23.01.2017

Chapter Thirty Five

 ,,Czy jest już za późno?"

Justin 

  - Nie Pia, nie mam zamiaru tam wracać - stłumiony głos Hazel dociera do mnie aż tutaj.
Kurwa.
Jestem głupi, że przyszedłem pod jej mieszkanie. Wychodząc z tego głupiego przyjęcia to było miejsce, które jako pierwsze przyszło mi na myśl. Wiem, że Hazel teraz mieszka z Mike'iem, więc nawet nie brałem pod uwagę tego, że ją tutaj spotkam.
 - Przepraszam, że nie powiedziałam ci, że wychodzę - kontynuuje całkowicie nieświadoma mojej obecności. - Mam zamiar się przebrać i pójdę go szukać. Tak, dobrze się trzymam. Nie, nie chcę. Sama to muszę rozwiązać - słucham jej odpowiedzi i zastanawiam się czy nie lepiej byłoby wejść kilka pięter wyżej zanim ona dojdzie do wejścia swojego mieszkania.
Zanim udaje mi się jakkolwiek wcielić mój plan w życie Hazel staje obok mnie. Gdy mnie zauważa urywa w środku zdania i spogląda na mnie wzrokiem pełnym zaskoczenia.
Wciąż jest ubrana w tą czerwoną sukienkę, w której była na przyjęciu. Wygląda w niej pięknie, ale nigdy jej tego nie powiem.
Odwracam wzrok, gdy jej brązowe tęczówki przeszywają mnie na wylot
Odsuwa telefon od twarzy i rozłącza się nie mówiąc żadnego słowa pożegnania.
  - Twoja brew krwawi - mówi cicho wskazując na przecięcie na mojej skórze.
Wzruszam tylko ramionami i nic nie odpowiadam. Zanim tutaj przyszedłem dostałem w twarz od jakiegoś kutasa, na którego się wydarłem, gdy wpadł na mnie na środku ulicy.
Okej, może byłem trochę zbyt agresywny, ale chuj powinien widzieć jak chodzi.
 Hazel wzdycha, gdy zaczyna rozumieć, że porozumienie się ze mną będzie trudne. Prawda jest taka, że nie chce z nią rozmawiać. Nie chcę i koniec. Robię wszystko, aby się zdystansować. Te dwa miesiące były najbardziej gówniane w całym moim życiu. Czułem się tak jakbym nie mógł oddychać. Jakby ktoś odebrał mi wszystko co miałem. Bo właśnie tak było.
 Kiedy dowiedziałem się o ślubie Hazel i Mike byłem tak wściekły. Rozwaliłem swój pierdolony samochód. Przez moją złość pewnie teraz leży gdzieś na złomowisku, ale nie mogłem jeździć w tym pieprzonym metalowym gównie. Przez ten samochód Hazel nie chciała mnie znać.
 Moje życie od tam tej pory polegało na samym istnieniu. Nic więcej. Mia raz czy dwa wyciągnęła mnie na zewnątrz i mimo, że wtedy czułem się całkiem w porządku później, gdy ona wracała do siebie znowu zaczynałem odczuwać ten pieprzony, tępy ból w klatce piersiowej.
Świadomość, że miłość twojego życia ma zamiar wziąć ślub z kimś kto nie jest tobą jest najgorsza na świecie.
Wolę umrzeć niż przyglądać się jak idzie ubrana w białą suknie do ołtarza, przy którym stoi Mike.
Na samą myśl coś mnie, kurwa, bierze.
 - Musisz zatamować tą krew - znowu się odzywa.
Unoszę głowę i ku mojemu zdziwieniu dziewczyna zdążyła już otworzyć drzwi do swojego mieszkania. Uchyla je szerzej i spogląda na mnie niepewnym wzrokiem.
Mam tyle pytań, ale zamiast tego siedzę cicho. Chciałbym wiedzieć co tutaj robi.
Oblizuje usta i powoli podnoszę się ze swojego miejsca. Nie wiem czy robię dobrze, ale wchodzę do tego mieszkania. Hazel świeci dużą stojącą lampę w wejściu i zamyka za sobą drzwi.
 - Powinnam mieć jakąś apteczkę w pokoju - mówi i łapiąc mnie za rękę prowadzi mnie do pokoju.
Nie mogę powiedzieć, że nic nie poczułem, bo, kurwa mać, jej dłoń na mojej sprawia, że ciepłe uczucie rozchodzi się po całym moim ciele. W brzuchu coś mnie ściska, a moje serce przyspiesza tak jakby zrobiła to pierwszy raz w życiu.
To narzeczona mojego brata.
Za dwa tygodnie żona.
Zabieram rękę i razem z druga chowam je do kieszeni mojej marynarki.
 Hazel zaciska usta w wąską linie i nieudolnie próbuje udawać, że nie ruszył jej mój gest. Skupiam swój wzrok na beżowym kolorze jej ścian w holu. Otwiera drzwi od pokoju, wchodzi pierwsza, a ja gdy zauważam, że zapaliła lampkę wchodzę do pomieszczenia. Siadam na rogu jej łóżka i obserwuje jak szuka apteczki po szafkach. Włosy opadają jej na ramiona, gdy nachyla się do szafki niżej. W końcu po kilku następnych sekundach znajduje czerwone pudełko. Kładzie je na biurko i wyjmuje ze środka potrzebne materiały. Podchodzi do mnie z gazą opatrunkową i kilkoma wacikami.
 Z niepewnością skanuje moją twarz i ostrożnie unosi dłoń z papierem po czym przykłada go do mojej rany.
 Zapach jej perfum jest tak bardzo zapamiętany przeze mnie, że gdy tylko znowu go czuję mam ochotę przytulić ją do siebie i nigdy więcej nie puszczać.
Ale nie mogę.
 - Dlaczego nie jesteś na przyjęciu? - odzywam się dopiero drugi raz od kilku miesięcy.
Jest tam zaskoczona moim pytaniem, że aż podskakuje, gdy słyszy mój głos.
 - Bo wyszłam - odpowiada ogólnikowo.
 - Czemu? - pytam nie dając za wygraną.
To pytanie meczy mnie od samego początku kiedy tutaj się pojawiła.
 Dziewczyna wzdycha i odpowiada ciągle spokojnym głosem, nie przerywając przy tym swojej pracy.
 - Chciałam... Chciałam porozmawiać z tobą, ale nie zdążyłam cie dogonić, gdy wychodziłeś i... - robi pauzę i bierze oddech. - Miranda przyznała się do tego, że ma romans z Michael'em. Wiec zrobiłam mu scenę i po prostu wyszłam - kończy wzruszając ramionami.
Wiedziałem, że Mike posuwa Mirandę. Dowiedziałem się o tym jakieś trzy dni temu kiedy wchodząc do jego pieprzowego biura zobaczyłem ich razem. Miałem ochotę zabić tego skurwysyna na miejscu. Zachowywał się jak przestraszona pizda. Bal się, że powiem wszystko Hazel. I w sumie miał racje, bo to był powód mojej dzisiejszej obecności na tym przyjęciu. Chciałem jej wszystko powiedzieć. Ale gdy zobaczyłem ich razem... Nie potrafiłem się zmusić do podejścia do niej. Wyglądała i nadal wygląda tak pięknie. Gdybym stanął przy niej zapewne nie wiedziałbym jak mam zacząć. Wiec wyszedłem.
 - O czym chciałaś ze mną porozmawiać? - zadaję kolejne pytanie czując wewnętrzną ciekawość i coś jeszcze czego nie potrafię nazwać.
Hazel odciąga materiał od mojej rany i spogląda na mnie swoimi dużymi, ciemnymi oczami.  Widzę jak przegryza wnętrze policzka, gdy łapie ze mną kontakt wzrokowy, a ja go nie przerywam.
Ciężko jest mi grać obojętność, kiedy tak naprawdę czuję całkowicie coś innego.
 - Bo... Ja chciałam... - zaczyna się plątać. Wzdycha - Nie wiem co chciałam. Przeprosić cię, błagać o wybaczenie, prosić żebyś wciąż mnie kochał, chciałam drugiej szansy, chciałam ciebie... - wyrzuca z siebie i opuszcza wzrok. - Chcę ciebie - dodaje szepcząc po czym odchrząkuje - Muszę... zapomniałam wziąć plaster z apteczki - zmienia szybko temat i odsuwa się, aby podejść do biurka.
Moje serce przyśpiesza, a ja sam przestaje rozumieć co się teraz dzieje.
Przytrzymuje ją za łokieć przez co się zatrzymuje.
 - Mówisz mi to, bo dowiedziałaś się, że Mike ma romans czy naprawdę... - zaczynam, ale ona mi przerywa.
 - Co? - odpowiada szybko. - Nigdy bym... - zaczyna i robi pauzę. - Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy go nie kochałam i odeszłabym nawet gdybym nie wiedziała o romansie i nawet gdybym... - milknie.
 - Gdybyś co? - zmuszam się do tego, aby mój głos wciąż był obojętny.
 - Gdybyś ty... Muszę nakleić ci plaster, bo mimo, że krew już nie leci, rana jest dosyć głęboka i może wdać się zakażenie - znowu zmienia temat i ucieka w stronę biurka.
Unika tematu jak ognia i to dlatego, że jest zbyt nieśmiała, aby powiedzieć mi o tym co czuje. A ja tak bardzo tego potrzebuje. Słowa wyjaśnienia, czegokolwiek.
Wstaje i nie dając za wygraną podchodzę do niej.
Łapię ją za nadgarstek i odwracam twarzą do siebie. Co okazuje się błędem, albo i nie, bo jej twarz jest dosłownie kilka centymetrów od mojej.
 - Zostaw to - mówię nawiązując do apteczki, w której szukała plastrów.
 - Ale...
 - Zostaw... - szepcze mimowolnie spoglądając na jej usta.
Mógłbym ją teraz pocałować. Wystarczy, że trochę bym się przysunął... Tylko odrobinę.
Hazel łapie ze mną kontakt wzrokowy, a jej wyraz twarzy wykazuje coś w rodzaju bezradności.
 - Nie chcę żebyś mnie nienawidził... - mówi cichym, ledwo słyszalnym głosem.
Kręcę delikatnie głowa i ostrożnie opieram swoje czoło o jej. Przymykam oczy.
 - Nie nienawidzę cię - odpowiadam. - Nie mógłbym... Nie chcę.
Czuję jej drobną dłoń na swoim policzku. Odsuwam się trochę i uchylam oczy, aby moc spojrzeć w jej tęczówki.
 Hazel źle rozumie mój ruch i najwyraźniej myśli, że się od niej odsuwam, bo zabiera dłoń i robi krok w tył. Wygląda tak jakby miała się zaraz rozpłakać. Gdy spoglądam na jej oczy, które napełniają się łzami otwieram usta, aby powiedzieć jej, że to nie tak, ale ona mnie wyprzedza.
 - Więc, ty i Mia? - zadaje pytanie.
Jej głos nie jest sarkastyczny ani nic z tych rzeczy. Brzmi smutno.
 - Co? - unoszę brwi zaskoczony i robię krok w tył.
 - W porządku, Justin. Nie jestem zła - odpowiada tak jakby myślała, że się zdenerwuje. - Minęło sporo czasu, nie dziwie się, że kogoś sobie znalazłeś. Chcę tylko żebyś był szczęśliwy i--
 - O czym ty mówisz? - pytam potrząsając głową.
Nie rozumiem o co jej chodzi. Ona myśli, że ja i Mia...?
 - No, ostatnio przyszłam do ciebie... To znaczy nie przyszłam. Byłam przed twoim mieszkaniem i zobaczyłam jak wchodzisz tam z Mią, pomyślałam...
 Zaczynam kręcić gwałtownie głową.
 - Nie, Hazel - odpowiadam. - Ja nie... - wzdycham nie wiedząc jak mam jej to szybko streścić. Historia z Mią jest skomplikowana. Przez kilka następnych sekund panuje między nami cisza, a ja w tym czasie próbuje wymyślić jak powinienem zacząć - Pocałowała mnie.
 - Oh... - odpowiada tylko i opuszcza głowę.
Kurwa, beznadziejny początek, Bieber.
 - To znaczy pocałowała mnie już jakiś czas temu, ale ja... powiedziałem jej żeby nie liczyła na nic więcej, nie chciałem. Przez cały ten czas kilka razy próbowała wyciągnąć mnie z domu, bo się martwiła. Nie próbowaliśmy niczego więcej - tłumacze się, chociaż nie mam pojęcia czemu ja w ogóle to robię.
Dziewczyna przytakuje lekko głową na znak, że zrozumiała, ale jej twarz wygląda tak jakby intensywnie nad czymś myślała. Krzyżuje ręce na piersiach i przegryza dolną wargę.
Tak bardzo chcę ją teraz pocałować.
 - To były najgorsze miesiące w moim życiu.
 - Czy jest już za późno? - mówi to w tym samym czasie co ja.
Uchylam usta i spoglądam na nią zdezorientowanym wzrokiem.
 - Za późno, na co? - pytam niepewnie.
Hazel na moment ucieka gdzieś wzrokiem i bierze głęboki wdech.
 - Hazel... - wypowiadam jej imię potrzebując odpowiedzi.
 - Na nas.
Czuję uścisk w brzuchu. Mam wrażenie, że odebrało mi na moment mowę. Przełykam ciężko ślinę i patrzę na nią.
Na dziewczynę, która zmieniła cały mój świat. Sprawiła, że przy niej zapominałem jak się oddycha. Jest miłością mojego życia, nawet gdybyśmy już nigdy nie mieli być razem.
Zawsze byłaby miłością mojego życia. Bo jestem pewien, że już nigdy nie pokochałbym nikogo tak jak kocham ją. Takie coś nie zdarza się dwa razy.
Na pewno nie w moim przypadku.
 - Przepraszam, Justin - mówi, gdy za długo nie odpowiadam. Jej głos drży z każda jedną wypowiedzianą sylabą. - Przepraszam, że cię zraniłam. Odeszłam wtedy po tym pieprzonym wyścigu i byłam tak zła, że nie pozwoliłam ci się wytłumaczyć. Powiedziałam tyle okropnych słów... - zamyka na moment oczy. - Złamałam ci serce, a nigdy nie chciałam tego zrobić. Później bezmyślnie znowu wróciłam do Mike'a co było największym świństwem jakie kiedykolwiek mogłam zrobić. Byłam tak zaślepiona. Chciałam zapomnieć i znowu wrócić do czasów przed tym co działo się między nami. Bo to wszystko tak bardzo bolało... - jej głos brzmi coraz bardziej płaczliwie. - Ale strata ciebie bolała jeszcze bardziej. Wmawiałam sobie uczucia do Mike'a nie zdając sobie sprawy z tego, że krzywdzę nie tylko siebie - robi pauzę i bierze oddech zapewne po to żeby się nie popłakać. Nienawidzę patrzeć na nią w takim stanie. W takich chwilach boli mnie serce. - Kocham cię - dodaje zrozpaczonym głosem. - Przepraszam, że tak późno to zrozumiałam.
Powiedziała, że mnie kocha.
Powiedziała to. Tak?
Czy to mi się wyobraziło?
Kurwa mać.
Jej słowa rozbrzmiewają w mojej głowie raz po raz, aż w końcu przestają mieć jakikolwiek sens.
Hazel mnie kocha.
Cały dystans jaki miałem do niej do tej pory znika w mgnieniu oka.
Wzdycham czując jak emocje, które zawładnęły mną przez kilka poprzednich miesięcy ulatniają się ze mnie. Czuje ulgę.
Patrzę na smutną, prawie płaczącą Hazel i nie mogę w to uwierzyć.
Powoli wyciągam dłoń, którą dziewczyna łapie powoli ze zdezorientowaniem. Przyciągam ją do siebie, zmniejszając odległość między nami do minimum. Nasze klatki piersiowe się stykają. Spoglądam trochę bardziej w dół, bo Hazel jest niższa ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów. Kładę dłoń na jej policzku i obserwuje jak przymyka oczy pod wpływem mojego dotyku. Nie śpieszę się.
Przysuwam się do niej, a nasze nosy prawie się stykają.
 - Jesteś taka uparta i tak cholernie trudna... - mamroczę przy jej ustach, a ona delikatnie przytakuje głową. W głowie przypominam sobie jej słowa sprzed chwili i mimowolnie się uśmiecham. - Kocham cię, Hazel.
Dziewczyna zmniejsza między nami odległość i kładzie swoje usta na moje.
Marzyłem o tym, aby moc znowu ją pocałować.
Jej delikatne, miękkie i lekko wilgotne usta na moich. Drobne dłonie wplecione w moje włosy.
Kurwa, tak bardzo za nią tęskniłem.
Pogłębiam pocałunek kładąc rękę na dole jej pleców. Przejeżdżam językiem po jej dolnej wardze i proszę o dostęp, który chwile później dostaje. Smakuje szampanem i miętą. Robię kilka kroków w przód, przez co ona się cofa.
 Dłonie kładę pod jej tyłek, aby chwile później podnieść ją i posadzić na biurku przy którym stoi. Pocałunkami schodzę na jej szyję. Gdy zasysam się na jej czułym miejscu, ciągnie lekko za końce moich włosów co daje mi niesamowitą przyjemność. Pocałunkami wracam na jej zarys szczęki, a później znowu na pełne, miękkie usta.
 Dłonią odnajduję zapięcie od jej sukienki i delikatnym ruchem ciągnę je w dół. Całuję jej ramię i jednym ruchem ściągam ramiączko od sukienki. Jej skóra jest taka ciepła i delikatna.
Hazel pomaga ściągnąć mi marynarkę i chwile później czuję jej dłonie na zapięciu mojej koszuli. Obserwuje ją, gdy rozpina jeden guzik, po drugim, a na koniec przejeżdża dłonią po mojej klatce piersiowej. Zatrzymuje ją na górze mojej lewej piersi i cicho wzdycha. Mruga kilka razy powiekami i opuszcza dłoń niżej.
 Wiem, że patrzy się na mój nowy tatuaż. Kiedy miesiąc temu poszedłem do salonu tatuaży, jeszcze nie wiedziałem co chcę. Siedziałem i zastanawiałem się, aż w końcu pomyślałem o Hazel. Chciałem coś związanego z nią. W końcu zagrała ważną rolę w moim życiu. Wtedy jeszcze myślałem, że to co było między nami już nigdy nie wróci. Byłem tego pewny.
 Więc zdecydowałem się na skrzydło. Małe skrzydło, które opisywało więcej niż sam byłbym wstanie powiedzieć.
 - Czy to... - zaczyna.
Przysuwam się do niej i przytakuję powoli głową.
 - Aniele - mruczę w jej usta, po czym znowu składam na nich pocałunek.
Hazel ciągnie w dół moją koszulę i odrzuca ją gdzieś na bok. Wstaje po to, aby łatwiej byłoby mi zdjąć z niej sukienkę. Robię to chwile później i nie mogę się powstrzymać przed tym żeby przesunąć wzrokiem po całym jej prawie nagim ciele. Jej biały, koronkowy stanik to pierwsza rzecz, którą chcę z niej zdjąć. Dłońmi rozpina mój rozporek i chwile później nie mam ich na sobie. Znowu całuje mnie w usta i idzie w stronę łóżka przez co obydwoje na nie opadamy. Dziewczyna siada na mnie w rozkroku i całuje moją szyję. Przytrzymuję jedną dłoń z tylu jej głowy, a drugą zaciskam na jej udzie.
 - Od kiedy ty chcesz być na gorze? - pytam zachrypniętym, rozbawionym głosem.
Dziewczyna odsuwa się trochę i spogląda na mnie.
 - Cicho - odpowiada chichocząc, a ja automatycznie jej wtóruje.
Wyciągam dłoń i zgarniam włosy, które wpadły jej na twarz. Zakładam je jej za ucho. Rękę z jej twarzy sunę niżej, aż zatrzymuje ja na jej piersiach.
 - Jesteś taka seksowna, cholera - mruczę nie mogąc przestać na nią patrzeć.
Jest idealna.
 - Seksowna i urocza w tym samym czasie - wzdycham. - Czy tak się w ogóle da?
Na usta Hazel wpływa uśmieszek. Nachyla się nade mną i składa pocałunek na miejscu, w którym mam tatuaż, w kształcie skrzydła.
Kurwa mać.
Z jednej strony chcę ją ostro pieprzyć, a z drugiej kochać się z nią najdelikatniej jak tylko potrafię.
Czuję jej usta na mojej klatce piersiowej, a później na szyi. Składa mokry pocałunek przy moim uchu i to jest tak cholernie dobre. Wyciągam dłonie w kierunku zapięcia od jej stanika i jednym ruchem dłoni pozbawiam go jej. Gdy dotykam jej łechtaczki przez materiał majtek Hazel jęczy przy moim uchu. Pocieram palcami jej strefę i słucham tego jak doprowadza ją to do szału.
 - Hazel... - wzdycham czując jak zasysa się ustami ba mojej szyi.
 - Jestem twoja, Justin - szepcze przy moim uchu. - Już zawsze będę.
Przytrzymuje ją w pasie i przekręcam nas tak, że teraz ja jestem na górze. Jednym ruchem pozbawiam ją majtek i robię to samo ze swoimi bokserkami.
 - Tak bardzo za tobą tęskniłem - wzdycham i całuję ją w usta.
Czuję jak dziewczyna wsuwa język pomiędzy moje wargi. Jedną dłoń kładę na jej udo, a drugą na jej nagą pierś. Hazel wypuszcza powietrze. Kładzie dłonie na moje plecy i zaciska je na mojej skórze.
 - Nie mam prezerwatyw - wyrzucam z siebie na jednym wydechu.
Dziewczyna kręci lekko głową i przysuwa mnie do siebie jeszcze bardziej.
 - Nieważne.
Nie musi mi powtarzać tego dwa razy.
Czuję jej nagie ciało przylegające do mojego. Kocham to jak na mnie działa i kocham ją.
Dziewczyna unosi odrobinę biodra, a ja całując ją w usta, wchodzę w nią swoim członkiem. Czuję jak cała się spina, a jej dłonie jeszcze mocniej zaciskają się na moich plecach.
 - O Boże - jęczy, gdy zaczynam się w niej poruszać.
Nigdy więcej nie pozwolę jej odejść.
Nigdy.
Zaciskam dłoń na jej udzie, a drugą kładę na poduszkę obok jej głowy, aby utrzymać równowagę. Jej nagie ciało pod moim to chyba najlepsze uczucie na świecie i gdybym mógł pozwoliłbym trwać tej chwili wiecznie.
 Pogłębiam pocałunek i swoje ruchy. Chcę dać jej jak najwięcej przyjemności. Czuję jak przegryza swoją dolną wargę, aby zapewne zbyt głośno nie krzyczeć. Wyciągam dłoń i kciukiem uwalniam jej wargę spod ucisku zębów.
 - Chcę żebyś krzyczała, Hazel - mruczę przy jej uchu i wchodzę w nią coraz gwałtowniej i mocniej.
Jej ręcę ciągle mocno zaciskają się na moich plecach, a ja czuję, że będę miał na nich bardzo ładne, czerwone pamiątki. Kładę dłoń na złączenie naszych ciał i naciskam w jej czułym punkcie przez co wydaje z siebie głośny jęk.
 - Cholera, Justin - czuję jak oplata swoje nogi wokół mojego ciała.
 Chowam głowę w zagłębieniu w jej szyi i głośno wzdycham czując jak zaciska się na moim członku.
Kurwa mać.
Splatam swoje palce z palcami Hazel i ściskam jej dłoń czując jak zbliżam się do orgazmu.
 - Tak bardzo cię, kurwa, kocham - jęczę przylegając do jej ciała maksymalnie.

***

 Gdy się budzę, pierwsza rzecz jaką widzę jest pokój, który wygląda tak jakby przeszło przez nie tornado. Musi być już jakieś południe, bo słońce, którego promyki przebijają się przez okna w pokoju, jest już wysoko. Spoglądam w dół. Hazel leży na mojej klatce piersiowej zapewne jeszcze słodko śpiąc. Wyciągam dłoń i delikatnie sunę nią po jej nagim ramieniu. 
 Gdyby nie ona, zapewne nigdy bym nie uwierzył w to, że to co stało się wczoraj było naprawdę. Ale żywy dowód leży wtulony w moją klatkę piersiową. 
  To wszystko wydarzyło się w momencie, w którym nigdy w życiu bym się tego nie spodziewał. Odeszła od niego. Dla mnie. Jestem taki szczęśliwy, że aż nie potrafię opisać tego słowami. 
 Czuję jak Hazel podnosi się z mojego torsu, więc znowu spoglądam w jej stronę. Mruży oczy przez jasność promyków wpadających do pokoju i przenosi wzrok na mnie. Gdy nasze oczy się spotykają, na jej usta wpływa leniwy, uroczy uśmiech, którego nie da się nie odwzajemnić. 
 - Dzień dobry - mruczy niewyraźnie. 
 - Dzień dobry, aniele - odpowiadam chichocząc na jej zachowanie i wygląd. 
Wygląda na zdezorientowaną i widać, że potrzebuje chwili, aby wszystko ogarnąć. Jej włosy są poprzekręcane we wszystkie strony. Przeciera oczy i wydyma usta wypuszczając głośno nosem powietrze.  Podnosi się na łokciach i chwilę później opada znowu na poduszkę obok. 
 - Boże, wszystko mnie boli - mówi zdziwiona.
Śmieje się głośno przekręcam głowę tak, aby móc na nią spojrzeć. 
 - Uh, tylko nie składaj wszystkiego na mnie - odpowiadam unosząc dłonie w obronnym geście. - Wczoraj ci się podobało.
Przewraca oczami i uderza mnie lekko w ramie. 
 - Cicho bądź - mówi nie mając żadnych innych słów, którymi mogłaby się obronić. 
Posyłam jej szeroki uśmiech i zmuszam się do tego, aby podnieść się do pozycji siedzącej. 
 - O mój Boże, Justin! - wzdycha przestraszonym głosem. - Przepraszam. 
Marszczę brwi i odwracam się, aby na nią spojrzeć. Dziewczyna też już siedzi i przygląda się moim plecom z uniesionymi brwiami i poczuciem winy wypisanym na twarzy.
 - Co? - pytam uśmiechając się z rozbawieniem. 
Zadaję pytanie, chociaż dokładnie wiem o co jej chodzi.
 - Twoje plecy. Masz wszędzie czerwone ślady - mamrocze delikatnie przeciągając po nich dłonią. 
Przeczesuję ręką włosy i znowu chichoczę. 
 - To mnie raczej nie zabije, wiesz? 
 - Nie chciałam zrobić ci krzywdy - mówi składając pocałunek na mojej łopatce. - Boli? 
Zamiast odpowiedzieć, że nie postanawiam trochę sobie pożartować. 
 - Cholernie - odpowiadam wzdychając. - Nie mogłem spać przez całą noc - dodaje krzywiąc się. 
 - Justin! - mówi przejęta. - Tylko sobie nie żartuj, z takich rzeczy się nie żartuje, teraz mam wyrzuty sum--
Przekręcam głowę i posyłam jej uśmiech. 
 - Kocham cię - mówię przerywając jej słowotok. 
Hazel automatycznie milknie i mruży w zdenerwowaniu oczy. 
 - Ty idioto. Naprawdę myślałam, że cię boli! - warczy uderzając w dłoń, którą wyciągam w jej stronę. 
Śmieję się z jej reakcji. 
Gdy kolejny raz uderza w moją wyciągniętą do niej rękę, obejmuje ją dwoma rękami w pasie i wciągam do siebie na kolana. Dziewczyna piszczy i przykrywa się bardziej kołdrą. 
 - Jestem naga, co ty robisz! - krzyczy w panice, a ja zaczynam śmiać się jeszcze głośniej.  
 - Masz rację - mówię przewracając oczami. - Bo ja nigdy nie widziałem cię nago.
Hazel wzdycha obrażona, a ja całkowicie się tym nie przejmując nachylam się i całuję jej obojczyk. 
 - Jestem głodny - mówię. 
 - Nie ma nic w lodówce - odpowiada. - Powinniśmy coś zamówić, albo zjeść na mieście. 
 - Albo mogę zjeść ciebie - proponuję szczerząc się.
Hazel unosi brwi i prycha. Kładzie rękę na mojej twarzy. 
 - Spadaj, Justin. Chcę coś co faktycznie można zjeść i ja też bym chciała to zjeść. 
 - Możesz przecież... - nie udaje mi się dokończyć, bo zakrywa mi usta dłonią. 
 - Boże, Justin, zamknij się! - krzyczy zażenowana moimi słowami.
Aby odsunęła dłoń od mojej twarzy postanawiam wysunąć język i ją najzwyczajniej w świecie oślinić. Gdy Hazel zauważa co robię unosi wysoko brwi i uśmiecha się z rozbawieniem. 
 - Twoja ślina mnie nie brzydzi - mówi chichocząc.
Więc zaczynam ją łaskotać. 
 - O nie, nie, nie! - krzyczy i kręci się, aby uciec od moich łaskotek. - Przestań! Proszę! - duka pomiędzy napadami śmiechu. 
 - Jeżeli powiesz mi coś co zawsze chciałem usłyszeć, to przestanę - odpowiadam z szerokim uśmiechem. 
 - Dobra, dobra - mówi próbując się uwolnić od moich tortur. - Kocham cię! - piszczy, a ja przestaję. 
Gdy tylko odsuwam dłonie dziewczyna poprawia kołdrę, którą się zakrywa i wraca do pozycji siedzącej. Składam szybki pocałunek na jej ustach. 
 - Chodziło mi o ,,Możesz mnie zjeść, Justin", ale okej. To też może być - żartuje sobie, a od Hazel od razu dostaję po ramieniu. 
 -  Ty dupku - mówi i mnie odpycha. 
Chichoczę obserwując jak nachyla się po swoją bieliznę leżącą przy łóżku i chwilę później wstaje, ukazując mi całe swoje piękne ciało. Wystawia mi środkowy palec i podchodzi do szafy z ciuchami. 
Śmieję się na jej zachowanie i znowu opadam na poduszki, przyglądając się Hazel, która szuka sobie ciuchów. Gdy je znajduje bierze je w dłonie i mówi, że idzie do łazienki wziąć prysznic.
 - Też cię kocham, aniele - mówię z uśmiechem na ustach, gdy jest już przy drzwiach. 
Dziewczyna odwraca się do mnie i odwzajemnia uśmiech. 
 - Myślałam, że do mnie dołączysz - odpowiada, sztucznie wzdychając i wzruszając ramionami. - Ale cóż, trudno - mówi po czym wychodzi z pokoju. 
 - Co? - pytam szybko podnosząc się z łóżka. - Nie, Hazel! Poczekaj! Już idę!


*
Kolejny rozdział, który jest dosyć długi, a ja nawet tego nie planowałam! To wszystko przez scenę +18, hahha

W sumie nie chcę rozpisywać się w tej notce, bo zapewne zrobię to na Epilogu (postaram się napisać go już na jutro)

Przyjechałam na kilka dni do babci i zamiast spędzać z nią czas piszę jakieś sceny erotyczne, eh
Ale nie mogłam już dłużej trzymać was w niepewności! Dlatego postanowiłam się spiąć i w końcu napisać ten rozdział! 

Wybaczcie mi błędy, ale siedzę tyle przed tym laptopem, że już nie myślę. 

Love x


6 komentarzy:

  1. 😍💖💞 piękny! Zabawny!
    Miło sie czytało! Arcydzieło ! Cieszę się ich szczęściem 😍

    OdpowiedzUsuń
  2. - Justin! - mówi przejęta. - Tylko sobie nie żartuj, z takich rzeczy się nie żartuje, teraz mam wyrzuty sum--
    Przekręcam głowę i posyłam jej uśmiech.
    - Kocham cię - mówię przerywając jej słowotok.

    Ja już mogę umierać. I jak tu ich nie kochać? Boże kochany, po prostu nsjdbjxsnkzjxndnsdjsjb A i wyczuwam, że będzie mały lub mała Jazel 🤔😅

    OdpowiedzUsuń
  3. awh takie dwa słodkie wariaty z nich <3
    love u girl <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdział jest najlepszy ! Kocham go naprawde *-*
    Seks na zgode zawsze spk hahaha ♡♡
    Jeśli mam byc szczera to to jest mój ulubiony blog historia Hazel i Justina jest taka kochana szkoda że to już prawie koniec :cc
    Uwielbaim cie dziewczyno masz ogromny talent i wyobraźnie ! :**

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams