26.11.2016

Chapter Twenty Six

,,To jego uśmiech widzę, gdy zamykam oczy"

Hazel

 Patrzę na Martin'a szukając w wyrazie jego twarzy jakiejkolwiek oznaki rozbawienia lub czegokolwiek co powie mi, że żartuje. Nie znajduję tego. Czy to możliwe, że on naprawdę tu jest? Skąd zna to miejsce?
Czuję jak panika ogarnia całe moje ciało. Nie chcę go widzieć. Jeszcze nie teraz. Przegryzam dolną wargę i spoglądam na Martin'a, który patrzy się na mnie jak na najgorszego zdrajcę.
 - Czemu się tak gapisz? - mamrocze pod nosem. - Nie pomogę ci, Hazel. To tylko i wyłącznie twoja wina.
Marszczę brwi, a zdenerwowanie zastępuje miejsce strachu. Okej, mam dosyć tego, że nawet nie wiem za co ten człowiek nagle zaczął mnie nienawidzić. Tak z dnia na dzień zmieniło się jego spojrzenie na moją osobę. Czemu?
 - O co ci chodzi? - warczę wkurzona. - Wyrzuć to siebie w końcu, Martin - roztwieram ramiona i uśmiecham się bez humoru. - No dawaj.
Martin przytakuje głową i wykrzywia usta.
 - O co mi chodzi? Od miesięcy, MIESIĘCY - podkreśla powtarzając słowo dwa razy - obserwuję jak zwodzisz Justin'a. Zachowujesz się jak zagubiona, smutna dziewczynka, która za każdym, gdy coś złego dzieje się w jej życiu, biegnie do swojego wybawcy na pocieszenie! Później wracasz do swojego cudownego narzeczonego i zapominasz o istnieniu Justin'a, a to ja jestem osobą, która patrzy na to co się wtedy z nim dzieje. Nawet nie masz, kurwa, pojęcia Hazel... - wzdycha zdenerwowany. - Teraz jesteś. Jutro już cię nie będzie - mówiąc to patrzy się twardo w moje tęczówki. Każde jedno jego słowo sprawia, że czuję się coraz mniejsza i bardziej bezbronna. - Nie zależy ci na nim, nie dbasz o niego i pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że jesteś jedyną osobą na jakiej mu zależy. Ten facet, który nigdy o nikogo nie dbał, pokochał ciebie, POKOCHAŁ , rozumiesz? I to zbyt kurewsko mocno - robi pauzę. - A ty nawet tego nie dostrzegasz.
Biorę oddech. Zaciskam usta w wąską linię i walczę ze łzami, które rozpaczliwie cisnął mi się do oczu. Wiem, że Martin ma rację. Od samego początku ją miał, ale jest jedna kwestia w której się myli.
 - Zależy mi na nim - odpowiadam drżącym głosem.
Z ust Martina wydobywa się cichy śmiech.
 - Oh, doprawdy? - patrzy się na mnie z powątpiewaniem. - Potrafisz powiedzieć, że go kochasz? Potrafisz teraz w tym momencie powiedzieć, że myślisz o nim na poważnie?
Ten facet, który nigdy o nikogo nie dbał, pokochał ciebie.
Nie prawda. Jakiś czas temu powiedział mi jasno i wyraźnie, że mnie nie kocha.
Otwieram usta i dosłownie odbiera mi mowę. Nie wiem co mam odpowiedzieć. Martin patrzy się na mnie pytająco i z wyraźną nadzieją równocześnie. Mijają sekundy, a ja nadal nie wiem jak mam odpowiedzieć. Nie potrafię. W mojej głowie dzieją się teraz takie rzeczy, że nie potrafię świadomie się określić.
Martin prycha i uśmiecha się smutno.
 - Widzisz? - mówi kręcąc głową. - Nawet nie potrafisz--
 - Zależy mi na nim - wcinam mu się  w zdanie. - Myślę o nim poważnie, bo jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
 - Ale go nie kochasz - dodaje za mnie. - I nie pokochasz, Hazel.
Kręcę gwałtownie głową i otwieram usta, aby zaprzeczyć, ale w tym samym momencie wyraz twarzy Martin'a się zmienia.
 - Jest za tobą - mówi ostrożnie i posyła mi spojrzenie.
 Cała się spinam. Mike jest za mną. Nadeszło nieuniknione.
Martin musiał to zauważyć, bo nagle jego wzrok łagodnieje. Ze zdezorientowaniem marszczy brwi.
 - Boisz się go - bardziej stwierdza niż pyta.
Przełykam głośno ślinę i opuszczam głowę.
 - Muszę do niego pójść, zanim wpadnie na coś głupiego - mówię cicho, ignorując jego słowa. Chcę się odwrócić, ale w tym samym momencie przyjaciel Justin'a kładzie dłoń na moim ramieniu.
 - Mam pójść z tobą? - pyta, a ja po jego spojrzeniu śmiało mogę stwierdzić, że bardzo dobrze wie co zrobił mi Mike.
Mimo, że bardzo chcę powiedzieć tak, nie robię tego. Zaprzeczam lekkim ruchem głowy i chowam dłonie do kieszeni mojej kurtki. Zbyt mocno się trzęsą, a ja nie chcę żeby Mike to zobaczył. Odwracam się i prawie mdleję, gdy zauważam mojego byłego narzeczonego stojącego kilkanaście metrów ode mnie. Ma na sobie zwykłe czarne jeansy i czarną kurtkę. Wygląda... na wyjątkowo zagubionego.  Przekręca głowę na boki zapewne szukając mnie w tłumie ludzi. Znajdując w sobie odwagę zmuszam się do tego aby podejść w jego stronę. Robię pierwszy krok i z ciężkością pokonuję dzielącą nas odległość. Gdy jestem kilka metrów od niego, zauważa mnie. Wyraz jego twarzy się zmienia. Zatrzymuje się w bezpiecznej odległości. Teraz mogę bardzo wyraźnie zauważyć na jego twarzy sińce. Ma rozcięty łuk brwiowy. To wszystko musiało zostać mu po bójce z Justin'em.
 - Hazel... - zaczyna łamiącym się głosem robiąc krok w moją stronę.
Wyciąga do mnie dłoń, a w mojej głowie włącza się czerwona lampeczka podpowiadająca, że jest za blisko.  Odsuwam się.
Mike krzywi się tak jakby mój gest go zranił.
 - Cały tydzień próbuję się z tobą skontaktować, ja--
 - Po co przyszedłeś? - pytam patrząc się na niego twardo.
Nie mogę okazać przed nim słabości. Nie może wiedzieć, że jestem przestraszona.
Mike wzdycha.
 - Porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko - odpowiada. -  Chcę żebyś wiedziała, że... Żałuje tego co zrobiłem. Tak bardzo tego, kurwa, żałuje Hazel. Nie ma sekundy żebym o tym nie myślał. Jesteś... jesteś dla mnie najważniejsza i nie potrafię nawet przez moment żyć nie czując wyrzutów sumienia przez to, że cię skrzywdziłem - chcę mu przerwać, ale on mi na to nie pozwala. - Kiedy Justin przyszedł do mojej firmy żeby odpłacić mi się za to, byłem cholernie wściekły i zazdrosny. Nie chciałem nawet myśleć o tym, że to on jest osobą, do której uciekłaś, kiedy to ja cie zawiodłem. Byłem zły na siebie, na wszystko. Ale teraz rozumiem. Rozumiem, że to co zrobiłem było ostatnim świństwem.
 - Przestań... - odpowiadam zaciskając usta w wąską linię.
Mało już mi brakuje do tego żeby popłakać się jak małe dziecko.
 - Potrzebuje jednej szansy, Hazel. Zmienię się - mówi.
Kręcę głową.
 - Odejdź... - odpowiadam drżącym głosem. - Proszę.... Idź sobie...
Nie mogę poradzić nic na uczucie, które włącza się we mnie w momencie, gdy widzę go w takim stanie. Chcę płakać i przytulić go do siebie, a jednocześnie czuję nienawiść i najchętniej bym uciekła.
Mike posyła mi bezradne i pełne bólu spojrzenie. Robi kilka kroków w moją stronę i pokonuje dzielącą nas odległość. Tym razem się nie odsuwam.
 - Kocham cię - mówi patrząc mi w oczy.
Znowu kręcę głową. Mike gdy zauważa, że mu nie wierzę prawie wybucha płaczem. Widzę łzy w jego tęczówkach, a moje serce przez to krwawi.
Muszę być silna.
 - Hazel... - mamrocze zrozpaczonym głosem i upada przede mną na kolana. - Kocham cię - powtarza. - Zawsze będę cię kochał.
Nie mogę powstrzymać łez, które wypływają na moje policzki.
Kłamie. Jest tylko kłamcą, bo gdyby mu na mnie zależało nigdy w życiu nie zrobiłby mi czegoś takiego.
 Wyciągam dłonie z kieszeni kurtki i odsuwam od siebie jego dłonie, które położył na moim ręku.
Widzę jak zatrzymuje wzrok na miejscu, w którym powinien być pierścionek, ale nie komentuje tego.
Odsuwam się.
 - Hazel... - próbuje znowu, ale w tym samym czasie podchodzi do nas Martin.
Z podejrzliwym wyrazem twarzy najpierw skanuje moją zapłakaną twarz, a później pozycję w której znajduje się Mike.
 - Wszystko okej? - pyta.
Odpowiada mu cisza. Michael wstaje, ja wycieram policzki, a Martin nadal na nas patrzy.
 - Nie chcę przeszkadzać - mówi dalej. - Ale Justin...
 - Przyjechał? - pytam czując jak bicie mojego serca przyśpiesza.
Zapominając o Mike'u rozglądam się w pośpiechu.
 -  Właśnie rzecz w tym - zaczyna Martin - że nie. Sean jest na mecie od dobrych kilku minut. Justin nie ukończył wyścigu.
Zamieram. Czuję jak przechodzą przeze mnie zimne poty.
A jak coś mu się stało?
 - Jedziemy go szukać i przyszedłem zapytać czy chcesz jechać z nami.
Mike cały czas siedzi cicho, a ja czuję się niezręcznie rozmawiając przy nim o Justin'ie. W coś w środku mnie mówi mi, że to już nie jest jego sprawa. Nie może mi niczego zabronić.
 - Oczywiście, że tak - odpowiadam natychmiast, przejęta całą sytuacją.
Tak bardzo bałam się o niego przed tym wyścigiem. Miałam złe przeczucia już wtedy. Powinnam zrobić coś żeby nie brał w tym udziału.
 - Jedziesz do niego? - pierwszy raz w obecności Martin'a odzywa się Mike.
Przyjaciel Justin'a od razu, gdy tylko słyszy jego głos posyła mu najbardziej nienawistny wzrok jaki miałam okazję u niego zobaczyć.
 - Michael... -  zaczynam ostrzegawczo.
Brat Justin'a spogląda na mnie ze zdenerwowaniem, szokiem i bezradnością wypisaną na twarzy.
 - Przyjechałem tutaj, bo chcę wszystko naprawić, a ty zamiast tego biegniesz za moim pieprzonym bratem? - pyta nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
 - Przestań...
 - Nie, Hazel. Nie będę na to patrzył, bo wiem, co on do ciebie czuje. Nie mogę stać i obserwować jak mój własny brat zabiera mi narzeczoną.
Nie mogę uwierzyć  w to co słyszę.
 - Żartujesz sobie? - pytam z kpiną. - Dlaczego próbujesz złożyć teraz wszystko na Justin'a? On może potrzebować pomocy, a ty zachowujesz się jak najgorszy egoista! Chcesz wszystko naprawić a wciąż zachowujesz się tak samo!
- PRZEPRASZAM, ŻE NIE POTRAFIĘ BEZCZYNNIE PATRZEĆ JAK ZAKOCHUJESZ SIĘ W MOIM PIEPRZONYM BRACIE - wydziera się nagle. - Ale nie, Hazel! Nie będę udawał, że nic nie widzę! - wyrzuca ręce w powietrze, a jego policzki stają się czerwone ze złości.
On się nie zmienił. I nie zmieni.
Nie odpowiadam nic, więc kontynuuje dalej:
 - Jeżeli widzisz jakąkolwiek szansę dla naszego związku, w końcu będziesz musiała wybrać - mówi patrząc się na mnie.
Unoszę brwi, a w moim brzuchu rodzi się nieznane uczucie.
 - Każesz mi wybierać? - zadaję mu pytanie nawet nie kryjąc szoku jaki mną zawładną.
 - Mówię tylko, że w twoim życiu nie ma miejsca dla nas dwóch.
Kręcę gwałtownie głową i na moment chowam twarz w dłonie.
 - Nie wierzę... Nie wierzę, że właśnie stawiasz mi ultimatum - odpowiadam posyłając mu najbardziej zrezygnowany wzrok na jaki mnie stać. - Podniosłeś na mnie rękę, Mike - mówię. - Skrzywdziłeś mnie, a mimo to masz czelność przychodzić tutaj, prosić mnie o wybaczenie, ale przy tym nadal próbując mną manipulować. Czy ty siebie słyszysz?
Kręcę głową i spoglądam na Martin'a, który przygląda się całej sytuacji z bezpiecznej odległości. Zdecydowanie nie wie co zrobić. Jego wyraz twarzy wyraża szok i zdenerwowanie po tym jak usłyszał co zrobił mi Mike.
 - Nie stawiam ci ultimatum - próbuje się bronić. - Chcę żebyś znowu mi zaufała, chcę żebyśmy znowu byli szczęśliwi tak jak kiedyś, ale muszę mieć pewność, że nic do niego nie czujesz...
 - Ja już od dawna nie jestem szczęśliwa - wcinam mu się w zdanie.
 - Nie możesz mi tego zrobić, Hazel. Kocham cię, ale nie zaakceptuję waszej znajomości. Nie umiem... Jeśli teraz pojedziesz go szukać... - milknie.
Przytakuję kilkakrotnie głową. Zaczynam rozumieć.
 - Okej... - odpowiadam powoli. - Masz rację - gdy wypowiadam te słowa Martin posyła mi wzrok, a Michael prawie wzdycha z ulgą. - Uczepiłam się was dwóch i przez cały ten czas nie potrafiłam się określić. To nie w porządku. Przez to wszystko oboje się zagubiliśmy - wypowiadanie tych słów przychodzi mi z trudem. - Powinnam się określić. Muszę zdecydować - przecieram twarz dłońmi i wzdycham ciężko. To jedna z tych rzeczy, które powinnam zrobić już dawno temu.
Myślę, że kocham Michael'a.
Albo kochałam jakiś czas temu. Był kimś idealnym. Wiedziałam, że jest osobą, która zrobi dla mnie wszystko. Wiedziałam, że to co jest między nami jest prawdziwe i czułam w nim niesamowite wsparcie. Ale później wszystko zaczęło się psuć. Pogubiliśmy się obydwoje. Zdradziłam go, on podniósł na mnie rękę. Nasz związek z cudownego przemienił się w największy koszmar i są noce kiedy kładąc się spać myślę o tym, jak bardzo chcę cofnąć czas do momentu, w którym było między nami idealnie. Kiedy czułam się jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi.
I wtedy przypominam sobie każdy jeden moment jaki spędziłam z Justin'em. Każda sytuacja, w której raniliśmy siebie nawzajem, każda chwila, w której byliśmy szczęśliwi dzięki sobie i tylko sobie. Nie żałuje ani jednej swojej decyzji. Chciałabym powiedzieć, że to nie jest nic wielkiego, ale nie mogę okłamywać samej siebie, bo to jego uśmiech widzę, gdy zamykam oczy, nie Mike'a. To Justin śni mi się po nocach i to jego śmiech sprawia, że czuję się o wiele bardziej szczęśliwa. Mogę wmawiać sobie, że czuję do niego tylko wdzięczność za to, że pomagał mi i był przy mnie w momentach,  w których nie miałam nikogo, ale to nie jest prawda. Prawdą jest to, że Justin jest najważniejszą osobą w moim życiu i nie potrafię udawać, że tak nie jest.
Nie wiem jak mam przestać się w nim zakochiwać. 
Posyłam Mike'owi wzrok i zaciskam mocno pięści. To trudniejsze i bardziej bolesne niż myślałam, że będzie.
Biorę wdech i rozkładam bezradnie ramiona.
 - Przepraszam - wyrzucam z siebie i ostatni raz patrzę na zszokowaną i bezradną minę Mike'a.
Odwracam się.
Muszę znaleźć Justin'a.


***
No i jest! 
Nie ma w tym rozdziale Justin'a, ale mimo to i tak ciągle jest poruszany jego temat haha. 
Co myślicie o zachowaniu Mike'a i podjętej przez Hazel decyzji? 
No i co się stało z Justin'em?! 

Wydaje mi się, że rozdział jest odrobinę krótsze niż te kilka poprzednich, które wstawiałam, ale zawarlam w nim to co chciałam i stwierdziłam, że nie ma sensu przeciągać tego dalej. 
Piszcie co myślicie!

Victoria Sparks





16 komentarzy:

  1. NO NARESZCIE JEJU JEJKU! WYBRAŁA JUSTINA LUV. BOJE SIĘ ZE ON MIAŁ WYPADEK... JEŚLI TAK TO CIE ZABIJE. ALE BĄDŹMY DOBREJ MYŚLI- WSZYSTKO SIĘ LADNIE UKŁADA XX

    OdpowiedzUsuń
  2. Stara, krótki jest trochę ale wybaczę ci bo oto jest! JAZEL ZACZYNA ISTNIEĆ W OCZACH HAZEL! Teraz czekam aż ona go znajdzie + pamiętasz o dramie o której wspomniałam pod ostatnim rozdziałem na wattpadzie? Zabiję cię chyba jak to zniknięcie Justina to ta drama on ma żyć bo Hazel nie może przestać się w nim zakochiwać więc kurna ruszyć się. Boję się trochę gdzie nam go przetransportowalas i w jakim stanie ale mam nadzieję, że tak go kochasz, że nie zrobiłaś mu nic strasznego! 🙈💕 Buziaki czekam na next oby szczęśliwy i Jazelowy 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww♡♡ Taak wybrała Justina *-*!! swoją drogą Mike jest bezczelny ....
    Oby Justinowi nic sie nie stalo ;/ Ciekawe co z nim :c
    Uwielbiam to opowiadanie *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownu rozdział *-* gdzie jest Jus ;o

    OdpowiedzUsuń
  5. Ehhh...szkoda że taki krótki rozdział :(
    Czekałam na więcej 'akcji'
    W każdym razie dobrze że Hazel wyjaśniła sobie sprawę z Martinem a przede wszystkim z Mikiem. Czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejciu jestem dumna z Hazel <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby Justinowi nic sie nie stalo ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. No w końcu się określiła ! czekam na next mam nadzieje że z Bibą wszystko oki :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie troszkę krótki, ale bardzo mi się podobał, bo Hazel przyznała się sama przed sobą, że kocha Justin'a. Wstawiaj szybko następny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Powstrzymywalam zawal przez caly rozdzial tak bardzo balam sie, ze ona wybierze Mike'a... Uff wybrala Justina, ale gdzie on jest?!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jezu cudowny rodział 💜💜💜 Tak się cieszę, że poszła sprawdzić co z Justinem 💘 Dodaj jak najszybciej kolejny rodział bo uwielbiam czytać to ff 💞

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowity! Hazel jestem dumna!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ej no :D nie przeciągaj tego , dawaj następny :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję że z Jusem wszystko ok a Mike niech spada gdzie pieprz rośnie

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams