10.12.2016

Chapter Twenty Eight

,,Chciałbym mieć ją na zawsze"

Justin

  Gdy otwieram oczy pierwsze co widzę to Hazel wstająca z łóżka. Uchylam powieki jak najmniej, aby nie zdradzić się, że już nie śpię. Obserwuje jak dziewczyna nachyla się i bierze do ręki moją koszulkę po czym szybkim ruchem ją na siebie narzuca. Biała koszulka z dekoltem w serek zakrywa jedynie tylko to co powinna, lub nie. Sięga ledwo za jej zgrabny tyłek.
 Nawet nie wiecie jaki jestem zadowolony tym, że pozwoliła mi na to wszystko. Wczoraj byłem pewien, że mnie zostawi. Dawno nie widziałem jej tak wkurzonej. No chyba, że przed wyścigiem, wtedy kiedy pozwoliłem dotykać się tej dziwce Sean'a, której nawet imienia nie pamiętam. Wtedy też była nieźle wkurzona, a to tak cholernie mi się podobało. Może i jestem idiotą robiąc takie rzeczy tylko po to żeby była o mnie zazdrosna, ale przynajmniej wtedy wiem, że nie jestem jej obojętny. 
 - Co się gapisz - mruczy pod nosem Hazel przyłapując mnie na tym, że jej się przyglądam.
Unosi brwi i posyła mi spojrzenie, a na moje usta wpływa nieznaczny, jeszcze zaspany uśmiech. 
 - Nie mogę się nie patrzeć skoro nałożyłaś moją koszulkę - mamroczę zachrypniętym głosem. 
Ciemnowłosa posyła mi sceptyczne spojrzenie i przeczesuje ręką swoje długie włosy. 
 - Nawet nie wiem gdzie rzuciłeś wczoraj moje ciuchy - próbuje się bronić przybierając przy tym niewinny wyraz twarzy. 
Chichoczę. 
 - Przepraszam, masz rację - odpowiadam rozbawiony. - Powinienem wtedy przestać pieprzyć cię palcami, złożyć twoje ciuchy w kosteczkę i powiedzieć, do której szafki je wkładam - mój uśmiech się poszerza, gdy twarz dziewczyny przybiera czerwony odcień. 
 - Jaki z ciebie dupek - odpowiada wyraźnie zażenowana. 
Śmieję się jeszcze głośniej. Wyciągam do niej dłoń i próbuję wciągnąć ją z powrotem do łóżka, ale ona wystawia mi środkowy palec i odsuwa się. 
 - Hazel kochanie - mruczę ciągle trzymając rękę wyciągniętą w jej stronę. 
 - Won dupku - odwarkuje krzyżując dłonie na piersiach. 
Chcę mi się śmiać tak bardzo, ponieważ Hazel zachowuje się jak dziecko kiedy poczuje się zażenowana. To takie śmieszne i urocze zarazem. 
 Wykorzystuję jej chwilę nieuwagi, w której nie patrzy w moją stronę i podnoszę się trochę, aby złapać ją za nadgarstek. Słyszę jej pisk i chwilę później dziewczyna znajduje się na łóżku. Przytulam ją do siebie ciasno oplatając rękami jej talię tak, aby mi nie uciekła. Hazel próbuje się wyrwać, ale jej starania są niepotrzebne, bo to nawet odrobinę nie zmniejsza mojego uścisku. Ciąglę się śmieję i czekam aż w końcu jej się znudzi i się uspokoi.Tak jak myślałem po kilku chwilach daje za wygraną. Wtedy poluźniam odrobinę uścisk i pozwalam podnieść się jej do pozycji siedzącej z czego efektem siedzi na mnie okrakiem. 
Okej, wcale mnie to nie podnieca.
Wcale.
Hazel nadal spogląda na mnie nieco wkurzonym wzrokiem, ale ja wiem, że zaraz jej przejdzie. Posyłam jej szeroki uśmiech i zabieram z jej twarzy kosmyki włosów, zakładając je za ucho. Jej wkurzona mina łagodnieje, a ja śmiało mogę stwierdzić, że próbuje właśnie stłumić uśmiech, który pojawia jej się na ustach. Widzę jak zaczyna się łamać, więc kontynuuje swoje poczynania. Biorę jej dłoń w swoją i całuję jej wewnętrzną stronę. Hazel już nawet nie próbuje ukrywać uśmiechu. Cichy chichot wydobywa się z jej gardła, a ja czuje się od razu o niebo lepiej. Składam kolejny pocałunek na jej nadgarstku i jeszcze jeden na zewnętrznej stronie dłoni. Próbuję ignorować fakt, że siedzi dosłownie na moim kroczu, ale gdy się porusza wciągam głośno powietrze co chyba mnie zdradza.
Hazel unosi brwi i uśmiecha się cwanie. 
 - Coś nie tak? - pyta udając niewinną.
Zdecydowanie bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje. Znowu się porusza, a ja tym razem wypuszczam głośno powietrze.
 - Hazel... - zaczynam ostrzegawczo i mimowolnie spoglądam na miejsce, w którym siedzi. - Czy ty w ogóle masz na sobie coś oprócz mojej koszulki? - pytam przejeżdżając końcem języka po ustach. 
Moje serce zaczyna bić szybciej. 
Brązowooka posyła mi najbardziej niewinny i jednocześnie cholernie niegrzeczny wzrok jaki kiedykolwiek u niej widziałem i już nie musi nawet odpowiadać. 
 - Kurwa mać, kurwa mać - powtarzam wzdychając ciężko. 
Moje oczy ciemnieją, a głos staje się jeszcze bardziej zachrypnięty. Jeżeli tak dalej pójdzie dojdę od samego patrzenia na nią.
 - Jesteś podniecony? - pyta tak jakby wcale o tym nie wiedziała, a oboje dobrze wiemy, że wie. 
Kładę dłoń na jej udo i powoli zaczynam sunąć nią coraz wyżej. 
 - Uh, jestem - mruczę. - Zajebiście bardzo, aniele...
Hazel posyła mi złośliwy uśmiech i chwilę później wstaje z moich kolan.
 - Co do...
Odsuwa się trochę i wygładza bluzkę, która już trochę się pogniotła. 
 - No patrz, a ja jestem głodna - odpowiada z widocznym rozbawieniem na twarzy. 
 - Nie możesz...
 - A jednak mogę - odpowiada posyłając mi szeroki uśmiech. - Do zobaczenia na dole, kochanie - cmoka do mnie i znika za drzwiami. 
 - TAK SIĘ NIE ROBI, HAZEL! - krzyczę sfrustrowany.

***
Większą połowę dnia spędzamy na nic nie robieniu. Na początku byłem cholernie zły, że musiałem poradzić sobie ze swoim problemem sam i starałem się do niej nie odzywać, ale oczywiście moje obrażanie się na Hazel ssie. 
Czytaj: nie umiem być na nią zły dłużej niż dziesięć minut. 
Więc w efekcie mojego obrażania się skończyliśmy leżąc pół dnia na kanapie, przytulając się i oglądajc denne filmy. 
 Gdybyście powiedzieli mi rok temu, że właśnie to będę robił w sobotnie popołudnia chyba bym was wyśmiał i jeszcze do tego zwyzywał. Bo jeszcze wtedy nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, że wkopię się tak bardzo. Nie wiedziałem, że poczuję cokolwiek do kogokolwiek. Nie wiedziałem, że można kochać kogoś tak kurewsko mocno. Myślałem, że coś takiego nie istnieje, a jednak właśnie to czuję. 
Chciałbym mieć ją na zawsze.
 - Musisz się dzisiaj ścigać? - moje rozmyślania przerywa Hazel, która posyła mi zaniepokojony wzrok. 
Przytakuję automatycznie głową. 
 - Muszę odzyskać swój samochód - odpowiadam. 
Dzisiaj umówiliśmy się z Travis'em i Pią w klubie. Mamy posiedzieć tam kilka godzin i pojechać na wyścigi. Travis ma pożyczyć mi swój samochód, ale przecież nie mogę wiecznie żebrać od ludzi samochodów. Muszę odzyskać swój i koniec kropka.
Oh, i chyba Travis i Pia się pogodzili. Są teraz parą czy chuj wie co. Ciekawe jak długo. 
 - Nie podoba mi się to - wzdycha. 
 - Nic mi nie będzie - mruczę składając pocałunek w kąciku jej ust. 
 - Nie wiesz tego - odpowiada cicho. 
 - Obiecuję - szepczę przytulając ją do mojej klatki piersiowej. 
Nagle w mieszkaniu rozbrzmiewa dźwięk domofonu. Nawet nie udaje mi się podnieść, bo Hazel mnie wyprzedza i pierwsza odbiera. 
Wita się, przytakuje kilka razy głową i unosi ze zdziwieniem brwi. 
 - Tak, proszę ją wpuścić - mówi do słuchawki po czym ją odkłada. 
 - Kto to? - pytam. 
Hazel posyła mi wzrok i przegryza wargę. Denerwuje się. 
 - Ym, twoja mama - odpowiada w końcu. 
 - Co? - dukam zdziwiony.
Moja mama?
Tutaj?
Po co?
Wstaje z kanapy i podchodzi do lustra sprawdzając swój wygląd.
 - Może... - zaczyna niepewnie, a gdy posyłam jej oczekujący wzrok kontynuuje. - Może powinnam pójść na górę i udawać, że mnie nie ma? 
Automatycznie zaczynam kręcić głową. 
 - Rozejrzyj sie - mówię. - Wszędzie są twoje rzeczy, zauważy. Zresztą jeżeli będzie się dopytywała powiemy jej prawdę.
 - Ale ja nie chcę - wcina mi się. 
 - Jak nie będzie znała prawdy wyciągnie pochopne wnioski i złoży wszystko na mnie, albo co gorsze na ciebie - uświadamiam jej. 
Hazel wzdycha i przegryza wargę.
Nie ma czasu na dalsze zastanawianie się nad sytuacją, bo dzwonek do drzwi rozbrzmiewa w całym holu. 
Przyszła.
Wstaję i nie śpiesząc się podchodzę do drzwi. Powoli je otwieram, a moim oczom ukazuje się moja własna matka. Gdy tylko mnie zauważa uśmiecha się, przysuwa się do mnie i ku mojemu zdziwieniu przytula mnie. Jestem tak zaskoczony, że nawet nie jestem w stanie tego odwzajemnić.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz mnie przytuliła.
 - Justin, wszystko u ciebie w porządku? Dawno nas nie odwiedzałeś. Coś się stało? - zadaje miliony pytań i nagle milknie patrząc się na coś za mną.
Albo raczej na kogoś. Odwracam głowę i zauważam Hazel stojącą w oddali. Ma pełen niepewności wzrok. Zapewne boi się reakcji mojej mamy, ale jak przekonujemy się chwilę później najwyraźniej jest to niepotrzebne. 
 - Hazel, kochanie!  - jej uśmiech staje się jeszcze szerszy.
Mija mnie w przejściu i idzie się do niej przywitać. Hazel posyła jej życzliwy uśmiech, a gdy ta ją do siebie przytula, ciemnowłosa spogląda na mnie z ulgą widoczną w oczach. 
 - Ciebie też bardzo dawno nie widziałam - mówi ściskając jej dłonie.
Zamykam drzwi i podchodzę do nich. 
 - Co się stało, że tutaj jesteś? - pytam nawet nie przywiązując wagi do tego, że moje pytanie zabrzmiało zbyt chamsko. 
Hazel posyła mi ostrzegawczy wzrok, ale ja tylko wzruszam ramionami. Nie dbam o to.
Matka spogląda na mnie i wzdycha cicho. 
 - Byłam zaniepokojona po waszej bójce w firmie - zaczyna - więc poszłam porozmawiać z Mike'iem. Nie chciał mi nic powiedzieć oprócz tego, że to twoja wina i że powinnam przyjść i sama zobaczyć co się dzieje. Powiedział mi też, że wy już nie jesteście razem.... - zwraca się do Hazel. - Przychodzę tutaj i widzę was razem - wzdycha. - Więc moje pytanie brzmi: co się stało? 
Hazel zaciska usta w wąską linię i opuszcza głowę. 
Co się stało? 
Zakochałem się w dziewczynie mojego brata.
Przespałem się z nią.
On ją uderzył. 
Uciekła do mnie.
Zamieszkała ze mną.
Wybrała mnie, kiedy mój brat błagał ją o wybaczenie.
 Znowu się ze sobą przespaliśmy.
A teraz jesteśmy w punkcie pieprzonej niewiedzy.
Bo ja ją kocham.
A ona tego nie wie.
 - Posprzeczałam się z Mike'iem - wyjaśnia Hazel.
Unoszę brwi i patrzę na nią sceptycznie.
Ja to bym sprzeczką tego nie nazwał.
 - A Justin stanął po mojej stronie i w sumie tyle - kłamie. 
No w sumie prawie kłamie. 
 Mama posyła jej współczujący wzrok i kładzie dłoń na jej ramieniu.
 - Co ten Michael znowu zrobił - wzdycha. - Będę musiała z nim poważnie porozmawiać. Przecież to nie do przyjęcia... byliście zaręczeni. Przecież nie możecie tak po prostu zaprzepaścić tego co jest między wami.
Aha.
Nie.
Idź stąd.
Między nimi nic nie ma. 
Albo to raczej ja jestem między nimi, ups. 
Zaciskam mocniej dłonie i szczękę.  Czuję jak moje wkurwienie zaczyna się pogłębiać. Hazel za to czuje się zażenowana i  nie wie co ma jej na to odpowiedzieć. 
 - Ym, mamo - zaczynam starając się brzmieć jak najbardziej bezuczuciowo. - Zaraz mamy wychodzić - mówię patrząc się na zegarek wiszący na ścianie obok. 
Chyba zrozumiała aluzję, bo przytakuje powoli głową. 
 - Dobra, tylko wyjaśnij mi jeszcze jak to dokładnie było i już będę szła - mówi i uśmiecha się do Hazel. 
Przewracam oczami.
To będzie długi wieczór.


***
Witam!
Przychodzę do was z propozycją. Sprawa jest taka, że ten jak i kolejne dwa rozdziały są dosyć krótkie w porównaniu do poprzednich. Już są napisane i gotowe, więc pomyślałam, że skoro nie grzeszą długością, to mogłabym zrobić coś na wzór mini maratonu i dodać wszystkie trzy jednego dnia, tylko o różnych porach. hah.
Co wy na to?



5 komentarzy:

  1. Rozdzial super!ja jak najbardziej jestem za maratonem juz nie moge sie doczekac pozostalych dwoch rozdzialow 👍😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zawsze super.ja jestem jak najbardziej za maratonem.czekam na kolejne 2 rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper!

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams