20.01.2017

Chapter Thirty Four

,,Przedstawienie czas zacząć"

Hazel

- Czy ta sukienka na pewno dobrze leży? - pytam przygładzając ją dłońmi już chyba trzeci raz z rzędu.
Przeglądam się w dużym lustrze, w salonie Mike'a. Sukienka wykonana była z lekko połyskującego, dosyć sztywnego materiału. W kolorze krwistej czerwieni, bo właśnie taki kolor doradziła mi Pia. Powiedziała, że czerwień to mój kolor i że idealnie kontrastuje się z moją bladą cerą i ciemnymi włosami. Od pasa w górę jest cholernie ścisła, za to dół delikatnie rozkloszowany. Sięga aż do samej ziemi i chyba to najbardziej mnie przeraża. Długa suknia plus wysokie buty, to nie jest dobre połączenie jeżeli chodzi o mnie.
- Jest śliczna, Hazel - odpowiada z lekka zirytowana Miranda. - I ty też wyglądasz w niej pięknie.
- Ale...
- Przestań panikować - przerywa mi przewracając oczami.
Miranda jest zła, bo zerwała ze swoim chłopakiem. Zrobiła to już kilka dni temu i mimo, że to była tylko i wyłącznie jej decyzja postanowiła winić za to cały świat. Kiedy pytam ją czemu to zrobiła zawsze odpowiada, że do siebie nie pasowali. Postanowiłam w końcu przestać drążyć temat, aby jeszcze bardziej jej nie denerwować.
Biorę głęboki wdech i patrzę w swoje duże, przestraszone tęczówki odbijające się w lustrze. To jeszcze nie ślub, a ja już prawie umieram na zawał. Patrzę na zegarek wiszący na ścianie obok. Jeszcze tylko godzina. Umówiłam się z Pattie, że mamy być tam wcześniej w razie czego. Gdzie jest Mike?

***

  Na salę, w której odbywać się ma przyjęcie przyjechałam z Mirandą. Michael nie odbiera moich telefonów i jeszcze się tutaj nie pojawił. Zaczęli przychodzić pierwsi goście, a z każdą sekundą moje zdenerwowanie wzrastało.Witałam ich ze sztucznym uśmiechem i dobrą miną do złej gry. Gdy moja ciotka ze swoim mężem odeszła do stolika, który im wskazałam podeszłam do Pattie.
 - Gdzie on jest? - zadaję pytanie i wzdycham cicho.
Spoglądam na jego mamę tak jakby ona miała udzielić mi odpowiedzi.
 - Pewnie zatrzymało go coś w pracy. Zaraz przyjdzie, Hazel - odpowiada i kładzie dłoń na moim ramieniu, aby mnie uspokoić.
Uśmiecha się do mnie delikatnie, aż w końcu jej wzrok przenosi się na coś ponad moim ramieniem. Marszczy lekko brwi.
 - To chyba ktoś z twoich znajomych - informuje mnie udając, że wszystko jest w porządku.
Odwracam głowę, zastanawiając się czyje przyjście mogłoby jej nie pasować. Moje usta lekko się uchylają, a brwi suną ku górze, gdy w wejściu zauważam najpierw Pię i Travis'a, a za nimi Martin'a. Wysłałam im zaproszenia, ale szczerze po tym co się teraz dzieje nie liczyłam na to że przyjdą. Tym bardziej, że wraz z tym jak czytali zaproszenie uchylali rąbek tajemnicy o moim tajemniczym narzeczonym.
Wiedzą, że to jego brat. Wiedzą, że to od początku był on.
A mimo wszystko teraz tutaj przyszli...
Przepraszam Pattie i idę do swoich przyjaciół. Pia, gdy tylko mnie zauważa wydaje z siebie cichy pisk i od razu biegnie mnie przytulić.
 - Dziewczyno! Spójrz na siebie - unosi głos i odsuwa się lekko, aby móc przyjrzeć  mi się z góry na dół. - Wyglądasz niesamowicie!
Chichoczę i odwzajemniam uśmiech.
 - Tylko dlatego, że wybrałaś mi sukienkę - odpowiadam.
Dziewczyna macha nonszalancko dłonią. Łapię chwilowy kontakt wzrokowy z każdym z nich.
 - Dziękuję, że przyszliście - mówię.
Tym razem podchodzi do mnie Martin i z lekkim uśmiechem mnie do siebie przytula.
 - Wyglądasz cudownie - mówi kiedy jego głowa znajduje się przy mojej. - I naprawdę się cieszę, jeżeli jesteś teraz szczęśliwa - dodaje i ściska moją dłoń.
Gdy się odsuwa w jego oczach nie ma złości ani pogardy, tak jak zwykłam się do tego przyzwyczaić wcześniej.
 - Zayn zaraz przyjdzie - dodaje Martin. - Wziął ze sobą osobę towarzyszącą, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
Kręcę głową. Travis przytula mnie do siebie jako ostatni, a ja chichoczę, gdy posyła mi swój typowy, szeroki uśmiech, przy którym śmiało możesz policzyć wszystkie złote wstawki na jego zębach. Łapie mnie za obie dłonie i ściska je lekko. Gdy jego ciemne oczy spoglądają w moje, znowu chichoczę. Poważny Travis to zbyt niecodzienny widok. Uśmiech mu nagle blednie, a tęczówki ciemnieją.
 - Przepraszam, Hazel - mówi cicho tak aby nikt więcej nas nie usłyszał. - Przepraszam, że nie powiedziałem ci co zrobił Justin, albo że nie odciągnąłem go od tego pomysłu.
 - Travis... - próbuję mu przerwać.
Rozmawianie o Justin'ie sprawia, że boli mnie brzuch.
 - Hazel, widziałem twoje spojrzenie, gdy nas zobaczyłaś. Miałaś nadzieje, że jest tutaj też Justin, widziałem to - wzdycha cicho. - On... on tu się nie pojawi - gdy to mówi zniża głos jeszcze bardziej. - I, kurwa, może nie powinienem tego mówić, ale oglądanie go w takim stanie jest... najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek widziałem. Kiedy dowiedział się o ślubie wpadł w jakiś szał. Jestem jego przyjacielem i nie umiem tak po prostu się temu przyglądać. On tak cholernie bardzo--
 - Tu jesteś! - słyszę za sobą głos Mike'a.
Odsuwam się od Travis'a i mrugam kilka razy oczami, aby łzy, które mi się w nich zebrały przypadkiem nie wyleciały.
Nie powinien mówić mi o tym teraz.
Najlepiej nigdy, nie powinien mi mówić o tym nigdy.
Michael uśmiecha się do mnie, a gdy tylko zauważa, że stoję przed przyjaciółmi Justin'a, których najwyraźniej dobrze zna, obejmuje mnie w pasie.
 - Martin, Travis - mówi przytakując głową i całkowicie ignorując moją przyjaciółkę, która unosi brwi ze zniesmaczeniem.
Wkurza mnie jego zachowanie.
Chłopcy przytakują tylko głową i posyłają mu bezuczuciowy wzrok, z którego nie da się wyczytać ani jednej emocji. Mimo wszystko bardzo dokładnie można wyczuć napięcie jakie pojawia się między nami wszystkimi. Mike ciągle mnie obejmuje, a ja mam ochotę odepchnąć go od siebie za to, że zachowuje się jak dupek. Nagle podchodzi do nas Zayn z bardzo ładną blondynką u boku. Okazuje się, że ma na imię Ashley. Poprzez bardzo krótką rozmowę z nimi mogłam wywnioskować, że na pierwsze wrażenie jest bardzo miła. No i nie mogłam do końca całkowicie porozmawiać z Zayn'em, bo oczywiście Michael ciągle obejmował mnie w pasie, albo trzymał za rękę.
- Chyba możemy już zaczynać - mówi Mike i całuje mnie delikatnie w usta. Wymownie patrząc się na moich przyjaciół dodaje: - Nikogo już nie brakuje.
Zaciskam usta, a niemiłe uczucie rozpływa się po całym moim ciele. Jego słowa mają drugie dno i bardzo wyraźnie chciał, żebyśmy zrozumieli jego aluzję. Nie ma Justin'a, a on chciał dać nam do zrozumienia, że nawet nie powinno go tutaj być.

***

 - Hazel, kochanie! - mówi Pattie siedząca przy tym samym stoliku co ja. - Może chciałabyś wygłosić jakąś przemowę?
Przemowę?
Zaciskam pięści i uchylam lekko usta.
Przecież to jeszcze nie ślub, a ja nawet się nie przygotowałam. Co miałabym mówić?
 - Ja nie wiem co... - próbuję jej wyjaśnić, ale ona mnie nie słucha.
 - Przestań - odpowiada z uśmiechem. - Takich rzeczy się nie planuje. To wychodzi samo z siebie. Nasi goście na pewno chcieliby usłyszeć chociażby to jak się poznaliście.
Przez cały ten czas kiedy siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy nie odezwałam się ani słowem do Mike'a. Udaje, że wszystko jest w porządku, ale mam ochotę na niego nakrzyczeć. Zachował się okropnie kiedy rozmawiał z moimi przyjaciółmi. Może być o mnie zazdrosny i może i ma do tego powody, bo nie jestem najwierniejszą narzeczoną na świecie, nie oszukujmy się, ale to są moi przyjaciele. Niczym mu nie zawinili.
Mike, Jeremy (z którym nie rozmawiałam od czasu incydentu z Justin'em) i babcia Anastasia, z którą Justin poznał mnie na bankiecie, na którym zaśpiewał piosenkę spoglądają w moją stronę. Gdy przypominam sobie ten występ mimowolnie się uśmiechał. To był niesamowity moment.
 - Ym, no dobra... - odpowiadam niepewnie i w tym samym momencie moja przyszła teściowa wstaje i delikatnie uderza kilka razy małą łyżeczką o swój kieliszek.
Podnoszę się ze swojego miejsca, gdy posyła mi wyczekujące spojrzenie. Ona siada, ja nadal stoję.
Cholera, teraz kiedy oczy każdej osoby znajdującej się w tej sali utkwione są w mojej osobie, całe przemówienie wydaje się być jeszcze trudniejsze i bardziej stresujące.
 - Z góry ostrzegam - zaczynam, a mój głos odbija się echem od ścian dużego pomieszczenia - że przemówienia i to wszystko, nie są moją mocną stroną. Gdyby nie namowa mojej przyszłej teściowej zapewne bym tego nie zrobiła - posyłam ciemnowłosej kobiecie żartobliwy wzrok i zaczynam chichotać. Słyszę jak ludzie na sali mi zawtórowują. Biorę wdech i postanawiam zacząć mówić na poprawny temat: - Miłość jest skomplikowana. Skomplikowana i trudna. Nie wydaje mi się, by miała jakąkolwiek definicje, bo nie da się jej określić czy opisać. Ona się po prostu dzieje - zakładam włosy za ucho. - Nie wiem czy potrafię powiedzieć, w którym momencie wiedziałam, że ją znalazłam. Mimo wszystko uważam, że ta świadomość była gdzieś we mnie od samego początku. Nie zauważałam jej, ale ona istniała. Moment, w którym spotykasz człowieka na ulicy w środku nocy i jesteś tak zdesperowana, by błagać go o pomoc... A on pomaga ci, mimo, że robi to pod naciskiem i nawet nie ukrywa niechęci do ciebie... - chichoczę przypominając sobie ten moment. - To jedna z tych chwil, w której czujesz się inaczej, ale jeszcze wtedy nie rozumiesz dlaczego. 



FlashBack

- Musisz mi pomóc - mówię zdyszanym głosem i nerwowo oglądam się za siebie.

Marszczy brwi i skanuje całą moją osobę wzrokiem pełnym nienawiści i kpiny. Tak jakbym była jakąś wariatką uciekającą z psychiatryka.

- Nie - odpowiada oschle.

Oh, poważnie?

Czy musiałam trafić na dupka? Nie mógł stać tutaj jakiś facet z dobrymi manierami i chęcią pomocy?

Wycie syren słychać coraz głośniej, a panika wzrasta we mnie jeszcze bardziej. Przecież nie mogę dać się złapać.

Otwiera drzwi od samochodu, a ja czując, że kończą mi się opcję, postanawiam użyć rzeczy najbardziej skutecznej. Szantażu.

- Powiem, że mi pomagałeś.

Zatrzymuje się w pół kroku i posyła mi zimny wzrok.

Ta dupku. Patrz się na mnie do woli, to nie działa.

- Że co? - odwarkuje niedowierzająco.

- Słyszałeś.

Przyglądam się jego twarzy i mimo tego, że słyszę policję coraz głośniej, nie mogę powstrzymać się przed dokładnym przeskanowaniem jej. Ostry zarys szczęki, przez to, że zaciska zęby jego żuchwa jest bardziej wypukła, kształtne, pełne usta tylko dodają mu uroku, a oczy... Cholerka, jego oczy są piękne.

Czekoladowe, połyskujące w świetle latanii, po prostu idealne.

Wygląda jak anioł, mimo, że jego zachowanie całkowicie temu przeczy.

Czy to będzie dziwne, jak powiem mu, że mi się śnił?

Bo, ja pieprze, dam sobie uciąć rękę, że kilka razy obudzałam się w środku nocy przez jego brązowe tęczówki.

- Nie ma, kurwa, mowy - spluwa, a cały czar pryska.

Dupek.

Wsiada do samochodu, a ja już jestem pewna, że dzisiejszą noc spędzę w areszcie.

Klnę pod nosem i rozglądam się gorączkowo. Jestem w dupie. Są za blisko i na pewno nie uda mi się uciec.

Słyszę jak nieznajomy wzdycha.

- Ja pierdole - jęczy wyraźnie wkurzony. - Wsiadaj.

TheEndOfFlashback



Zamieram. Właśnie walnęłam gafę. Poznałam Mike wieczorem, nie w nocy i w kawiarni, a nie na środku ulicy. Jedynej pomocy jakiej potrzebowałam było dołożenie dziesięciu centów do mojej kawy, bo właśnie tyle zabrakło mi przy płaceniu.

Kątem oka spoglądam na mojego narzeczonego, ale on na szczęście wygląda tak jakby niczego nie podejrzewał. Biorę głęboki oddech i kontynuuje:

- Dziecięcio centówka, którą dopłacił do mojej kawy - staram się jakoś wybrnąć z sytuacji - sprawiła, że jesteśmy teraz tutaj, gdzie jesteśmy - uśmiecham się nerwowo. - Więc uważajcie na to komu...

Drzwi do wielkiej sali się otwierają, a ja zamieram.

Justin wchodzi, a kamerdyner zamyka za nim drzwi. Ubrany w ciemny garnitur, z rękawami podwiniętymi do łokci i białą koszulą z rozpiętym pierwszym guzikiem, rozgląda się po całej sali, aż wreszcie jego wzrok zatrzymuje się na mnie. Jego puste spojrzenie przeszywa mnie na wylot i sprawia, że moje serce zaczyna bić szybciej. Zaciskam usta i walczę z emocjami, które targają mną od środka, a on wciąż wygląda na oschle obojętnego.

Boleśnie dociera do mnie coś, co każdy wiedział już od dawna, ale ja byłam zbyt ślepa i zapatrzona w siebie by to zauważyć.

Złamałam mu serce.

Człowiek, który był zdystansowany do świata i ludzi, człowiek, który bal się cierpienia, zaufał mi i otworzył się przede mną, a ja go zniszczyłam.

Odchrząkuję starając się udawać, że obecność Justin'a wcale mnie nie ruszyła. Muszę zbyt długo się nie odzywać, bo już kilka osób na sali w zdezorientowaniu spojrzało w stronę nowego gościa.

- Więc... więc uważajcie na to komu pożyczacie dziesięcio cętówki, bo jeszcze skończycie tak jak ja - chichoczę nerwowo i ku mojej ulgi ludzie to kupują.

Śmieją się, a gdy siadam dostaję owację.

Pattie posyła mi uśmiech i mówi, że świetnie mi wyszło, a Mike całuje mnie w skroń. Mój narzeczony wstaje z własnej woli i mówi, że skoro ja coś powiedziałam, to i on nie będzie gorszy. Zaczyna przemowę. Spoglądam na swoje dłonie, które wciąż trzęsą się po sytuacji sprzed chwili. Chowam je pod stół, aby nikt tego nie zobaczył. Czuję na sobie czyjś palący wzrok, więc unoszę głowę, a moje oczy zatrzymują się na Justin'ie siedzącym przy stoliku razem z Pią i resztą. Gdy tylko łapię z nim kontakt wzrokowy, on automatycznie go przerywa.

Przegryzam wnętrze policzka czując łzy zbierające się pod moimi powiekami.

Boże, on mnie nienawidzi.

Odchrząkuję starając się słuchać tego co mówi Mike, ale nie jest mi to dane, bo tym razem patrzy się na mnie Anastasia. Jedno jej spojrzenie wystarczy żebym poczuła niepokój. Mam wrażenie, że ta kobieta wszystko wie. Opuszczam głowę i już całkowicie gubię wątek w słowach Michael'a.

Ten wieczór to jakaś katastrofa.

Czemu się tutaj w ogóle pojawił?

Mike chyba kończy mówić, bo siada znowu na swoje miejsce. Uśmiecham się do niego i zmuszam się do tego, aby złożyć pocałunek na jego policzku, udając przy tym, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Pattie mówi, że czas na taniec, więc goście wstają ze swoich miejsc i idą w stronę dużej wolnej przestrzeni w pomieszczeniu. Muzyka zaczyna grać, a Mike wyciąga do mnie dłoń, aby zaprosić mnie do tańca. W tym samym momencie staje przy mnie jego babcia i kładzie mi dłoń na ramieniu.

- Chciałabym porozmawiać z twoją przyszłą żoną - mówi posyłając mu wymowne spojrzenie. - Na osobności - dodaje.

Ona nawet nie próbuje udawać, że w jakikolwiek sposób lubi Michael'a. Jest dla niego oschła. Mężczyzna posyła mi zirytowany wzrok tak, aby cicho przekazać mi, że ta kobieta go denerwuje i jak na dżentelmena przystało, ze swoim firmowym uśmieszkiem oddala się od naszego stolika. Starsza kobieta siada na jego miejscu i uśmiecha się do mnie.

- A więc Michael? - to pierwsze słowa jakie do mnie wypowiada.

Uchylam usta nie wiedząc co mam jej na to odpowiedzieć.

- Kiedy byłam młoda rodzice wydali mnie za przystojnego i bogatego mężczyznę - zaczyna, a ja unoszę brwi nie rozumiejąc o co jej chodzi. - Każda moja znajoma mi zazdrościła, na każdym kroku powtarzali jaką jestem szczęściarą. Na początku sama się cieszyłam. Był idealny, a ja byłam młoda i bardzo zauroczona, więc dlaczego miałoby mi się nie podobać? Naiwna i niedoświadczona wierzyłam w to, że moje życie będzie jak z bajki.

- A nie było? - zadaje pytanie przypominając sobie, że przecież ta starsza kobieta jest zapewne jednym z najbardziej bogatych ludzi w tym pomieszczeniu.

Anastasia uśmiecha się smutno i kładzie swoją dłoń na moją.

- Widzisz, Hazel... To jest tak, że jeśli nie wychodzisz za mąż z miłości, to w końcu dopada cię ten najgorszy z możliwych, rodzaj nienawiść. Do człowieka, które poślubiłaś, do świata, a nawet do siebie samej. Nienawiść z głupoty i bezradności. A później już nie ma dla ciebie ratunku i stajesz się taką zgorzkniałą i samotną starą babą, jaką ja jestem teraz - mówi śmiejąc się.

Nie wtóruję jej, bo zaczynam rozumieć o co jej chodzi.

Kobieta poważnieje.

- Ja nie miałam wyboru... - dodaje cicho - ale ty go masz, Hazel.

Ściska ostatni raz moją dłoń i podpierając się okrągłego stołu wstaje i odchodzi zostawiając mnie samą.

O mój Boże...

Co się właśnie stało?

Rozglądam się po pomieszczeniu szukając Mike'a, ale zamiast tego mój wzrok odnajduje Justin'a, który szybkim krokiem wychodzi z sali.

Co on robi?

Nie może wyjść. Nie teraz. Muszę z nim porozmawiać.

Wstaję z białego, rzeźbionego krzesła i nie zastanawiając się nad tym co robię wychodzę za nim. Przeciskam się przez tłum ludzi i nie zatrzymuje się nawet wtedy, gdy prawie przewracam kelnera niosącego tacę pełną napełnionych trunkiem kieliszków. Wychodzę przez jedne drzwi, później biegnę przez długi hol, aż w końcu otwieram drzwi prowadzące na dwór.

W moje ciało uderza ciepłe powietrze. Gorączkowo rozglądam się po parkingu, ale zamiast Justin'a zastaję na nim tylko Martn'a.

- Gdzie... gdzie on jest? - pytam głośno oddychając.

Martin spogląda na mnie najpierw zaskoczonym, a chwilę później pełnym współczucia wzrokiem.

- Chyba nie myślałaś, że będzie tutaj siedział, prawda? - odpowiada smutnym głosem.

Biorę gwałtowny wdech i czuję jak wszystkie emocje, które zbierały się we mnie przez ostatnie miesiące eksplodują. Niespodziewanie wybucham płaczem. Mój szloch roznosi się echem po całej przestrzeni. Siadam na krawężniku. Przeczesuję dłońmi włosy i głośno płacząc wypuszczam powietrze z płuc.

- Co ja zrobiłam - mówię do samej siebie.

- Hazel... - zaczyna Martin kucając przy moim ciele.

Łzy spływają ciurkiem po mojej twarzy. Mój makijaż poszedł się pieprzyć, ale w tym momencie już nic mnie nie obchodzi.

- Co ja zrobiłam, Martin - powtarzam głośniej. Zaciskam dłonie w pięści i znowu szlocham. - Boże... Przecież ja wszystko zepsułam. On mnie kochał... On mnie kochał... - powtarzam chowając twarz w dłonie. - Zraniłam go tak bardzo. Przecież ja nie chcę być z Mike'iem, nigdy nie chciałam. Dlaczego ja to robię? - pytam patrząc się na chłopaka tak jakby on miał znać odpowiedź na to pytanie. - Próbowałam udawać, że wszystko jest okej. Myślałam, że będę wstanie to zrobić, ale ja nie umiem. Nie umiem wyjść za tego człowieka ze świadomością, że nic do niego nie czuję. Nie potrafię już dłużej udawać.

Ręka Martin'a ląduje na moich plecach.

- Więc nie udawaj, Hazel - mówi. - Już koniec z tymi kłamstwami. Zagubiłaś się. Jesteś tylko człowiekiem, każdy ma do tego prawo. Jeszcze nie jest za późno, aby wszystko naprawić.

- Jest za późno - wtrącam mu się i pociągam nosem. - On mnie nienawidzi - mówię zachrypniętym głosem.

- Justin nienawidzi tego, że cię kocha, a nie ciebie - odpowiada, a ja jeszcze bardziej zanoszę się płaczem. - Nienawidzi tego dlatego, że oboje sprawiliście, że wasza miłość jest nieodpowiednia. Ale wcale nie musi tak być - dodaje cicho. - Kocha cię tak bardzo, że pozwolił ci odejść zamiast na siłę cię zatrzymywać. Uważał, że jeżeli to jest to czego chcesz, to on musi to zaakceptować.

- To nie jest to czego chcę - odpowiadam gwałtownie kręcąc głową. - To nigdy nie było to czego chcę - szlocham.

Martin przytula mnie do siebie i po prostu pozwala mi płakać.

Nagle wyswobadzam się z jego objęć i gwałtownie wstaję.

- Co ty robisz? - pyta zaskoczony.

- Muszę porozmawiać z Michael'em - odpowiadam wycierając oczy.

- Teraz?

Przytakuję głową.

- Teraz.

Odwracam się i zamieram w półkroku.

Miranda przez cały ten czas stała w wejściu, a patrząc na jej wyraz twarzy na pewno wszystko słyszała.

- Nie mogę w to uwierzyć... - zaczyna patrząc się na mnie krytycznie. - Dał ci drugą szansę, a ty tak ją marnujesz

- Miranda, co ty... - dukam nie rozumiejąc jej słów.

- Czy ty wiesz jakie wielkie masz szczęście?! - unosi głos. - Boże, jesteś taka głupia, Hazel - spluwa.

- Dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? - pytam niedowierzając.

- Bo mam dosyć patrzenia na biedną, wiecznie pokrzywdzoną Hazel! - krzyczy. - Owinęłaś sobie dwóch braci wokół palca i udajesz wielce przejętą całą tą sytuacją, a w głębi duszy zapewne sprawia ci to przyjemność. Lubisz być w centrum uwagi, co? - jej głos jest przesycony jadem.

Nie mogę uwierzyć, że te słowa wychodzą z ust mojej najlepszej przyjaciółki. Rani mnie każdym jednym słowem i co najgorsze, wygląda tak jakby jej się to podobało.

- Jesteś niewdzięczną idiotką, która nie zasługuje na to żeby być jego żoną - warczy krzyżując dłonie na piersiach.

Patrzę na zezłoszczoną Mirandę i czuję się tak jakby ktoś kopnął mnie prosto w brzuch. 
Już wiem. 
Po prostu wiem.

- To z tobą mnie zdradza - mówię o dziwo spokojnym głosem. - Prawda?

Moja przyjaciółka wybucha śmiechem i zaczyna klaskać.

- Brawo za spostrzegawczość! - krzyczy ciągle sztucznie się śmiejąc. - Za trzy dni minie rok. Twój refleks jest niesamowity. Pierwszy raz przespaliśmy się w waszą miesięcznice, kiedy to - uśmiecha się - niestety, nie mógł pojawić się na waszej kolacji. Było fajnie.

Mam ochotę zacząć krzyczeć i uderzać jej twarzą o ziemię, ale zamiast tego ciągle stoję i spokojnie na nią patrzę.

Nie wyprowadzi mnie z równowagi. Nie dam się.

- Wiesz, że na początku ojciec zmusił go do spotykania się z tobą? - wszystkie kolory znikają z mojej twarzy, a udawanie stoickiego spokoju coraz ciężej mi się udaje. Miranda to zauważa i uśmiecha się złośliwie. - Nie chciał z tobą być. Zmuszał się, bo wiedział, że posiadanie żony, która nie należy do rodziny zamożnych arystokratów Nowego Jorku pozwoli bankrutującej, rodzinnej firmie zdobyć nowych inwestorów. Później biedny dał się złapać w te swoje sidełka. Mike się zakochał i już nawet nie chciał myśleć o tym żeby cię zostawić. A ty tego nie doceniłaś.

- Mam doceniać chłopaka, który podnosi na mnie rękę z powodu mojej zdrady, a sam pieprzy inną za moimi plecami od samego początku naszego związku? - zadaje pytanie retoryczne, a pewna siebie mina Mirandy delikatnie blednie. - Skoro nie miał zamiaru mnie zostawiać, a i tak ciągle się z tobą spotykał, to w takim razie kim dla niego jesteś? - pytam, a mój zewnętrzy spokój znowu opanowuje moje ciało. - Jego prywatną dziwką? - pytam i tym razem to ja się uśmiecham.

Miranda prycha niedowierzająco na moją obelgę.

- Ty głupia, pieprzona... - zanim udaje jej się skończyć unoszę prawą dłoń na znak żeby się przymknęła, co o dziwo robi.

Podchodzę do drzwi wejściowych, otwieram je i zwracam się do dwóch ochroniarzy stojących przy ścianie.

- Przepraszam - mówię, a oni szybko do mnie podchodzą. - Proszę pokazać tej kobiecie wyjście z terenu posesji. Nie jest już tu mile widziana.

- Co?! - krzyczy Miranda, gdy mężczyźni podchodzą do niej i łapią ją za łokcie, gdy zaczyna się wyrywać. - Nie możesz mnie stąd wyrzucić!

A jednak mogę.

Uśmiecham się delikatnie i wzruszam ramionami tak jakbym nie miała wpływu na to co teraz się z nią dzieje. 
Obserwuje ich do momentu, w którym nie znikają za kilkoma samochodami.

- Łooo - dopiero teraz przypominam sobie o obecności Martin'a. - To było... wow. Nie spodziewałem się, że ona... a ty byłaś taka... Jak się trzymasz? - pytam patrząc się na mnie z troską.

Zaciskam usta w wąską linię. Czuję jak drży mi oddech.

- Mój narzeczony został zmuszony do związku ze mną, zdradza mnie z moją najlepszą przyjaciółką, jest także hipokrytą, który uderzył mnie za coś co sam robił od początku naszego związku... - wypuszczam ciężko powietrze z płuc. - To... dużo informacji. Zbyt dużo jak na jeden razy - mówię zamykając na moment oczy.

Nie mogę znowu zacząć płakać. Muszę się trzymać.

- Ale nie mogę się załamać. Jeszcze nie - mówię znowu otwierając oczy. - Muszę coś jeszcze zrobić.

Martin posyła mi niepewny wzrok.

- Powinienem się obawiać?

Posyłam mu uśmiech i wchodzę z powrotem do budynku. 



***



  Zanim wróciłam z Martin'em na salę postanowiłam wskoczyć do łazienki, aby ochłonąć i trochę się ogarnąć. Nie wyglądałam aż tak źle jak myślałam, ale przynajmniej miałam chwilę żeby wziąć oddech. Gdyby nie fakt, że naprawdę nie kocham Mike'a zapewne teraz siedziałabym gdzieś załamana. Ale prawda jest taka, że Miranda tylko mi pomogła. Nawet nie wie ile rzeczy mi ułatwiła.

  Oczywiście czuję się beznadziejnie. Bo przed tym co zaczęło dziać się między mną, a Justin'em naprawdę czułam coś do Michael'a. Byłam mu oddana (do pewnego momentu, ale byłam, w porównaniu do niego) i naprawdę mi na nim zależało. A on nie dosyć, że był ze mną z jakiegoś chorego przymusu, to jeszcze pieprzył na boku moją przyjaciółkę.

I bardziej boli mnie fakt, że ona okazała się fałszywą suką niż to że to on mnie zdradził.

Ufałam jej.

Martin uśmiecha się do podbudowująco.

- Dajesz Hazel - mówi mrugając do mnie i odchodząc do Pii i reszty naszych przyjaciół.

W myślach dodaje sobie odwagi i ignorując nogi, które zaczynają mi się trząść podchodzę do stolika, przy którym siedzą moi i Michael'a rodzice.

- Kochanie! - mówi uśmiechając się do mnie. - Gdzie byłaś? - pyta.

Odwzajemniam uśmiech i przybliżam się do niego jeszcze bardziej.

Przedstawienie czas zacząć.

Biorę do ręki kieliszek z czerwonym winem i biorę łyk.

- Ubrudziłeś się, kochanie - odpowiadam podkreślając ostatnie słowo.

- Tak? - mówi zaskoczony i opuszcza wzrok na swoją koszulę. - Gdzie?

- Tu - odpowiadam i przechylając naczynie nad jego głową obserwuje jak ciekła, ciemna ciecz spływa po jego idealnie ułożonych włosach, a później na śnieżnobiałą koszulę.

Pattie i moja mama wydają z siebie coś na wzór okrzyku, a Michael wzdycha zaskoczony.

Ludzie na sali nagle przestają zajmować się swoimi sprawami, muzyka cichnie.

- Co do kurwy - warczy denerwująco się. 
- Ja cię kręcę - mówię bardzo dobrze bawiąc się tą sytuacją. - To jeszcze fajniejsze niż jak pokazują to na filmach - prycham śmiechem.

Odstawiam kieliszek i prostuję plecy.

- Ty - wskazuję palcem na Jeremy'iego - nie musisz już zmuszać swojego cudownego synka do związku ze mną, a ty - patrzę na Mike'a, który nie wie co ma zrobić z zepsutą fryzurą i poplamioną koszulą - możesz sobie pieprzyć moją pseudo przyjaciółkę kiedy i ile tylko chcesz - uśmiecham się, gdy on blednie.

- Skąd... - próbuje coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili rezygnuje.

Jeremy wygląda tak jakby nie wiedział czy jest bardziej zły, czy przestraszony.

- Hazel! - krzyczy przerażona Pattie. - Co tu się dzieje!?

Wzruszam ramionami.

- Nie wiem - odpowiadam nonszalancko. - Może to, że twój perfekcyjny syn to hipokryta i kłamca?

- Zamknij się - cedzi przez zaciśnięte zęby Mike. - Nic nie rozumiesz.

- Rozumiem wystarczająco - odpowiadam krzyżując dłonie na piersiach. Unoszę głos tak, aby każdy mógł to usłyszeć: - Jesteś hipokrytą, który uderzył mnie z pięści w twarz za podejrzenie o zdradzie - Pattie znowu wydaje z siebie okrzyk, ale nie jest w tym jedyna. Cała sala nasłuchuje w napięciu - w tym samym czasie pieprząc na boku moją przyjaciółkę. Zrozumiałeś? Powtórzyć? - pytam patrząc na niego pobłażając.

Biorę wdech i przesuwam wzrokiem po zszokowanych minach moich rodziców i Pattie, zatrzymując go na zawstydzonym Jeremy'im, a na koniec znowu obdarzając nim swojego "narzeczonego". Mike łapie ze mną kontakt wzrokowy, a ja właśnie w tym momencie postanawiam zakończyć tą wielką dramatyczną scenę.

- Więc, myślę, że na mnie już pora - mówię delikatnie skiinając głową. - Urocze przyjęcie, dziękuję wszystkim za przyjście! - uśmiecham się lekko.

Zanim skieruję się do wyjścia łapię kontakt wzrokowy z Anastasią, która z dumnym uśmieszkiem puszcza mi oczko.

Robię krok do tyłu, gdy nagle przypominam sobie o czymś jeszcze. Moja chęć zemsty na Mike'u jest tak wielka, że w tym momencie zrobię wszystko, aby go zranić.

Pamiętam, że Justin powiedział mi kiedyś, że nie zależy mu na tym czy powiem im wszystkim prawdę czy nie. To ma być moja decyzja.

Niech więc tak będzie.

- Oh i Mike? - mówię. Chłopak posyła mi wzrok. - Spałam z Justin'em - otwiera usta żeby mi odpowiedzieć, za sobą znowu słyszę szmer, a Pattie ponownie wydaje z siebie zduszony okrzyk. Biedna jeszcze dostanie dzisiaj zawału. - Więcej niż raz - dodaję ciszej i znowu się uśmiecham. - Miłego wieczoru!

Odwracam się na pięcie i pewnym siebie krokiem wychodzę z pomieszczenia. Do samego końca czuję na sobie wzrok ludzi.

Gdy drzwi się za mną zamykają oddycham z ulgą.

Koniec z biedną i wiecznie zdezorientowaną Hazel. 



*

No i patrzcie! Okazuje się, że okrutna autorka, nie jest jednak aż tak okrutna! haha

To chyba najdłuższy rozdział jaki do tej pory napisałam!

Jest w nim trochę akcji, trochę pozałatwianych spraw, myślę, że mimo wszystko nie wyszło źle. Pisałam go ze trzy dni (poważnie) ponieważ kilka razy zmieniałam przebieg wydarzeń. Ten rozdział miał z pięć wersji, uwierzcie mi. Na szczęście, w końcu, udało mi się coś tam stworzyć.

Ocenę, zostawiam wam! x



Ktoś pytał się czy mam pomysł na nowe fanfiction. Moja odpowiedź brzmi: tak.

Jest pomysł, jest jako takie wykonanie, ale wszystkiego dowiecie się wraz z ostatnim rozdziałem MB'sG!


12 komentarzy:

  1. Przysięgam że Hazel jest moją mistrzynią *-* Lepiej tej sceny chyba nie dalo sie rozegrac.
    Co za suka z tej Mirandy razem z Mike'iem są siebie warci !
    W koncu wszyscy sie dowiedzieli jaki jest naprawde ciekawe czy Jeremy nadal będzie go uważal za takiego ideała :D
    Moment jak Justin wybiegl z tej calej ceremonii byl chyba najsmutniejszy tak bardzo mi go szkoda :cc
    Jeju nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu jak Hazel i Justin sie spotkaja w koncu i sobie to wszytsko wyjasnią *-*
    To opowiadanie jest najlepsze na swiecie przysięgam !! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeeejuuuuuu ale zawalisty rodzial�������������� mam nadzieje ze bedzie juz wszystko w porządku miedzy nimi!!!!!! btw kiedy bedzie ostatni rozdxial?:( nie moe ze to juz nastepny

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham końcówkę ! powinni to nagrać xD
    pojechała mu po bandzie xD
    już widzę ich miny i czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko jest mega tylko szkoda, że Hazel nie powiedziała przed wszystkimi, że kocha Justina. I, żeby on to jeszcze wszystko słyszał jak Hazel to mówi, to już w ogóle byłoby SUPER! Ale i tak naprawdę fajnie wyszło. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. O Rany! Uwielbiam ten rozdział! Prawie od samego początku miałam łzy w oczach. Kiedy prawda co do zdrady Mike'a wyszła na jaw, nie wiem czy bardziej odetchnęłam z ulgą, czy byłam jak "WHAT THE FUCK?!" ale moja mina musiała być bezcenna, uwierz XD Akcja skompromitowania Mike'a była przecudowna! Ten dupek W KONCU dostał za swoje, tak długo na to czekałam... Jeszcze tylko H. i J. muszą się dogadać i będę w niebie 💕💕

    OdpowiedzUsuń
  6. O KURWA NIE WIERZE COO

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostaw już tego biednego Justina serio. Już wystarczająco się przez nią nacierpial.

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedny Justin tak bardzo mi go szkoda
    :c

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepszy rozdział ever :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Miazga!! Hazel pojechała po bandzie! Teraz leć odzyskać Justina !😍😍

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam to w jaki sposób Hazel wszystko skończyła między nimi. To było genialne. Czekam nn ❤

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams