29.12.2016

Chapter Thirty Two

,,Całkowicie tego nie przemyślałem." 


Justin

 Poddałem się. 
Po tej cholernie beznadziejnej sytuacji na wyścigach, wróciłem do mieszkania. Chciałem z nią porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić, ale nie było jej tam. Nie było jej ciuchów, ani niczego związanego z nią. Nie zostawiła nic, a dla mnie wszystko było jasne. Zostawiła mnie i tym razem nie miała zamiaru wracać. Już nie. 
 Ostatnie dwa tygodnie zleciały mi na nic nie robieniu. Kompletnie nic. Spędzałem dni patrząc się bezczynnie w telewizor lub w ścianę. Zachowywałem się jak największa pizda, ale nawet nie miałem siły iść i wszystkiego z nią wyjaśniać. W mojej głowie przez cały czas pobrzmiewało zdanie, które zapammiętałem najbardziej i zapewne nigdy go nie zapomnę.
Nie umiesz kochać.
Nie umiesz kochać, Bieber. Przez wszystkie te lata miałem właśnie takie zdanie o sobie. Wiedziałem, że jestem zapatrzonym w siebie dupkiem, że nie umiem kochać, bo nie umiem. Nigdy w życiu nikt mi nie pokazał czym jest miłość, więc w jaki sposób miałbym wiedzieć jak to jest? Ale kiedy poznałem Hazel, pomyślałem... miałem nadzieję, że może jest jeszcze dla mnie szansa. Jakakolwiek. Najmniejsza. Dzięki niej zacząłem coś czuć, a to już był postęp. 
Jeżeli to co czuję do niej nie jest miłością, to już naprawdę nie wiem co nią jest. Oddałem jej wszystko co miałem. Popełniłem wiele, gównianych błędów, ale za każdym razem starałem się je naprawić. Jeżeli według niej, to nie jest miłość, to ja nic więcej nie potrafię jej dać. 
To wszystko co mam.
 W trzecim tygodniu najebany i ledwo trzymający się na nogach znalazłem w szafcę jej pierścionek zaręczynowy. Ten, który dał jej Mike. Ten, który zdjęła przy mnie. Zacisnąłem szczękę i kilka razy przełożyłem go pomiędzy palcami. Zajebiście wkurwiające uczucie pojawilo się w moim brzuchu. 
Został mi po niej tylko pieprzony pierścionek. I to w dodatku pierścionek, który dał jej Mike.
  Gdy kończył się czwarty tydzień mojego opiedalania się w domu, Travis przyszedł mnie opieprzyć. Krzyczał na mnie. Pierwszy raz w życiu słyszałem, żeby Travis w ogóle krzyczał. Później wyszedł, zapewne się poddając i stwierdzając, że i tak nie można mi pomóc, ale jego przyjście dało mi do myślenia. Nie wiem czy jest sens ciągnięcia tego dalej, ale cholera, nie widziałem jej miesiąc. 
Pieprzony miesiąc.
Zostawiła mnie bez słowa, a ja nawet nie wiem co się u niej dzieje. Chciałbym ją zobaczyć. Nawet jeżeli miało to być tylko na chwilę. Nawet jeżeli mnie wyklnie i każe spieprzać. Musi powiedzieć mi to w twarz.  
 I właśnie w tym momencie pierwszy raz od dłuższego czasu ogarniam się i wychodzę z domu. Z jakiegoś powodu biorę ze sobą jej pierścionek. Będę miał chociaż jakiś gówniany pretekst, gdy stanę pod jej drzwimi.
  Przysięgam, że w momencie, w którym stanąłem pod jej pieprzonymi drzwiami serce waliło mi jak pojebane. Nigdy w życiu tak się nie bałem. 
Nigdy. 
Moje dłonie drżały, a ja wciąż koniuszkiem języka przejężdżałem po mojej dolnej wardze. Biorąc głęboki oddech w głowie nakazuję sobie wzięcie się w garść i nim cała odwaga ze mnie ujdzie uderzam kilkukrotnie w drzwi. Może powinienem zadzwonić domofonem, ale jestem prawie pewny, że gdyby usłyszała moj głos, to by mnie nie wpuściła. Dlatego skorzystałem z tego, że znam kod do jej mieszkania i wszedłem na klatkę schodową sam. 
Charakterystyczny dźwięk przekręcania zamka dociera do moich uszu, a ja zamieram, gdy drzwi się uchylają i widzę jej piękną twarz. Ta która śniła mi się każdej pieprzonej nocy, kiedy spałem bez niej. 
Cholera. 
Gdy mnie zauważa jej brwi sunął ku górze, a usta otwierają się delikatnie. Uchyla szerzej drzwi. Nie potrafię nic powiedzieć. Jadąc tutaj szykowałem sobie w głowie pieprzoną przemowę, a teraz nie umiem nawet wypowiedzieć głupiego "cześć".
Kurwa mać. 
 - Co ty tu... - zaczyna Hazel. - Po co-Po co przyszedłeś? - jej głos jest słaby i drży od pierwszej sylaby, a ja bardzo dobrze wiem co to oznacza.
Chce jej się plakać. 
A ja czuję się jak ostatni frajer, bo nie chcę żeby płakała przeze mnie. 
Przełykam ciężko ślinę, która zatrzymała mi się w przełyku i nabieram powietrza do płuc, aby w końcu się odezwać. Otwieram usta i w myślach dodaję sobie odwagi. 
 - Prze--
 - Kochanie? Kto to? - przerywa mi głos z głębi jej mieszkania. 
Przeszywające uczucie dezorientacji i złości dopada moje całe ciało i umysł, a ja tracę możliwość jakiegokolwiek ruchu. 
To nie może być..
Znam ten głos. Znam go zbyt, kurwa, dobrze. Pamiętam każdy jeden moment, w którym ten pieprzony głos krzyczał na mnie, gdy coś mi się nie udawało lub gdy kłócił się ze mną o pieprzone błahostki tylko po to żeby mi dopiec. Właściciel tego głosu zniszczył mi całe dzieciństwo. 
Zamykam usta.  
Hazel posyła mi pełen bezradności wzrok, a ja mam ochotę zaśmiać jej się w twarz. 
Kurwa, kurwa, kurwa. 
Robię krok w tył. Nie odrywam wzroku od jej oczu nawet, gdy te napełniają się łzami. 
 - Jak mogłaś... - odzywam się pierwszy raz, ale głos odmawia mi posłuszeństwa.
Jak mogłaś wrócić do niego po tym wszystkim.
Wyjmuję jej pierścionek zaręczynowy, który trzymałem w kieszeni swojej bluzy, a ona od razu przenosi na niego swój wzrok.
Obiecałaś mi, że mnie nie zostawisz. 
Mam zamiar jej go oddać, ale w ostatnim momencie złość przejmuje nade mną kontrolę i zamiast tego ciskam nim z całej siły gdzieś pomiędzy jej nogi. 
Ja pierdole. 
Uśmiecham się, a z moich ust wydobywa się śmiech. Pełen gorczy, złości i wkurwienia. 
 - Powinien ci się przydać - mówię wskazując dłonią na miejsce, w którym rzuciłem jej pierdolonym pierścionkiem zaręczynowym i odwracam się na pięcie. 
Schodzę po schodach, a bardziej niż to, że wróciła do Mike'a boli mnie to, że nie zrobiła nic żeby mnie zatrzymać.

***

 Wieczorem postanawiam wpaść do Pii i Mii. Robię wszystko żeby tylko nie myśleć o tym co dzisiaj zobaczyłem. Hazel i Mike.
Wróciła do niego. 
Nie mogę tego zrozumieć. Nie mogę pojąć tego jak mogła to zrobić. Wróciła do faceta, który zranił ją najbardziej i sprawił, że jej życie stało się piekłem. Wróciła do kogoś, przed kim starałem się ją bronić.
 Drzwi otwiera mi Mia, która wygląda na bardziej niż zaskoczoną moim widokiem.
 - Justin - mówi i uchyla szerzej drzwi, aby gestem dłoni zaprosić mnie do środka.
Wchodzę i rozglądam się po pomieszczeniu.
 - Jest tutaj może Travis albo Martin? - pytam wchodząc do salonu.
 - Travis siedzi w pokoju z Pią, a Martin powiedział, że wpadnie, ale dopiero później - odpowiada uśmiechając się delikatnie. - Więc w sumie jesteś pierwszy.
Przytakuję głową, na znak, że zrozumiałem i opadam na ich ciemną kanapę.
 - Chcesz coś do picia? - pyta dziewczyna patrząc na mnie wyczekująco.
 Kręcę przecząco głową.
 - Nie, jest dobrze.
Mia posyła mi zatroskany wzrok.
 - Nie powiedziałabym, że jest dobrze - odpowiada wzdychając.
Siada obok mnie i uśmiecha się do mnie smutno.
 - Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, prawda? - mówi. - Znamy się całe życie. Możesz wygadać mi się jak typowa stara plotkara, a ja nie będę cię oceniać - unosi dłoń w geście przysięgi, a ja mimowolnie chichoczę.
Mia się uśmiecha.
 - Jesteś stuknięta - mówię jej,  a dziewczyna tylko przytakuje głową.
 - Jakbym tego nie wiedziała - przewraca zabawnie oczami i już po chwili jej poważny ton wraca. - Sytuacja z Hazel...?
 - Wykurwiście pojebana - odpowiadam wzdychając.
Mia się krzywi.
 - Aż tak?
 - Wróciła do swojego narzeczonego.
 - Auć.
 - Tak wiem - odpowiadam.
Ciemnowłosa wzdycha i z zatroskanym spojrzeniem przysuwa się do mnie i kładzie dłoń na moim ramieniu.
 - Hej, wiem, że to ssie i zapewne cholernie boli, ale pamiętaj, że jesteśmy tutaj dla ciebie, okej? - mówi dziewczyna patrząc się w moje tęczówki. - Masz nas... - jej spojrzenie staje się niezdecydowane i dziwnie przejęte. - Masz mnie... - dodaje cicho.
Przytakuję głową i chcę jej powiedzieć, że doceniam to jak się o mnie troszczy, ale w tym samym momencie dziewczyna się do mnie przysuwa. Nieznacznie i ledwo zauważalnie, ale jednak...
 - Mia - zaczynam powoli czując dezorientację.
Nawet nie udaje mi się całkowicie zarejestrować w głowie co właśnie się dzieje. Ciemnowłosa przysuwa się do mnie jeszcze bardziej i kolejną rzeczą jaką czuję są jej miękkie, ciepłe usta na moich.
Przymykam oczy, bo to pierwsza rzecz jaką robię odruchowo. Jestem w szoku. Nie rozumiem co się dzieje wokół mnie. Czy Mia mnie właśnie pocałowała?
Kładę dłoń na jej policzku, gdy pogłębia pocałunek, tylko po to, by odsunąć ją od siebie.
 - Co do...
Posyłam jej zszokowany, pytający wzrok, a ona gdy tylko go zauważa wstaje szybko z kanapy.
 - Ja nie... Pomyślałam, że skoro nie jesteś z Hazel... - próbuje się wytłumaczyć, strasznie się przy tym plącząc.
Opuszcza głowę, a na jej policzki wpływają rumieńce.
  - Myślałam, że skoro tutaj przyszedłeś, to coś znaczy i... - wzdycha. - Jestem w tobie zakochana praktycznie od zawsze, Justin - wyrzuca z siebie. - Miałam wrażenie, że skoro do mnie przyszedłeś, to w końcu coś zauważyłeś i--
 - Zakochana? - powtarzam po niej, a mój głos zdaje się być gdzieś daleko od moich myśli.
Wciąż jestem zbyt w szoku, by trzeźwo myśleć. Mia jest dla mnie jak młodsza siostra. Wychowywaliśmy się razem. Chodziliśmy do tego samego liceum i to ona zawsze pomagala mi podrywać dziewczyny na wszytskich tych szczeniackich domówkach. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że...
 - Przepraszam - mówi chowając twarz w dłonie. - Tak bardzo mi teraz głupio. Odebrałam sprzeczne sygnały i...
Unoszę jedną dłoń do góry i biorę głęboki oddech.
 - Hej, jest w porządku. Naprawdę - mówię starając się ją jakoś uspokoić. - Po prostu nie miałem pojęcia, że ty... Jak mogłem tego nie zauważyć? - pytanie kieruję bardziej do samego siebie.
Mia wzrusza ramionami i krzyżuje ręce na piersiach.
 - Chyba po prostu dobrze to ukrywałam.
 - Albo to ja jestem ślepy - dodaję na moment chowając twarz w dłonie.
Mia znowu siada na swoje miejsce obok mnie, ale tym razem trzymając bezpieczną odległość.
 - Wszystko zepsułam, tak? - jej niepewny głos zadaje pytanie, które przez kilka kolejnych chwil wisi w powietrzu.
 - Co? Nie. Nic nie zepsułaś, Mia - zaprzeczam. - Przyjaźnimy się. Powinnaś była powiedzieć mi o tym już na początku. Starałbym się zachowywać inaczej, a przez te wszystkie lata dawałem ci sprzeczne sygnały i robiłem tyle gównianych rzeczy na twoich oczach. To było nie fair...
Mia kręci głową.
 - Przestań, nie możesz się teraz obwiniać. To ja postanowiłam trzymać to w tajemnicy... - robi pauzę. - Jak pierwszy raz przyszedłeś na wyścigi z Hazel byłam trochę zazdrosna - przyznaje. - Widziałam jak na nią patrzysz, a później moment, w którym ona rzuciła ci się na szyję, gdy długo nie wracałeś na metę... Ciągle powtarzała, że ma chłopaka, a ty jesteś tylko jej znajomym, ale mimo, że była bardzo dobrym kłamcą słownym, nie potrafiła ukrywać swoich uczuć. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś jest między wami. Odkąd pamiętam chodziłeś zawsze struty i patrzyłeś z nienawiścią na cały świat. Całe liceum widziałam cię tylko takiego, pełnego złości. A później po tych jednych durnych wyścigach wszystko zaczęło się zmieniać. Widziałam jak byłeś szczęśliwy. Pierwszy raz od lat. I to nie tak, że nienawidziłam Hazel. Wcale nie. Kochałam ją za to, że dzięki niej mój przyjaciel wrócił. Byłam szczęśliwa, bo ty byłeś szczęśliwy - wzdycha. - Nawet nie wiem czemu ci to mówię... Chyba po prostu nie chcę żebyś myślał teraz o mnie w zły sposób - krzywi się lekko.
 - Nie myślę o tobie źle, Mia - mówię cicho. - Po prostu... mam nadzieję, że wiesz, że my nie--
 - Nie będziemy razem? - kończy za mnie. - Wiem, Justin. Na nic nie liczę - dodaje.
 - Chciałbym żeby było inaczej, wiesz? - mówię zanim zdążę się powstrzymać. - Może gdybyś powiedziała mi to zanim skończyliśmy liceum, albo...
Zanim poznałem Hazel.
Wzdycham.
 - Kocham ją, Mia - mamroczę cicho. - Mimo tego, że ona twierdzi, że wcale nie. Kocham ją. Zbyt kurewsko mocno. Jakkolwiek chujowo to zabrzmi, mam wrażenie, że w momencie, w którym odeszła zabrała ze sobą wszystkie te uczucia, którymi ją darzyłem. Pojawiła się, od nowa je we mnie włączyła i... zabrała je. Tak po prostu.
Mia marszczy brwi i posyła mi niezrozumiały wzrok.
 - Skoro ją kochasz, to czemu o nią nie walczysz?
 - Nie wiem czy jeszcze potrafię...
Kręci głową, a jej twarz przybiera zdeterminowany wyraz.
 - Potrafisz, Justin. Z czegoś takiego się nie rezygnuje od tak.


***

 Postanowiłem wziąć słowa Mii na poważnie i wziąć się w garść. Miałem zamiar od razu po wyjściu od niej z domu pójść jeszcze raz do Hazel, ale postanowiłem po drodze wstąpić do baru, bardzo blisko jej mieszkania. Potrzebowałem motywacji i odwagi.
 W efekcie upiłem się tak, że ledwo udało mi się dojść pod jej mieszkanie. 
Wszędzie było już ciemno. Kilka latarni świeciło się na ulicy, z czego dwie kilka metrów ode mnie były chyba popsute. Samochody już nie jeździły, a powietrze było bardzo chłodne. Cisza opanowała całą przecznicę, na której mieszka Hazel. Wyprostowałem się, trochę się chwiejąc i podszedłem jeszcze bliżej jej okna. 
 - Hazel! - krzyknąłem.
Zero odpowiedzi. 
 - HAZEL! - wydarłem się jeszcze głośniej. Zachwiałem się i musiałem przytrzymać jakiegoś czarnego BMW. 
 - Wiem, że tam jesteś i mnie ignorujesz! To jest to co robisz zawsze, co?! Ignorujesz! Będę tak krzyczał dopóki nie zejdziesz ze mną porozmawiać! - znowu nic. - HAAAAZEEEL!
W budynku za mną ktoś otworzył balkon. 
 - Pojebało cię pan!? - krzyknął jakiś facet. Ciągle się chwiejąc odwróciłem głowę, a moim oczom ukazał się facet w średnim wieku. - Jest trzecia rano, do cholery!
 - Próbuję odzyskać miłość mojego życia, więc może z łaski swojej przestaniesz mi przeszkadzać?! - odkrzykuje wyrzucając ręce w powietrze przez co prawie się przewracam. 
 - SŁYSZAŁAŚ, HAZEL? JESTEŚ MIŁOŚCIĄ MOJEGO ŻYCIA! - wydarłem się znowu w stronę okna. 
 - Zadzwonię na policję! - facet za mną znowu coś zaczął pierdolić. 
Macham na niego dłonią, całkowicie go ignorując. 
 - KOCHAM CIĘ! - czułem jak od krzyku zdziera mi się gardło. - KOCHAM I ZAWSZE BĘDĘ KOCHAŁ!
Na kilka kolejnych chwil odpuściłem tylko po to, żeby wziąć oddech, aby znowu móc krzyczeć, ale w tym samym momencie zauważyłem jak okno od jej salonu się uchyla. 
 - Hazel! - krzyknąłem znowu.
Okno otwiera się całkowicie, a ja wypuszczam powietrze z sykiem. 
 - Kurwa mać - mamroczę niewyraźnie. 
Mike wychyla się, a ja przez światła latanii mogę bardzo dobrze zauważyć jego zmarszczone w zdenerwowaniu brwi.
 - O o - mamroczę pod nosem. 
Nie tego się spodziewałem. 
 - Chyba sobie, kurwa, żartujesz! - krzyczy wkurwiony Mike i rozkłada ręce. 
Zachwiewam się i krzywię w niezadowoleniu. Całkowicie tego nie przemyślałem. 

***
Wyrobiłam się! 
Z góry od razu proszę o przymknięcie oka na wszelkie błędy stylistyczne lub ortograficzne, bo pisałam ten rozdział tak szybko jak jeszcze nigdy haha. Chciałam wyrobić się wam przed 12.00

Jak dobrze pójdzie, to next może wstawię juro! x


20 komentarzy:

  1. Cholera jasna niech ona wyleci do niego a nie!!!!! Omg cudowny rodzial
    Moze nie komentuje często ale wiedz ze jestem na bieżąco i masz we mnie wsparcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Umarłam. Oficjalnie i to z twojej winy. Justin dlaczego tak długo zwklekales?! A ty Hazel? Dlaczego tak szybko się pocieszylas, ja pierdole nie wierzę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wtf wstaw kolejny bo to co tu sie dzieje to jest miazga ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech on ja kopnie w dupe prosze XDD marze o tym

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale jestem zła na Justina....Serio? miesiac użalania się nad sobą i nie walczenia o Hazel , jest glupi jeśli myślał ze ona pierwsza do niego przyjdzie to on spieprzyl i to on musi to naprawić o ile sie da bo widze że Hazel z Mikie'm juz nawet mieszka chyba ....Jak ja nie libie Mike'a....
    Justin masz odzyskac Hazel :c
    Proszę dodaj dziś nastepny rozdzial ten blog jest przecudowny *-* <3 ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku ja chce ju kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hazel czwmu jestes z Mikiem pindo :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie no błagam! Serio?! Tak szybko znalazła siebie pociechę?! Jakby nigdy nie kochała Justin'a! Zachowuje się trochę jak wielce urażona księżniczka, która bawi się kosztem Justin'a, a on tak się stara! Wysługije się Mike'm, żeby odwiózł jej cztery litery pod blok, bo taksówki zamówić nie mogła! Już zaczyna mnie irytować kiedy to czytam. No normalnie ciśnie mi podskoczyło! No dobra, bo za chwilę się rozpiszę, ale wstawiaj jutro następny, bo umrę z ciekawości! Tylko napisz tak, żeby pokazała jak bardzo zależy jej na Justin'ie. Może wtedy trochę mi ulży😂💘

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku szkoda mi Justina i nie mam pojecia dlaczego Hazel wybaczylaa Mikeowi. Nie moge sie doczekac, zeby przeczytac nastepny :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Bedzie dzisiaj next?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja chcem dzisiaj rozdział :c

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy dodasz nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  13. Dodaj rozdzial misiu nie moge sie doczekac :c

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rodział i mam nadzieję, że Hazel wróci do Justina 💜 Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  15. kiedy bd rozdzial :c ???

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams