyglądam.

,,Matka patrzy się na mnie wyczekująco. Chce żebym się przywitał  z nową dziewczyną mojego brata. Niechętnie robię kilka kroków w przód i wyciągam do niej dłoń.
- Justin - mówię patrząc się na nią chłodno.
Posyła mi niepewny wzrok i wysuwa swoją drobną dłoń. Na jej policzkach widnieją delikatne rumieńce.
- Hazel - odpowiada cicho i od razu spuszcza głowę.

To zdjęcie musiało być robione w dzień kiedy Mike po raz pierwszy przyprowadził Hazel do domu rodziców. Jakkolwiek żałośnie to brzmi, pamiętam, że miała na sobie ten sam sweter i naszyjnik z serduszkiem. 
Pewnie Mike jej go dał. 
Słyszę jak mój brat się podnosi, więc unoszę głowę, aby na niego spojrzeć. Moje brwi sunął ku górze, gdy zauważam, że już się nie uśmiecha. Jest wkurwiony. 
 - Zdenerwowałeś się?  - pytam z kpiną w głosie. 
Ostatni raz spoglądam na ich wspólne zdjęcie tylko po to żeby chwilę później celowo upuścić szklaną ramkę na ziemię. Dźwięk rozbijanego się szkła rozchodzi się po pomieszczeniu. Wydaję z siebie cichy syk i posyłam Mike'owi sztucznie przepraszające spojrzenie. 
 - Ups? 
Zbyt rozkojarzony tym żeby dopiec mu słownie nie zauważam jak w ekspresowym tempie pokonuje dzielącą nas odległość. Unoszę głowę i w tym samym momencie jego pięść styka się z moją szczęką. 
Uderzenie odrzuca mnie do tyłu, a ja widzę przez moment mroczki przed oczami. Jedna sekunda mojej nieuwagi wystarczy, by udało mu się przycisnąć mnie do ściany.
 - Sprawy między mną, a Hazel nie dotyczą ciebie, rozumiesz? - warczy. - Widzę jak na nią patrzysz i wiem, czego chcesz. Ona nie będzie twoja choćbyś płaszczył się przed nią ile się da. Jeżeli dobrze pamiętam, to moja narzeczona.
W tym jednym momencie mam ochotę powiedzieć mu co robiłem z jego "narzeczoną". Zaciskam mocno szczękę i znajduję w sobie resztki przyzwoitości, by tego nie robić. Nie jest tego wart.
 - Pierdol się - spluwam zamiast tego i następne co robię to kopnięcie go w brzuch.
I tu kończy się cała zabawa.
Sekretarka wbiega krzycząc coś o ochronie.
Dwóch mężczyzn wbiega do pomieszczenia. Jeden przytrzymuje moje ręce z tyłu co sprawia, że jemu też mam ochotę wpieprzyć, a drugi usiłuje trzymać Michael'a, który zawzięcie próbuje się wyrwać aby znowu mnie uderzyć. Jakby tego było mało do pokoju wchodzi nasza cudowna matka.
 - Co się dzieje? - pyta przejętym głosem i spogląda raz na mnie, a raz na Mike'a, który uspokaja się wraz z jej przyjściem. Ochroniarz zostawia go w spokoju i odchodzi na bezpieczną odległość.
 - Puść mnie, do kurwy - warczę na faceta, który wciąż próbuje mnie trzymać.
 - Zaatakowałeś Pana Bieber'a. Złamałeś prawo, teraz...
 - To mój syn - odpowiada za mnie matka. - Myślę, że wzywanie policji nie będzie potrzebne.
 - Z całym szacunkiem pani Bieber, ale ja pracuję dla...
 - Puść. Go - warczy na niego.
Widać jak ochroniarz niechętnie wykonuje jej polecenie.
 - Co tu się dzieje? - powtarza pytanie posyłając mi na wpół pytający i na wpół oskarżycielski wzrok.
Oczywiście, kurwa, jak zwykle ja jestem najgorszy.
Mike'a nawet nie zaszczyci spojrzeniem. Z góry obwinia za wszystko mnie. Jak zwykle.
Szkoda, że nie wie jakiego cudownego synka wychowała.
Prycham pod nosem i nie zważając na jej dalsze wołanie wychodzę.
Zrobiłem to co chciałem. Mike chociaż w najmniejszym stopniu dostał za swoje.
Nie muszę się nikomu tłumaczyć.

*

Zanim decyduję się wrócić do mieszkania kręcę się po mieście aż do momentu, w którym robi się ciemno na dworze. Cały dzień spędziłem w ten sposób. Przedłużałem to na tyle na ile się da, bo nie wiem co zrobię gdy skonfrontuję się z Hazel.
 Powolnym krokiem wchodzę do budynku w kórym znajduje się moje mieszkanie i nie śpiesząc się naciskam guzik windy. Gdy tylko otwieram drzwi od mieszkania słyszę szybkie kroki gdzieś w głębi pomieszczenia. 
 - Ty idioto - słyszę głos Hazel i po chwili rzuca mi się na szyję. Przytula się do mojego torsu i wzdycha - Cały dzień cię nie było. Pia nic nie wiedziała, Martin też. Nie miałam nawet telefonu żeby do ciebie zadzwonić. Myślałam... sama nie wiem już co myślałam - słowotok przejmuje nad nią kontrole i zaczyna swoją wypowiedź na temat tego jak się martwiła. 
 - Jest okej - odpowiadam, gdy ciemnowłosa się ode mnie odsuwa. 
Robi krok w tył i automatycznie marszczy brwi. 
 - Masz rozcięte usta - zauważa ostrożnie. - Justin... czy ty--
 - Biłem się z Mike'iem - odpowiadam zanim udaje jej się dokończyć swoją wypowiedź.
 - Że co? 
Wypuszcza głośno powietrze z ust i robi kolejny krok w tył. 
 - Tak, Hazel - przyznaję się. - I zanim cokolwiek powiesz, nie zamierzam cię przepraszać czy cokolwiek. Zasłużył sobie na to. Ten chuj nawet nie żałuje tego co zrobił, on... - wzdycham i milknę.
Dziewczyna oblizuje usta i posyła mi niepewny wzrok. 
 - Jak to... nie żałuje? 
 - Nie wyglądał tak jakby było mu przykro - odpowiadam ogólnikowo niechcąc się rozgadywać. 
Nie chcę mówić jej ze szczegółami jak to wyglądało. 
Hazel blednie, a jej wyraz twarzy się zmienia. 
Mogłem jej nic o tym nie wspominać. 
 - Muszę... - zaczyna dziewczyna i opuszcza głowę, ale mimo wszystko udaje mi się zauważyć łzy pojawiające się w jej ciemnych tęczówkach. - Idę-Idę do kuchni po coś do picia - mówi zacinając się i zanim zdążę jakkolwiek zareagować odwraca się i znika za drzwiami.
Kurwa mać. 
Przegryzam dolną wargę i zastanawiam się co powinienem teraz zrobić. Niepewnym krokiem podążam w tą samą stronę co ona. Uchylam drzwi i opieram się o framugę. Mój wzrok pada na Hazel, która stoi bokiem do mnie. Gdy wyczuwa moją obecność ściera kilka pojedynczych łez z policzków. Unosi swoją lewą dłoń i zaczyna się jej przyglądać tak jakby widziała na niej coś wyjątkowo ciekawego. Unoszę brwi i dopiero po chwili zaczynam rozumieć. 
 - Hazel? - zadaję pytanie brzmiąc cholernie niepewnie. - Co ty... - nim zdążę dokończyć dziewczyna drugą dłonia, jednym zwinnym ruchem ściąga z serdecznego palca pierścionek zaręczynowy. 
Zamieram. 
Jeszcze chwilę przekłada go sobie po między palcami tylko po to, aby moment później rzucić go niedbale na blat. Okrągły, srebrny pierścionek kręci się wokół własnej osi i opada bezwładnie na marmur.  
 - Tak lepiej - słyszę jej cichy głos. 

***

Witam!
No i po długim wyczekiwaniu mamy kolejny rozdział! 
Co myślicie o zachowaniu Mike'a? 


Ps. Kto tak jak ja ma jeszcze depresję po koncertową? Przysięgam, że osobiście nie potrafię się pozbierać :((( To był chyba najpiękniejszy dzień w moim życiu.




12 komentarzy:

  1. Boże tak bardzo to kocham 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku rodział jak zawsze świetny <3 Mike zachował się jak totalny idiota, ale mi to nie przeszkadza bo chce żeby Hazel była z Justinem 💓
    Ja po koncercie też cały czas nadal to wszystko przeżywam... 😥 Tak bardzo chciałabym zobaczyć go jeszcze raz 😔

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział 😍 Ja jak zobaczyłam Jusa na koncercie to rozpłynęłam się jak masełko. A to jak powiedział KOCHAM WAS płakałam jak mops nigdy nie zapomnę tego dnia to była dla mnie magiczna noc.😂😍😭

    OdpowiedzUsuń
  4. mamo cudny <3
    Życzę weny i czekam na next xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham.cię !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też mam depresję po koncertową, to był najlepszy dzień mojego życia!!!!!!! Mam nadzieję, że niedługo znowu nas odwiedzi! <3
    Rozdział fajny aczkolwiek czekam na więcej akcji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lol Justin wpieprzył Mikeowi, Hazel zdjęła pierścionek zaręczynowy a ty czekasz na więcej akcji? xD To ja nie wiem co ona musialaby napisać w tym rozdziale jeszcze

      Usuń
    2. Mam po prostu niedosyt. Chcę jeszcze więcej akcji, bo wiem, że potrafi...i to baaardzo dobrze.

      Usuń
  7. Oni muszą być razem "!.Hazel i Justin !
    Jus postąpił prawidłowo!!! 😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Sztos😌😌😌
    Ostatnio w ogóle nie chce mi sie nic robic i mam okropne samopoczucie wiec nigdzie nie komentuje, a czasem nawet czytam z opóźnieniem 2-3 dniowym także super jest ze mną teraz! 😂💪
    To jest nie do pomyślenia jak ja bardzo chce znać ciąg dalszy, mogą iść do łóżka skoro już zdjęła pierścionek, bo Jazel is real, a Mike to suka sory not sory nawet nie zasługuje żeby ona o nim myślała, nadęty pieprzony pewny siebie dupek.
    W ogóle ja dalej nie mogę wyjść z podziwu, że ty mi dwa rozdziały później? po ich rozmowie przez drzwi wyjeżdżasz, że on jej tak jakby powiedział, że ją kocha, miałam zawał jak to przeczytałam bo to tak nagle, że no...
    A no i po koncercie samopoczucie jest genialne, jedynie to to, że chciałabym tam mega mocno wrócić, a najlepiej mieć tak co tydzień, a jego "kocham was" nigdy imi się nie znudzi, ten koncert w ogóle był niesamowity i mega się cieszę, że jednak mogłam na nim być bo początkowo tak być nie miało.👌
    No w każdym razie, życzę ci dużo weny, czasu, żeby rozdział pojawił się w ten weekend i przesyłam pozdrowienia oczywiście bardzo ciepłe bo w uj zimno. 😭💕

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams