28.12.2016

Chapter Thirty One

,,Pamiętaj, że jestem tutaj dla ciebie."

Hazel
W momencie, w którym zaczynam płakać tracę poczucie czasu. Nie wiem ile tutaj siedzę i robię z siebie ostatnią ofiarę. Dopiero, gdy tracę czucie w palcach u rąk odzyskuję zdolność w miarę jasnego myślenia. Wycieram wierzchem dłoni policzki i wstaje. Jestem ubrana w krótką sukienkę i bluzę Justin'a, której aktualnie najbardziej w świecie nie chcę mieć na sobie. Dał mi ją przed tym jak w ogóle wyszliśmy dzisiaj z jego mieszkania. Czuję jego zapach, a to prawie tak jakby tutaj był. Nie mogę tego znieść.
 Przeczesuję ręką włosy i rozglądam się po wąskiej ulicy. Nie wiem nawet jak stąd trafić do domu. Nie wiem nawet czy mam po kogo zadzwonić żeby po mnie przyjechał. Przez to, że mieszkałam u Justin'a straciłam kontakt ze wszystkimi znajomymi oprócz tych co są razem z nim teraz na terenie wyścigów.
Ale oni mi nie pomogą.
Zapewne o wszystkim wiedzieli i pozwolili robić ze mnie idiotkę.
Przegryzam dolną wargę i odblokowuje telefon. Przeszukuję listę kontaktów i szukam jakiejkolwiek opcji.
Powinnam kupić sobie samochód.
Biorę głęboki oddech i zawieszam wzrok na numerze Mike'a.
Nie zrobię tego, prawda?
Jaką inną opcję mam w tym momencie?
Bicie mojego serca przyśpiesza na samą myśl o tym, że miałabym się z nim jakkolwiek skontaktować. Jeszcze ostatnio gdyby ktoś mi powiedział, że w ogóle będę się nad tym zastanawiać, zaśmiałabym się mu w twarz.
Boję się.
Najzwyczajniej w świecie się boję.
Zaciskam mocno oczy i wstrzymuję oddech. Przyciskam słuchawkę na niebieskim tle i przykładam telefon do ucha. Pierwszy sygnał. Drugi sygnał. Przy trzecim sygnale jednak się rozmyślam.
Ale jest już za późno.
 - Hazel? - zaspany głos Mike'a odzywa się w słuchawce.

***

Po dziesięciu minutach bardzo dobrze mi znane BMW zatrzymuje się przy ulicy, na której stoję. Czuję jak coś ściska mnie nieprzyjemne w brzuchu, ale zmuszam się do tego żeby podejść do niego i wejść do tego samochodu.
Siadam na miejscu pasażera i nawet na niego nie patrzę mimo, że czuję jego palący wzrok na sobie.
 - Co się--
 - Możesz... Możesz zawieźć mnie do domu? - pytam, a mój głos drży już przy pierwszym wypowiedzianym słowie.
 - Okej, ale--
 - Albo najpierw podjedź pod mieszkanie Justin'a - mówię starając się brzmieć neutralnie. - Muszę coś stamtąd zabrać.
 - Dobrze, zrobię to, ale najpierw chcę wiedzieć--
 - Przestań - przerywam mu znowu, zdenerwowanym głosem. Czuję jak łzy napływają mi do oczu. Kontynuuje już bardziej spokojnie: - Proszę, przestań. Jeden jedyny raz, Mike. Zrób coś dla mnie, ten jeden raz i nie zadawaj pytań. Proszę - powtarzam łamiącym się głosem.
Opuszczam głowę i zaciskam usta w wąską linię.
Mija dłuższa chwila, aż w końcu Mike bez słowa odpala samochód i wyjeżdża na ulicę.
Opieram głowę o zimną szybę i przymykam oczy. Obserwuje wszystkie mijane budynki z obojętnym wyrazem twarzy.
 Wkładam dłoń do kieszeni bluzy Justin'a. Moje palce napotykają zimny, metalowy przedmiot.
Tak jak się spodziewałam, w bluzie były jego klucze. Pamiętam, jak przed wyjściem powiedział mi żebym schowała je do kieszeni. Gdybym odchodząc pamiętała, że w ogóle je mam, to zapewne już bym mu oddała, ale całkowicie o tym zapomniałam.
Chociaż może to i lepiej. Muszę zabrać swoje rzeczy przed jego powrotem.
 Po kilku minutach Mike zatrzymuje się przed jego mieszkaniem. Wychodzę z jego samochodu mrucząc pod nosem, że zaraz wrócę. Strażnik spogląda na moją zapłakaną twarz, ale nic nie mówi, gdy naciskam przycisk windy. Zapewne zauważył, że przez ostatnie dni mieszkałam u Justin'a i stwierdził, że może mnie tu wpuścić.
 Gdy wchodzę przez drzwi wejściowe pierwsze co mnie wita to całkowita ciemność i cisza. Zapewne Justin poszedł gdzieś opijać swoje zwycięstwo w wyścigu i szybko nie wróci. Zapalam światło w salonie w wchodzę na górę do pokoju, w którym spałam. Wrzucam swoje ciuchy do torby nawet nie patrząc na to w jaki sposób to robię. Później zabieram wszystkie rzeczy z łazienki i kilka koszulek z pokoju Justin'a. Gdy wydaje mi się, że mam już wszystko ze ściśniętym sercem wracam do salonu. Zaciskam usta w wąską linię i zmuszam się do spokoju chociaż jak cholera chce mi się ryczeć. Odkładam klucze na stolik w wejściu i dłonią łapię za skrawek jego bluzy. Chcę ją z siebie zdjąć, ale nie umiem się do tego zmusić. Jak żałosne to będzie jeżeli ją sobie zatrzymam? Nie myśląc nad tym dłużej zostawiam ubranie Justin'a na sobie i wychodzę z mieszkania.
 Już do końca drogi Michael nie odzywa się ani słowem. Gdy zatrzymuje się przed moim mieszkaniem bez słowa pomaga mi wnieść torbę na górę. Wchodzę za nim. Obserwuje jak zatrzymuje się w przedpokoju i tam kładzie torbę. Posyła mi niepewne spojrzenie i cofa się o krok do tyłu.
Boi się wejść dalej.
 - Dziękuję za pomoc - odzywam się pierwszy raz od jakiejś godziny.
Mike przytakuje powoli głową.
 - W porządku, wiesz, że jeżeli potrzebujesz czegoś, to zawsze ci pomogę, Hazel - odpowiada łapiąc ze mną kontakt wzrokowy.
Moje serce delikatnie przyśpiesza swoje bicie, gdy spoglądam w jego tęczówki. Nie mogę nic poradzić na to, że za każdym razem, gdy na niego patrzę, mam przed oczami moment, w którym podnosi na mnie rękę. Ta furia na jego twarzy w tam tym momencie... tego nie da się od tak zapomnieć.
 - Mike - zaczynam powoli. - Dziękuję, ale wiesz... wiesz, że to i tak nic nie zmienia, prawda? - pytam patrząc jak jego wyraz twarzy się zmienia. - Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi, nie miałam kogo prosić o pomoc. Byłeś ostatnią osobą, która przyszła mi do głowy, a ja nie miałam wyboru - obserwuję jak moje słowa wypływają z ust ostre jak brzytwa i ranią go każdą jedną sylabą. Nic nie mogę na to poradzić. Nie zasłużył na nic więcej.
 - W porządku... - odpowiada po chwili przytakując lekko głową. - Rozumiem. Wszystko rozumiem i to bardzo dobrze. Ale... Słuchaj, nie wiem co się tam stało, że aż musiałaś po mnie zadzwonić i nie wiem jak wyglądają sprawy pomiędzy tobą, a Justin'em. Chcę żebyś widziała, że mi na tobie zależy i zawsze będzie zależało, nieważne jak bardzo będziesz mnie odtrącać. Wiem, że mówiłem, że odpuszczę jak wybierzesz mojego brata, ale nie umiem tak po prostu dać sobie spokoju. Jestem ponad tym, albo chociaż staram się być. Jeżeli czegoś potrzebujesz... Czegokolwiek, to pamiętaj, że jestem tutaj dla ciebie.
Jego niepewne i przestraszone spojrzenie wpatrzone we mnie rozbraja mnie od środka. Przytakuję głową i podchodzę do drzwi.
 - Jasne, w porządku - odpowiadam starając się brzmieć neutralnie. - Będę pamiętać - mówię i mrucząc ciche dobranoc zamykam mu drzwi przed nosem.
Biorę głęboki oddech i chowam twarz w dłonie.
Moje życie jest jakimś pieprzonym żartem.
Rozglądam się po ciemnym mieszkalniu i dłonią udaje mi się znaleźć włącznik światła. Bardzo długo mnie tutaj nie było, ale wszystko wygląda wciąż tak samo. Krzyżuję dłonie na piersiach i rozglądam się po pomieszczeniu. Mój wzrok pada na wgniecenie w ścianie, a ja na moment zamieram. Przysuwam się w tą stronę, a w moim brzuchu czuję niemiłe ukucie. Wyciągam drżącą dłoń i opuszkami palców przesuwam po wgniecionych krawędziach. Kilka łez wypływa na moje policzki, a tępy, przeszywający ból pojawia się w mojej głowie.
Nienawidzę tego mieszkania z całego serca.
Płaczę nie dlatego, że wciąż nie mogę zapomnieć o tym co zrobił Mike, ani nie dlatego, że w momencie, w którym to zrobił zawalił mi się cały świat. Płaczę, bo zaczyna do mnie docierać, że Justin już mnie nie uratuje.
Nie tym razem.

***

 Przez prawie całą noc nie spałam. Nie mogłam przyzwyczaić się do pustki po drugiej stronie łóżka. Przez te dni,w  których mieszkałam u Justin, on był przy mnie każdej jednej nocy. Czułam się bezpieczniej i lepiej, a tym razem nie było przy mnie nikogo. Udało mi się przysnąć dopiero wtedy, gdy ponownie nałożyłam na siebie jego bluzę. 
 Rano pierwsze co postanowiłam zrobić to wrócić na uczelnie, na której nie było mnie już bardzo długo. Ubrałam się i wyszłam z domu bardzo zdenerwowana. Na zajęciach zapewne będzie Miranda i nie obędzie się bez pytań z jej strony. Przecież nie odezwałam się do niej od dnia, w którym zdarzył się incydent z Mike'iem. Ona nic nie wie, a ja nie wiem ile jestem w stanie jej powiedzieć. 
Wchodzę na aulę pierwszy raz od dawna punktualnie i pierwszy raz od dawna mając potrzebne do tego przyrządy. Wyjmuję swój notes i długopis. Do wykładu zostało jeszcze jakieś dziesięć minut, ale sala i tak powoli się zapełnia. Jeszcze nie widziałam Mi. Wyciągam telefon i włączam go pierwszy raz od wczoraj. Wołałam go wyłączyć na wszelki wypadek. 
Przełykam ciężko ślinę, gdy pierwsze co widzę gdy włączam komórkę to Justin obrzeżający się hamburgerem na moim wyświetlaczu. Wyglądał wtedy tak przekomicznie, że dosłownie musiałam zrobić mu zdjęcie. Zaciskam usta w wąską linię, gdy przyłapuje się na tym, że się uśmiecham. Odblokowuję go i zauważam multum wiadomości i nieodebranych połączeń od sióstr, Travis'a, Zayn'a,  a nawet Martin'a. 
Zero od Justin'a. 
Nic. Nawet głupiej wiadomości. 
Ściska mnie w brzuchu, ale chwilę później wmawiam sobie, że może to i dobrze. Przynajmniej jego jakoś bardzo nie ruszyła ta sytuacja. W sumie, czego ja się spodziewałam? Że chłopak, który od samego początku naszej znajomości mnie szantażował i robił wszystko żeby uprzykrzyć mi życie, a na koniec obstawił mnie w wyścigach, dla mnie stanie się kimś lepszym, kimś zdolnym do poświęceń i miłości? 
To było złe od samego początku. Może to wszystko co się teraz dzieje to po prostu karma za to co robiłam. 
 - Hazel? - Miranda zatrzymuje się na schodach, gdy tylko mnie zauważa. 
Jej mina wyraża szok i zdezorientowanie. Po chwili szybkim krokiem wchodzi w rząd, w którym zawsze siedzimy, a gdy wstaję ze swojego miejsca rzuca mi się na szyję. 
 - O cholerka! - krzyczy wzmacniając uścisk. - Jestem na ciebie bardzo, ale to bardzo zła, ale o tym za chwilę. 
Chichoczę cicho i wtulam się w nią.  
 - Tęskniłam za tobą - mamroczę. 

***

Znacie to uczucie, gdy w końcu po długim czasie tłumienia wszystkich emocji w sobie i duszenia ich w twoim umyśle, wypowiadasz wszystko na głos, nie pomijając ani jednego małego szczegółu? 
To właśnie ja teraz. 
Powiedziałam Mirandzie wszystko. Na początku to było bardzo trudne i w momencie, w którym wybuchłam płaczem jak zaczęłam mówić o tym co zrobił Mike myślałam, że nie uda mi się dotrwać do samego końca, ale po pewnym czasie to stało się automatyczne. Słowa wypływały z moich ust jak spływający wodospad, a ja nie mogłam przestać do momentu, w którym nie wyznałam jej wszystkiego. Poczułam się tak jakby ktoś pozwolił mi na moment odetchnąć. Ulga była nie do opisania. 
Miranda słuchała uważnie każdej jednej sylaby jaką wypowiadałam. Starała się mnie nie pośpieszać i pozwoliła wypowiedzieć do końca. Spojrzałam na nią pierwszy raz odkąd weszłyśmy do knajpy jej chłopaka i siadłyśmy w bardziej ustronnym miejscu. Jej twarz wyrażała szok, współczuje, smutek i zapewne jakiś rodzaj wyrzutu. 
 - Dlaczego... dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, Hazel? - pyta cicho ,patrząc się na mnie smutno. 
Wzdycham i oblizuje swoje spierzchnięte usta. 
 - Przepraszam, Mi. Wiem, że powinnam. Ale najpierw zataiłam jedną sprawę myśląc, że nie ma potrzeby obarczać cię moimi problemami, aż w końcu nawet nie zauważyłam kiedy z jednej zrobiło się ich kilkanaście. Później przez to wszystko straciłyśmy kontakt, a ja nie wiedziałam jak mam znowu zacząć z tobą rozmawiać. Chyba nie byłam gotowa żeby o tym mówić... 
Dziewczyna kładzie rękę na moje ramie i uśmiecha się delikatnie.
 - Rozumiem i mimo wszystko cieszę się, że mi to wszystko powiedziałaś. Nawet jeśli minęło dużo czasu. Po prostu pamiętaj, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, Haiz - mówi. - Jestem tutaj po to, żeby cię wspierać i pomagać ci, niezważając na to jak bardzo krytyczna jest twoja sytuacja. 

***

 Po rozmowie z Mirandą wracam do domu, w o wiele lepszym humorze niż wcześniej. Dzielenie z kimś swoich problemów nie jest wcale takie złe, a nawet wręcz przeciwnie. Sprawia, że czuję się naprawdę lekko. 
 Wieczorem siadłam do nauki. Mam sporo do nadrobienia po tym jak zrobiłam sobie wolne na uczelni i jeżeli teraz nie wezmę się w garść, to nawet nie będę miała po co tam wracać. Po godzinie robię sobie przerwę. Związuje swoje włosy w niedbały kok i idę do kuchni, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Otwieram lodówkę i pierwsze na co zwracam uwagę, to nic.
Dosłownie nic, bo jest pusta. 
 - Super - wzdycham wkurzona. 
Biorę do ręki telefon leżący na blacie i postanawiam zamówić pizzę, ale w tym samym momencie dzwoni dzwonek do drzwi. Marszczę brwi w zdezorientowaniu. Nikogo się nie spodziewam. 
Odkładam telefon i idę otworzyć. Uchylam je, nawet nie patrząc w wizjer, kto stoi po drugiej stronie. Moje serce się zaciska, gdy mój wzrok pada na Mike'a stojącego w bezpiecznej odległości. 
Posyłam mu zdezorientowany wzrok, a on odchrząkuje widocznie zdenerwowany całą sytuacją. 
 - Ym, cześć - mamrocze niepewnie. 
 - Co ty tu robisz? - pytam. 
 - Pomyślałem... pomyślałem, że może miałabyś ochotę coś zjeść i... - unosi dwie ręce, aby pokazać, że trzyma w jednej z nich torbę z jedzeniem, a w drugiej wino. Wzdycha, gdy język zaczyna mu się plątać. - Po prostu... po prostu pomyślałem, że to będzie dobry pomysł i... - robi pauzę i bierze głęboki wdech. - Jeżeli chcesz żebym sobie poszedł, wystarczy słowo - kończy swoją nieskładną wypowiedź i posyła mi pełen oczekiwania wzrok.
 - Co tam masz? - pytam wskazując na rzeczy w jego dłoni. 
 - Chińszczyznę i francuskie wino, merlota. Bo pamiętam, że to twoje ulubione - widzę jak na jego usta wpływa uśmiech, ale szybkom go tłumi, gdy ja ciągle zachowuje neutralny wyraz twarzy. - To znaczy, kiedyś było ulubione... Teraz nie wiem... nie wiem czy... - znowu wzdycha i milknie.
Przegryzam dolną wargę i powoli skanuję wzrokiem całą jego sylwetkę. Jest ubrany w zwykłe jeansy i białą koszulkę z długim rękawem. Chyba przyciął włosy, bo ułożone do góry wydają się być krótsze niż zapamiętałam. Toczę w sobie wewnętrzną bitwę i zastanawiam się nad tym co powinnam zrobić. Cofam się o krok, a po minie Mike'a mogę śmiało stwierdzić, że pomyślał, że mam zamiar zamknąć mu drzwi przed nosem, ale zaskakuję go, gdy zamiast tego uchylam je szerzej i niepewnym gestem dłoni zapraszam go do środka. 

***
Hej!
Wiem, wiem. Długo nie było rozdziału, ale te ostatnie tygodnie w szkole to jakiś żart. Półrocze się skończyło, a moje oceny też są żartem. Staram się nie tracić pozytywnej energii, ale moja sytuacj jest tak tragiczna, że chyba nie da się być pozytywnym. 
Ale nie będę wam się tutaj żalić! 
Przez to, że sporo czasu nie było rozdziału, a teraz jest przerwa świąteczna, next wstawię jutro
Co myślicie o tym, że Hazel pozwala powoli dotrzeć do siebie Mike'owi? 
Czekam na wasze opinię i sugestie! x



8 komentarzy:

  1. Czemu Justin nie zadzwonil do Hazel ani do niej nie przyszedł ....co on sobie myśli , co to ma być .... Jezu jeszcze ona wybaczy Mike'owi ;/ Niech on sobie idzie ! Justin masz o nią walczyć łosiu !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypierdalaj Mike, TERAZ! BIEBER TY MALY CHUJKU GDZIE JESTES??! JA TU UMIERAM RAZEM Z HAZEL I PEWNIE TOBA, ALE NIE.... PO CO SIE POJAWIC. NEXT JUTRO, 3X tak, dziękujemy. Love ya

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślę że niech Hazel ma w tyłku Justina i niech się chłopaczyna męczy skoro nie myśli i obstawia ją w wyścigu jak nic nie warta rzecz pajac jeden xd a co do Mikea jak mu wyznaczyła czy ma ochotę spędzać z nim czas to dawaj Hazel ! :D B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze jaja kretynka nie wierze

    OdpowiedzUsuń
  5. Serio odrazu sie wyprowadza i dzwoni do Mike'a z ktorym zerwala ostatnio zareczyny? Zachowuje sie tak chujowo boze tak jakby skakala z kwiatka na kwiatek

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams