03.12.2016

Chapter Twenty Seven

,,Jestem idiotą."

Hazel

 Razem z Martin'em pochodzimy do reszty grupy. Pia i Mia rozmawiają o czymś między sobą, a Travis robi coś w telefonie. 
 - Co robimy? - pytam tym samym przyciągając uwagę reszty zgromadzonych. 
Pia podchodzi bliżej mnie i marszy brwi. 
 - Płakałaś? 
Kręcę głową i macham dłonią na znak, że porozmawiamy o tym później. 
 - Próbowałem do niego dzwonić, ale cały czas włącza się poczta - mówi Travis. 
 - Sean nic nie wie? - zadaje pytanie Martin. 
 - Rozmawiałem z nim - odpowiada Zayn. - Mówi, że zgubił go zaraz po pierwszym zakręcie. 
 - Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć... - wzdycha Mia. 
 - Może powinniśmy pojechać samochodem trasą, którą oni się ścigają? - proponuje. - Może coś zauważymy.
 - Dobry pomysł - przystaje na to.
 Kilka minut później wsiadamy do samochodu i jedziemy tak jak zaproponował Martin. Ja i najlepszy przyjaciel Justin'a stwierdziliśmy, że pojedziemy oddzielnie inną trasą, tak aby było szybciej. Mimo, że Travis już mówił o tym że nie można się dodzwonić do Justin'a i tak ciągle to robię. Nadal nie wierzę, że Sean nic nie wie i nic nie widział. Przecież to praktycznie niemożliwe. Justin jest cholernie dobry w tych wyścigach. Musieli być gdzieś obok siebie. Nie widzę innej możliwości. Martin wyjeżdża na ulice, a ja na moment odkładam telefon i zaczynam rozglądać się po ulicy. Między nami panuje cisza. Martin co chwilę na mnie zerka przez co stwierdzam, że chce mi coś powiedzieć.
 - No wyrzuć to z siebie - mówię nawet na niego nie patrząc.
Martin cicho wzdycha i posyła mi spojrzenie.
 - Nie wiedziałem, że on...
 - Że mnie uderzył? W porządku - odpowiadam głosem bez wyrazu. - Jakoś to przeżyłam.
 - Byłem dla ciebie wredny bo myślałem...
Krzywię się i przerywam mu.
 - Proszę cię - mamrocze pod nosem - tylko nie czuj do mnie współczucia lub innego gówna.
Chłopak znowu wzdycha,
 - Dobra - odpowiada i milknie na kolejne kilka minut. - Myślałem, że z nim pójdziesz, wiesz?
Pierwszy raz odkąd weszliśmy do samochodu łapię z nim kontakt wzrokowy.
Nic nie odpowiadam.
 - Byłem wręcz pewny, że w momencie, w którym kazał ci wybierać, pójdziesz z nim - kontynuuje. - A zamiast tego ty...
 Przed oczami pojawia mi się zrozpaczone spojrzenie Mike'a i aż się wzdrygam. Potraktowałam go naprawdę okrutnie  i nigdy nie widziałam go w takim stanie... Ale po tym co mi zrobił trudno mi jest czuć do niego coś pozytywnego.
 Chcę już mu powiedzieć żeby odpuścił ten temat, ale w tym samym momencie dzwoni jego telefon. Przez chwile rozmawia i przytakuje aż w końcu odkłada słuchawkę.
 - Travis mówi, że Justin jest w swoim mieszkaniu - informuje mnie obserwując moją reakcję.
Co?
Marszczę brwi, a moja mina staje się jeszcze bardziej zdezorientowana o ile to w ogóle możliwe.
 - Jak to?
Wzrusza ramionami widocznie tak samo zdezorientowany jak ja.
 - Nie wiem. Najlepiej chyba będzie jak pojedziemy sprawdzić o co do cholery chodzi.

***

Zatrzymujemy się przed jego mieszkaniem. Travis wychodzi ze swojego samochodu i podchodzi do nas gdy tylko robimy to samo. 
 - Staliśmy pod jego domem, aż w końcu zobaczyliśmy jak do niego wchodzi - zaczyna wyjaśniać. 
 - Tak po prostu? - pyta zaskoczony Martin. 
 - Tak po prostu - przytakuje głową. - Chciałem iść z nim porozmawiać, ale on dosłownie kazał mi się odpieprzyć. 
 Krzywię się lekko. 
Czuję ulgę, dezorientację i złość jednocześnie. Muszę go zobaczyć. Koniecznie.
Przestaje słuchać gadania Travis'a i wchodzę po schodach. Martin automatycznie rusza po moich śladach. Wchodzimy do lobby i bez żadnych problemów dostajemy się na samą górę. Strażnik zapewne zauważył, że teraz praktyczne tutaj mieszkam. Pewnie dlatego się nie odezwał. Wchodzę do mieszkania i zatrzymuje się w pół kroku w salonie. Justin siedzi na kanapie i otwiera jedną dłonią apteczkę. Jego ręka krwawi. Przez pierwszą chwilę nie myślę o niczym innym niż o tym, żeby rzucić mu się na szyję, ale gdy chce to zrobić, obojętny wyraz jego twarzy mnie powstrzymuje. Wzdrygam się.
 Martin zatrzymuje się pół kroku dalej niż ja. Posyłam mu spojrzenie nie wiedząc co dalej mam robić. Justin nawet na nas nie patrzy, a niewątpliwie wie, że tutaj jesteśmy.
 - Stary, co ty robisz? - pyta jego najlepszy przyjaciel z dezorientacją w głosie.
 - Próbuję zrobić coś żeby ta jebana dłoń mi nie krwawiła, nie widać? - odpowiada sarkastycznie.
 - Szukaliśmy cię - mówię próbując ukryć to że głos cholernie bardzo mi drży.
Justin w końcu unosi głowę i łapie ze mną kontakt wzrokowy, a ja dosłownie zamieram.
- Doprawdy? - ironizuje.
Jego spojrzenie nie wyraża nic więcej niż tylko niechęć i zdenerwowanie.
Wygląda jak Justin, którego poznałam w dniu, w którym włamałam się do firmy jego ojca. Przez jedną sekundę czuję się ta jakbyśmy wrócili do tego momentu. Momentu, w którym nienawidził mnie najbardziej na świecie. Nie ma śladu po Justin'ie sprzed wyścigu.
 - Gorzej ci? - odwarkuje Martin, którego najwyraźniej zaczyna denerwować jego zachowanie. - Nie przyjechałeś na metę po pieprzonym wyścigu, nie odbierasz telefonu, każdy zastanawiał się co się z tobą dzieje, a ty siedzisz sobie W DOMU? - prycha zdenerwowany.
 Justin w zdenerwowaniu odpycha od siebie apteczkę, a ta spada z trzaskiem na ziemię.
 - Nie miałem ochoty z wami rozmawiać - odwarkuje i wstaje z kanapy. - Widziałem mojego pieprzonego brata. Zobaczyłem go w momencie, w którym zacząłem startować i już wiedziałem, że przyszedł do ciebie - kontynuuje posyłając mi krótkie bezuczuciowe spojrzenie. - Byłem wkurwiony i przez to pozwoliłem wyprzedzić się Sean'owi. Później nagle przyjechały gliny. Gliny! Dziwnym trafem akurat wtedy kiedy, kurwa, to ja się ścigałem! Przegrałem swój jebany samochód! Od początku wiedziałem, że to sprawka twojego pieprzonego, cudownego narzeczonego - spluwa wskazując na mnie.
Zaciskam szczękę czując coraz większą złość. Moment, w którym wskazał na mnie tak jakby to co zrobił Mike było moją winą sprawiła, że straciłam cierpliwość.
 - Więc to moja wina?! - unoszę głos.
 - Justin, powinieneś się uspokoić - zaczyna Martin, ale ten mu przerywa.
 - Przestań mnie, kurwa, uspokajać - odwarkuje na niego. - A ty skoro już pogodziłaś się ze swoim prze zajebistym przyszłym mężem, możesz się spakować i do niego spierdalać - spluwa patrząc się na mnie.
Biorę wdech.
Nie wierzę, że to powiedział.
Czuję niemiłe ukucie w sercu i unoszę brwi. Justin nie przejął się tym co powiedział.  Jego wyraz twarzy nie jest nawet bliski jakiejkolwiek skruchy, a to sprawia, że serce boli mnie jeszcze bardziej.
Z góry stwierdził, że pogodziłam się z Mike'iem.
Mogę spierdalać.
 - Jak...Jesteś-Jesteś skończonym idiotą - mówię patrząc się na niego wkurzonym i zrezygnowanym wzrokiem.
Oczywiście on nawet tego nie zauważa.
Odwracam się na pięcie i wchodzę po schodach. Postanawiam zrobić to co mi kazał.
Spakować się i wypierdalać.


Justin
 - Pojebało cię - stwierdza Martin, gdy brunetka wchodzi na górę. 
 - Spierdalaj - odwarkuję. - Niech sobie wraca do tego swojego Michael'a. 
Martin śmieje się bez humoru i kręci głową. 
 - Spierdoliłeś. Spierdoliłeś tak bardzo - mówi, a ja zaczynam czuć jakiś rodzaj dezorientacji. - I pomyśleć, że przez cały ten czas byłem zły na nią, bo myślałem, że to ona złamie ci serce. 
 - Zrobiła to godząc się z tym dupkiem - odpowiadam. 
 - Czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że ona się z nim pogodziła? - pyta wyrzucając ręce w powietrze. - Nie, Justin! Nikt nawet o tym nie wspomniał! - wykrzykuje.
 - Co?
 - Właśnie to - odpowiada uśmiechając się z kpiną. - Klęczał przed nią i błagał ją o powrót jak ostatni frajer! Byłem przy tym jak kazał jej, kurwa, wybierać!
Gdy wypowiada te słowa wszystkie kolory odchodzą z mojej twarzy. Nagle przestaje odczuwać złość. Wyparowuje ze mnie szybciej niż się pojawia. Za to miejsce zajmuje po niej poczucie winy, które narasta z każdą sekundą.
 - Powiedział jej, że jeżeli pojedzie cię szukać to będzie między nimi całkowity koniec, a wiesz co ona zrobiła? Odwróciła się i odeszła.
Kurwa.
Biorę głęboki wdech, aby uspokoić swój przyśpieszony oddech. 
 - Jestem idiotą. 
 - Jesteś idiotą - przyznaje mi rację mój przyjaciel. 
Spierdoliłem wszystko, prawda? Ona teraz tam siedzi i zapewne się pakuje.
Kurwa mać. 
 - Napraw to - mówi po czym odwraca się i idzie w stronę wyjścia.

Hazel

Wrzucam rzeczy do mojej torby jak popadnie. Nawet nie staram się ich składać. Chcę wyjść stąd jak najszybciej. Przez kilka minut słyszę jak Martin coś krzyczy do Justin'a, ale drzwi sypialni, w której spałam przez kilka dni bardzo dobrze zagłuszają ich rozmowę. Nie chcę tego nawet słuchać. Zachował się jak ostatni dupek. Zwalił wszystko na mnie. Prawie dostałam zawału jak nie przyjechał na metę i nie odbierał telefonu, a on po prostu był wkurzony, że przegrał ten głupi wyścig i oczywiście stwierdził, że to wszystko moja wina.
Głosy ucichają. 
Przez moment męczę się z zapięciem torby, ale po krótkim staraniu jakoś udaje mi się to zrobić. 
 Cały dzisiejszy wieczór mam ochotę tylko i wyłącznie płakać. Nawet teraz, mimo, że robię wszystko, aby nie pozwolić wypłynąć moim łzom, one i tak cisną mi się do oczu. 
Bałam się o niego, a on potraktował mnie jak ostatnią idiotkę. 
Rozglądam się po pokoju i patrzę czy na pewno wszystko wzięłam. Skoro mam stąd wyjść na dobre, to nie chcę później wracać po jakieś rzeczy, których zapomniałam. W momencie, w którym zawieszam sobie na ramie moją torbę z ciuchami drzwi od pokoju się otwierają. Nie muszę nawet tam patrzeć żeby wiedzieć, że to Justin.
Opuszczam głowę w dół i podchodzę do drzwi. Czekam aż się odsunie, abym mogła przejść, ale on tego nie robi. 
 - Hazel... - zaczyna, a ja od razu kręcę głową. 
 - Odsuń się.
Chłopak zamiast mnie posłuchać zamyka drzwi i staje przy nich tak, aby mieć pewność, że na pewno  nie wyjdę. Robię dwa kroki w tył i odrzucam torbę do tyłu. 
 - Kazałeś mi spierdalać i to robię na litość boską. Czego ty ode mnie chcesz? - warczę na niego czując coraz większe zdenerwowanie. 
 - Martin mi wszystko powiedział... 
 - Niepotrzebnie - wcinam mu się. 
 - Nie chcę żebyś się wyprowadzała.
 - Za późno.
Justin wzdycha i zaciska usta w wąską linię. Robi krok w moją stronę, a ja za to robię krok do tyłu. Powiedziałeś co chciałeś powiedzieć. Odwal się. 
Kątem oka spoglądam na jego rękę. Rana przy łokciu jest całkiem spora, ale już nie leci z niej krew. Mimo wszystko nadal wygląda to paskudnie. 
 - Byłem zły jak go tam zobaczyłem - zaczyna. - Tak cholernie zły, że nie mogłem ani trochę skupić się na tym wyścigu. Miałem wrażenie, że jak tam wrócę to ty nagle oznajmisz mi, że do niego wróciłaś. Później zaczęły gonić mnie gliny. Nawet nie zajmowali się Sean'em. Uwzięli się tylko na mnie, a ja już wiedziałem, że to jego sprawka. Uciekłem im i wróciłem do domu, bo - bierze oddech - bo, cholera, czułem się tak jakbym poniósł porażkę - robi pauzę. - Byłem wściekły i pewny, że cię straciłem. Wtedy ty przyszłaś tutaj razem z Martin'em i nawet... nawet nie wyglądałaś na ucieszoną moim widokiem. 
 - Bo byłam zdezorientowana i przerażona! - wcinam mu się w słowo. - Przez dwie godziny szukałam cię po tym mieście i myślałam, że coś ci się stało. W pewnym momencie byłam już tego pewna, a ty zamiast tego siedziałeś sobie w domu! To ja myślałam, że cię straciłam, Justin. Myślałam, że... - łamie mi się głos i nie jestem w stanie dokończyć. 
Zaciskam usta w wąską linię. Łzy napływają mi do oczu. Chowam twarz w dłonie. Czuję jak ulatują ze mnie wszystkie emocje z dzisiejszego wieczora. 
 - Przepraszam - słyszę przy sobie jego szept. 
Zaraz po tym czuję jak obejmuje mnie swoimi dłońmi i przysuwa do swojego torsu. Charakterystyczny zapach jego perfum dociera do moich nozdrzy, a ja już ledwo powstrzymuje się przed wybuchnięciem płaczem. Mimo wszystko, on tu jest. Bezpieczny. Nic mu się nie stało. Przytulam go do siebie, a ulga ogarnia całe moje ciało. 
 - Nienawidzę cię - szlocham pociągając nosem. 
Czuję jak klatka piersiowa Justin'a drży przez delikatny chichot, który wydobywa się z jego krtani.
 - Oczywiście, Hazel.
Słyszę jak bicie jego serca w ciągu kilku chwil staje się regularne. 
Justin odsuwa się ode mnie odrobinę, tylko po to, aby mieć więcej przestrzeni, by chwilę później złożyć pocałunek na moich ustach. Wyczuwam smak papierosów i mięty. Pogłębiam pocałunek i kładę rękę na jego karku. Czuję dłonie Justin'a na swojej talii. Robi kilka kroków do przodu przez co wpadam na równoległą ścianę. Justin wyciąga dłoń do lampki palącej się na szafce obok i jednym ruchem wyłącza światło w pomieszczeniu. Nastaje ciemność, a ja jedyne co widzę to zarys jego postaci. Łapie za boki mojej skórzanej kurtki i jednym delikatnym ruchem ściąga ją z moich ramion. 
 - Więęęc... - zaczyna przeciągle, a ja mimo ciemności mogę zobaczyć jego iskierki w oczach.   Przysuwa się do mnie nie zrywając przy tym kontaktu wzrokowego. Moje nogi stają się jak z waty spowodowane jego bliskością. Kładzie dłoń na mojej talii, a ja czuję mrowienie w każdej części mojego ciała. Przyciąga mnie do siebie przez co znika jakakolwiek przestrzeń między nami. Opiera swoje czoło o moje. - Więc, jesteś teraz wolna, tak? - mruczy w moje wargi.
Przełykam ciężko ślinę i jedyne na co jestem w stanie zdobyć się w tym momencie to lekkie skinienie głową. Powinnam być na niego zła.
Powinnam.
 - Więc, mogę cię całować ile tylko chcę i kiedy tylko chcę? - szepcze, a ja wręcz dostaje szału.
Jeżeli tak dalej pójdzie to serce wyskoczy mi z piersi. Bije tak mocno i głośno, że jestem prawie że pewna, że Justin doskonale je słyszy.
Znowu przytakuję.
Przymykam oczy, gdy odległość między nami przestaje istnieć. Nasze nosy się stykają, a ja mogę doskonale poczuć na sobie jego oddech.
Czuję jak kładzie jedną wolną dłoń na moim policzku. Kciukiem przejeżdża po mojej dolnej wardze.
 - Mogę cię dotykać...
W tym samym momencie dłoń z mojej talii przesuwa w dół przez co teraz znajduje się na moim tyłku.
Oddychaj, Hazel.
Oblizuje usta i składa pocałunek na zarysie mojej szczęki. Czuję jego smukłe palce na swoim ramieniu. Zsuwa mi jedno ramiączko od stanika i składa tam mokry pocałunek.
 - Mogę się z tobą kochać... - ostatnie zdanie sprawia, że dziwne uczucie pojawia się w moim brzuchu.
Justin całuje mnie w usta. Wzdycham w jego wargi, a on wykorzystując chwilę ociera swoim językiem o mój.
 - Chcę się z tobą kochać, Hazel - szepcze pomiędzy pocałunkami.
Zaraz zemdleję, przysięgam.
Ciągnie za skrawek mojej bluzki, a ja unoszę ręce, aby ułatwić mu jej zdjęcie. Chwilę później ląduje ona gdzieś na podłodze. Unosi mnie za pośladki. Splatam nogi wokół jego torsu. Opiera moje plecy o ścianę i całuje mnie. Zsuwa mi drugie ramiączko, a pocałunkami przechodzi na moją szyję.
- Co powiedziałaś Mike'owi? - mruczy.
 Podchodzi do łóżka i opada tam razem ze mną. Wsuwa dłoń pod moje plecy i jednym ruchem pozbawia mnie stanika.
 - Dałam mu do zrozumienia, że to ciebie... że to ty jesteś dla mnie ważniejszy - poprawiam się.
Justin na moment przestaje mnie całować. Opiera dłonie po obu stronach mojego ciała i spogląda na mnie wzrokiem, który sprawia, że drżę.
A jestem?
Jego pytanie przez kilka kolejnych chwil wisi w powietrzu. Justin patrzy się na mnie wyczekująco. Wyciągam dłoń i kładę ją na jego policzku. Przytakuję głową i unoszę się odrobinę aby móc położyć swoje usta na jego.
 - Jesteś.
Ciemnowłosy zrzuca z siebie koszulkę i całuje mnie pomiędzy piersiami schodząc coraz niżej.  Mój oddech przyśpiesza, gdy czuję tam jego usta. Jego dłoń zahacza od guzika moich spodni i chwilę później go rozpina.  Składa pocałunek na jednej z moich piersi. Mój oddech staje się coraz głośniejszy. Unoszę biodra, gdy Justin zdejmuje mi spodnie. Odrzuca je na bok i znowu całuje mnie w usta. Czuję jak dłonią sunie po całym moim ciele, aż w końcu bez ostrzeżenia wsuwa ją pod moje majtki. Z moich ust wydobywa się cichy jęk, gdy jego palce lądują na mojej łechtaczce.
Wkłada we mnie dwa palce, a ja wyginam się w rozkoszy.
 - Cholera, Hazel.
Wsuwam dłonie w jego włosy i ciągnę za ich końce. Całuje go na zarysie jego szczęki, a później na szyi. Oplatam go nogami w pasie i postanawiam zostawić mu pamiątkę na szyi. Zasysam się na jego skórze co przyjmuje z aprobatą i wzdycha. Dłońmi odnajduje jego rozporek. Justin zdejmuje z siebie spodnie i bokserki. Nie zapominając przy tym o wyjęciu prezerwatywy z jednej z kieszeni. 
Okej, później o tym porozmawiamy. Przeczesuje dłonią swoje zmierzwione włosy i zahacza palcami o gumkę moich majtek. Powoli i bez pośpiechu zsuwa je w dół, dbając o to żeby przy tym zahaczyć dłonią o moją strefę. Moja klatka piersiowa unosi się i opada, a ja wydaje z siebie coś na wzór sfrustrowanego westchnięcia. Justin spogląda na mnie, a na jego ustach pojawia się cwany, cholernie niegrzeczny uśmiech.
- Coś nie tak, kochanie? - pyta odrzucając moje majtki gdzieś na bok.
- Robisz to specjalnie.
Justin chichocze. Nachyla się nade mną i składa pocałunek pomiędzy moimi piersiami, a później na dole brzucha.
 - Justin - jęczę bezradnie.
 - Co robię? - pyta unosząc wzrok i patrząc się w moje oczy z miną niewiniątka.
Jestem tak sfrustrowana, że jedyne o czym w tym momencie myślę to to żeby poczuć go w sobie, a Justin bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Przybliża się do mnie i kładzie swoje usta na moje. Najwyraźniej postanawia przestać mnie męczyć, bo czuję jak kładzie dłoń na moje udo i przyciąga mnie do siebie.
 - Chcę żebyś krzyczała, Hazel - mruczy w moje usta i chwilę później czuję jak we mnie wchodzi.
Robi to szybko i niespodziewanie przez co już od samego początku kręci mi się w głowie. Zaciska mocniej dłoń na moim udzie, a ja unoszę biodra. Czuję jak pogłębia swoje ruchy co doprowadza mnie do szaleństwa. 
- Justin... - jęczę przeciągłe i próbuje dostosować się do jego ruchów. 
Zaraz zwariuję. 
- Wiem aniele, wiem - odpowiada chowający głowę w zagłębieniu mojej szyi. 
Moment w którym nazwał mnie aniołem w tej sytuacji staje się zbyt niegrzeczny, a to podnieca mnie jeszcze bardziej. Nie jestem aniołem. 
Na pewno nie w tym momencie. 
Z moich ust wydobywa się głośny jęk, gdy Justin kładzie dłoń na złączeniu naszych ciał. Czuję jego usta na swojej szyi i wiem, że rano będę miała tam dużo sinych oznaczeń. 
- Może i nie jesteśmy razem - mruczy znowu całując mnie w usta - ale pamiętaj, że i tak jesteś moja, aniele.

***
Tak bardzo nie lubię pisać scen +18, bo mi nie wychodzą haha
Ale jest Jazel, więc jest dobrze. 
Pierwszy raz zmieniłam na moment perspektywę i nie wiem czy mi się podoba, ale wyszło jak wyszło. 
Next pewnie będzie dopiero w następny weekend x

Ps. Nie sprawdzałam rozdziału, więc z góry przepraszam za wszystkie błedy!




13 komentarzy:

  1. Aaaa cudo *-*
    Już myślalam ze Hazel sie serio wyprowadzi ale Justin ma szczescie że ją przeprosił ! Co za porywczy dupek <3 A potem to zrobili awww <3 Uwielbiam tego bloga jest jednym z moich ulubionych ;*♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Hazel chciała powiedzieć, że kocha Justin'a, prawda? Ale się poprawiła i powiedziała, że jest dla niej ważny. W ogóle super rozdział. Czekam z niecierpliwością na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj wychodzą ci te sceny, wychodzą XD uwielbiam to FF 😍😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle na to czekałam hahah super 💞

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejuś cudowny rodział przysięgam 💜 Tak się cieszę, że się pogodzili, a seks na zgode zawsze najlepszy 😂 Czekam na next ❤💞

    OdpowiedzUsuń
  6. szuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Coś tu się gorąco zrobiło zajebisty rozdział czekam niecierpliwie na next 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz może w planach niedlugo zrobić nową serię? Nie to że mi.się ta nie podoba, bo jest super, tylko fajnie poczytać cos zupełnie nowego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, już coś planuje. Ale zapewne nowe fanfiction zacznę pisać po zakończeniu tego xx

      Usuń
  9. Nie kończy tego opowiadania 😭 To jest takie zasupiste, że nie mogę przestać tego czytać 💞💞💞💞 Dodawać musisz częściej rozdziały 😳😳😳

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak. Zgadzam się w 100%

      Usuń

Template made by Robyn Gleams