15.01.2017

Chapter Thirty Three

,,Był szczęśliwy beze mnie."

Hazel

 Minęły prawie dwa miesiące od dnia, w którym Justin przyszedł do mojego mieszkania. 
Dwa miesiące nie miałam z nim żadnego kontaktu. 
 Skończyłam college, zamieszkałam z Mike'iem. Wciąż miałam kontakt i to bardzo dobry z Pią i Travis'em. Od czasu do czasu widywałam się też z Martin'em. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest na swoim miejscu. Tak jak powinno być zawsze.
Ale nie jest.
Tracąc Justin''a nie straciłam go tylko jako kogoś kogo darzyłam miłością. Straciłam osobę, która była dla mnie najważniejsza. Osobę, która jako jedyna w pełni mnie rozumiała. 
 Przez wszystkie tygodnie zmuszałam się do tego żeby być twarda. Cały czas powtarzałam sobie, że nie zasługuje na nic niż to co teraz ma. Postawił mnie w wyścigu. To on wszystko zepsuł. Jednak mimo wszystko nie udało mi się trzymać od niego z daleka. Poszłam pod jego mieszkanie. Byłam wstanie błagać go o powrót do mojego życia, w jakikolwiek sposób. Jako przyjaciel lub tylko znajomy. Chciałam móc znowu spędzać z nim czas. Zobaczyłam jak wchodzi do budynku z Mią. Śmiał się z czegoś co ona powiedziała, a ja po prostu...
Poczułam, że nie mogę tego zrobić. 
Był szczęśliwy beze mnie. 
Wtedy zrozumiałam. 
Zrozumiałam, że on nie potrzebuje mnie w swoim życiu.
To ja potrzebuję go.
***

 Parkuję pod blokiem, w którym mieszkają moi rodzice. Oczywiście nadal nie kupiłam sobie samochodu. Dobrze, że Mike był skłonny pożyczyć mi jeden ze swoich. I tak ma ich kilka, więc wątpię, że odczuł jakiś brak. 
 Umówiłam się z rodzicami na obiad. Moja siostra Becca, jej mąż i córeczka Rue, też mają być. Cieszę się i to bardzo. Bo dawno ich nie widziałam. Ostatnio tyle się działo, że nawet nie miałam kiedy ich odwiedzić. 
 Gdy przekraczam próg mieszkania. Do moich nozdrzy dostaje się zapach czegoś bardzo pysznego. Od razu czuję się głodna. 
 - Hazel! - krzyczy Rue i biegnie mnie przytulić.
Chichoczę, gdy jej drobne rączki oplatają mnie w pasie, a jej główka wtula się w mój brzuch. Jak na zawołanie cała rodzina zbiera się w holu i wszyscy zaczynają mnie witać. Jak zwykle najbardziej męcząca jest mama. Chyba z pięć razy powtarza, że zrobiłam się za chuda i że koniecznie muszę zjeść dwie porcje obiadu. Wycałowuje mnie i dodaje coś o tym, że jestem bardzo blada. 
To jej typowe zachowanie.
 - Jak przygotowania do ślubu? - pyta mnie siostra i wymusza uśmiech. 
Idziemy do salonu, a tam każdy zajmuje jakieś miejsce. Ja siadam pomiędzy Rue i moim tatą,  a reszta zajmuje fotele. Po pytaniu mojej siostry każde z nich patrzy się na mnie wyczekująco. 
 Tak, jakieś dwa tygodnie Mike postanowił znowu mi się oświadczyć. Zgodziłam się ponieważ miałam nadzieję, że i tak będę miała jeszcze ponad pół roku na przemyślenie całej tej sytuacji. Nie chciałam wcześniej brać ślubu. Jednak gdy tylko rodzice Mike dowiedzieli się o ponownych zaręczynach jego ojciec zasugerował mojemu narzeczonemu, że ślub powinien odbyć się jak najprędzej. 
Więc koniec końców to on za nas zadecydował.
Jestem zła, ale też nie wiem jak miałabym się sprzeciwić. To by wyglądało tak jakbym nie chciała tego ślubu.
 - Jest dobrze - odpowiadam po chwili. - Już chyba wybrałam suknie ślubną. Mama Mike znalazła nam świetny lokal i namówiła mnie, albo raczej zmusiła - dodaje cicho chichocząc - żebyśmy zrobili w tym samym miejscu przyjęcie zaręczynowe. Z tego co mówiła w ich rodzinie takie przyjęcia są tradycją. Oczywiście jesteście zaproszeni, chociaż i tak miałam przyjechać do was drugi raz, aby dać wam zaproszenia - mówię uśmiechając się delikatnie. 
 - W co twoja matka się ubierze? - zadaje pytanie bardziej do samej siebie moja mama. 
 - O to się nie martw - odzywa się Becca. - Razem z Hazel pomożemy ci coś wybrać, prawda?
Przytakuję głową. 
 - Oczywiście, że tak.
 Mama uśmiecha się do nas i wstaje. 
 - Idę nałożyć na obiad. Zapraszam do kuchni - po tych słowach wychodzi, a za nią idą wszyscy oprócz mnie, taty i Rue. 
 Mój tata wyraźnie chcę porozmawiać ze mną w cztery oczy. Posyła Rue spojrzenie, ale ona najwyraźniej nie rozumie aluzji. 
 - Dlaczego chcesz za chłopaka, który umawia się z innymi dziewczynami? - pyta Rue, a ja unoszę brwi, gdy tylko dociera do mnie jej pytanie. 
 - Co? 
 - Rue, nie gadaj głupot - odzywa się tata. - Leć do swojej mamy. 
 - Ale to nie są głupoty! - mówi machając w zdenerwowaniu rączkami. 
 - Rue... - wzdycham. 
 - Ale ja mówię prawdę! 
 - Skąd pomysł, że umawia się z innymi dziewczynami? - pytam całkowicie bagatelizując jej wypowiedź.
 Nie zapominajmy, że to tylko dziesięcioletnie dziecko, które ogląda za dużo programów na MTV. 
 - Jak byliście kiedyś razem tu u babci - zaczyna tłumaczyć. - I byli też moi rodzice i ja. To wtedy on wyszedł na moment z kuchni jak jedliście obiad. Oglądałam bajki i słyszałam co mówił przez telefon - odpowiada wkurzonym głosem. Jest zła, że jej nie wierzymy. 
 - Co takiego mówił? - pytam zaczynając czuć jakiś niepokój.
To niedorzeczne.
 - Powiedział, że spotka się z nią jak uwolni - podkreśla - się od ciebie. 
Okej, teraz serio zaczynam czuć niepokój.
Mój tata spogląda na mnie zamyślonym i widocznie zdenerwowanym wzorkiem. 
 - Nie mów, że jej wierzysz - kieruje swoje słowa do niego. 
 - Hazel, dlaczego Rue miałaby kłamać? 
 - Może coś źle zrozumiałaś - mówię do niej. 
 - Dobrze słyszałam! - znowu unosi głos. - Nazwał ją nawet kochaniem.
Zaciskam usta w wąską linię. 
 - Rue, idź do mamy - mówi mój tata. 
 - Ale dziadku... 
 - Idź - powtarza. 
Dziewczynka wzdycha cicho, ale postanawia posłuchać swojego dziadka. Wstaje z kanapy i wychodzi z pomieszczenia. 
 - Nic mi nie mów - wyprzedzam, zanim zdąży się odezwać. - Nigdy nie lubiłeś Mike'a. Nie będziesz obiektywny. 
 - Jesteś pewna, że chcesz brać ten ślub...? - pyta, a ja automatycznie cicho wzdycham. 
Chowam twarz w dłonie i kręcę delikatnie głową. 
Każdy ostatnio zadaje mi to samo pytanie. Czy jesteś pewna? Czy na pewno tego chcesz?
To męczące. 
 - Tato... 
 - Wiem, ż
e twój i  Michael'a związek popsuł się przez jego brata... - porusza temat, a ja zamieram. - Jak on miał na imię? - pyta w zastanowieniu. 
Moje serce przyśpiesza na samą wzmiankę o jego osobie. 
Skąd mój ojciec, wie o jego istnieniu? To jakiś żart? 
 - Skąd ty... 
 - Justin, tak? 
Justin...
 - Kochasz mnie? - jego głos jest zachrypnięty i cichy. 
Tak jakby nie był pewien czy to co powiedziałam mu się wyobraziło, czy było naprawdę. Chowa dłonie do kieszeni swojej dużej, czarnej bluzy i przejeżdża koniuszkiem języka po swoich wargach
Zamknij się.
Zamknij się.
Zamknij się.
Spieprzaj z mojej głowy. 
 - Skąd znasz Justin'a? - pytam cicho. 
 - Twoja siostra poprosiła go kilka razy żeby odwiózł Rue do nas kiedy ona była w pracy. Rue często o nim mówi. Chyba go polubiła - wyznaje.
Oblizuję usta 
Justin bywał w domu moich rodziców? 
Dzwoniłam do niego kilka razy w ciągu tych dwóch miesięcy. Nie odebrał. Odrzucał połączenia, czyli wyraźnie nie chciał ze mną rozmawiać. Dlaczego przyjeżdżał do moich rodziców.
 - Rozmawiałeś z nim? 
Przytakuje głową. 
 - I? 
 - Rozmawialiśmy tylko o sprawach Rue i rzeczach nieważnych. Wydaje się być dobrym chłopakiem. Nie wiem co jeszcze mam ci powiedzieć, kochanie. 
 - Czy pytał-- 
Milknę. 
 - O ciebie? 
Spoglądam w jego oczy, które mają czekoladowy, taki sam jak mój, kolor. Jego spojrzenie nie wyraża nic innego jak troskę. 
Przytakuję niepewnie głową i czekam na odpowiedź. 
 - Nie, Hazel - odpowiada, a ja czuję niemiłe ukucie w sercu. - Twoja matka kiedyś zapytała czy macie jakiś kontakt, a on wyglądał tak jakby poruszyła najgorszy z możliwych tematów. Nie odpowiedział. Zostawił Rue i wyszedł. 

***

 Po obiedzie zajeżdżam do domu Bieber'ów. Miałam zabrać suknię, którą zamówiłam razem z Pattie na przyjęcie zaręczynowe. Jak wychodziłam z domu rodziców dostałam od niej sms'a, że mogę ją odebrać, bo właśnie przyszła.
 Wychodzę z samochodu i idąc w stronę wejścia spoglądam na zegarek. Nie ma jeszcze nawet dwudziestej, więc Mike pewnie nawet nie wrócił do domu. 
Tak jak Pattie kazała mi w sms'ie wchodzę do domu nie pukając. Po drodze witam się z ich gosposią, która uśmiecha się do mnie życzliwie. Wymieniam z nią kilka zdań na temat ślubu i kieruję się na górę. Mama Mike'a powiedziała, że będzie w swoim pokoju. Pukam dwa razy, a gdy słyszę stłumione proszę wchodzę do środka. 
 Pattie siedzi przy biurku, wyglądając jak zawsze elegancko. Robi coś na swoim laptopie. Gdy wchodzę do środka przekręca głowę i uśmiecha się na mój widok. Zdejmuje z nosa okulary i podchodzi do mnie, aby się przywitać. 
 - Kochanie - mówi całując mnie w policzek. - Pięknie dzisiaj wyglądasz - mówi rozradowana. 
 - Dziękuję, ty również - odpowiadam. 
 - Jak obiad z rodzicami? - pyta. 
Przypominam sobie rozmowę z ojcem i Rue. 
 - Całkiem... dobrze. 
 - Razem z Jeremym mamy zamiar przed ślubem zaprosić Twoich rodziców do nas na kolację. W końcu musimy się lepiej poznać. 
 - To świetnie - mamroczę. - Będzie im na pewno miło.
Pattie przechodzi na drugi koniec pokoju żeby wręczyć mi pudełko. 
 - Proszę, twoja sukienka - mówi. - Jeżeli rozmiar będzie nieodpowiedni, śmiało mów. Wymienimy. 
 - Dziękuję.
 - O i jeszcze! - przypomina sobie o czymś. Podchodzi do swojego biurka i wyciąga całkiem dużej grubości paczuszkę. - To zaproszenia, na przyjęcie dla twoich znajomych i rodziny. Naszą stroną już się zajęłam, więc możesz powiedzieć Mike'owi, żeby o to się nie martwił. W sprawie kateringu mają zadzwonić do ciebie, więc wszystkie decyzję z tym związane podejmujecie wy. 
 - Dziękuję za pomoc - mówię uśmiechając się do niej serdecznie. - Nie wiem co bym zrobiła bez twojej pomocy. 
 - Nie ma sprawy, słońce! - odpowiada chichocząc. - To dla mnie sama przyjemność. 
Spoglądam znowu na zegarek i wskazuję dłonią na drzwi. 
 - Niestety muszę już uciekać - mówię. - Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. 
 - W porządku, pamiętaj tylko, że w razie jakieś problemu możesz zawsze do mnie dzwonić. Pomogę - mówi ściskając moją dłoń. 
 - Doceniam to - odpowiadam. 
Żegnam się z nią i wychodzę z pomieszczenia. 
Schodzę na dół. Gdy przechodzę obok salonu mimowolnie się zatrzymuje. 
 - Miałeś zrobić jedną rzecz! - krzyk Jeremiego roznosi się po całym holu. - Miałeś tylko pójść na to spotkanie i dać papiery inwestorom! Czy to takie trudne? - warczy. 
 - Powiedziałem ci, że nie będę pracował w twojej pieprzonej firmie i że tego, do kurwy, nie zrobię - odpyskowuje głos, który znam zbyt dobrze.
Zamieram. 
Głos Justin'a przez kilka kolejnych chwil dudni mi w głowie, a ja z jakiegoś powodu prawie zaczynam płakać. 
Tak dawno tego nie słyszałam...
 - Ja już nie mam na ciebie słów! - wykrzykuje jego ojciec. - Jesteś dorosły! Powinieneś zacząć na siebie pracować, a nie zadawać się z tymi wszystkimi bandytami! Proponuję ci prawdziwą pracę, w której musisz użyć minimum wysiłku, ale nie! Bo najmądrzejszy członek rodziny Bieber wie lepiej! Jesteś takim nieudacznikiem, Justin. Spójrz na swojego brata. Samodzielnie prowadzi firmę, ma dom, narzeczoną, niedługo założy rodzinę! A TY? Próbowałeś zabrać mu dziewczynę i ciągle robisz wszystko, aby uprzykrzyć mu życie! - prycha. - Nie wierzę, że mimo tylu sukcesów, coś tak bardzo mogło mi się nie udać. Jakim cudem jesteś częścią tej rodziny?
Uczucie złości i smutku z powodu słów wypowiadanych przez ojca Justin'a narasta z każdą sekundą. 
Nie wierzę, że mimo tylu sukcesów, coś tak bardzo mogło mi się nie udać.
Czy to żart? 
Jak własny ojciec może powiedzieć tak do syna? Do osoby, którą wychował? 
Gdy pada ostatnie pytanie Jerem'iego puszczają mi nerwy. 
 - Jak możesz? - pytam niedowierzającym głosem, wchodzę do salonu i staję przy dwóch kłócących się mężczyznach. Twarz Justin'a po kłótni z ojcem ma zaróżowiały kolor, ale gdy tylko tam wchodzę on automatycznie blednie. Jeremy wydaje się być zaskoczony moją osobą i zdezorientowany moim pytaniem.
 - Hazel? Co do cholery... - zaczyna mężczyzna, ale mu przerywam. 
 - Jak możesz być takim dupkiem? - pytam wyrzucając ręce w powietrze. - Mówisz o Justin'ie takie okropne rzeczy i porównujesz go do starszego brata tak jakbyś próbował zwalić na niego całą winę. Zamiast zadawać sobie pytanie kogo wychowałeś może zastanów się nad tym jakim TY jesteś ojcem, co? - warczę. - Tak ślepy i zapatrzony tylko w jednego syna nie zauważasz tego jaki jest Justin. To przykre - uśmiecham się bez humoru. - Jesteś skończonym idiotą, skoro uważasz swojego syna za nieudacznika. Powinieneś być dumny mogąc nazwać go swoim synem. Justin to dobry, inteligenty i wspaniały człowiek. Ma cholernie dobre serce i przynajmniej nie boi się być sobą. To osoba, która twardo stąpa po ziemi i nie boi się mieć swojego zdania. Jest szlachetny, miły i zawsze wiedział jak mi pomóc. Przy nim czułam się bezpieczna... - mówię i szybko wycieram łzę, która pojawiła się w kąciku mojego oka. - ... i kochana- dodaję coraz bardziej zachrypniętym głosem. - Jeżeli uważasz, że nie powinien być częścią tej rodziny, to jesteś po prostu głupi. To ty nie zasługujesz na to żeby być jego ojcem, nie na odwrót. 
Jeremy patrzy się na mnie oniemiały i w wielkiej zadumie. 
Z ostatnim zdaniem uchodzi ze mnie cała złość i zostaje już tylko smutek. Ostatni raz spoglądam na Justin'a, ale on ma wzrok utkwiony gdzieś w przestrzeni.
To takie dobre uczucie móc znowu go zobaczyć nawet jeżeli to tylko kilka minut. 
Odwracam się na pięcie i wychodzę z domu. Dopiero teraz powoli zaczyna do mnie docierać, że dwa tygodnie przed ślubem naskoczyłam na mojego przyszłego teścia. Byłabym przerażona tym faktem, gdyby nie to, że ani trochę mnie to nie obchodzi. 
Justin nie zasłużył na takie traktowanie. 
Mimo wszystko.

***

 Leżałam w łóżku, w sypialni Mike'a, gdy ten wrócił z pracy. Wszedł do pomieszczenia i na mój widok uśmiechnął się szeroko. 
 - Dobry wieczór, księżniczko - mruczy. 
Odrzuca marynarkę na oparcie fotela i rzuca się na łóżko obok mnie. 
 - Jak ci minął dzień? - pyta całując mnie w szyję. 
 - Ciężko - odpowiadam wzdychając. - A tobie? 
Wzrusza ramionami i znowu mnie całuje, tym razem bliżej obojczyka.
 - Spotkania, papiery, znowu spotkania i znowu papiery. Nudno. Jak zwykle - odpowiada. 
Czuję jego dłoń na mojej talii, która sunie coraz wyżej. 
 - Mike... - zaczynam, gdy kładzie ją na mojej piersi. 
Pocałunkami schodzi coraz niżej. 
Zabieram jego dłoń i odsuwam się trochę. 
 - Przestań - mówię. 
 Mike też się trochę odsuwa i posyła mi wzrok. 
 - Znowu? - pyta wzdychając. - Co tym razem, Hazel? Okres czy boli cię głowa? 
 - Po prostu, nie chcę, Mike - odpowiadam czując coraz większe wnerwienie. 
Michael przymyka powoli oczy i przeczesuje dłonią włosy. 
 - Nie kochaliśmy się od czasu naszego zerwania - przypomina mi. - Czy nie uważasz, że to trochę dużo czasu?
 - Miałam dzisiaj ciężki dzień, okej? - odpyskowuje. - Ostatnia rzecz o jakiej myślę, to seks. Nie mam ochoty, Mike - powtarzam coraz bardziej zniecierpliwiona. - Chcę po prostu położyć się spać.
Mój narzeczony prycha i przytakuje głową. 
 - Okej, pewnie. Odłóżmy tę rozmowę. Tak jak każdą inną - mamrocze pod nosem.
Wstaje z łóżka i wychodzi przez drzwi, które prowadzą do łazienki. Chwilę później do moich uszu dociera dźwięk lejącej się wody. 
Bierze prysznic.
Wypuszczam głośno powietrze i gaszę lampkę stojącą przy stoliku. W ciemności zaczynam patrzeć się bez celu w sufit, a mój mózg ogarniają myśli.
Nie potrafię się przemóc. To silniejsze ode mnie. Za każdym razem kiedy Mike mnie dotyka widzę przed oczami Justin'a. Wspomnienia jego osoby nawiedzają mnie w każdym pieprzonym momencie mojego życia. A fakt, że dzisiaj go widziałam wcale nie pomaga.Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że znowu wróciłam do punktu wyjścia.
Do tego ciągle mam w głowie słowa Rue. Czy to możliwe, że Mike mnie zdradza? Późno wraca do domu, często go nie ma. Gdyby tak się nad tym zastanowić, to naprawdę możliwe. Najgorsze jest to, że bardziej niż pytania takie jak czy, z kim i dlaczego mnie zdradza, obchodzi mnie pytanie: Dlaczego nie czuję się o niego zazdrosna? 

***
Dłuuugo nie było rozdziału, ale już wróciłam haha! 
To nie jest jeden z tych emocjonujących rozdziałów, ale niestety te nudniejsze też muszą się tu znaleźć inaczej historia byłaby bez sensu. 
Jeżeli dobrze odczuwam, to kolejny rozdział będzie długi. Chyba, że coś w nim zmienię, no ale na razie zapowiada się, że będzie dosyć długi!

Po dodaniu kilku rozdziałów pod rząd poczułam, że muszę zrobić sobie przerwę. Z jednej strony dlatego, że czułam się trochę wypalona z pomysłów i weny, a po części dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie udałoby mi się pogodzić szkoły z pisaniem. 
Miałam zbyt dużo rzeczy na głowie, ale myślę (i mam nadzieję) że teraz już będzie lepiej!

Rozdział 34 jest kluczowy i najważniejszy w całej tej historii, więc potrzebuję trochę więcej czasu, aby go napisać. Nie chcę go zepsuć, a tego się boję najbardziej, więc zapewne nie pojawi się on jutro ani po jutrze. Proszę o cierpliwość, kochani x 



4 komentarze:

  1. Nawet te "nudne" rozdziały są zaj*biste <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet te "nudne" rozdzialy sa zaj*biste <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Akcja jak Hazel opieprzyla Tate Justina najlepsza <3 Ma racje dobrze że mu wygarnela jak mozna tak traktować swoje dziecko ... I jeszcze faworyzować drugie :/
    A Justin powinien potem za nią wybiec z tego domu czy coś a on stal jak kołek ;/
    Ale ogolnie rozdział mega ! czekam z niecieroliwoscią na nastepny ;*

    OdpowiedzUsuń

Template made by Robyn Gleams